Święty Alfons Maria de Liguori jako założyciel Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela Praca z historii Kościoła napisana pod kierunkiem ks. prof. zw. dr hab. Józefa Swastka Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu 2004 r. Spis treści Bibliografia____________________________________________________________str. 2 Wstęp_________________________________________________________________str.6 Rozdział I Biogram św. Alfonsa M. de Liguoriego § 1. Pochodzenie św. Alfonsa ______________________________________________str.8 § 2. Młodość i studia _____________________________________________________str.9 § 3. Praca na stanowisku adwokata __________________________________________str.11 § 4. Wstąpienie do seminarium duchownego w Neapolu _________________________str.16 § 5. Działalność duszpasterska i naukowa § 5. 1 Św. Alfons jako duszpasterz __________________________________________str.19 § 5. 2 Św. Alfons jako teolog ______________________________________________str.24 Rozdział II Św. Alfons jako założyciel Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela §1. Początki Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela §1.1 Działalność organizacyjna św. Alfonsa M. de Liguoriego § 1.1.1 Powstanie Zgromadzenia Najświętszego Zbawiciela _____________________str.28 § 1.1.2 Zatwierdzenie w Rzymie reguły Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela ___str.40 § 1.1.3 Bezowocne starania o zatwierdzenie Zgromadzenia w Królestwie Neapolu ___str.43 § 1.1.4 Św. Alfons jako biskup diecezji Santa Agata dei Goti ____________________str.48 § 1.1.5 Rozłam Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela ______________________str.50 § 1.2 Godło Zgromadzenia _______________________________________________str.57 §1.3 Konstytucje zakonne ________________________________________________str.58 Rozdział III Duchowość Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela §1. Kult Eucharystii w Zgromadzeniu Najświętszego Odkupiciela ________________str.64 1 §2. Kult Matki Bożej w Zgromadzeniu Najświętszego Odkupiciela _______________str.67 Rozdział IV Rozwój placówek Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela §1. Rozwój Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela w Europie Zachodniej _______str.71 §2. Redemptoryści w Polsce ______________________________________________str.73 Chronologia życia św. Alfonsa ____________________________________________str.76 Zakończenie___________________________________________________________str.78 BIBLIOGRAFIA Źródła drukowane LIGUORI Alfons, Listy okólne do członków Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, [tłum. oo. Redemptoryści] Kraków 1925 LIGUORI Alfons Medytacje eucharystyczne, tłum. [oo. Redemptoryści] Kraków 1999 LIGUORI Alfons Medytacje pasyjne, tłum. K. Franczyk, J. Chaim Kraków 1998 LIGUORI Alfons, Prawdziwy redemptorysta, [tłum. oo. Redemptoryści] Podgórze [Kraków] 1905 LIGUORI Alfons, Stając przed Bogiem, tłum. K. Kut, E. Klaczak, E. Dobrzelecka, Kraków 2001 LIGUORI Alfons, Wysławianie Maryi, tłum. S. Misiaszek, M. Pierzchała, Kraków 2000 2 JAN PAWEŁ II, papież Ecclesia de Eucharistia Wrocław 2003 JAN PAWEŁ II, papież Przesłanie Jana Pawła II do Redemptorystów z 3 października 2003 roku KONSTYTUCJE i statuty Zakonu Sióstr Najświętszego Odkupiciela, [tłum. ss. Redemptorystki] Rzym 1985 PISMO ŚWIĘTE Starego i Nowego Testamentu, opracował zespół biblistów polskich z inicjatywy Benedyktynów tynieckich, Poznań 1996 Opracowania A.B., Żywot św. Alfonsa Marii Liguoriego założyciela Zakonu Najświętszego Odkupiciela Biskupa św. Agaty Gotów Doktora Kościoła Św., Kraków 1929. BEJCZUK Joanna Tylko pomoc w kuchni „Rodzina Odkupiciela”, nr 3 [1998] CROSTAROSA Maria Celeste, Autobiografia, tłum. Kut Kazimiera Bielsko-Biała 1997. DUCHOWOŚĆ s. Marii Celeste Crostarosa, tłum. Siostry Redemptorystki, Kraków 2000. KAWECKI Witold, Piękno życia chrześcijańskiego, Kraków 1999 3 KLAMKA Marcin Odkupienie w ujęciu św. Alfonsa Marii de Liguori „Rodzina Odkupiciela”, nr 2 [2003] KOŹLAK Piotr Nie poddawaj się przeciętności!: Duchowość świeckich wg św. Alfonsa de Liguori, Gliwice 2002 KOŹLAK Piotr, Św. Alfons Liguori, Kraków 2003 LABAK Krzysztof Święty Alfons – teolog „Revertimini ad fontes”, nr 2 [1996] ŁUBIEŃSKI Bernard Życie świętego Alfonsa Kraków 1918 MAJORANO Sabatino, Być Kościołem z opuszczonymi. Perspektywy życia chrześcijańskiego w ujęciu św. Alfonsa, Liguori , tłum. J. Chaim Kraków 2000 OPPIZ Józef Historia i duchowość alfonsjańska, tłum. S. Stańczyk Kraków 1987 REDEMPTORYŚCI w świetle odnowionych konstytucji, tłum. S. Stańczyk, Kraków 2001 REI-MERMET Theodule Święty wieku odrodzenia. Alfons de Liguori (1696-1787), tłum. Teresa M. Micewicz 4 Warszawa 1987 RISPOLI Pierre Luigi Vita del B. A. M. De Liguori, Saggio storico, Roma 1896 SŁABY Stanisław Święty Alfons jako artysta „Revertimini ad fontes”, nr 2 [1996] SZYMAŃSKA Marzena Jubileusz Stowarzyszenia „Nadzieja”, „Rodzina Odkupiciela”, nr 3 [2001] ŚW. KLEMENS Hofbauer patron jednoczącej się Europy, Red. W. Kawecki, J. Serafin, W. Gonczaruk Kraków 2001 TANNOIA Antonio Maria Della vita ed instituto del Ven. S. di D. Alfonso M. Liguori Napoli 1798-1802 WYBRAŁ ich Bóg: święci i błogosławieni redemptoryści Red. A. Bazielich i in. Kraków 1996 www.redeptorpl/barka/duszp.pow./index 28.03.2004 www.zmwschod.ok.wroc.pl/index 28.03.2004 www.cssr.com/polski/whoarewe/archives.shtml 04.04.2004 5 Wstęp Każdą wspólnotę, która wyrosła na przestrzeni wieków w łonie Kościoła, możemy porównać z rozwojem człowieka. Od momentu poczęcia do śmierci człowiek przechodzi wiele etapów. Dzieciństwo charakteryzuje się naśladowaniem otoczenia, ale przede wszystkim rodziców, którzy uczą odróżniania dobra od zła. Podobnie i wspólnota kształtuje się, rozwija, uczy się na własnych błędach. W mojej pracy chcę przedstawić zarys historii, zwłaszcza początki, Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela (CSsR). Instytut ten został założony w 1732 roku we Włoszech przez św. Alfonsa Marię Liguoriego. W pracy tej pragnę przedstawić jego działalność. Zgromadzenie przez prawie trzysta lat swego istnienia wniosło swój wkład w rozwój Kościoła przez dzielenie się własną duchowością. W centrum tej duchowości znajduje się życie według tajemnicy Odkupienia i głoszenie tej ogromnie radosnej nowiny najbardziej opuszczonym. Już wcześniej poznałam nieco sylwetkę św. Alfonsa, gdyż to właśnie jego duchowi synowie przygotowywali mnie do przyjęcia Sakramentów i kształtowali postawy chrześcijańskie przez katechezę i prowadzone przez nich wspólnoty dla młodzieży. Również wspólnota sióstr Redemptorystek wywarła ogromny wpływ na moje relacje z Chrystusem Odkupicielem. Celem mojej pracy jest więc pogłębienie i usystematyzowanie wiedzy na temat św. Alfonsa Liguori i jego dzieła. Przy pisaniu pracy będę korzystać z książek związanych ze Zgromadzeniem Najświętszego Odkupiciela oraz z artykułów zawartych w czasopismach „Homo Dei”, „Revertimini ad fontes” i „Rodzina Odkupiciela”. 6 W pierwszym rozdziale ukazuję sylwetkę św. Alfonsa, jego życiorys aż do otrzymania święceń kapłańskich oraz jego działalność duszpasterską i naukową. W rozdziale drugim postaram się przybliżyć początki Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela i rolę, jaką spełniał w tym procesie twórczym Założyciel. Aby ukazać cele i założenia tego Instytutu, wspomnę w tym rozdziale o konstytucjach, jakimi się on kierował. Trzeci rozdział zawierać będzie charakterystyczne cechy duchowości redemptorystowskiej, jakimi są kult Jezusa Eucharystycznego i Maryi jako Matki Odkupiciela, niepokalanie poczętej Orędowniczki u Syna. W czwartym rozdziale pragnę ukazać, jak duch św. Alfonsa żyje i dziś, w XXI wieku, jak Redemptoryści pracują na Bożej niwie na świecie, a konkretnie w zachodniej części Europy i w samej Polsce. Myślę, że taki schemat pracy pozwoli mi osiągnąć cel, jaki założyłam sobie pisząc niniejsza pracę. Materiał, jaki udało mi się zebrać pozwoli mi odkryć wartość pracy Zgromadzenia, które narodziło się na pięknym wybrzeżu neapolitańskim. Chce zanieść prawdę o miłości Jezusa do wszystkich zakątków ziemi, zwłaszcza tam, gdzie najbardziej opuszczeni duchowo ludzie nie widzą sensu swego życia Materiał jaki zebrałam nie wyczerpuje w całości tak szerokiego tematu, tym bardziej, że większość literatury źródłowej powstała w języku włoskim, a ja sięgnęłam jedynie do tego, co przetłumaczono na język polski. Całą dokumentację jaką należy zachować, począwszy od pism Założyciela, poprzez różne oficjalne dokumenty powstałe od początku Zgromadzenia, przechowuje Archiwum Generalne Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela.1 W grudniu 1948 roku w celu troski i promocji poszukiwań historycznych odnośnie początków, ewolucji i różnorodnej działalności Zgromadzenia i jego członków powstał w Rzymie Instytut Historyczny CSsR.2 1 2 www.cssr.com/polski/whoarewe/archives.shtml, 04.04.2004 Tamże 04.04.2004 7 Pragnę podziękować przede wszystkim Panu Bogu za dar pobierania nauki na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, ale też składam podziękowania mojemu promotorowi ks. prof. Józefowi Swastkowi za pomoc i wsparcie duchowe oraz ojcom i braciom Redemptorystom z Barda, Krakowa i Tuchowa, siostrom Redemptorystkom z Bielska-Białej za udostępnienie potrzebnych do napisania materiałów i modlitwę. Rozdział I Biogram św. Alfonsa Marii de Liguoriego § 1. Pochodzenie św. Alfonsa Św. Alfons Maria de Liguori urodził się 27 września w 1696 roku w Marianella pod Neapolem jako najstarszy z ośmiorga dzieci Anny i Giuseppe Liguorich. Ochrzczony został dwa dni później w parafii Santa Maria delle Vergini. Szczególna patronką dziecka stała się Matka Boża, na cześć której obok imienia Alfons otrzymał imię Maria.3 „Alfons. Małżonkowie Liguori-Cavalieri zapewne nie rozumieli etymologii tego pięknego imienia. Pisownia imienia Alfons przez „ph” 3 Wybrał ich Bóg. Święci i błogosławieni Redemptoryści, red. A. Bazielich i in., Kraków 1998, s. 11 8 spotykana w języku łacińskim (Alphonsus) i francuskim (Alphonse), zdająca się naprowadzać na grecki źródłosłów, jest błędem ortograficznym, który wszedł w użycie. Imię Alfons pochodzi od dwóch rdzeni germańskich: a d a l, człowiek szlachetnie urodzony i f u n s, skory do walki.4 Dziewięćdziesiąt jeden lat życia Alfonsa było okresem wielkich zmian politycznych, zarówno w Europie, jak i za oceanem w Ameryce. Zmiany te dokonywały się przez gwałtowne wstrząsy rewolucyjne. Można powiedzieć, że charakterystycznym znakiem czasów Alfonsa były wojny. Jego lata dziecięce i młodzieńcze cechowały gry polityczne i zmiany rządów oraz politycznych aliansów. W rodzinnym Neapolu zmieniały się dynastie panujących. Kiedy Alfons się urodził, Królestwo Neapolu było pod panowaniem hiszpańskim. Gdy miał 11 lat, przejęli władzę Austriacy. Władza ta utrwaliła się w północnej Italii, podczas gdy Królestwo neapolitańskie znów cieszyło się względna autonomią pod rządami Burbonów. Podczas długiego życia Alfonsa na Stolicy Apostolskiej zasiadało ośmiu papieży, od Innocentego XII do Piusa VI. Niektórzy z nich byli osobistościami na polu kościelnym i jako rządcy Państwa Kościelnego. Ogólnie panował jednak klimat antyrzymski i antypapieski. Okres rządów papieża Klemensa XI ( 1700-1721 ), czyli okres młodości Alfonsa, był ciągłą walką z hiszpańskim regalizmem i francuskim gallikanizmem, a nade wszystko nieustannym zmaganiem z jansenizmem.5 O Liguorich można by rzec: Nie książęta, ale rycerze. Niektórzy byli awanturnikami i wojownikami w armii. I tak od trzech pokoleń przodkowie Don Giuseppe po mieczu robili kariery. On sam, ojciec św. Alfonsa, jako młody chłopiec służył w piechocie morskiej przez siedemnaście lat, głównie na statku La Capitana. W tym czasie 15 maja 1695 roku, w wieku dwudziestu pięciu lat, w katedrze neapolitańskiej młody oficer poślubił Donnę Annę Katarzynę Cavalieri. Donna Anna była świetną partią. Urodzona 24 listopada 1670 roku, była piątym dzieckiem jednego z pierwszych urzędników królestwa, Don Federico T. Rei- Mermet, Święty wieku Odrodzenia, tłum. Teresa M. Milewicz, Warszawa 1987, s. 18 J. Oppitz, Historia i duchowość alfonsjańska, tłum. S. Stańczyk, Kraków 1987, s. 30-31 Jansenizm – ruch religijny i społeczny powstały w łonie Kościoła katolickiego we Francji (1640-1713), głoszący religijność opartą na rygoryzmie obyczajowym, a w zakresie teologii – na minimalizacji roli zasług ludzkich w dziele zbawienia, potępiony przez Kościół. Por. W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, Warszawa 1990, 4 5 9 Cavalieri i Donny Eleny d’Avenia z rodziny markizów pochodzenia hiszpańskiego. Ród Cavalierich stanowił typ rodziny patrycjuszowskiej, dla których najważniejszymi były prawa starszeństwa, czyli dziedziczenia oraz religia. Ojciec Anny, Din Federico był dziedzicem majątku, rodu i nazwiska Cavalierich, jednocześnie w ministerstwie finansów prowadził sprawy handlowe korony i państwa. Małżeństwo Liguori – Cavalieri wydało na świat w ciągu dziesięciu lat czterech chłopców i cztery dziewczynki. § 2. Młodość i studia Stanowisko wyższego oficera w marynarce wojennej ułatwiało Don Giuseppe dobranie licznej, taniej i łatwej do utrzymania w ryzach służby pośród tureckich niewolników i barbarzyńców, zatrzymanych w czasie wypraw przeciw piratom. Każdy z synów miał swego kamerdynera. Ojciec zamierzał wykorzystać podwójny przywilej, jaki przysługiwał Alfonsowi: przynależność do elity społecznej i pierworództwo wobec braci i sióstr. Ta podwójna szansa przy urodzeniu niosła ze sobą tytuł, władzę, bogactwo, możność próżnowania i pewność wspaniałego małżeństwa. Don Giuseppe czuwał, by ten, który nosi jego nazwisko przejął całą ojcowiznę, ziemię i pałac oraz zachował ród, by stał się najbardziej olśniewającym magnatem w królestwie. Miał dość wykształcenia, by się orientować, że nazwisko, które przekazywał, wywodzi się prawdopodobnie ze wschodu, z greckiego „liguoros”, sławny. Będzie nim, syn to udowodni. Było to jedno z najstarszych nazwisk południowej Italii. Neapol posiadał Liguorich zanim miał królów. Nie nosili żadnego z tytułów arystokratycznych, których posiadacze rywalizowali ze sobą w królestwie o to, który z nich jest wyższy. Od XV wieku Liguori zasiadali w „piazza di Portanova”, w jednej z sześciu dzielnicowych rad miejskich, które na zasadzie prawa dziedziczenia rządziły miastem. Początkowy etap wychowania Alfonsa oraz jego braci i sióstr należał do jego matki, mimo, że zwyczajowo zadanie to wykonywała służba. Donna Anna nie pozwoliła nikomu innemu uczyć swe dzieci powinności chrześcijańskich. Każdego ranka i każdego wieczora klękała z nimi do wspólnej modlitwy. Co tydzień prowadziła do kościoła w celu odbycia spowiedzi u o. Tomasza Pagano, dalekiego 10 kuzyna Anny, Oratorianina promieniującego pobożnością i duchowością św. Filipa Nereusza. O. Pagano był spowiednikiem Alfons przez trzydzieści lat. Całe dobro, jakie spełniłem w młodości fakt, że nie uczyniłem niczego złego, zawdzięczam mojej matce. Don Giuseppe Liguori był również pobożnym chrześcijaninem. Nie podzielał raczej zewnętrznej pobożności żony, jej pokut i umartwień. Ascetyczny tryb życia Donny Anny odbiegał od stylu neapolitańskiej duchowości, określanej jako „włoski zmysł radości i słodyczy”. Don Liguori uczęszczał do kościoła i sakramentów, co roku odprawiał rekolekcje u jezuitów lub u lazarystów. Ale i na statku miał kabinę przypominającą mniszą celę: na jej ścianach wisiały święte obrazy. Ten człowiek silny, wielki pan, nie mógł nie wywierać wpływu na dzieci, choć więcej czasu spędzał na galerze niż w domu. Ale i tak narzuca swoją osobowość, zwłaszcza najstarszemu, wobec którego ma skrystalizowane ambitne plany. Alfons przez trzydzieści trzy lata żył między tym człowiekiem ze stali i kobietą z aksamitu. Po pierwszej Komunii Św., 25 września 1705 roku, najstarszy z Liguorich wstąpił do konfraterni Młodych Szlachciców. Do 15 sierpnia 1715 roku oratorium św. Józefa było kolebką jego młodości. W tym czasie Alfons każdej niedzieli uczęszczał do parku Miradois z towarzyszami modlitwy i zabawy. Zgodnie z ze zwyczajami ówczesnej szlachty bracia Liguori uczyli się w domu. Ich nauczycielem został ojciec Domenico Buonnaccia, ksiądz z Kalabrii. Całe nauczanie było oparte o humanizm odrodzenia Alfons Robił szybkie postępy w nauce języków: łaciny, greki, francuskiego, hiszpańskiego. Inni profesorowie uczyli go filozofii i matematyki a uczeń czynił nie mniejsze postępy. Alfons od najmłodszych lat był wtajemniczany w sztuki szlacheckie, takie jak jazda konna i szermierka. Nauka obejmowała również grę na klawesynie, rysunek, malarstwo, architekturę. Wszystkie te dziedziny sztuki św. Alfons opanował niemal perfekcyjnie. 6 Dzięki ogromnej inteligencji i pracy, Alfons już w wieku 12 lat podjął studia uniwersyteckie na wydziale prawa. Czas jego nauki na jednym z najstarszych uniwersytetów na świece (piąty: po Bolonii, Walencji, Oxfordzie i Paryżu) przypada na lata 1708-1713. W XVIII w. w Neapolu na trzydzieści katedr uniwersyteckich 6 M. Listwon, Św. Alfons Maria Liguori (1686-1787), [w:] Wybrał ich Bóg, dz. cyt., s. 13 11 przypadało pięć katedr prawa kanonicznego i sześć prawa cywilnego. Alfons musiał najpierw zostać „bakałarzem” przez złożenie egzaminu wstępnego u profesora retoryki Giambatisty Vico.7 § 3. Praca na stanowisku adwokata Ażeby wprowadzić Alfonsa do zawodu, ojciec umieścił go na stażu u znakomitości owych czasów, adwokata Luigi Perrone. Po jego śmierci u znanego prawnika Don Andrea Jovene.8 Pragnąc zapewnić powodzenie karierze swego pierworodnego, Don Giuseppe wyraźnie zadowalał się jedynie znakomitościami. Pewien humorysta zapytywał, czy Alfons został świętym, ponieważ był adwokatem, czy też dlatego, że porzucił sądy? A może jedno i drugie. W każdym razie stanął w szranki z otwartymi oczyma co do pokus adwokatury, jak też jasno widząc swe obowiązki. Świadczy o tym dwanaście przykazań adwokata, które zapisał, zapewne z pomocą ojca Pagano. Miał je pod ręką i często o nich myślał: Nigdy nie podejmować się prowadzenia sprawy niesłusznej, gdyż traci się spokój sumienia i dobrą opinię. Dla obrony słusznej sprawy nie posługiwać się środkami niegodziwymi lub niesprawiedliwymi. Nie obciążać klienta nadmiernymi kosztami, w przeciwnym razie adwokat zobowiązany jest do restytucji. Traktować interesy klienta z taką samą troską jak własne sprawy. Należy studiować akta procesów, aby móc wyciągnąć mocne argumenty w obronie przyjętej sprawy. Opóźnienia i niedbałość adwokata często przynoszą krzywdę klientów; adwokat jest wówczas zobowiązany do jej wynagrodzeni, w przeciwnym razie grzeszy przeciw sprawiedliwości. Adwokat winien prosić o pomoc Bożą, ponieważ Bóg jest pierwszym Obrońcą sprawiedliwości. 7 T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. A. M. Tannoia, Della vita ed Instituto del Ven. S. Di D. Alfoso M. Liguori, Napoli 1789-1802, t. I s. 240, cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 90 8 12 Źle postępuje adwokat, jeśli przyjmuje więcej spraw niż mu na to pozwala czas, siły i zdolności, gdyż nie potrafi skutecznie ich bronić. Sprawiedliwość i prawość są dwiema nieodłącznymi towarzyszkami adwokata, ma ich stale strzec jak źrenicy oka. Adwokat, który przegrywa sprawę z powodu swego niedbalstwa ma obowiązek wynagrodzić wszystkie straty poniesione przez klienta. W obronie sprawy mówić tylko prawdę i niczego nie ukrywać, szanować przeciwnika i opierać się jedynie na słusznym rozumowaniu. Ostatecznie dobry adwokat winien odznaczać się następującymi cnotami: wiedzą, pilnością, prawością, wiernością i sprawiedliwością.9 Ten maleńki traktat etyki zawodowej nie pozwala Alfonsowi spocząć. Niedługo w kuluarach Tribunali i w salonach stolicy zaczyna być głośno o nowym adwokacie, który ma wiedzę, jest pracowity, zdolny i… uczciwy, gdy tak łatwo można by oszukiwać. Ponadto przez matkę przynależy do Cavalierich, a od wieków Cavalieri są królami w sądownictwie, od roku 1707 dobrze widziani w Wiedniu. Wuj Giuseppe jest ministrem. Jego najwięksi przyjaciele są, podobnie jak on, członkami Sacro Real Consiglio. Młody Liguori jeszcze nie mając dwudziestu lat, podejmuje się już obrony w wielu sprawach. Jako adwokat miał głęboką wiedzę, nie znosił intryg, odrzucał każdą sprawę dyskusyjną pod względem moralnym, dla klientów pełen uprzejmości i bezinteresowności, miał taki wpływ na ludzkie serca, że jego mowy obrończe czarowały sędziów i pozbawiały słów jego przeciwników. Toteż każdy chciał w takie ręce złożyć swoje interesy.10 Nie ma podstaw do kwestionowania tego, co w 1834 roku napisał jeden z pierwszych biografów świętego, dobrze poinformowany: „Można stwierdzić z katalogu wyroków, że od 1715 do 1723 roku, w czasie, kiedy po ukończeniu stażu Alfons zajmował się zawodowo adwokaturą, nigdy nie przegrał procesu”. 11 Ten katalog procesów niestety zaginął. Atmosfera kadzidła i powodzenia, jaką oddychał w sądach nie oszołomiła Alfonsa. Ojciec chciał, aby był adwokatem, mając w perspektywie zyskowne honoraria i najwyższe urzędy. Posłuchał, bo cóż innego mógł uczynić mając 9 P. L. Rispoli, Vita del B. A. M. De Liguori, Napoli 1834, s. 16, cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 91-92 T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 94 11 A. M. Tannoia, I s. 7, dz. cyt., cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 94 10 13 dwanaście lat wobec tak niezwykle surowego człowieka. Lecz sercem nigdy się nie przystosował do niezdrowej gorączki sądów. Czego Pan Bóg od niego oczekiwał? Po co być w przepełnionym kapłanami Neapolu jeszcze jednym z nich? 15 sierpnia 1715 roku, w wieku lat dziewiętnastu, Alfonsa przyjęto do konfraterni doktorów. Było to środowisko o wielkiej gorliwości i budujące dla całego Neapolu. Wierni duchowości i metodom swego założyciela św. Filipa Neri, księża Oratorianie starali się „braci” przepoić duchem Jezusa. Chcieli uczynić z nich przyjaciół i Boga i wydajnych pracowników dla państwa. Alfons jako dziecko karmiony mlekiem pobożności, jako dorosły pragnął zakosztować pokarmu dla mocnych. Już na innym poziomie odnajduje zalecenia Filipinów z oratorium, które przyswoił sobie w dzieciństwie: modlitwa i rozmyślanie, lektura i konferencje, nieszpory i laudesy, przyjaźń i odprężenie. Patronką konfraterni obrano Matkę Bożą Nawiedzenia. Członkowie tego stowarzyszenia wyznaczyli sobie zadanie charytatywne – odwiedzanie i pielęgnowanie chorych w największym szpitalu w Neapolu, Santa Maria del Popolo, nazwanym ponuro „nieuleczalni” (Incurabili). Konfraternia doktorów utrzymywała ze swych składek czterdzieści osiem miejsc i opiekowała się trzystu pięćdziesięcioma chorymi. Przyszły moralista doznaje szoku, widząc ofiary syfilisu. Alfons z miłością i serdecznie, w stroju adwokackim, posługiwał chorym, słał łóżka, pocieszał ich i przynosił jedzenie. Owe rundy miłosierdzia odbywały się, co tydzień bez szpady, ale w todze, tak jak na sali sądowej. Było to uczczenie Chrystusa w cierpiących braciach, uczczenie, które podejmowała konfraternia doktorów rotacyjnie, a wszyscy razem w niedzielę. Zamknięty w swym środowisku i pogrążony w studiach syn takiej rodziny, cóż mógł wiedzieć o niezgłębionej przepaści oddzielającej świat Łazarza od bogaczy? Przystąpienie do konfraterni Nawiedzenia po raz pierwszy doprowadziło tego wspaniałego Samarytanina do zbliżenia się, dłuższego przebywania i dotykania co tydzień własnymi rękami ludzi leżących przez całe lata w rynsztoku, obdartych, okaleczonych, jęczących na ulicach, na skraju dróg, którymi on kursował jako bogacz. Przez osiem lat pochylał się nad takimi z przerażeniem i z miłością. Alfons zauważył, że nie wystarczy dobroczynność bogatych wobec biednych, nie da się tego 14 pogodzić z Ewangelią. Zdumiony Neapol dostrzegł wkrótce eleganckiego młodzieńca wciąż przebywającego wśród ubogich. Młody adwokat poświęcał się dla biednych jeszcze w innej konfraterni: „misericordiella” – Matki Bożej Miłosierdzia. Raz na miesiąc jej członkowie zbierali się, odkładali szpady i przywdziewali białą pelerynę z czerwonym kapturem. Towarzyszyli pogrzebom biedaków dzielnicy śpiewając psalmy. Ale głównie prowadzili dom-hotel, który zapewnia przez trzy dni bezpłatny dach nad głową, stół łóżko dla przejeżdżających kapłanów pielgrzymów lub cudzoziemców. Obok hotelu szpital, który przyjmował i leczył miejscowych księży, a panowie z konfraterni służyli im pełni poświęcenia i szacunku. Co tydzień ci wielcy panowie w komżach i pelerynkach, chodząc po mieście wyciągali rękę po datki dla swych podopiecznych. To twarda próba dla ich dumy. Część zebranych pieniędzy szła również na pomoc duchownym zatrzymanych w więziennych ciemnicach arcybiskupstwa i nuncjatury. W ostatnią niedzielą miesiąca przychodzili do tych biednych kapłanów i wnosili trochę słońca do więzienia dla serc i żołądków – dobry posiłek i przyjaźń. 27 marca 1726 roku Alfons wystąpił z konfraterni Matki Bożej Miłosierdzia, na piętnaście dni przed swoim diakonatem. Jego obecne zajęcia: studium teologii, katechizowanie, misje brewiarz, kazania nie pozwalały mu na wypełnianie obowiązków w konfraterni.12 Mając osiemnaście lat zakończył staż i stał się „dorosłym człowiekiem” dla ojca, który wprowadził go do Misericordielli. Wraz z nim odprawiał co roku rekolekcje u Jezuitów lub u Lazarystów. Również prowadził go do teatru i na światowe wieczorki. Chciał, aby się na nich dobrze prezentował. Również u siebie organizował przyjęcia. Ojciec był dumny ze swego pierworodnego. Znając pozycję Liguorich i Cavalierich na dworze cesarskim oraz błyskotliwy początek kariery młodego adwokata, wszyscy przepowiadali Alfonsowi szybką promocję do senatu Królestwa. Jednak palestra szybko rozczarowała młodego Liguoriego, a ciążenie ku Bogu stawało się coraz większe. Zdaje się, że od pierwszych rekolekcji zamkniętych u Jezuitów w 1714 roku datuje się jego zamysł, decyzja może nawet ślub, że będzie 12 T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 101- 104 15 Teatynem, jak dwaj jego kuzyni i sąsiedzi, bracia Domenico I Emanuele de Liguori, których oddziaływanie apostolskie było powszechnie znane. Stąd długotrwały dramat lat 1714-1723, odrzucanie wszelkich projektów matrymonialnych, które obmyśla Don Giuseppe i niemożność przekazania swego sekretu autorytarnemu i cholerycznemu ojcu. Ten nie potrafiłby go zrozumieć ani nawet zaaprobować. Łaska, która towarzyszyła Alfonsowi i nigdy go nie opuściła, nieustannie kołacząc do jego serca, ta łaska ukazała mu się, gdy się opuścił w miłości, a świat go nie nasycił. Bóg pozostawał jakiś czas na drugim planie. Jednak po rekolekcjach u Lazarystów 4 kwietnia 1722 roku, gdy dzwony zadzwoniły na gloria, Alfons był już odmieniony, powiedział stanowcze „żegnaj” światu i marnościom, postawił to u stóp krucyfiksu. Żył w celibacie jedynie dla Boga i zbawienia, jego „wizyty” ograniczały się odtąd do Nieuleczalnych i Przenajświętszego Sakramentu. Aż do śmierci głosił, że te rekolekcje były największym miłosierdziem Bożym w jego życiu. Podczas Wielkiego Tygodnia w 1723 roku Alfons ponownie odprawił rekolekcje. Ożywił swe postanowienie, by tylko zajmować się Bogiem oraz swym zbawieniem i nawet nie słuchać rozmów o małżeństwie. Zgodnie z logiką swego wyboru, skoro nie zamierzał przez małżeństwo zapewnić ciągłości swego rodu, uczynił wielki krok: zrzekł się praw starszeństwa na rzecz swego brata Ercole. Palestry jeszcze nie porzucił, miał tam, w obronie sprawiedliwości, stałe powodzenie. „Był adwokatem księcia Gravina w sprawie przeciwko domowi Toskańskiemu w procesie, w którym chodziło o sumę 6 milionów dukatów. Była to poważna sprawa, więc studiował ją bardzo długo i dogłębnie. Przedmiotem sporu był przywilej, o którym należało orzec, czy jest >>stary<<, czy >>nowy<<. Nasz Ojciec utrzymywał, że to stary przywilej i jego mowa w sądzie wszechstronnie to wykazała. Jeden z sędziów, możliwe, że był to Maggiocchi, dał wówczas do odczytania akt koncesji, gdzie przywilej określono wyraźnie jako „nowy”. Nasz Ojciec przedtem wielokrotnie czytał ów dokument… Sam podał nam ten szczegół w takich właśnie słowach. Zanotowałem je w pół godziny później.”13 13 Archiwum Generalne Redemptorystów, F. Kunz, t. IV, s. 73, cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 111 16 Są to słowa spisane przez ojca Pasquale Bonassisa w trzydzieści pięć lat po tych wydarzeniach z 29 sierpnia 1723 roku. To snop światła rzucony na długą legendę o momencie zwrotnym w życiu Alfonsa de Liguori. Po przegranej młody adwokat na zawsze porzucił salę sądową ze słowami: „Znam cię i wiem coś wart, świecie!” To było krzyczące, lecz zalegalizowane oszustwo przeciw Orsinim z Graviny. Alfons uważał, że prawo jest po jego stronie. Błyskotliwa i jasna argumentacja adwokata wywoływała szmer podziwu wśród obecnych na Sali sądowej. Oczywiście wszystko było uprzednio uzgodnione. Władza zdeptała prawo, pogwałciła słuszność. Adwokat de Liguori, jakby gromem rażony stał chwilę milcząc, po czym czerwony z gniewu wyszedł z pochyloną głową z sali rozpraw sądowych. Wrócił do domu i na trzy dni zamknął się w swoim pokoju. § 4. Wstąpienie do seminarium duchownego w Neapolu Proces przegrany, ale zatryumfowała inna sprawa. Zerwał światowe przyjaźnie, zerwał z grą w karty czy na klawesynie. Pogrążył się w długich modlitwach, czytaniu żywotów świętych czy wielogodzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu w kościele. Alfons, rozdarty wewnętrznie, przeżywał dramat rozdarcia miedzy wiernością ojcu a Bogu. Znajdował ukojenie w pracy dla nieuleczalnie chorych. W szpitalu zobaczył właśnie wielkie światło a w sercu usłyszał głos: Porzuć świat i oddaj się Mnie! Poczym udał się do kościoła Matki Bożej od Wykupu Niewolników i tam u stóp Pani złożył szpadę i wszystko, co ona wówczas oznaczała. 29 sierpnia stał się dla niego dniem nawrócenia. Udał się zaraz do Oratorianów prosząc o przyjęcie. Ci jednak zażądali od niego zgody ojca. Poprosił, więc Don Giuseppe o błogosławieństwo. Dopiero po długich namowach, radach wielu osób, doszli do wspólnego kompromisu: Alfons będzie księdzem, ale nie u Oratorianów, lecz w diecezji, wówczas będzie mieszkał z rodzicami. I oto 27 października 1723 roku dwudziestosiedmioletni Alfons zrzucił świeckie szaty i z radością włożył sutannę.14 Don Giuseppe miał nadzieję, że nigdy nie zobaczy swego pierworodnego w sutannie i powiedział, że na jej kupno brak jest pieniędzy. Syn jednak zdobył strój 14 T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 121 17 duchowny w składzie starych rzeczy, których nie brakowało w żadnym zgromadzeniu. Ostatecznie pokazał się w pałacu jako ksiądz, lecz ojciec przez rok unikał spotkania z nim, rzadziej bywając w domu. Donna Anna próbowała rozmawiać tak z mężem jak i z synem. Ksiądz Liguori przyjmując święcenia kapłańskie zapisał w swoim notatniku pewne zasady, którymi chciał się kierować w swoim życiu kapłańskim: -Niczego nie szukać poza chwałą Bożą, uświęceniem osobistym oraz zbawieniem bliźniego; -Jestem kapłanem – mam promieniować cnotami Jezusa Chrystusa i przyczyniać się do chwały Najwyższego, Wiecznego Kapłana; 15 W swoich „Nawiedzeniach Najświętszego Sakramentu” (1745) Alfons Wyznał: Na moje nieszczęście żyłem światowo aż do dwudziestu sześciu lat. Wierzcie mi, wszystko tam jest szalone, bankiety, teatry, salony, rozrywki, oto dobra tego świata. Ale naprawdę to ciernie i gorycz. Wierzcie temu, który ich doświadczył i opłakuje.” Ucieczki od świata nie podyktowała byłemu adwokatowi pogarda lub strach. Był to początek jego „Exodus” dla zdobycia czegoś, czym miał dzielić się wspaniałomyślnie ze wszystkimi; coś, czego wszyscy potrzebowali, szczególnie ludzie prości. Specyficzną cechą charyzmatu alfonsjańskiego jest nieustanny „Exodus” ciągłe wychodzenie ku ewangelicznej posłudze ubogim, najbardziej opuszczonym na każdym etapie zmieniających się układów w świecie. 16 Przychodzący do seminarium eks-adwokat był traktowany z należytym szacunkiem. Dogmatyka, etyka, Pismo Święte-oto nauka, której brakowało w jego wyposażeniu intelektualnym. Mógł nad tym pracować sam pod kierunkiem profesora, którego pozwolono mu wybrać. Do teologii ( dogmatyki i etyki) wziął najlepszego, to jest Giulio Torni. W kręgu jego oddziaływania Alfons stał się znawcą i zwolennikiem św. Tomasza z Akwinu, swego ziomka, ale bez niewolniczego oddania się tomizmowi jako systemowi myślenia. 15 P. L. Rispoli, dz. cyt., s. 35, cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 159 S. Majorano, Sugestie wynikające na dziś z wydarzeń w życiu św. Alfonsa, „Homo Dei” nr 52 [1983], s. 228239 16 18 Duchowni i świeccy nie mogli być wyświęcani, jeśli nie mieli beneficjum kościelnego lub zapewnionego dochodu od swej rodziny. Alfons nie mógł się uskarżać. Miał dach nad głową i życie w rodzinie, do czego miał prawo, miał zapewnioną dziedziczną rentę z dochodów posiadłości Cardavino w Marianella, pensję w kolegium doktorów i swoją część poborów z magistratu w Portanova. Zapewne część dochodów szła do ojcowskiego trzosa, oczywiście po zaspokojeniu działów w dziełach miłosierdzia: „Nieuleczalni” i kapłani z „Misericordiella”. Nie święcił Alfonsa biskup Troia, rodzony wuj Mons. Domenico Cavalieri, gdyż zmarł 11 sierpnia 1726, w 63 roku życia, pozostawiając po sobie wspomnienie świętego, pełnego surowości życia. Uczynił to więc Mons. Invitti, 21 grudnia 1726 roku przy głównym ołtarzu bazyliki metropolitalnej. Było to wydarzenie ważne dla całej arystokracji Neapolu, gdyż od czasu diakonatu w całej stolicy nie wątpiono w cnoty Alfonsa i w jego apostolski zapał. Nazajutrz odbyły się w kościółku S. Angelo prymicje byłego adwokata. Byli na nich obecni rodzice, rodzeństwo: Antoni, będący już kapłanem, zamężna od lat sześciu Teresa Maria, Kajetan, który tego dnia po jedenastu latach wahań wybrał drogę do kapłaństwa, Herkules, na którego rzecz Alfons zrzekł się przywilejów do pierworództwa. Zaś Barbara (s. Maria Aloisia) i Annella ( s. Marianna) z woli ojca tkwiły za klasztorną kratką. Alfons podobnie jak wypisał sobie przykazania jako prawnik, zapisał też zasady kapłaństwa, które chciał wypełniać. Było ich piętnaście. Cieszył się kapłaństwem, bo mógł wreszcie sprawować Eucharystię. Jedyną natychmiastową zmianą, spowodowaną prześwięcenia kapłańskie, było zakończenie stażu seminarzysty w parafii. Dało mu to czas do głoszenia kazań. Nie pokazywał się odtąd w kościele S. Angelo przez dwa lata, ponieważ był zatrudniony gdzie indziej. Głosił misje po całym królestwie oraz kazania w mieście, kolejno w jego 504 kościołach. W parafii odprawiał Mszę poranną i to wszystko. W tym czasie św. Alfons spotkał księdza Mateusza Ripę, który założył kolegium kształcące przyszłych misjonarzy do Chin. Zamieszkał w Domu „Chińczyków” i prowadził życie zbliżone do życia zakonnego. W ciągu trzech lat 19 spędzonych w kolegium przekonał się, że ani środowisko , ani dotychczasowy rodzaj pracy nie pokrywają się całkowicie z jego powołaniem. 17 § 5. Działalność duszpasterska i naukowa § 5. 1 Św. Alfons jako duszpasterz Działanie Alfonsa przypada na okres wielkich przemian, które dokonywały się we współczesnym Kościele włoskim. Alfons głosił Ewangelię ludziom zachwianym w wierze. Chwiejność ta była spowodowana nowymi prądami kulturowymi, politycznymi, religijnymi. Źródłem tych prądów było oświecenie przesiąknięte jansenizmem, regalizmem. Alfons jako kapłan największą część pracy wykonywał w biednych dzielnicach Marcato i Via Lavinaio, tam gdzie gnieździły się same męty ludności Neapolu. Było dla niego dużą radością znaleźć się wśród łobuzów, takich, których nazwano „lazzaroni” oraz podobnych im biedaków. Im, bardziej niż komukolwiek oddawał swe serce. I oczywiście pouczał ich kazaniami oraz jednał z Bogiem przez spowiedź. Zanurzył się po głowę w tym światku, jak zaczęto niedługo mówić w całym Neapolu. Zewsząd do niego ciągnęli, podsycając ogień gorliwości, którym płonął, aby zbawiać dusze oddając je Jezusowi. Przychodzili grzesznicy, zbrodniarze i inni… Potem powracali. I nie tylko porzucali grzechy, ale oddawali się modlitwie, kontemplacji i bywało, że całkowicie chcieli żyć miłością do Chrystusa. Nie istniała jeszcze wtedy kwestia proletariatu wielkomiejskiego w obecnej postaci, a już św. Alfons rozwijał ją radykalnie – poszedł w lud. Przełamał ciasne poglądy swego wieku, według których nie wypadało, aby on, potomek arystokratycznego rodu zniżał się do plebejuszy i oddawał się na usługi wydziedziczonych. Rozumiał, że siła religii katolickiej zależy nie od góry, ale od dołów społecznych i że dechrystianizacja u dołu pociąga za sobą niechybnie upadek religii w całym społeczeństwie.18 17 18 W. Latkowski, Święty Alfons – kapłan, „Revertimini ad fontes”, nr 2 [1996], s. 11 M. Pirożyński , Zasługi św. Alfonsa Liguori dla duszpasterstwa, „Homo Dei”, nr 16 [1947], s. 211 - 224 20 Jeżeli godzi się mówić o wyjątkach w uniwersalizmie duszpasterskim Alfonsa, to jedynie w tym znaczeniu, że darzył on szczególną miłością nędzarzy, chorych, sieroty, opuszczonych i zaniedbanych, w ogóle wszystkich, których Opatrzność naznaczyła stygmatem cierpienia. W Paxis confessarii podaje konkretne wskazówki, jak z nimi postępować. Oczywiście sam doskonale spełniał to, co drugim zalecał i poświęcenie swoje posuwał do ostatecznych granic. Bardzo szybko Alfons został przytłoczony nadmiarem pracy. Nie miał czasu, by indywidualnie karmić duchowo potrzebujących. Zbierał ich na spokojnym przedmieściu i wspólnie udziela nauk, ale mógł to robić dopiero, gdy noc zapadła, nawet po północy, bo w dzień biedacy musieli pracować. A może wieczory? Równolegle ze zwykłymi spotkaniami z klerykami Mazzinim, Panzą, Popporą i innymi? I tak na początku lata dzwonek na wieczorny „Anioł Pański” kapłani, klerycy i „lazzaroni” zbiegają się na spotkanie z Alfonsem przed kościołem św. Teresy Dei Scalzi. Co wieczór Alfons przedstawiał jakąś podstawowa prawdę wiary w słowach przejmujących, ale dostępnych dla każdego, albo też omawiał jakąś cnotę moralną. Taki był program. Najpierw praktyczne nauki o obowiązkach podstawowych: miłość Boga, miłość braterska, wyrzeczenia i umartwienia, naśladowanie Chrystusa Ukrzyżowanego, ciekawe opowiadania o życiu świętych, przygotowanie do bliskich świąt, do sakramentów, a wszystko to przeplatane śpiewem i modlitwą. Alfons zauważył, że świeccy otrzymali dostateczną formację i zdecydował, że każdy we własnej dzielnicy stanie się animatorem mniejszej grupy. W całym Neapolu zbierali się „lazzaroni” i okoliczna biedota w małych grupkach po sklepikach, czy mieszkaniach prywatnych. On sam i inni księża chodzili raz tu, raz tam, by utrzymywać łączność oraz udzielać sakramentów. Biskup Pignatelli, dowiedziawszy się o tak wielkim zaangażowaniu świeckich, otworzył dla nich wszystkie kaplice publiczne, oratoria i kościoły w diecezji. Wieczorne grupy opuściły teraz kawiarenki i sklepiki jako „capelle serotine”, „kaplice wieczorne”. Kaplice zmieniły styl. Nie były to zebrania szepczące „Pater noster”, lecz ruch nawrócenia, wytrwałości i dążenia do świętości. Motorami jego były rozmyślania i modlitwa. Proste teksty ukazują nam świeckich animatorów, katechezę wiary tych 21 „mistrzów” życia wewnętrznego. Alfons stawiał na osobistą modlitwę myślną. Odwiedzanie Najświętszego Sakramentu to modlitwa myślna, podobnie jak rozważanie tajemnic różańca. Historia potwierdza, że „capelle serotine” formowały świętych, natomiast modlitwy ustne przedłużane w nieskończoność czyniły z ludzi bigotów niezdolnych do niczego. Te grupy wychowywały masy, podnosiły ich pozycję społeczną i łagodziły obyczaje. Uczyły biedaków pomocy wzajemnej, wpływały na ograniczenie karciarstwa, gwałtów, pijaństwa i rozpusty, które topiły skromne zarobki biedaków. Sumienie rozbudzone u tysięcy rzemieślników, robotników, sklepikarzy, służących. W dobie Oświecenia, w wieku XVIII wśród ludu Neapolu, na czarno brukowanych ulicach zajaśniało autentyczne światło. Dla kobiet Alfons stworzył podobną szkołę wiary, ta jednak nie przetrwała próby czasu. Mężczyźni mogli się spotykać po męczącym dniu pracy. Dla kobiet mieszkający w suterenach nie było nigdy końca dnia pracy przy chorujących w niezdrowych warunkach dzieciach. Jednak, niewątpliwie „nawróceni” z kaplic nieśli Chrystusa do swoich domów. Ulgą dla kobiet stawał się niepijący już mąż czy dorosły syn. Jeszcze przez cztery lata, gdy Alfons mieszkał w rodzinnym mieście, „ciałem i duszą” oddawał się pracy w kaplicach wieczornych. „Capelle serotine” całkowicie zmieniły Alfonsowi zajęcia wieczorne, ale za dnia nadal kontynuował głoszenie Słowa Bożego i słuchanie spowiedzi oraz uczestniczenie w Misjach Apostolskich katedry. 19 Niedługo przed śmiercią jedna z ostatnich radości św. Alfonsa była właśnie wiadomość, że w Neapolu kaplice wieczorne nie przestają propagowania świętości wśród ludzi niskiego stanu i że tam spotyka się świętych dorożkarzy. „Świeci dorożkarze w Neapolu!- powtarzał uradowany- Chwała Ojcu! Słyszeliście? Chwała Ojcu, święci dorożkarze w Neapolu!”20 Św. Alfons wierzył, że poprzez obraz można prowadzić człowieka do Boga, dlatego sam wiele malował, nakazywał także kopiować swe obrazy. Aby je móc lepiej rozpowszechniać, nauczył się wyrabiać miedzioryty. Jako malarz zajmuje skromne 19 20 T. Rey-Mermet, dz. cyt. s. 166-177 A. M. Tannoia, dz. cyt., t. I, s. 168, cyt. za: S. Majorano, Być Kościołem z opuszczonymi, Kraków 2000, s. 87 22 miejsce między amatorami, ale wizja Zbawiciela i Jego Matki, które sporządził, przewyższają nawet dzieła ówczesnych sław. Dzięki umiejętności malowania mógł lepiej zwracać się do ludu.21 W okresie uniwersyteckim studiował harmonię i kompozycję. Rozpowszechnił w Italii pieśń ludową. Do tych pieśni sam układał słowa. W pieśniach dzielił się swą miłością ku Bogu z prostym ludem. Największą jednak sławę zyskał dzięki skomponowanej w 1755 roku w Nola kolędzie „Zstąpiłeś z gwiazd dalekich, o Królu nieba”. Sam wielki Verdi twierdził ponad sto lat później, że bez tej kolędy nie wyobraża sobie Bożego Narodzenia. Do dziś tę i inne pieśni św. Alfonsa śpiewa się we Włoszech.22 Oto wspomnienia polskiego Redemptorysty: „Gdy znalazłem się kiedyś w rodzinnej ziemi Alfonsa, nie przypuszczałem nawet, że nadal spotkam w ludzie tak wielką miłość do Świętego. Ponad dwieście lat po jego śmierci mogłem dojrzeć przy jego grobie starych i młodych, spontanicznie klękających i trwających w modlitewnym zamyśleniu. A kiedy spytałem ich o Alfonsa, z dumą i łzami w oczach mówili: >>Nasz Ojciec..., nasz święty Alfons...<< Nie miałem najmniejszej wątpliwości, iż prości i ubodzy nadal żyją miłością, którą zaszczepił w nich święty Alfons. (...) Pomyślałem sobie, że widocznie trzeba było w Polsce człowieka na miarę św. Alberta Chmielowskiego, a światu na miarę św. Alfonsa Liguoriego, którzy nie tylko słowem, ale nade wszystko swoim życiem nauczyli innych, tak wielkiej miłości Boga.”23 Św. Alfons nie chciał, aby Redemptoryści ukryci za klasztorną furtą biernie oczekiwali aż u drzwi pojawią się ludzie potrzebujący, złaknieni Ewangelii, którzy prosić będą o pomoc. Redemptoryści jako wspólnota są powołani, aby iść za Jezusem i wychodzić z Ewangelią do ludzi, którzy cierpią z powodu nędzy i opuszczenia. Już sama wspólnota miała być dla ubogich i opuszczonych znakiem obecności miłującego Boga pośród swego ludu, któremu Bóg w swym Synu Jezusie zsyła obfite Odkupienie. Miała to być wspólnota promieniująca świętością, rozmodlona, pełna zapału apostolskiego. S. Słaby, Święty Alfons jako artysta, „Revertimini ad fontes” nr 2 [1996], s. 55 tamże, s. 56 23 W. Kawecki, Piękno życia chrześcijańskiego, Kraków 1999, s. 17-18 21 22 23 Św. Alfons był nie tylko zatroskany o to, jak redemptoryści głoszą Ewangelię, ale również o poszczególne wspólnoty i należących do nich współbraci. Od początku Redemptoryści odczuwali, że ich Założyciel jest dla nich ojcem, który posiada czułe, matczyne serce. Troszczył się o ich zdrowie i życie duchowe, pocieszał i napominał. Alfons zachowywał się we wspólnocie godnością, ale nikogo nie traktował ozięble. Dbał o to, aby wszyscy współbracia - zwłaszcza zaś przełożeni - mieli dostatecznie dużo przestrzeni do działania. Chciał, aby każdy z nich w pełni odpowiedzialnie mógł spełniać powierzone mu we wspólnocie zadania. Do ludzi pozbawionych kultury jako przeciwnik kwietyzmu 24, pisał pospolitym językiem toskańskim. W ten sposób stworzył własny, prosty styl pisania, łatwy do zapamiętania przez audytorium. Dzięki temu zwroty mówione łatwo przechodziły do języka mówionego. Język ten stał się z czasem włoskim językiem „klasycznym”, do dziś rozumianym doskonale przez lud. Święty Alfons podbił nie tylko serca ludzi południa. Oto, jak pisze o tym św. Klemens Maria Hofbauer w liście do ojca Tannoi: „Tak jest wielki szacunek, jakim cieszy się ojciec Liguori w Niemczech, że niektórzy ośmielili się wydać kilkakrotnie własne dziełka pod czcigodnym imieniem Liguoriego, będąc pewnymi szybkiej sprzedaży jakiegokolwiek dzieła, które nosiłoby jego imię.” Potem dodaje, będąc Redemptorystą pochodzenia niemieckiego pracującym w Warszawie: „Postaram się, aby dziełko Miłość dusz, przetłumaczone na polski, dotarło do Ciebie jak najszybciej.”25 Brat Przemysław CSsR, kleryk z Tuchowa, tak wspomina odwiedziny miejsc związanych z Założycielem: „Pobyt w Scala był dla mnie bardzo wielkim przeżyciem z tej racji, że mogłem zobaczyć miejsce, w którym powstało nasze Zgromadzenie. (…) Myślę, że w jakiś sposób spotkaliśmy się ze św. Alfonsem osobiście. Zobaczyliśmy trud, z jakim nasi pierwsi współbracia głosili Ewangelię najbardziej ubogim. Pobyt w Scala wzbudził we mnie jeszcze większe pragnienie bycia takim, jak Kwietyzm – beznamiętny, bierny, obojętny stosunek do świata i jego spraw, XVII wieczna chrześcijańska doktryna mistyczna głosząca bierne poddanie się woli Bożej i kontemplację prowadzącą do zjednoczenia duszy z Bogiem, por. W. Kopaliński, dz. cyt. 25 G. Oreste, Alfonsjański duch św. Klemensa, [w:] Św. Klemens Hofbauer patron jednoczącej się Europy, cyt. za: Monumenta Hofbaueriana. Acta que ad vitam Clementis Hofbauer referentur, Kraków-Toruń-Rzym, s. 123195 24 24 nasz Założyciel, który nie zważając na zaszczyty tego świata, stał się dla niego głupim, zyskując w zamian wszystko u Boga.”26 Dlaczego św. Alfons nie był jak wielu innych duchownych tej epoki? Dlaczego nie odmawiał rozgrzeszenia i Komunii św., dlaczego nie krzyczał na ludzi w kazaniach i nie odbierał im nadziei zabawienia, dlaczego pracował wśród biedoty Neapolu i schylał się aż do rynsztoka, by dźwignąć upadłego człowieka, dlaczego wreszcie opuścił Neapol, by założyć Zgromadzenie posłane do ubogich i opuszczonych? Całe jego postępowanie miało swoje źródło w bliskości z Chrystusem Odkupicielem pełnym miłości do człowieka, bliskości z Bogiem, który oszalał z miłości do ludzi.27 § 5. 2 Św. Alfons jako teolog Ze względu na treść, pisma św. Alfonsa można podzielić na trzy grupy: dzieła apologetyczno – dogmatyczne, dzieła z zakresu teologii moralnej i dzieła ascetyczne. Najliczniejszą grupę stanowią dzieła ascetyczne, służące zbudowaniu wewnętrznemu. Św. Alfons wywarł wpływ na kształtowanie się teologii moralnej. Pozostawił po sobie system, zwłaszcza naukę o łasce, który przyjął się Kościele i upowszechnił w XIX wieku. To również przyniosło mu tytuł Doktora Kościoła. Św. Alfons, mając ogląd czasów, w których przyszło mu żyć, przeniknięty jednocześnie świadomością swego powołania, postanowił zareagować na tę sytuację. Zaczął, więc, głosić ludziom Boga miłości i miłosierdzia. Koncepcję tę oparł mocno na objawieniu i głosił, że „Bóg jest Ojcem i kocha wszystkich ludzi”. Bóg objawił swą miłość najdoskonalej w Jezusie, Zbawicielu świata. W ten sposób przeciwstawił się jansenizmowi, który pomniejszał wartość i powszechność zasług Chrystusa. Opierając się na Piśmie Świętym i Tradycji, jasno dawał do zrozumienia, że Jezus umarł za wszystkich. Cały system moralny Liguoriego bazował na prymacie wolności sumienia człowieka. Jest to jedna z centralnych idei jego „Teologii moralnej”. Przeciwstawiając się nauce Janseniusza głosił, że Bóg jest Miłością, stwarza i zbawia człowieka z 26 27 P. Ilski, Powróćmy do źródeł, „Rodzina Odkupiciela”, 3 [2003], s. 23-25 M. Klamka, Odkupienie w myśli św. Alfonsa Marii de Liguori, „Rodzina Odkupiciela”, nr 2 [203], s. 12 25 miłości. Teologia św. Alfonsa była, bowiem, teologią nadziei, zapewnia możliwość zbawienia wszystkim ludziom, a nie jedynie małej grupie wybranych. Podstawą tych tez było przekonanie o potędze miłosierdzia i miłości Boga, który obiecał dać potrzebną łaskę przez Jezusa Chrystusa.28 Do ludzi pozbawionych kultury jako przeciwnik kwietyzmu29, pisał pospolitym językiem toskańskim. W ten sposób stworzył własny, prosty styl pisania, łatwy do zapamiętania przez audytorium. Dzięki temu zwroty pisane łatwo przechodziły do języka mówionego. Język ten stał się z czasem włoskim językiem „klasycznym”, do dziś rozumianym doskonale przez lud. 30 Patron moralistów opiera się na św. Tomaszu z Akwinu. Mówiąc jednak o prawie, które wiąże ludzkie sumienie, Alfons zakłada inny, nie czysto prawniczy sposób oficjalnego ogłoszenia prawa. Wg Alfonsa dokonuje się to w ludzkiej osobie, co oznacza, że konkretny człowiek poznaje prawo w swym sumieniu jako pewne.31 Święty Alfons Liguori będąc adwokatem boleśnie doświadczył, że prawo ludzkie jest zawodne i nie zawsze sprawiedliwe. Bazując na takim doświadczeniu, stał się adwokatem Bożego prawa wpisanego w serce człowieka, stał się szalonym obrońcą godności ludzkiej, obrońcą sumienia. Propozycja moralna św. Alfonsa w całej swej złożoności pragnie ukazać wzniosłość powołania wiernych w Chrystusie ich obowiązek przynoszenia owocu w miłości za życie świata. Ma ona służyć ewangelizacji tych, których życie jest naznaczone konsekwencją grzechu. W dziedzinie teologii ascetycznej święcił triumf wśród najuboższych. Odgadł, bowiem, potrzeby religijne ludu, i odpowiedział na nie uderzając trafnie w ton wiary i mentalności ludowej. Całkowicie pozbawione sztucznej wyniosłości ozdobnego, napuszonego stylu, kazania Alfonsa wzruszyły skromną, sfrustrowaną ludność. Intelektualiści znajdowali tam dla siebie pokarm i tyleż radości, co i analfabeci. Nawet bardziej wzruszeni bywali uczeni. W tej epoce żal pobudzony przez Słowo Boże wiódł do kratek konfesjonału. Tysiące słuchaczy czekało niecierpliwie, by mu powierzyć sprawy swego sumienia. K. Labak, Święty Alfons – teolog, “Revertimini ad fontes”, nr 2 [1996], s. 47 Kwietyzm – beznamiętny, bierny, obojętny stosunek do świata i jego spraw, XVII wieczna chrześcijańska doktryna mistyczna głosząca bierne poddanie się woli Bożej i kontemplację prowadzącą do zjednoczenia duszy z Bogiem, por. W. Kopaliński, dz. cyt. 30 A. Sojka, Święty Alfons – pisarz, [w:] :Revertimini ad fontes”, nr 2 [1996], s. 59-60 31 J. Oppitz, Historia i duchowość alfonsjańska, Kraków 1997, s. 79 28 29 26 Lecz on nie czuł się dość pewny, by zasiąść w tym trybunale, co do którego nauczono go jak surowe są wymagania przewyższające posłannictwo miłosierdzia. Sam skłonny do skrupułów, nie śpieszył się, by łatwo udzielać rozgrzeszenia, a jeszcze mniej, by odmawiać w imię surowej doktryny, której jako seminarzysta gorliwie bronił. Dopiero w 1727 roku Alfons stanął przed ekipą sądu synodalnego, aby poddać się egzaminowi celem otrzymania jurysdykcji. Otrzymał bezzwłocznie zezwolenie od arcybiskupa na słuchanie spowiedzi wszelkiego rodzaju penitentów w całej diecezji. Idąc do konfesjonału był zdecydowany trzymać „dwa końce sznura”: surowe wymagania teorii i ewangeliczną czułość Chrystusa dla grzesznika. Widział na szczęście, ile jest ludzkiej nędzy po pracy w szpitalach i więzieniach. Miał też formację kartezjańską i był dzieckiem swej epoki: oświecenia. Co innego mieć w rękach podręcznik teologii moralnej, a inna rzecz dawać lub odmawiać rozgrzeszenia konkretnemu człowiekowi, którego Chrystus ukochał aż do śmierci. W ostatnich dniach życia przyznał się, że nie przypomina sobie, by kiedykolwiek odprawił penitenta bez rozgrzeszenia, a również by był w konfesjonale niemiły i niegrzeczny. Nie znaczy to, że rozgrzeszał penitentów bez względu na ich dyspozycję, ale, jak sam tłumaczy, przyjmował ich zawsze serdecznie i starał się napełnić ufnością w zbawczą moc Chrystusa, ukazać po przyjacielsku jak uniknąć okazji do grzechu i wyjść z nałogu. Wówczas odchodzili pełni dobrej woli, a powracali pełni żalu i naprawdę nawróceni. Mógł ich rozgrzeszać. Nie potrzeba dodawać, że w międzyczasie spowiednik wyrzucał złe duchy modlitwą i postami, Włosienicą i biczowaniem się do krwi. Alfons nie nakładał surowych pokut. Polecał, aby ponownie przyjść do niego, by często przystępować do spowiedzi i Komunii, co dzień rano być na Mszy świętej, rozmyślać o Męce Pańskiej lub innej prawdzie wiecznej. Dawał też książeczkę, którą dla nich napisał, aby co wieczór nawiedzali Najświętszy Sakrament i Matkę Boską, odmawiali różaniec, jeśli się uda, to w gronie rodzinnym. Czasami zalecał post i inne umartwienia, ale nigdy tego nie nakazywał. Łącząc z lekarstwem słodycz, sprawił, że „chorzy” kochali spowiedź i zaczynali nienawidzić zło. Ten znakomity spowiednik napisał w 1728 roku małą książeczkę z myślą o wielkich grzesznikach: „Prawdy wieczne”. Była to pierwsza praca pisarza, który 27 wydał 111 dzieł. Przewodnik nie opuszczał penitenta w pół drogi. Oto przewodnia myśl Alfonsa: kto się modli, ten się zbawi, kto się nie modli, ten się potępi. Uprzywilejowaną jego klientelą byli biedacy, choć nie odmawiał posługi duchowej ludziom na świeczniku, wielkim damom i książętom. Miał świadomość, że ich stanowisko dawało im autorytet, a postanowienie dawało dobry lub zły przykład dla podwładnych. Aczkolwiek nigdy nie zjawiał się w pałacach. Wszystkich przyjmował w swym konfesjonale w kościele, gdzie wobec Boga wszyscy są sobie równi. Nikt z resztą nie narzekał na długie czekanie w kolejce pośród pospólstwa. Nie była to, bowiem, zbyt droga zapłata za powierzenie mu spraw swego sumienia. 32 Ojciec Liguori ukochał bezgranicznie Jezusa Chrystusa, ponieważ w Nim odnalazł swego Odkupiciela. Ta wizja pozwala nam zrozumieć motto, które przejęło Zgromadzenie redemptorystów przez niego założone: „Obfite u Niego Odkupienie”. Rozważał on dzieło Jezusa Chrystusa, zwłaszcza w wydarzeniach Wcielenia, Męki i Eucharystii. Boże Narodzenie było często obecne w jego rozważaniach.33 Rozdział II Św. Alfons jako Założyciel Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela §1. Początki Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela 32 33 T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 166 K. Labak, dz. cyt. s. 48 28 § 1.1 Działalność organizacyjna św. Alfonsa Marii de Liguoriego § 1.1.1 Powstanie Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela W 1730 roku ksiądz Liguori udał się celem rekonwalescencji do Scala, miejscowości położonej w górach nad zatoką Amalfi, niedaleko Neapolu. Musiał wrócić do sił i zdrowia nadszarpniętych mocno przez wytężoną pracę wśród neapolitańskiej biedoty. Tak zaczęła się praca Alfonsa w pięknej, malowniczej krainie zeszpeconej ludzką nędzą.34 Św. Alfons odkrył w Scala świat, którego w ogóle nie znał. Spotkał tu ludzi opuszczonych duchowo. Do nich został powołany, miał im służyć przez głoszenie Ewangelii ze wszystkich sił.35 Tam też poznał s. Marię Celeste Crostarosa, wizjonerkę z klasztoru Wizytek. Pan Jezus nakazał jej założenie nowego żeńskiego zakonu, a właśnie Alfonsa poproszono o zbadanie tej sprawy i wydanie opinii, co do prawdziwości tych objawień. Okazało się, że Pan Jezus ma i co do niego pewne plany: „3 października 1731 roku, w wigilię wspomnienia świętego Franciszka, kiedy znajdowałam się w refektarzu, Pan pociągnął ku Sobie moją duszę i ukazał mi się w świetle chwały razem ze św. Franciszkiem. W tym widzeniu obecny był również ojciec Alfons Liguori. Wtedy Pan skierował do mnie te słowa: >>Jego wybrałem jako głowę Mojego instytutu; on to będzie pierwszym przełożonym męskiego zgromadzenia.<< W Bogu zobaczyłam to dzieło już spełnione.”36 Jak zareagował na wiadomość o tym objawieniu przyszły Założyciel? „Wszystko, czego Pan dokonał w klasztorze, było dla o. Alfonsa wielką radością i pocieszeniem. Mimo trudu i zmęczenia związanego z misjami, często przyjeżdżał do Scala. (…) W czasie jednej z takich wizyt, siostry powiedziały mu o tym, co Pan mi objawił odnośnie nowego Instytutu braci. On natychmiast poprosił mnie, bo chciał usłyszeć sam, jak się to stało. Trudno wyrazić radość, która ogarnęła 34 M. Listwon, dz. cyt., s. 24 T. Aniszewski , Święty Alfons – oddany Bogu w ubogich, „Revertimini ad fontes”, nr 2 [1996], s. 13 36 C. Crostarosa, Autobiografia, tłum. K. Kut, Bielsko-Biała 1997, s. 115 35 29 jego serce po wysłuchaniu tej relacji. (…) Kierownik duchowy o. Alfonsa de Liguori szybko dostrzegł w tym Boży zamysł.”37 W dotychczasowej historiografii redemptorystowskiej słusznie unikano przypisywania zbyt wielkiej roli interwencjom siostry Celeste, ale przesadne ignorowanie jej wpływu i wyśmiewanie należy ocenić jako wysoce niewłaściwe. Jakkolwiek Alfons dojrzewał do swych decyzji pod wpływem prawd ewangelicznych i w oparciu o rady światłych ludzi, to przecież klasyczną kroplę jako ostateczny impuls przyniosła interwencja siostry Celeste. Zresztą znamienny jest fakt, że pierwsze redakcje reguł redemptorystowskich stanowiły adaptacje „reguły mniszek” Crostarosy. Teksty Crostarosy nie pozostały obojętne dla Alfonsa i miały swój wpływ na dojrzewanie jego projektu założenia wspólnoty redemptorystowskiej jako wspólnoty, która „kontynuuje” Odkupiciela wśród ludzi i dla opuszczonych. Polegając na przychylnej opinii kierowników duchowych, św. Alfons podjął się dzieła fundacji Zgromadzenia. Jednak w marcu 1733 roku, kiedy s. Maria Celeste zrezygnowała z kierownictwa duchowego biskupa Falkoi, Alfons wyraża swoje wątpliwości: a jeśli twoje objawienia były fałszywe? I sam sobie odpowiada: to nieważne, ja zakładam instytut przez wzgląd na posłuszeństwo Bogu: a idąc prostą drogą posłuszeństwa kierownikowi duchowemu, rozpoznaję wolę Bożą. W liście do Crostarosy wyraża to następująco: Nie kieruję się twoimi objawieniami, jak ci pisałem od początku. Idę jedynie prostą i bezpieczną drogą świętego posłuszeństwa moim ojcom duchowym, ponieważ ta droga daje pewność realizowania woli Boże, czego nie dają wszystkie objawienia świata, jak mówią mistrzowie duchowi.38 Musimy mieć na uwadze, że dla św. Alfonsa wola Boża była najwyższą zasadą świętości. Dla niego objawienia s. Marii Celeste były manifestacją woli Bożej co do jego osoby, ale pewność, że fundacja Zgromadzenia, jest właśnie tym, do czego Bóg go wzywa, mógł mu dać tylko kierownik duchowy. Kiedy już wielu Tamże, s.116 Lettere, t. I, s. 27, cyt. za: E. Lage, Maria Celeste Crostarosa i Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela, [w:] Duchowość Matki Celeste Crostarosa, tłum. siostry Redemptorystki, Kraków 2000, s. 65 37 38 30 kierowników duchowych potwierdziło autentyczność objawień, św. Alfons miał absolutną pewność, że założenie Zgromadzenia jest tym, czego chce od niego Bóg.”39 „Św. Alfons nie wymienia wyraźnie pobytu w Santa Maria dei Monti ani jako motywacji czy przyczyny fundacji, ani po to, by ukazać, że tam właśnie poznał opuszczenie duchowe ludności wiejskiej i doświadczył go. Jednakże w swoim notesie Cose di coscienza (sprawy sumienia) pozostawił dowody objawień i konsultacji z kierownikami duchowymi. Złożył ślub albo przysięgę zostania zakonnikiem; kiedy dokładnie i w jakim zakonie, nie wiemy. Temat Santa Maria dei Monti (Matki Bożej z Gór) jako przyczyny fundacji Zgromadzenia znajdujemy w tzw. Artykułach (są to punkty pochodzące z przesłuchań świadków) przedstawionych przez ojca Cardone w procesie beatyfikacyjnym na szczeblu diecezjalnym. (Nocera 1778-1788 i Sant’Agata 1788-1789) (…) W procesie na szczeblu apostolskim różni świadkowie, którzy w procesie informacyjnym nie mówili nic o przyczynie fundacji, przypominieli spotkanie świętego Alfonsa z s. Marią Celeste.” 40 Dnia 5 listopada 1732 roku Alfons rozpoczął z braćmi trzydniowe rekolekcje, w czasie których powtórzyły się cudowne widzenia, obserwowane dawniej przez zakonnice, nie tylko wobec Alfonsa i jego współbraci, ale również wobec Msgra Santora, biskupa Scali. Widziany przez nich wszystkich w Hostji Świętej krzyż Chrystusa z narzędziami męki Jego przyjął Alfons za godło nowego Zgromadzenia. W niedzielę 9 listopada 1732 roku ks. biskup Falkoia odprawił w katedrze w Scala Mszę świętą na intencję misjonarzy, poczem odśpiewano Te Deum. Dzień ten był dniem narodzin Zgromadzenia OO. Najświętszego Zbawiciela.”41 Święty Alfons nie myślał początkowo o założeniu zgromadzenia zakonnego, bo aktualna sytuacja epoki absolutnie temu nie sprzyjała. Idąc za wzorem niektórych kongregacji kapłanów-misjonarzy w Neapolu, pragnął stworzyć grupę roboczą złączoną dosyć luźnymi więzami na wzór oratorianów. Następnie powoli, po zapewnieniu stabilności dziełu misyjnemu, zaczęto myśleć o życiu zakonnym. E. Lage, Maria Celeste Crostarosa i Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela, [w:] Duchowość s. Marii Celeste Crostarosa, Kraków 2000, s. 65-66 40 Tamże, s. 67-69 41 A. B., Żywot św. Alfonsa Marii Liguoriego założyciela zakonu Najświętszego Odkupiciela Biskupa św. Agaty Gotów Doktora Kościoła Świętego, Kraków 1929, s. 47 39 31 Założyciel nie pretendował do stworzenia niezmiennego modelu działalności; zakładał, że będzie się ona różnie rozwijać w różnych krajach, gdzie Zgromadzenie zapuści swe korzenie.42 Początki Zgromadzenia nie były wcale łatwe. Życie Alfonsa jest długą historią materialnych ograniczeń i wyrzeczeń. Powodem były powstające coraz to nowe fundacje. Dawało się też we znaki wrogie Kościołowi, regalistyczne nastawienie ministrów królewskich, szczególnie zaś Bernarda Tanucci(1698-1783). Jego nieustanne wtrącanie się w organizacyjną działalność Alfonsa otaczała koszmarem codzienne życie Założyciela. Dochodziło jeszcze nieprzyjazne ustosunkowanie się diecezjalnego kleru, który upatrywał w misjonarzach groźnych konkurentów swego nieudolnego duszpasterstwa. Musimy pamiętać, że w Neapolu i w okolicy istniał system pastoralny tzw. Chiese ricetizie. Urząd proboszcza i dochody z beneficjum mogli otrzymać tylko duchowni pochodzący z tej miejscowości. Ich liczba była określona i zamknięta. Przeważnie liczono jednego kapłana na tysiąc mieszkańców. Kler tworzył rodzaj zamkniętego klubu, a obowiązki duszpasterskie spełniali po kolei lub kolegialnie. Niekiedy wynajmowali pracowników odpłatnych. Trafiali się też duchowni niezajmujący się w ogóle żadną pracą duszpasterską. Ci duchowni recetti tworzyli stowarzyszenia pod kierownictwem członka kapituły lub grona kanoników tzw. „kościoła macierzystego”. Duchowni wykonujący w takiej parafii funkcje duszpasterskie byli całkowicie uzależnieni od swych kościelnych patronów. Wszelkie posunięcia administracyjno-duszpasterskie, łącznie z przyjmowaniem kapłanów do pełnienia obowiązków duszpasterskich, były praktycznie niezależne od miejscowego ordynariusza. Zdarzało się często, że korzystający z beneficjum kapłani żyli w swoich rodzinnych domach i nie zajmowali się w ogóle duszpasterstwem lub pokazywali się w swoim kościele rzadko, z okazji większych uroczystości. Uwzględniając takie tło historyczne rozumiemy praktyczną troskę Alfonsa o zapewnienie misjonarzom jakiegoś kąta na wytchnienie oraz skromnego własnego stołu. Rozumiemy też znaczenie na misjach braci, którzy byli ekonomami, uprawnionymi do organizowania misji od strony materialnej. W tym kontekście zrozumiałym się staje nacisk, jaki kładł Alfons na zakładanie domów Zgromadzenia L. Veerecke, Kontynuacja czy przerwanie ciągłości, tłum. S. Stańczyk, [w:] Redemptoryści w świetle odnowionych konstytucji, tłum. S. Stańczyk, Kraków 2001, s. 81 42 32 pośrodku pola misyjnej działalności. Od strony duszpasterskiej zapewniało to misyjną obecność pośród ludzi biednych i duchowo opuszczonych. Od strony zaś ekonomicznej ułatwiało zaopatrzenie misjonarzy wyruszających na apostolskie prace. Taki program okazał się „strzałem w dziesiątkę”. W siedem lat po założeniu Zgromadzenia napływało już tyle zaproszeń do prowadzenia misji, że nie wszystkie dało się zrealizować.43 Podczas misji prowadzonych przez Redemptorystów pierwsze kazania były pełne zachęt, zbierały całą parafie, chciały doprowadzić człowieka, bazując na jeszcze nieutraconej wrażliwości religijnej, do konfesjonału. Dopiero wtedy będzie można prowadzić Eucharystię. Był to czas, kiedy Stół Eucharystyczny był daleko od wspólnoty zgromadzonej na niedzielnej Mszy św. (przyjmowano Komunię św. Raz na rok, gorliwi częściej, ale nie więcej, niż raz, dwa razy na tydzień). Misje chciały przyprowadzić do Eucharystii całą wspólnotę parafialną. Redemptoryści nie wyjeżdżali z parafii, dopóki ostatni człowiek nie wyspowiadał się.44 Święty Alfons zwykł był mawiać do swych towarzyszy: „Jeśli my będziemy prowadzić nasze dzieło, wówczas dzieło poprowadzi nas.” W ten sam sposób motywował zachowanie autentycznego ubóstwa opinią ludu: „Jeśli nie otrzymamy światła, to jak będziemy mogli oświecać innych?” Święty Alfons, stosując się do objawień, żądał, żeby jedynym zajęciem Zgromadzenia były misje i rekolekcje; Manarini zaś, a z nim Tscquez i Donato pragnęli dodać nauczanie w szkołach. 45 Ziarno Ewangelii zasiane w sercach Falkoi i Alfonsa, a wzmocnione objawieniami Crostarosy zaczyna teraz rosnąć. Zaczęły się wtedy pojawiać tacy ludzie jak Sarnelli, Sportelli, Villani, Caione i inni. Pomiędzy rokiem 1732, kiedy to w małym domu w Scala pozostał tylko Alfons i brat Curzio, a rokiem śmierci Założyciela 1787, redemptoryści założyli 16 domów w Italii południowej, centralnej i Sycylii, a nawet ruszyli poza Alpy. Wzrasta również liczba członków Zgromadzenia. Nowy Instytut przyciągał młodych ludzi do wstępowania w jego szeregi, gdyż mógł 43 J. Oppitz, dz. cyt., s. 54-55 B. Słota, Mam drugiego człowieka, „Rodzina Odkupiciela”, nr 2 [1999], s. 21 45 B. Łubieński, Życie świętego Alfonsa, Kraków 1918 44 33 im zaoferować coś nowego i bardzo żywotnego. Była to nowa odpowiedź na stare problemy.46 Gdy w 1732 roku Alfons i jego towarzysze wybrali Falcoię jako dyrektora swego nowego Zgromadzenia, biskup liczył już sobie siedemdziesiąt lat życia, był strapiony wieloma chorobami. Falcoia sam powinien był zrozumieć, że zadanie prekursora, którym był rzeczywiście i z czego zdawał sobie sprawę, zostało zakończone i że nadeszła godzina, aby w ręce Alfonsa złożyć sprawę, że nadszedł czas abdykacji. Lecz biskup Falcoia miał upodobanie w dowodzeniu i nie myślał o rezygnacji. Dobrowolne usuwanie się Liguoriego i radość z unikania odpowiedzialności przy jego skrupulatnym usposobieniu, tłumaczą postępowanie Falcoi, ale tym niemniej było ono szkodliwe. Niosło nawet pewne niebezpieczeństwo dla nowego Instytutu. Alfons w sprawach misji miał własne dziesięcioletnie doświadczenie oraz praktykę z lat młodości. Nigdy nie prosił dyrektora o rady odnośnie metod prac apostolskich, tematyki kazań, czasokresu misji i innych poczynań pastoralnych. W tym był ekspertem i wiedział jak postępować. Natomiast w sprawach życia zakonnego uważał się za ignoranta i omal bez praktycznego doświadczenia. Więc zwraca się do biskupa Falcoi, członka zgromadzenia „pii operari” i zadawał setki pytań. 68 listów stanowi podstawę dla początków tworzącego się Instytutu. Przełożony istotnie interweniuje nie tylko we wszelkie szczegóły regulaminu wewnętrznego, ale również w sprawy przyjmowania kandydatów, kandydatów transakcje przy fundacjach, wyrażał zgodę na prace apostolskie i wkraczał również w sprawy duchowości, które chciał narzucić nowej kongregacji. Obaj byli jednak byli mocnymi osobowościami, niezmiernie się różnili ich współpraca nie układała się lekko. Alfons otrzymał wiele ciosów, które wzmocniły jego cnotę, Świadczy o tym postanowienie, które figuruje jako punkt drugi na wykazie sporządzonym przy śmierci Ojca: „Mówić zawsze życzliwie o biskupie Falcoi i nie uskarżać się na niego.”47 Gdy Liguori sam stał się już ekspertem w życiu zakonnym, po trzech latach położył kres korespondencji, która była bardziej uciążliwa 46 J. Oppitz, dz. cyt, s. 52 Spicilegium Historicum Congregationis SS. Redemptoris, [Roma] 1958, s. 349, cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 308 47 34 niż pomocna. Nie było w byłym adwokacie namiętności rządzenia, jedynie żar wobec dusz i misji. Z radosnym sercem oddał się niesieniu Ewangelii ubogim i kapłanom oraz mobilizowaniu pomocników dla prowadzenia misji w opuszczonych wioskach. Uważał to, bowiem, za kontynuowanie dzieła Jezusa Chrystusa. Dom Redemptorystów w Ciorani ożył na całe stulecia. Klasztor powstał ze świętej przyjaźni, jaka wiązała Alfonsa i Januarego Sarnelli od czasów pracy w trybunałach, Kaplic Wieczornych i Kolegium Chińczyków. Udając się w styczniu 1734 r. do Villa, Liguori i Sarnelli przybyli tu jak gdyby przeorać pierwsze skiby ziemi. Dekretem z 12 września Kuria Biskupia w Salerno wydała zezwolenie na dom zakonny, kościół dwóch misjonarzy do jego obsługi. Należy to zrozumieć, ponieważ zbyt wielu było wówczas księży, klasztorów i kościołów i nawet najgorliwsi biskupi starali się to ukrócić. Zmieniono to jednak dzięki sile autorytetu biskupa Falcoi. Od początku nie obyło się bez problemów. Nie wszyscy członkowie akceptowali jurysdykcję biskupa Castellamare w sprawach nowopowstałego Zgromadzenia. Pojawiły się też różnice, co do specyfiki pracy. Oprócz misji postulowano utworzenie kolegiów, co wiązało się z wejściem do miast. Alfons jednak nie po to opuścił Neapol, by do niego wracać. Wiedział, że tam nie zrealizuje Bożych planów. Instytut powstał dla biedaków, do których Ewangelia praktycznie jeszcze nie dotarła. „Nawet, gdybym pozostał sam, Pan Bóg mi pomoże.” – pisał świadomy oporu towarzyszy wobec tych koncepcji. Tymczasem szeregi Instytutu zasilił Vito Curzio, który został pierwszym bratem zakonnym Zgromadzenia. Rozpoczęła się praca. Alfons na czele nowego Instytutu rozpoczął nieustanną nowennę w katedrze św. Wawrzyńca w Scala. Współbracia dwoją się i troją, aby obejść sąsiednie Amalfi, Ravello, Atrani… Po pierwszej misji Zgromadzenia, przeprowadzonej w styczniu i w lutym 1733 roku w Tramonti, nastąpił dramat. Święty Alfons został sam z bratem Vito Curzio. Wszyscy go opuścili. Alfons przeżył swój Wielki Piątek. Dlaczego odeszli? Bóg tak chciał. To odejście okazało się oczyszczające i wyzwalające. Już niedługo przyjdą inni. Alfons wiedziony Bożym natchnieniem, zaczął myśleć o pierwszej fundacji. Otworzyły mu się perspektywy domu w Villa Liberi. Mimo, ze w aktualnej sytuacji ta fundacja wydawała się szaleństwem, została otwarta 28 lutego 1734 roku. Jak w 35 Scala, tak i tu zaczęła się nieustanna misja. Zaczęli napływać nowi kandydaci do Zgromadzenia – utworzono dla nich nowicjat w Villa. Przybywali i tacy, którzy tylko chcieli zobaczyć gorliwych ojców, ale zafascynowani ich oddaniem się Jezusowi zostawali w klasztorze już na zawsze. 48 Opatrzność Boża dała Alfonsowi grupę oddanych, mądrych i świątobliwych współpracowników. Pomogli oni wydatnie do okrzepnięcia i rozwoju Zgromadzenia zarówno pod względem apostolatu misyjnego, jak też formacji duchowej. Pierwsi współpracownicy byli ludźmi dojrzałymi. Podobnie jak sam Alfons, czterech z nich, włączając brata Vita Curzio, byli adwokatami, absolwentami Uniwersytetu w Neapolu. Łączyły ich przeróżne relacje. Niektórzy z nich znali się dzięki wspólnej pracy zawodowej w sądach. Inni należeli do tych samych stowarzyszeń religijnych zakładanych dla różnych grup zawodowych. Owe stowarzyszenia formowały duchowo, ówczesną inteligencję katolicką, kierując ku pracy charytatywnej a zarazem apostolskiej dla biednych i opuszczonych. Osiągnęli oni jeszcze przed wstąpieniem do Zgromadzenia wysoki stopień życia wewnętrznego, a to dzięki przynależności do stowarzyszeń prowadzonych przez Pii Operari lub Oratorianów. Mieli oni wspólnego kierownika duchowego w osobie Tomasza Falcoi ze Zgromadzenia Pii Operari. To wszystko dowodzi, że spotkanie tych ludzi w Zgromadzeniu nie było dziełem przypadku. Byli oni złączeni więzami przyjaźni zanim jeszcze wstąpili do Zgromadzenia. Dla tych ludzi nie był konieczny ślub i przysięga wytrwałości, którymi geniusz Alfonsa wzmacniał nieustabilizowane jeszcze struktury młodego Instytutu. Niektórzy w końcu z tych współpracowników pochodzili lub przynależeli do tej klasy społecznej, ku której w szczególny sposób miał się kierować apostolat Zgromadzenia.49 Pod koniec 1734 roku w Villa było już dziesięcioosobowa grupa nowicjuszy. Ich formacją zajmował się św. Alfons w czasie, gdy przebywał w klasztorze. Głosił konferencje, rozmawiał, modlił się z nimi, a przede wszystkim dawał przykład swoim świętym życiem. Jednego z kandydatów przywitał takimi słowami: „Jeśli przyszedłeś po to, aby zostać świętym, to wejdź tu, jeśli myślisz inaczej, wróć lepiej do Neapolu.” 48 49 T. Rey-Mermet, dz. cyt. s. 307-312 J. Oppitz, dz. cyt., s. 58-59 36 Arcybiskup Salerno dekretem z 12 września 1735 roku udzielił zezwolenia na założenie fundacji w Ciorani. O. Liguori, o. Rossi i brat January Rendina rozpoczęli tu 4 marca 1736 roku misję inauguracyjną. Fundacja ta okazała się tym potrzebniejsza, że Redemptoryści zostali zmuszeni do opuszczenia Scali i Villa Liberi.50 Dwie umowy zapewniły misjonarzom materialny byt. Ksiądz Andrea Sarnelli ofiarował 200 dukatów rocznie ze swego dziedzicznego majątku, co wystarczyło na życie. Jego ojciec, stary baron Don Angelo darował piękny teren z ogrodem na klasztor i kościół oraz budulce na budowę. Z początkiem postu 1736 roku, za zgodą Tomasza Falcoi, Alfons podzielił swe Zgromadzenie na trzy wspólnoty: w Scala, w Villa i w Ciorani. W tym czasie ojciec January Sarnelli, słabego zdrowia, nie mógł podołać trudom misji i wytrzymać klimatu Scala. Stale też nosił się a myślą wielkiego przedsięwzięcia, to jest uwolnienia Neapolu od 30-40 tysięcy prostytutek, tego prawdziwego wrzodu, wyrosłego z nędzy materialnej. Uratowanie tych biednych dziewcząt i kobiet wciąż powracało w jego myślach. Alfons od lat ośmiu dzielił jego poglądy, natomiast Falcoia był zdecydowanym przeciwny takiemu pomysłowi. Nie lubił on wykraczania poza utarte ścieżki w projektach misyjnych. Ale ustępuje i Sarnelli wrócił do Neapolu za pełną zgodą Alfonsa. Kiedyś u „Nieuleczalnych” obaj adwokaci odkryli spustoszenie, jakie sieją choroby weneryczne. W dzielnicach portowych, gdzie prowadzili Kaplice Wieczorne, spotkali świat prostytucji, przesądów, czarnoksięstwa, upadłych dziewcząt, sprzedawanych dzieci. Obaj mobilizowali dla nich pomoc z niebios i z ziemi. Dwa lata później w liście okólnym z dnia 19 kwietnia 1738 roku biskup Tomasz wezwał wszystkich członków Instytutu, aby wspierali gorliwość i trudy swego współbrata. Instytut Najświętszego Zbawiciela w tym czasie, gdy zakładał fundację w Ciorani, miał jakby czwartą gałąź w Neapolu. Alfons zaangażował w to całą swoją pozycję fundatora oraz serce, modlitwę i przyjaciół. Wielkim Poście 1736 roku Sarnelli odjechał, aby zwalczać grzech w Neapolu, rodzinnym mieście Alfonsa, ten M. Listwon, Św. Alfons Maria Liguori (1696-1787), [w:] Wybrał ich Bóg. Święci i błogosławieni Redemptoryści, red. A. Bazielich i in., Kraków 1998, s. 25-26 50 37 zaś wziął na siebie baronię Januarego i całą okolicę. Jeszcze bez klasztoru i kościoła, Liguori i dwaj jego towarzysze mieszkają u barona Sarnelli za dziesięć dukatów rocznie. Już w połowie marca 1736 roku fala misyjna, która poruszyła baronię, w trzy miesiące ogarnął całą górzystą okolicę. Redemptoryści dają równocześnie rekolekcje księżom i okolicznym klasztorom mniszek. Nieustannie spowiadają. Po zakończeniu misji, rozpoczęły się cztery miesiące letnie, gdy misjonarze przebywają w domu, by mogli, jak kartuzi, wieść życie w pełni wspólnotowe w modlitwie, ciszy, studium i braterstwie. Równocześnie rozpoczęto budowę, której architektem był sam Założyciel. Widział on dla swych domów natychmiastową, potrójną misję: przykład ewangelicznej wspólnoty świętych, zgromadzonych w Jezusie Chrystusie, rozbudzenie życia pobożnego wiernych w okolicy oraz przyjmowanie na rekolekcje zamknięte kleryków, księży i świeckich. W czasie letnich rekolekcji przyszło niespodziewane zagrożenie od strony ojca, Giuseppe Liguoriego. Troskliwy rodzic, będąc końca własnej kariery, przeniósł wszystkie ambicje na swego pierworodnego. Nastał czas, by został biskupem… Syn jednak napisał mu, że nie jest powołany do mitry, lecz do służenia ubogim poprzez misje, po czym wrócił do spowiadania wieśniaków, rozrabiania wapna i ewangelizowania rekolektantów. Ojciec Liguori umieszczał zawsze przy ambonie obraz lub figurę Matki Najświętszej, by w ten sposób razem głosili kazanie W lutym 1738 roku przemawiał w małej mieścinie Aiello, u wrót Ciorani. Pełen żaru spojrzał na Madonnę, uniósł się w ekstazie ponad ambonę i promień światła z oblicza Maryi oświetlił mu twarz. Utrzymywanie na urzędzie przez pięć lat przełożonego, niewłączonego faktycznie we wspólnotę, pozwoliła Falcoi grać rolę miejscowego przełożonego, posługując się wprost albo ojcem Marocco, albo ojcem Sportelli. Należy żałować, że Alfons taki stan rzeczy tolerował, ponieważ taka osobliwa władza przyczyniła się do wytworzenia niepewnej sytuacji domu w Scala i była źródłem stałego niepokoju. Falcoia i Liguori są zgodni, by porzucić tę fundację. Stało się tak 27 sierpnia 1738 roku. Tak, jak na podatku istnienia, Zgromadzenie ma tylko jeden dom. Przy Założycielu zostało siedmiu ojców: Mazzini, Sportelli, Sarnelli, Rossi, Marocco, 38 Villani i Maiorino oraz czterech braci: Curzio, Rendina, Tartaglione i Gaudiello. Uratowali się jakby przechodząc przez ogień, wypróbowane złoto i srebro. Jednak oczyszczenie nie zostało jeszcze ukończone. Na początku 1740 roku przybył do Ciorani biskup Rossi. Obejrzał dom rekolekcyjny, w którym tylu jego księży się odmieniło. Zobaczył, że jest przepełniony świeckimi i duchownymi szukającymi świętości. Jedno skrzydło, dwupiętrowe to stanowczo za mało. Po sześciu latach życia zakonnego odszedł ze zgromadzenia o. Giulio Marocco, a po nim o. Carlo Maiorino uciekł w nocy nie mówiąc nic nikomu. Nie było wiążącej i całkowitej konsekracji dla Boga i ludzi opuszczonych. Brak ślubów mógł wstrzymywać od wstąpienia do Zgromadzenia nawet ludzi wielkodusznych nie utwierdzał powołania słabszych. Ojcowie od Najświętszego Zbawiciela byli bez „profesji” w znaczeniu zakonnym, podobnie jak „pii operari”. Wykluczone było jednak związanie się ślubami ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, ponieważ wiosną 1740 roku regaliści wzniecili falę wrogości przeciw zgromadzeniom zakonnym. Dekret z 9 czerwca powiadamiał poufnie gubernatorów zarządców prowincji, by nie pozwalali fundowania kościołów i zakładania zgromadzeń zakonnych bez uprzedniej zgody królewskiej. Alfons i towarzysze, pozostając księżmi „świeckimi”, ryzykowaliby rozpad wspólnoty, a należało ją utrzymać. Sam złożył 28 listopada 1732 roku ślub nie opuszczania Instytutu. Zachęcał, więc, braci do podobnego ślubu. Zamiar Alfonsa, by się związać ślubami wytrwania, został przez obecnych braci przyjęty jednomyślnie. Ustalono termin złożenia ślubu na święto Marii Magdaleny. Trzy dni poprzedzające spędzono w milczeniu przygotowaniu, a każdy z braci czuł się przejęty miłością. Uroczystości odbyły się w małym oratorium Zgromadzenia, 21 lipca1740 roku. Natychmiast podpisano oficjalny akt w czasie nieszporów o św. Marii Magdalenie. Stała się, więc, ona protektorką Instytutu. Długą formułę, ułożoną prawdopodobnie przez Falcoię, wypowiedziało pięciu ojców i czterech braci. Oto jej zasadnicza treść: „Zobowiązuję się ślubem na ręce Mons. Falcoi, biskupa Castellamare i dyrektora tego zgromadzenia do wytrwania aż do śmierci za pomocą łaski Bożej i przez zasługi krwi Jezusa Chrystusa w tym świętym zgromadzeniu Najświętszego 39 Zbawiciela. Składam ten ślub, zobowiązując się wyraźnie, że mogę zostać z niego zwolniony jedynie przez najwyższego przełożonego, pełniącego urząd, lub samego Ojca Świętego, a nikogo innego”. 51 Wszyscy podpisali się nazwiskiem zobowiązując się do powyższego. Dokument został 24 lipca wysłany do Falcoi i wrócił z następującą uwagą: „Przyjmuję i potwierdzam wasze ofiarowanie się Panu Jezusowi ślubem wytrwania w Zgromadzeniu Najświętszego Zbawiciela. W przyszłości ślub ten winni składać po dwóch latach próby wszyscy, którzy chcą być przyjęci do tego świętego Zgromadzenia. Wydano w Castellamare 4 sierpnia 1740 roku. Tomasz Falcoia, biskup Castellamare i dyrektor Zgromadzenia Najświętszego Zbawiciela.”52 Ciorani nie leżało w diecezji Falcoi, więc nie przyjechał przewodniczyć uroczystości ślubowania. Instytut nie miał jeszcze kanonicznego przełożonego, wiec mógłby jedynie przewodniczyć ktoś w imieniu i z delegacją biskupa Salerno, co jednak w oczach władzy świeckiej publiczną profesją zakonną. Ślub ten, więc pozostał wewnętrzną sprawą Zgromadzenia. W sumieniu miało to zobowiązanie skutki takie, jak uroczyste śluby złożone na ręce papieża. Niestety, wkrótce po złożeniu ślubu wytrwania, w wieku lat 22, odszedł najmłodszy brat złożony gorączką. Joachim Gaudiello stał się chorążym w orszaku Redemptorystów idących do nieba. Po założeniu Instytutu w 1732 roku, miał Alfons możliwość wolnego wyboru i prawa określania kierunku jego działalności. Naszkicował własny „Regulamin dla misji” po pierwszych misjach Redemptorystów w Tramonti. Ich pierwotny tekst zaginął, lecz zachowały się regulaminy z 1744, 1747, 1749 i 1764 roku oraz pięć broszurek. Podejmuje w nich i pogłębia podstawowe idee, które dojrzewają i krystalizują się od lat początkowych w Scala, Villa i Ciorani. Nie zamierzał wprowadzać innowacji dla innowacji. Odrzucił podróże w karecie, aby iść pieszo lub jechać na osiołku, ale zachował w istocie to, co praktykował w Misjach Apostolskich. Utrwalił swym doświadczeniem wspólne dziedzictwo zakonów i stowarzyszeń Neapolu. W przeciwieństwie do jezuitów, którzy przebiegali jak huragan, wzniecając powierzchowne uczucia i zalecając surowe pokuty, Liguori postuluje misje spokojne, 51 52 Cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. cyt., s.324 Tamże, s. 325 40 pełne refleksji, z dominantą katechezy w najczystszej duchowości św. Wincentego a Paulo. Wobec obojętności, grzechu, a nawet zatwardziałości misja nie jest oblężeniem, jest atakiem. Alfons nie chce uderzać strachem ani zaskakiwać od strony bocznych drzwi. Nie w tym rzecz, by zdobyć fortecę, lecz by w niej zostać. Najpierw być zrozumiałym dla prostego ludu, a potem pobudzić wolę, spowodować trwałe nawrócenie. Wyłącznym celem, który Alfons stawiał przed każdym wstępującym do założonej przez siebie duchowej rodziny, była świętość i tylko świętość.53 Ten, który złożył ślub nie tracenia ani chwili czasu, pomiędzy misjami a rekolekcjami pochłonięty był wykładaniem teologii moralnej swoim studentom. Aż się nie chce wierzyć, że zdołał, mimo tak dużego nawału pracy napisać dla nich bardzo obszerny podręcznik teologii moralnej – obok stu innych książek. Misje, rekolekcje, praca związana z formacją kandydatów, liczne książki (pozycje dla prostego ludu i traktaty teologiczne), wreszcie kierowanie całym Zgromadzeniem – czy to nie za dużo na jedną osobę? W najbardziej intensywnym okresie swego życia Alfons pracował dziesięć godzin, osiem godzin poświęcał na modlitwę, jedną godzinę na rekreację, a tylko pięć na sen.54 §1.1.2 Zatwierdzenie w Rzymie reguły Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela W październiku 1749r. Alfons zwołał do Ciorani kapitułę generalną w celu uroczystego ogłoszenia potwierdzonej przez Ojca Świętego reguły. Przybyli na nią wszyscy ojcowie.”55 „Celem, jaki sobie postawił nasz mały Instytut, to utrwalenie owoców misji. Dlatego tez z reguły sytuuje swe domy w centrum diecezji. Dzięki temu nie tylko ułatwia biedakom znalezienie pomocy duchowej, ale wspomaga ich pouczeniami, nowennami i różnymi ćwiczeniami duchowymi, jakie ojcowie prowadzą w różnych miejscowościach głosząc kazania w całej diecezji, w której zamieszkują. 53 A. B., dz. cyt., s. 349 M. Listwon, dz. cyt., s. 30 55 A. B., dz. cyt., s. 99 54 41 Jeszcze jeden powód sprawia, że taka pomoc jest korzyścią dla wiernych. W małych wioskach poza proboszczem brak jest spowiedników. Z tego powodu ludzie rzadko przystępują do sakramentu spowiedzi i Eucharystii, a jeżeli się spowiadają, fałszywy wstyd sprawia, że wielu odbywa spowiedź świętokradzką. Spowiednicy wędrowni wiedzą, jaką pomoc i ulgę przynoszą ludziom w tym względzie. Kapłani zamieszkujący w miastach są na ogół przeciążeni pracą. Aby całkowicie uwolnić od wspomnianych trudów członków tego Zgromadzenia i pozwolić im na całkowite poświęcenie się biednej ludności wiejskiej, postanowiono, że siedziby swe zawsze będą mieli z dala od gęsto zaludnionych okolic. Zgromadzenie nasze zajmując się ewangelizacją ludności wiejskiej, prowadzi pracę, której nie wykonuje żadne inne zgromadzenie misyjne. Z tego względu żywimy nadzieję, że Stolica Święta zechce dać mu swą aprobatę.” Zacny Villani dopełnił swej misji w tempie, które zdziwiło znających się na tym. 18 stycznia 1749 roku kardynał Bessozzi podpisał swój raport do Świętej Kongregacji Soboru. Było to sprawozdanie bardzo pochlebne, w którym podobnie jak kardynał Spinelli podkreślał oryginalność i wagę tego typu misji wraz z ich renowacją w niedługim czasie. Ale Instytut nie będzie się nazywał Najświętszego Zbawiciela, by go nie mylono z istniejącymi kanonikami regularnymi tego imienia, lecz będzie Zgromadzeniem Najświętszego Odkupiciela (z łac. Congregatio Sanctissimi Redemptoris, stąd używany skrót: CSsR). I tak powstali „Redemptoryści”. Uprawnienia rektora generalnego, wybieranego dożywotnio, zostały rozszerzone. Zniesiono na życzenie kardynała Spinelli ślub udawania się na misje do niewiernych. Niestety, wrócono do dualizmu Falcoi, który odrzucał Założyciel. Pierwsze miejsce, które o. Villani z Br. Franciszkiem odwiedził, była, jak pisał do Ciorani, cela św. Stanisława Kostki: „Miałem szczęście uczcić jego relikwie, widziałem jego izbę, łóżko, które mu wysłużyły za życia do użytku. Ach! Jakże ta cela pobudza do nabożeństwa.” Nie przewidywał ani o. Villani, ani św. Alfons, że ojczyzna św. Stanisława będzie poza Włochami pierwszą siedzibą ich zakonu, że w trzydzieści kilka lat później przybędzie św. Klemens z Rzymu do Warszawy i założy tam klasztor Redemptorystów. 56 56 B. Łubieński, dz. cyt., s. 216 42 25 lutego kardynał Domenico Passionei, sekretarz przy Breve, promulgował List Apostolski Benedykta XIV – Ad Pastoralis Dignitatis fastigium zatwierdzający Instytut i reguły Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela. Ze względu na wspólne początki i analogiczny cel obydwu Instytutów, Stolica Apostolska zatwierdzając w roku 1750 zakon mniszek, zmieniła również jego nazwę na „Zakon Najświętszego Odkupiciela” (OSsR – Ordo Sanctissimi Redemptoris).57 Radość Alfonsa byłaby bez domieszki smutku, gdyby z woli Falkoi i wyborców kapituły 9 maja 1749 roku nie był w zasadzie dożywotnim przełożonym generalnym. Należało uroczyście przyjąć przez cały Instytut reguły papieskie. Liguori zwołał do Ciorani na 1 października 1749 roku kapitułę generalną złożoną z 34 ojców, bo tylu wówczas liczył Instytut. Przed zakończeniem obrad 8 października, członkowie kapituły jednoznacznie określili stosowanie sześćdziesięciu punktów reguł i konstytucji. Najświętsza Dziewica miała zostać główną patronką Zgromadzenia jako Niepokalanie Poczęta, a wszyscy kapłani mieli uczynić ślub bronienia tej doktryny. Kapituła przypomina zwyczaj praktykowania cnót miesięcznych. Ustanowiła wytyczne studiów: rok na humanistykę i retorykę, następnie filozofia według Pourchota, na koniec-wciąż Sorbona- teologia według Haberta i moralna. Zalecał posługiwać się w teologii nauką św. Tomasza. Instytut wszedł w nowy etap. Na początku kapituły wszyscy profesi przyjęli regułę Benedykta XIV i ponowili śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, jak również przysięgę wytrwania. Jesienią 1746 roku Założyciel zwołał do Ciorani czwartą kapitułę generalną, otwartą 23 października, która stała się dla niego bolesnym doświadczeniem. Zapalenie płuc zatrzymało go w Deliceto. Cafaro i inni mający głos pozostali przy nim. Otóż w Ciorani, część ojców bardziej impulsywna zadecydowała, aby pójść dalej i zakwestionowano punkty już poprzednio uzgodnione. Alfons mógł ustalić regułę w Deliceto, ale zapewne wolał mieć do pomocy ojca Villani. Przybył więc do Ciorani w kwietniu 1747 roku. Jego zadanie było już ustalone przez kapitułę wyborczą 9 maja Konstytucje i statuty Zakonu Najświętszego Odkupiciela (Redemptorystek), [tłum. ss. Redemptorystki], Rzym 1985, s. 7 57 43 1743 roku: „Zachować i przekształcić regułę i konstytucje pozostawione przez biskupa Falcoię”. Zdaje się, że wykończył je pod koniec maja. W Neapolu zatwierdzenie papieskie dodało powagi Instytutowi i wkrótce rozpoczął się napływ wybitnych ludzi elity i księży. Mannarini próbował po raz kolejny 9 maja, składając ojcu Alfonsowi gratulacje, połączyć się z Redemptorystami. Ale ogólna opinia była za odmową. Wówczas Manfredi i inni wartościowi członkowie Zgromadzenia od Najświętszej Eucharystii, poprosili indywidualnie o przyjęcie. Liguori jednak wiedział, że po ich odejściu rozpadnie się wspólnota ojca Mannariniego i nie przyjął kandydatów. Mannarini uznał, że sprawa raz na zawsze została zamknięta. §1.1.3 Bezowocne starania o zatwierdzenie Zgromadzenia w Królestwie Neapolu XVIII wiek był wiekiem regalizmu, państwa zaczęły zrzucać z siebie jarzmo Rzymu, który zbyt długo trzymał je pod kuratelą. Ponadto naruszają też prawa duchowe Kościoła, tak jak poprzednio Kościół naruszał ich prawa doczesne. W Neapolu ów regalizm był silniejszy niż gdziekolwiek indziej. Była to reakcja na fakt, że tragiczna sytuacja ekonomiczna kraju po części pochodziła z nadmiernej liczby kościołów i klasztorów. Dlatego konkordat z 1741 roku nie przewidywał statutów dla zgromadzeń. Jedynym prawem był tajny okólnik z 1740 r., by gubernatorzy prowincji nie zezwalali na budowę klasztorów ani kościołów. Klasztor w Ciorani miał datę wcześniejsza, lecz klasztory w Pagani i Deliceto otrzymały w 1743 i 1745 roku dokument królewski, zezwalający na budowę domu, o ile nie będzie on miał wyglądu klasztornego, a księża świeccy będą we wszystkim zależni od miejscowego biskupa. Podobnie rzecz się miała z budową domu przy Materdomini. 58 Pomimo tego Założyciel chciał zalegalizować swój Instytut. Po zażegnaniu ponownego „niebezpieczeństwa” przymusowego przyjęcia sakry biskupiej, szybko wrócił do zredagowania skrótu reguły, która by nie przypominała klasztoru i życia zakonnego. 58 T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 397 44 W tym samym czasie, gdy pracowano nad owym dyplomatycznym skrótem reguł, powstała najbardziej nieoczekiwana komplikacja. Vincenzo Mannarini i grupa pierwszych, którzy w 1733 roku opuściła Scala i Liguoriego, aby utworzyć w przyszłości zgromadzenie Najświętszego Sakramentu, z innymi celami niż Redemptoryści, od 1735 roku pragnęła powrócić i złączyć się z ojcami od Najświętszego Zbawiciela. Mannarini, dowiedziawszy się o podjętych przez o. Liguoriego krokach, by otrzymać królewskie zatwierdzenie, postanowił przypuścić szturm na toczące się postępowanie i narzucić połączenie. Wszystkie deklaracje o przyjęciu reguł i uznaniu Alfonsa najwyższym przełożonym, nie zmieniły postanowienia o. Liguori. Bał się on, że zjednoczenie nic nie przynosząc zgromadzeniu Najświętszego Sakramentu, obniży zdecydowanie jego własne. Lecz Mannarini zmobilizował wpływowych przyjaciół i pozyskał poparcie wielkiego jałmużnika. Zadowolić i dać pracę dwóm zgromadzeń poprzez uznanie tylko jednego, byłoby to dobre posuniecie dyplomatyczne, a może i misyjne. 22 lutego napisał o. Liguori do dwóch swoich wspólnot: „Dziś rano miałem spotkanie z wielkim jałmużnikiem. Powtórzył mi kilkakrotnie: połączcie się z Mannarini i przyjdźcie do mnie rozmawiać wspólnie. Wykluczyłem takie rozwiązanie jako niemożliwe, gdyż ich instytut jest inny, mają szkoły, osiadają w miastach, itd. Ale następnie przyszła mi myśl, która wprawiła mnie w niepokój. Powiedziałem sobie: wydostańmy obecnie od króla aprobatę, od której zależy aprobata Rzymu, dość powiedzieć, wszystko od niej zależy – a później >>Deus et dies<< ( Bóg i czas rozwiążą sprawę). Ojcowie od Najświętszego sakramentu będą robić swoją robotę, a m swoją. Jestem przekonany, że wielki jałmużnik faworyzuje Mannariniego i nie zezwoli, byśmy jako instytut dostali aprobatę, gdyby odmówiono jego protegowanym. Jeżeli wiec zgodzimy się na aprobatę obu razem, będzie nam całkowicie sprzyjał, w przeciwnym razie stanie przeciw nam i sprawa upadnie, bo król polega na swej radzie. Oto moje rozważania. Z jednej strony, jeśli uzyskamy aprobatę, przyszłość Instytutu jest na zawsze ustalona, ale z drugiej strony, które zgromadzenie ma być zatwierdzone? Nasze czy ich? Nasze reguły czy ich? Otóż zawiłość., którą należy rozjaśnić, a sprawa wydaje się niezwykle trudna, gdyż my nie chcemy zmieniać naszego Instytutu, a oni swojego. Zbierzmy się razem, zwołajcie radę na ten temat 45 i rozważcie. (…) Niech w innych domach modlą się co wieczór za króla i odprawiają Msze święte.”59 Biskup Galiani, który powtarzał: „Chcę dać waszemu Zgromadzeniu zatwierdzenie”, oświadczył nagle 21 sierpnia: „zatwierdzenie jest niemożliwe, a więc zjednoczenie bezprzedmiotowe.” Dopiero za szóstym razem ojciec Liguori został przyjęty u tego biskupa. Mówił z takim ogniem, że wydawał się przekonywać już swego słuchacza. Alfons stara się też o audiencję u króla. Już następnego dnia stanął przed królem w starej sutannie i źle ogolony. Gorąco wstawia się za opuszczonymi i za swym dziełem. Monarcha wzruszył się, lecz nie chciał podjąć decyzji bez zgody Rady Państwa. Jeszcze tego samego dnia król otrzymał raport biskupa Galiani, wielkiego jałmużnika: „Po przekazaniu Najjaśniejszemu Panu mego punktu widzenia, muszę jeszcze z najwyższym szacunkiem zwrócić Mu uwagę, że w interesie państwa założenia nowego zgromadzenia czy zakonu to samo. Ojcowie lazaryści (misjonarze) tworzą kongregację księży, a nie zakon jak Dominikanie czy Franciszkanie, ale są nie mniej szkodliwi dla państwa, bo tak jedni jak i drudzy rozszerzają się i nabywają dobra, które podpadają pod dobra martwej ręki zostają wycofane z obiegu. W konsekwencji przez zatwierdzenie, o jakie się ubiegają, na erygowanie domów Zgromadzenia z własnym przełożonym i szczegółowym regulaminem, wraz z królewskim >>placet<< Waszej Miłości, stałyby się wobec państwa legalnymi wspólnotami, mającymi prawa nabywania majątków, których obecnie nie posiadają. Nie da się zaprzeczyć, że ojciec Liguori i jego towarzysze pracują dziś z pożytkiem i dużo robią dobrego przez pouczanie biedaków w okolicach najbardziej zaniedbanych, oraz, że życie tych misjonarzy jest budujące. Ale, Najjaśniejszy Pan wie dobrze, że wszystkie zakony i zgromadzenia zakonne oraz stowarzyszenia księży świeckich rozpoczynały jako wielce użyteczne i przykładne, a następnie nieznacznie odchodziły od pierwotnej gorliwości i stały się ciężarem dla państwa, które nie może z nich mieć żadnej korzyści. Doświadczenia przeszłości, ta wielka nauczycielka, jaką jest historia każe wątpić, aby podobnie nie stało się z nowym Zgromadzeniem ojca Liguoriego, że po śmierci Założyciela, dzieło pobożne i pożyteczne, któremu się poświęcił z godną pochwały gorliwością, nie wypaczy się. Stało się tak z innymi 59 S. Alfonso, Lettere, I, s. 133-135, cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. Cyt. s. 399-400 46 zgromadzeniami, również powstałymi dla pouczenia wieśniaków i opieki nad sierotami, które obecnie zagnieździły się w miastach, oddając się dziełom nie odpowiadającym ich pierwotnemu założeniu i jedynemu celowi swego instytutu. A ponieważ tak się dzieje, zważywszy na nadmierną liczbę klasztorów w królestwie, proponuję, aby nie udzielać królewskiego >>placet<< ojcu Liguori inaczej, jak z licznymi ograniczeniami, chyba, że Wasza Wysokość osądzi inaczej. Założył już następujące domy: w Ciorani, w diecezji Salerno, drugi w Pagani, w diecezji Nocera, trzeci w Iliceto, w diecezji Bovino i czwarty w Caposele, w diecezji Conza. Poza tymi domami jeszcze cztery podobne zamieszkują księża misjonarze pod nazwą ojców od Najświętszego Sakramentu, którzy pragną przyłączyć się do ojca Liguori, aby stworzyć jedno Zgromadzenie pod nazwą Najświętszego Zbawiciela. Dobrze jest wiadome Waszej Wysokości, że w pewnych okolicach królestwa, jak Celineto, Kalabria i Basilicata, mieszka ludność na wpół dzika, popełniająca liczne zbrodnie, zabójstwa i grabieże. Gdyby w tych okolicach można było stworzyć domy dobrych kapłanów, zakładając, ze zachowują ducha, jaki ich obecnie ożywia, może rezultatem byłoby ucywilizowanie tych ludzi i zapobieżenie poważnym wykroczeniom, które niemal codziennie popełniają. Z tego względu król mógłby dać swoje >>placet<<, ale z surowymi zastrzeżeniami: misjonarzom nie wolno założyć żadnego nowego domu w królestwie bez pozwolenia króla. Jeżeli oddalać się będą od tego, co stanowi cel Instytutu, którym jest katechizowanie pastuchów i wieśniaków, król i jego następca będą mieli prawo >>ipso facto<< zawiesić Zgromadzenie, bez wdania się Stolicy Świętej, a dobra Zgromadzenia będą mogły być przeznaczone na dzieła pobożne i obiekty publiczne, według uznania władzy. Nie wolno misjonarzom przyjmować dziedzicznych spadków i zapisów, jeżeli ofiarodawca ma ubogich krewnych do czwartego stopnia pokrewieństwa włącznie – według prawa kościelnego. Dochód z dóbr posiadanych przez każdy dom niemoce przekraczać 1000 dukatów rocznie, a król może według swego uznania ustalić maksimum niższe od tej sumy.”60 Nazajutrz, 23 sierpnia, Sacra Real Camera bardziej przerażona widmem zakonników niż rozbójników z Cilento i Kalabrii, odmówiła zatwierdzenia. Król Karol Burbon posłuchał i zarządził >>status quo<<, polecając markizowi Brancone: 60 „Spicilegium historicum CSSR” . 15 ( 1967) s. 11, cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 403-404 47 „Powiedzieć ojcu Liguori, że może liczyć na moje poparcie. Niech dalej prowadzi z tą samą gorliwością dzieło Boże dla państwa. Niech się zastanowi, w jaki inny sposób mógłbym mu pomóc, a zrobię to.” 61 Przez dwa dni markiz nie ośmielił się zawiadomić ojca Liguori o niepowodzeniu. Alfons, dowiedziawszy się, opuścił głowę i wyrzekł: „ Fiat voluntas tua – bądź wola Twoja, mój Boże!” Lecz nie spał całą noc. Następnego dnia rano, gdy odprawiał Mszę Świętą w swym ukochanym kościele Girolaminich, nagle objęła go fala rozpaczy: „Zgromadzenie nie przeżyje odmowy królewskiej: gdy się o tym dowiedzą nieprzyjaciele z Pagani, jednym ruchem rozwalą tę fundację, a ruina jednej pociągnie za sobą zniszczenie następnych misji.” Zdruzgotany tą wizją ruszył popołudniu, przed ogłoszeniem dekretu, do pałacu markiza Brancone. Markiz zapewnił wzburzonego zakonnika, że szczegółowe dekrety zapewniają przyszłość każdego z domów misyjnych, a więc i całego Zgromadzenia. Życzliwość pobożność króla z pewnością podsunie rozwiązanie zatwierdzające Instytut. Ojciec zamilkł, wziął się w garść uspokoił. Zdał się na wolę Boża i już nigdy więcej nie popadł w takie wzburzenie. Ale wyszedł wymęczony po tych trzech miesiącach próżnych walk. Pisząc o tym do ojca Villani dodał: „Don Vincenco (Mannarini) nadal ubiega się o zjednoczenie, ale odrzucam wszystkie jego zabiegi mówiąc, że doświadczenie wskazuje, że Bóg tego nie chce. Mam głębokie przeświadczenie, że unia taka absolutnie się nie uda i nigdy się na nią nie zgodzę.” 62 Wybieg, który, jak sądził król, miał być lepszy od prawnego zjednoczenia z Mannarinim – to wysłanie 26 sierpnia dekretu nakazującego Trybunałowi mieszanemu przejrzenie rachunków pobożnych fundacji świeckich stwierdzenie, czy nie można by ustanowić rocznej renty dla ojca Liguoriego i jego świętych misji. Było to badanie długie i dało rezultat negatywny, co ukazało, po raz kolejny, brak u króla twardej ręki. W połowie września 1747 roku Alfons opuścił Neapol. Uważał, że nadszedł okres, aby nabrać sił, pozwolić na działanie czasu i oddalenie się od Mannariniego. 61 62 A. Tannoia, t. I, s. 193-194, cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 405 S. Alfonso, Lettere, I, s. 138, cyt. za: T. Rey-Mermet, dz. cyt., s. 406 48 Następnie czas, aby odbyć kapitułę przerwaną poprzedniego roku. Nadeszła też chwila, aby przedłożyć braciom uporządkowane reguły i konstytucje i z nimi ustalić tekst, który można by przesłać do zatwierdzenia w Rzymie. Ośmiu protokolarzy zebranych w Ciorani 17 października badało przedłożone przez ojca Liguoriego zmiany zaproponowane, co do dwunastu reguł i konstytucji na każdy miesiąc oraz dodatek o zarządzaniu Instytutem. Całość przegłosowano 20 października. Redemptoryści będą owe teksty zwać „regułami pierwotnymi”. Kodyfikowały one to, czym już od piętnastu lat żyło Zgromadzenie. Jednak ten tekst został zmodyfikowany w najbliższych miesiącach. 20 października został również przegłosowany „Regulamin misji”, który poza wstępem Falcoi był pióra Alfonsa. II 1.1. 4 Św. Alfons jako biskup diecezji Santa Agata Dei Goti 9 marca 1762 roku przybył do Pagani posłaniec nuncjatury apostolskiej z dekretem mianującym Alfonsa Marię de Liguoriego biskupem diecezji Santa Agata dei Goti. Zasłaniając się wiekiem i słabym zdrowiem, nominat wysłał list odmowny. Najpierw papież wydaje się przychylać do prośby Alfonsa, jednak w kilka dni później za podszeptem Ducha Świętego nakazuje przyjąć urząd. Na tę wieść ojciec Liguori powiedział pochyliwszy głowę: „Bóg chce bym był biskupem, ja też chcę być biskupem.” Przez trzynaście lat swego pasterzowania św. Alfons dbał o powierzoną sobie trzodę troskliwie i z oddaniem. Nawiedzał swoje parafie, gorliwie je wizytując, nadal żyjąc bardzo skromnie. Biskup Liguori nigdy nie przestał być redemptorystą – misjonarzem. Niejednokrotnie prosił swych duchowych synów o pomoc na terenie diecezji. Z każdym dniem czuł słabnące już siły, nadto pragnął już wrócić do swoich braci i czym prędzej zrzucić ze swych zniedołężniałych ramion krzyż odpowiedzialności za zbawienie tysięcy dusz. W 1775 roku papież przyjął rezygnację 79 – letniego biskupa. Wrócił do swoich współbraci po trzynastu latach pasterzowania diecezją. 63 Liguori w tym strasznym roku nie chciał wcześniej podać się do dymisji, bo jego następca, mianowany przez Klemensa XIII, mógł nie otrzymać exequatur, a wówczas Kościół byłby bez biskupa. Ale Klemens XIV jest dobrze widziany przez 63 A. Wilczek, Święty Alfons – biskup, „Revertimini ad fontes”, nr 2 [1996], s. 28-30 49 Burbonów. Alfons pisze do niego i powierza list swemu przyjacielowi kardynałowi Giuseppe Castelli. Oddając mu odpowiedź dla Alfonsa, pełną pochwał, ale negatywną, papież mówi Eminencji: „Mnie wystarczy, że rządzi z łóżka swoim Kościołem. Jedna jego modlitwa jest skuteczniejsza, niż gdyby przez sto lat przebiegał diecezję.” Konsultorzy generalni i Zgromadzenie prosili, aby ojciec Liguori przyjmując sakrę biskupią, mógł nadal sprawować funkcję generalnego przełożonego nad Kongregacją Najświętszego Odkupiciela. Gdyby wówczas zwolniono go z kierowania Instytutem, ojciec Villani zostałby wybrany na to stanowisko. Don Andrea był samą dobrocią, a większość młodych zakonników przeszła przez jego szkołę jako magistra nowicjatu. Uważano go w Zgromadzeniu za większego świętego, niż Założyciel. Jego to uczynił Alfons swym wikariuszem. Lecz to właśnie prestiż ojca Alfonsa chronił Instytut od przeciwników, których nie brakło. Wydaje się, że nigdy nie powstało zagadnienie dymisji dożywotniego przełożonego generalnego. Jednak młodzi zakonnicy nie byli zadowoleni z tego faktu, sami nie znali Założyciela osobiście. Z drugiej jednak strony on sam może czuł wyrzuty sumienia, że przez trzynaście lat oddalenia, zbyt dobry ojciec Villani pozwolił na pewną swobodę i rozprężenie w dyscyplinie zakonnej. Pisze nawet tak z Santa Agata: „… jesteśmy ubodzy i kto nie zgadza się, by wieść wśród nas życie ubogie w pożywieniu i ubraniu, może spokojnie opuścić nasze Zgromadzenie. Niech wraca do siebie i żyje, jak chce. Jestem gotów pozwolić na to każdemu, bo Bóg nie4 chce mieć w swym domu sług niezadowolonych, którzy zmuszają się, by Mu służyć wśród nieustannego szemrania. W podeszłym wieku, którego doszedłem, Bóg mnie zachowuje przy życiu jedynie po to, abym zwalczał nieporządki, które mogłyby przekreślić nasze dzieło misyjne i jestem zdecydowany zwalczać je za każdą cenę. Gdyby większość naszych braci musiała z tej racji nas opuścić, myśl ta mnie przeraża. Pozostanie, kto zechce. Bóg nie potrzebuje wielu ludzi, wystarczą nieliczni, ale dobrzy. Mimo szczupłej liczby, zrobią więcej dobrego, niż niedoskonali, pyszni i nieposłuszni...” Alfons wrócił do Pagani bez zamiaru podania się do dymisji. Chciał, jak niegdyś, podjąć wspólne życie regularnej obserwancji, na ile tylko pozwoli mu na to lekarz i jego kierownik – ojciec Villani. 50 §1.1.5. Rozłam Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela Zgromadzenie nie uzyskało zatwierdzenia królewskiego, istniało nielegalnie. To wszystko stawiało ciągle pod znakiem zapytania istnienie Instytutu. Ciągle zgłaszali się młodzi ludzie chcący podążać za Jezusem, na wzór św. Alfonsa. Założyciel ufał i zawierzał Bogu i Maryi wszystkie sprawy związane z nowym zgromadzeniem. W 1755 roku założył fundacje poza granicami Królestwa Neapolu, w księstwie Benewentu (enklawa Państwa Kościelnego), w miejscowości San Angelo a Cupolo. Ta placówka miała być przysłowiowym zaworem bezpieczeństwa zapewniającym dach nad głową w razie likwidacji w Królestwie Neapolu. Kolejny dom został założony na Sycylii w 1756 roku w Agrigento. Jednak tam nie było bezpieczniej. Choć Sycylia była niezależna, stanowiła oddzielną koronę, to jednak spoczywała ona na tej samej głowie, co korona Królestwa Neapolu. Dlatego sytuacja na Sycylii była tak samo niepewna, jak w Królestwie. 64 Pojawiła się jednak szansa stworzenia legalnego statusu dla Zgromadzenia, bez naruszenia wewnętrznych konstytucji i reguł. Miało to być czysto prawne posunięcie. Cztery śluby: czystość, ubóstwo, posłuszeństwo i wierność zastąpiono przysięgą czystości i posłuszeństwa. Nie wspomniano nic o ubóstwie w życiu wspólnym. Zamiast ślubów i przysięgi wytrwania wstawiono do statutu zapis, że każdy członek Zgromadzenia ma prawo w każdej chwili Instytut opuścić. Przełożony generalny zachowywał jurysdykcję w sprawach wewnętrznych, ale jego władza zewnętrzna, umniejszona, przechodziła na radnych. Kapituły generalne, które należało zwoływać co dziewięć lat, zostały usunięte. Aby nadać regulaminowi postać prawa cywilnego, stwierdzono, że Instytut istnieje dzięki dekretowi królewskiemu z 1752 i 1779 roku. Regułę Benedykta zastąpiono więc, przez zarządzenie królewskie. Trzeba przyznać, że ojciec Maione miał jak najlepsze intencje: sformułował regulamin, który mógł liczyć na pewne zatwierdzenie. Ale te intencje sprzeciwiały się stanowisku Założyciela, który nigdy nie dążył do zatwierdzenia Zgromadzenia za wszelką cenę, zwłaszcza zaś nie za cenę rezygnacji z zakonnego charakteru 64 M. Listwon, art. cyt., s. 30 51 Kongregacji, a tym mniej za cenę konfliktu ze Stolicą Apostolską. Św. Alfons w swych dążeniach o zatwierdzenie Instytutu przez państwo nigdy nie zrezygnował z zobowiązań zakonnych zatwierdzonych przez Benedykta XIV. Tekst zaś sporządzony przez ojca Maione faktycznie oznaczał odejście od nich. Ojciec Maione przedstawił regulamin Alfonsowi w końcu września 1779 roku. Ale Założyciel miał ponad osiemdziesiąt lat i nie był w stanie przeczytać przedstawionego mu tekstu. Villani również na skutek słabego wzroku nie dostrzegł w tekście, na którym było naniesionych wiele poprawek, nic, co mogłoby budzić zastrzeżenia. Obydwaj byli prawnikami i doskonale wiedzieli, jaka jest różnica między Konstytucjami i Regułami kanonicznymi a dokumentem cywilnym, legalizującym Instytut wobec państwa. Ten ostatni bez trudu otrzymał aprobatę władz cywilnych 22 stycznia 1780 roku. Maione i Testa byli z pewnością dumni z dzieła spełnionego na rzecz Zgromadzenia. To jednak, co miało być ratunkiem dla Instytutu i radością dla Założyciela, okazało się źródłem rozłamu i osobistą tragedią św. Alfonsa. Wysyłanie pieniędzy poza królestwo było przekroczeniem, nawet, jeśli chodziło o zapobieżenie, by rodowici Neapolitańczycy nie umarli z głodu. A jednak Alfons przynaglał, aby zakładać nowe domy poza terenami Obojga Sycylii, bo w Scifelli było za ciasno. Wkrótce śmierć papieża Klemensa XVI przekazała jego następcy prawo autoryzowania nowych fundacji w państwie kościelnym. W 1774 roku ojciec de Paola przedstawił Alfonsowi propozycję założenia klasztoru w samym Rzymie. Na obawy tegoż ojca, co do dalszego istnienia Zgromadzenia w królestwie Neapolu, Założyciel odpowiedział listownie: „… Niech sobie mówią, że gdy odejdę, wszystko zginie. Odpowiadam na to, ze Zgromadzenie nie jest moim dziełem, ale Bożym. On je zachowuje od czterdziestu lat i będzie nadal zachowywał. Dlaczego król Neapolu miałby je rozwiązać? Nikomu nie szkodzi, wszyscy biskupi się o nie ubiegają, nie ma żadnych własnych dochodów, a co ważniejsze, król życzy sobie ( tak mówi dekret jego katolickiego majestatu), >>aby Stowarzyszenie istniało nie tylko za życia Alfonsa de Liguori, lecz stale, o ile dzieło misyjne nie zdegraduje się w swej pierwotnej gorliwości.<< Więc kwestia naszego istnienia zależy w pierwszym rzędzie od Boga, następnie od tego, jak będziemy się zachowywać. Mamy jedną rzecz do zrobienia: żyć w zjednoczeniu z Bogiem, zachowywać reguły, być miłosiernymi dla wszystkich, 52 zadowolonymi z naszego ubóstwa, z nade wszystko pokornymi, gdyż pycha może nas zgubić, jak zgubiła Jezuitów…” Jednak zamysł fundacji w Rzymie torował sobie drogę. Biskup Liguori nie zgadzał się na tę fundację, ale Państwo Kościelne zostało celem jego usilnych zabiegów. Należało przenieść poza Królestwo punkt ciężkości Instytutu. W rzeczy samej, polityka Neapolu dążyła do zduszenia Zgromadzenia. 6 czerwca 1776 roku synowie św. Alfonsa przejęli w posiadanie kościół i konwent Gesu w Benewencie, gdzie byli następcami załogi wojskowej Ferdynanda IV. Od wieków, w dniu Apostołów Piotra i Pawła, ambasador Neapolu przy Stolicy Świętej wpłacał papieżowi na znak poddania siedem tysięcy złotych escudów. Przywoził je uroczyście świętemu Piotrowi na białym wierzchowcu. 29 czerwca 1776 roku wywiązała się kłótnia pomiędzy paziami o pierwszeństwo orszaków. Ten incydent został wykorzystany przez premiera Neapolu i jeszcze tylko rok później ofiarował Neapol daninę, lecz po raz ostatni, mimo protestów papieża Piusa VI (+1779). Toteż przez lat dziesięć trwał zatarg między Neapolem a Rzymem, co miało olbrzymi wpływ również na losy Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, a zatem i na samego Alfonsa. Dekretem z 1775 roku premier Tnucci zlecił trzem komisarzom przeprowadzenie dochodzenia i wznowienie sprawy domów w Ciorani i Nocera, o które od dawna toczył się spór procesie Maffei-Sarnelli. Na czele tej komisji postawił przebiegłego Ferdynanda de Leona. Ten zaś oparł swój raport na oskarżeniu nie do przebaczenia: ojcowie przejęli dobra wbrew zarządzeniu królewskiemu 1752 roku; stanowią Zgromadzenie zakonne, bo mają przełożonych w każdym domu, nowicjuszy i studentów; posiadają przywileje jak inne zgromadzenia; założyli domy w Państwie Kościelnym, aby tam wywozić skarby Królestwa; a na co najistotniejsze, to, że są odgałęzieniem Jezuitów, bo mają podobnie autokratyczne rządy i luźna moralność. Po dziewięciu miesiącach Tnucci został odsunięty od władzy. Alfons odpowiedział Real Camerze na powyższe zarzuty: w każdym domu istnieje wspólnota, a ta nie mogłaby się dobrze rozwijać ani działać, zwłaszcza na misjach, bez bezpośredniego przełożonego; nowicjat i studentat potrzebny jest, jeśli, według zaleceń króla, owe dzieło ma być wciąż kontynuowane; trzeba, wszak, zastąpić młodymi starych i chorych już misjonarzy; nie łatwo brać dojrzałych kapłanów, bo ci 53 zazwyczaj przywykli już do lżejszego życia, niż ubogi klasztor i włóczęga z misji na misje. 21 sierpnia 1779 roku Carlo de Marco ogłosił w imieniu króla dekret uznający formalnie użyteczność dzieła misyjnego, autoryzujący istnienie czterech domów: w Ciorani, Nocera, Deliceto i Caposele, popierający nominacje przełożonych i pozwalający przyjmować młodych ludzi do misyjnego duszpasterstwa Instytutu. Oczywiście, nie było mowy o ślubach, ale tan dekret był wielkim krokiem na przód w stosunku do poprzedniego w 1752 roku. 22 listopada 1779 roku w imieniu króla, premier Sambuca polecił misjonarzom od Najświętszego Odkupiciela głoszenie krucjaty w królestwie. Chodziło o wzmocnienie floty wojennej przeciw „Turkom”, którzy palili, zabijali i wywozili w niewolę do Tunisu chrześcijan, gnębiąc wybrzeża neapolitańskie i sycylijskie. Sambuca otrzymał od papieża bullę, dającą duchowe przywileje wszystkim, którzy wspomogą finansowo tę sprawę. Do tego jednak nikt się nie kwapił. Wówczas rząd pomyślał o Redemptorystach. Alfons widział w tym ostateczne prawne uznanie Zgromadzenia. W 1777 roku Alfons i współbracia uznali, że czas poprosić króla o regulamin zewnętrzny, podobnie jak Karol Burbon zatwierdził wewnętrzny w 1752 roku. Nie chodziło o zatwierdzenie reguł i konstytucji kanonicznych, ale o to, aby Zgromadzenie miało legalny status. Na pogłoski, które się rozchodziły i deformowały intencje Alfonsa, odpowiedział on ojcu Bartolomeo Corrado w następujący sposób: „Dowiedziałem się, że wielu zapytuje się z trwogą, czy nie chcę nowej reguły, różnej od poprzedniej. Jak w ogóle podobne podejrzenie mogło wam przyjść do głowy, gdy zawsze czuwałem z największą troską, by obserwowano tę naszą regułę? Zgodnie z jej przepisami zawsze zarządzałem Zgromadzeniem i aż do ostatniego tchu będę się przeciwstawiał, aby w niej zmienić choć jedną jotę. Były to czysto formalne negocjacje, które miały dać Instytutowi prawne uznanie. Tak to tłumaczył w 1780 roku w liście do ówczesnego papieża, Piusa VI: „Ojcze Święty, oto, jak przedstawiają się fakty. Dotąd nie posiadamy królewskiego >>exequatur<< na apostolskie breve zatwierdzające naszą regułę. Z drugiej strony, zważywszy ataki barona Sarnelli i prokuratora fiskalnego de Leone, 54 nie unikniemy zniesienia, jeżeli nie będziemy posiadali pozwolenia królewskiego, które by nam dało gwarancję podobną jak >>exequatur<<. Byliśmy już na dobrej drodze, gdyż Jego Królewska Mość zaaprobował przełożonych i odpowiedzialnych, by domy nasze mogły się rozwijać. Wytłumaczono mi, że należy przedłożyć królowi zręby reguł zatwierdzonych przez Benedykta XIV, zmienionych zgodnie z dekretem królewskim z 1752 i 1779 roku oraz uzgodnionych z prawami Królestwa. Takie jest zdanie naszych adwokatów i moich radnych. Dano mi do zrozumienia, że utrzymać sprawę w ścisłej tajemnicy, jeżeli nie chce się jej zaprzepaścić i z góry skazać na niepowodzenie. Poleciłem jednemu z ojców rady, ojcu Angelo Maione, zamieszkującemu w Neapolu ze względu na proces Maffei-Sarnelli, by doprowadził sprawę do pomyślnego końca i tak rozpoczęły się rozmowy. W Nocera pomagał im inny konsultor, ojciec Fabrizio Cimino, do którego mam pełne zaufanie. Moi konfratrzy zwietrzyli te negocjacje i wszystkie domy w Królestwie zapytywały mnie, jakie reguły przedstawię królowi. Byłem skłonny ich zadowolić, czyż nie mieli prawa być wtajemniczeni w tak delikatną sprawę, dotyczącą wszystkich? Ale powstrzymała mnie obawa, którą napełnili mnie obaj konsultorzy. Rzekli mi, że byłoby to zaprzepaszczenie na zawsze wszelkich negocjacji, tak niezbędnych dla całego Instytutu, gdyż mogłyby dojść jakieś głosy do barona Sarnelli, a jego sprzeciw zatrzymałby całą sprawę.” Sprawa była w dobrych rękach. Mons. Testa, wielki jałmużnik, wiedział, na ile należy ustąpić regalistom, by negocjacje się udały. 73-letni ojciec Villani był człowiekiem, który przeżył już niejedną przeróbkę reguł. >>Regolamento<< było dla niego jedynie formalnością, niezobowiązującą w sumieniu. Zdziwił się usunięciem ślubów, ale Maione wytłumaczył mu, że król nie toleruje ślubów, gdyż czynią Redemptorystów „półzakonnikami”. Ten szczegół nie jest istotny, ważne jest jedynie teraz zatwierdzenie królewskie. Villani zapewnił ojca Alfonsa, że wszystko idzie dobrze i Maione wrócił do Neapolu z carte blance przełożonego. 55 Ojciec Maione postawił Zgromadzenie wobec dylematu: albo odrzuci >>regolamento<<, wtedy Neapol będzie miał przeciw sobie, albo też przyjmie i wpadnie pod represje Rzymu. W pierwszym przypadku oznaczało to likwidację domów w Królestwie Neapolu; w drugim ryzykowano kasatę domów w Państwie Kościelnym. Założyciel chciał znaleźć ze współbraćmi trzecią drogę. 24 sierpnia Alfons powiadomił kardynała prefekta Francesca Cafarę, że wobec swych osiemdziesięciu pięciu lat i niedomagań, prześle mu dwóch ojców, gdy miną największe upały, aby wyświetlić całą sprawę. Jednak, nie czekając na wynik negocjacji, Święta Kongregacja wydała 22 września prowizoryczny dekret: Domy w Królestwie Neapolu zostały pozbawione przywilejów przyznanych Zgromadzeniu Najświętszego Odkupiciela i mają być uważane za nieistniejące. Domy w Państwie Kościelnym otrzymają przełożonego. 25 września nastąpiła nominacja ojca de Paola. Tego samego dnia do Rzymu przybyli dwaj ojcowie wysłani przez Założyciela, w sam czas, by się dowiedzieć strasznej nowiny i zawieźć ją do Pagani. Oto fragment pełnego pokory listu Założyciela do ojca Paola, przełożonego nad domami w Państwie Kościelnym: „Mój drogi Francesco, jestem szczęśliwy, że ojcowie w Państwie Kościelnym poddali się zależności od papieża i ze cię mianowano przełożonym. (…) Wszystko jest dobrze i musieliście tak uczynić, bo taka była wola papieża. Papież bez wątpienia uważa mnie za winnego przyjęcia królewskiego regulaminu, ale, czy nie mogłeś mu dać znać przez życzliwą osobę, że ryzykowaliśmy utratę wszystkiego nie przyjmując >>regolamento<<? Gdyby Ojciec Święty to wiedział, nie potępiałby mnie. Później, we właściwym momencie, mam nadzieję powiadomić papieża i prosić go o łaskę, której pragnę, bo nie zapominam o życzliwości, jaką mi okazywał, mimo mej niegodności. Liczę na to, że tak jak żyłem, umrę jako wierny sługa Jego Świątobliwości i bardzo wierny sługa Kościoła. (…) Jeżeli byś mógł do mnie od czasu do czasu napisać, by mnie poinformować o swych sukcesach, byłbym szczęśliwy. Niech Jezus i Maryj was błogosławią.” Alfons napisał do papieża, aby mu przedstawić niemożliwą sytuację. 24 lutego wydobył dla swych braci od króla pozwolenie dorzucenia do przysięgi czystości i posłuszeństwa, również przysięgę ubóstwa i wytrwania. Stało się to już krokiem do 56 ponownego zjednoczenia. Jednak 24 sierpnia 1781 roku Święta Kongregacja zadecydowała, aby utrzymać w mocy dekret z 1780 roku i więcej nie wracać do sprawy zjednoczenia. Pius VI oświadczył osobiście wysłannikom biskupa Liguoriego, że to motywy polityczne nie zezwalają mu na inną decyzję. Rzym nie chciał stracić okazji, by wymierzyć cios królowi i królowej Neapolu. Stolicy Apostolskiej doniesiono, że święty Alfons wyraził zgodę na zamianę reguł Benedykta XIV na królewskie Regolamento. Reakcja Rzymu nie mogła być inna. Papież Pius VI potraktował to jako uzurpację praw przez króla Neapolu. Święta Kongregacja Biskupów i Zakonników podzieliła Zgromadzenie na dwie części. Pięć domów Obojga Sycylii (a więc również leżących na terenie Królestwa Neapolu) zostało uznanych jako odłączone od Zgromadzenia Redemptorystów, podległego zatwierdzonej regule zatwierdzonej przez Benedykta XIV. W oczach Stolicy Apostolskiej Redemptorystami pozostali jedynie żyjący w klasztorach na terenie Państwa Kościelnego, których nie dotyczyło Regolamento. Dla czterech klasztorów należących do Państwa Kościelnego naznaczono przełożonego generalnego dla Redemptorystów, którym został ojciec de Paola. Tym samym Alfons znalazł się, z prawnego punktu widzenia, poza założonym przez siebie Instytutem. To był ogromny cios dla Założyciela. Zdał się na wolę papieża, którą uznał za wolę Bożą. Ale przeżył to jednocześnie jako karę za swoje grzechy. Rozdarcie Zgromadzenia było skazaniem Alfonsa na śmierć za życia.65 „Z wielką, więc ufnością powinniśmy zawierzyć Bożym planom, które wszystkie mają na celu nasze dobro. (…) A kiedy przychodzą nieszczęścia, przyjmijmy je wszystkie z Bożych rąk nie tylko z cierpliwością, ale z radością…” Tak pisał Alfons, ale tak też żył: w pełnym zawierzeniu się Bożej woli.66 Skutkiem wspomnianego podziału Zgromadzenia pochodzący z Niemiec ojcowie Klemens Hofbauer (Dworzak) i Hubl nigdy nie spotkali się osobiście ze św. Alfonsem i nie rozmawiali z nim o zamiarach przeszczepienia Instytutu poza Alpy. Jednak te plany były znane Założycielowi i Redemptorystom na terenie Neapolu. Neapolitańczycy byli sceptycznie nastawieni do zamiaru obu Niemców, bo uważali, 65 66 M. Listwon, art. cyt., s. 38 A. Liguori, Stając przed Bogiem, tłum. K. Kut, E. Klaczak, E. Dobrzelecka, Kraków 2001, s. 146 57 że Zgromadzenie może działać i rozwijać się jedynie tam, gdzie zostało założone, czyli w Italii. Zupełnie inaczej na wstąpienie obu obcokrajowców do nowicjatu zareagował o. Liguori, który nie krył z tego powodu swej radości. Przepowiadał, że ci dwaj dokonają wiele dobrego na północy Europy: „Bóg posłuży się tymi dwoma i, możecie być pewni, że za ich sprawą rozszerzy się chwała Boża na odległe kraje. Po kasacie Jezuitów kraje te są na wpół opuszczone. Ale tam trzeba będzie misje prowadzić inaczej niż u nas. Wśród luteranów i kalwinów pożyteczniej jest pouczać, niż głosić kazania. Trzeba zacząć od Credo, a następnie skłaniać ludzi do porzucenia grzechu. Ci dwaj kapłani mogą wiele zdziałać, ale potrzebują oświecenia w tych sprawach.” Św. Alfons chciał nawiązać osobisty kontakt z Hofbauerem i Hublem, ale nie pozwolił na to podział Zgromadzenia: „Napisałbym do nich, ale Bóg nie chce, abym się w to mieszał.” 67 § 1. 2 Godło Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela Godło Zgromadzenia ma związek z niezwykłymi zjawiskami, jakie dokonały się w Scala w okresie od września do listopada 1732 r. W czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu w kościele zarówno duchowni, siostry zakonne, jak i lud wierny widzieli niejednokrotnie w Hostii Świętej krzyż na trzech wzgórzach oraz narzędzia Męki Pańskiej. O zjawisku tym pisał m.in. biskup Tomasz Falkoia do ojca Liguori 12 września 1732 roku. Św. Alfons i jego pierwsi towarzysze zresztą także oglądali to zjawisko. Pierwszy, uproszczony szkic godła, oparty prawdopodobnie na powyższych zjawiskach, znajdował się na ścianie w pierwszym domu redemptorystów w Casa Anastasio w Scala i pochodził z 1738 r., jak na to wskazuje data wypisana pod szkicem, który zawiera krzyż na wzgórzu i narzędzia Męki Pańskiej. Wzgórze ma trzy wznoszące się poziomy, które można interpretować jako trzy wzgórza, lub nadawać im inne symboliczne znaczenie. 67 A. M. Tannoia, Della vita ed Instituto del Venerabile Servo di Dio Alfonso Maria Liguori, Napoli 1798-1802, s. 142, cyt. za: A. Owczarski, Powstanie placówki Redemptorystów-Benonitów w Warszawie i jej podstawy prawne (1787-1808), „Revertimini ad fontes”, nr 1 [1997], s. 12 58 Właściwy herb Zgromadzenia został ukształtowany w latach 1743-1747. przede wszystkim przez Sługę Bożego o. Cesaredo Sportelli, jednego z pierwszych towarzyszy św. Alfonsa. Pełne, wykończone godło Zgromadzenia, widnieje w aktach kapituły Generalnej Zgromadzenia, jaka odbyła się w Ciorani w 1747 roku. Oficjalnego tłumaczenia treści herbu nie ma. Współcześni autorzy, znawcy dziejów Zgromadzenia utrzymują, że wyraża ono istotę jego duchowości i posłannictwa: żyje ono odkupieniem Chrystusowym, dokonanym przede wszystkim przez Mękę Chrystusa, niesie to Odkupienie ludziom przez swą pracę apostolską; w życiu i działalności Zgromadzenia Redemptorystów, tak jak i w dziele Odkupienia, szczególną rolę pełni Matka Chrystusowa. Hasło Zgromadzenia: „Obfite u Niego Odkupienie”68 sformułował prawdopodobnie sam św. Alfons Liguori. 69 II § 1.3 Konstytucje zakonne Powołanie do świętości identyfikuje się dla redemptorysty z apostolstwem ukierunkowanym na ludzi bardziej pozbawionych pomocy duchowej, jakimi są biedni wieśniacy. Angażując się w ewangelizację ubogich, Zgromadzenie kontynuuje Jezusa Chrystusa. Mówiąc inaczej: samo się ewangelizuje, staje się wspólnotą życia ewangelicznego. Ewangelizując ubogich, uświęca się samo.70 Pierwszy szkic ideału Redemptorysty pochodzi od „widzącej” ze Scala. S. Maria Celeste opisała go w swych regułach zarówno dla mniszek, jak i dla misjonarzy. Życie, jakie proponowała, było oparte na Ewangelii, na cudownym misterium Ojca objawionej w Chrystusie Odkupicielu, by nam dać swego Ducha. To jest wizja Ewangelii, którą mniszki miały kontemplować, a misjonarze głosić. Wszyscy winni być naśladowcami Chrystusa aż do stania się w pełni pamiątką miłości Boga, którą dał On poznać w Posłanym dla zbawienia świata. Celeste mówi często o „viva memoria” Jego miłości, którą powinny być obydwa Instytuty i poszczególni jej członkowie. Ps 130, 7 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, opracował zespół biblistów polskich z inicjatywy Benedyktynów tynieckich, Poznań 1996, s. 694 69 A. Bazielich, Herb Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, [w:] Wybrał ich Bóg. Święci i błogosławieni Redemptoryści, dz. cyt., s. 195 70 F. X. Durrwell, A pauperibus evangelizari (być ewangelizowanym przez ubogich), cyt. za: Redemptoryści w świetle odnowionych konstytucji, dz. cyt., s. 195 68 59 Falcoia dokonał systematyzacji tej wizji, lecz dzięki temu nie została on ulepszona. Duchowość potrydencka miała zamiłowanie do metod. Dziewięć cnót Celeste osiągnęło teraz liczbę dwunastu i zostało rozwiniętych dzięki Falcoi. Pójście za Chrystusem wyjaśnia się w terminach naśladowania, co dla nas dziś przedstawia się dość analitycznie, nawet wręcz mechanicznie. W interpretacji Falcoi mamy do czynienia z modelem (wzorcem), do którego trzeba się upodobnić. Dla Celeste było to zniekształceniem, w którym nie mogła rozpoznać swej wizji Zbawiciela jako objawienia miłości Ojca, ani swojego rozumienia „viva memoria”. Celeste była rozbita tym brakiem zrozumienia i nie zawsze panowała nad słowami. Gdy idzie o Alfonsa, to podzielał on wizję Celeste. Był on człowiekiem ogromnego współczucia. W świetle doświadczenia lęku przed grzechem i jego wiecznymi konsekwencjami, wzrastała jego litość względem tych, którzy znajdowali się w niebezpieczeństwie potępienia. Byli to dla niego ci, którymi nikt się nie zajmował, którzy byli osamotnieni, opuszczeni, wyrzuceni poza margines; to wszystko streszczało się w słowie „ubodzy”. Czuł się pociągniętym przez wezwanie Celeste skierowane do tych, którzy chcieliby mówić tym biedakom o Jezusie Chrystusie jako o objawieniu miłości Ojca. Te idee znajdowały się już w zarodku w nader skutecznym misyjnym przepowiadaniu Alfonsa w Neapolu i w jego okolicy. I w konsekwencji zgadzał się, ale na swój sposób, na to, by głosiciel słowa był zarazem tym, który idzie za Chrystusem.71 Reguły i konstytucje, po raz pierwszy zatwierdzone, wydrukowane i odczytane we wszystkich domach, stały się podstawą życia wspólnoty redemptorystów na cały świecie do Soboru Watykańskiego II. Paradoksalnie będą oni przez dwieście lat żyli i stosowali na wszystkich kontynentach obserwancje, które winny się ograniczać do prowincji Neapolu. Rolą kapituł jest przystosować teksty do czasu i miejsca. Ale istnieje źródło niezmienne, z którego należy pić i w nim się zanurzać, a jest nim Założyciel, jego życie i pisma. Chodzi szczególnie o trzy niewielkie dzieła, jakie Alfons napisał do młodych redemptorystów i wydał w Neapolu w latach 1749, 1750: Rady o powołaniu zakonnym: Rozważania dla wezwanych do życia zakonnego: Rady dla nowicjuszy. S. J. Boland, Tożsamość Redemptorysty, tłum. S. Stańczyk, [w:] Redemptoryści w świetle odnowionych konstytucji, Kraków 2001, s. 226-227 71 60 Noszą one znamiona swych czasów: ubóstwo poszczególnych domów wymagało heroizmu wyrzeczenia, rodziny odnosiły się nieprzyjaźnie do powołań, itp., ale w żadnym innym miejscu tak jasno nie występuje charyzmat Założyciela: „Kto ma powołanie do Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela nie pozna Jezusa Chrystusa i nigdy się nie uświęci, jeśli nie będzie się przykładał do tego, do czego został powołany i nie ma ducha Instytutu, którym jest gorliwość o zbawienie dusz najbardziej pozbawionych pociechy, to jest biedoty wiejskiej. W tym celu przyszedł Jezus Chrystus na świat, mówiąc: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł Dobrą Nowinę”72 W centrum doktryny moralnej św. Alfonsa znajduje się Chrystus i Jego obfite odkupienie (cpoiosa redemptio), jak czytamy w herbie zgromadzenia zakonnego, które założył dla ewangelizacji najbardziej opuszczonych.”73 Za życia św. Alfonsa redemptoryści rozwijali swój apostolat jedynie w królestwie Neapolu i w Państwie Kościelnym. Cała jednak początkowa historia Zgromadzenia aż pulsuje planami głoszenia słowa na dalekich misjach. W czasie swego pobytu w Kolegium Chińczyków w roku 1729, założonym w Neapolu przez o. Mateo Ripa, Alfons wielokrotnie wyjawiał swemu dyrektorowi plan udania się do Chin. Aż do czasu założenia Zgromadzenia myślał poważnie o udaniu się do Kraju Przylądkowego w Afryce Południowej. Mons. Falkoja, jego kierownik duchowy, sprzeciwił się temu, twierdząc, że instytut, który zakłada, będzie narzędziem o wiele bardziej skutecznym dla ewangelizacji pogan niż jego osobista wyprawa na Przylądek Dobrej Nadziei. Od samego początku Historii Zgromadzenia wezwanie na misje zagraniczne rozbrzmiewało w sercu św. Alfonsa i jego pierwszych współbraci. Również apostolat wśród braci odłączonych był przedmiotem troski pierwszych redemptorystów. Okazało się to wówczas, gdy Kongregacja Rozkrzewiania Wiary zwróciła się do Alfonsa o przygotowanie misjonarzy dla ludności nestoriańskiej na Bliskim Wschodzie w 1758 roku. Wezwanie to przyjęto z entuzjazmem, jednak misja ta nie mogła dojść do skutku z powodu warunków, jakie stawiała Kongregacja, a mianowicie, że misjonarze mają wystąpić ze Zgromadzenia. 72 73 Łk 4, 18 Pismo Świetle Starego i Nowego Testamentu, dz. cyt., s. 1186 S. Majorano, Być Kościołem z opuszczonymi, tłum. J. Chaim, Kraków 2000, s. 37 61 Niemniej jednak apostolat pośród braci odłączonych był jedną z intencji świętego Alfonsa.”74 „Celem Instytutu jest jak najdoskonalsze naśladowanie świętego życia i godnych uwielbienia cnót Pana naszego Jezusa Chrystusa. Życie każdego z członków ma być ich odzwierciedleniem. Będą w ten sposób realizować pragnienia Boskiego Majestatu, który wcielił się przychodząc na świat, aby nam pozwolić naśladować Siebie. I tak każdy, stawszy się wzorem dla innych, morze rzec wraz z Apostołem: >>Bądźcie naśladowcami moimi jak ja jestem naśladowcą Chrystusa.<<75 Na ostatniej stronie konstytucje o zarządzaniu pozwalały jednak na stwierdzenie, że „misje są głównym zajęciem Zgromadzenia”. 20 października 1747 r. kapituła główna przegłosowała regulamin Alfonsa dotyczący misji. Instytut miał, więc, dwa rodzaje działalności: uświęcenie osobiste każdego z członków (nie wspólnotowe) przez naśladowanie cnót Jezusa Chrystusa i zadanie apostolskie, czyli misje. To całkowity Falkoia. Tekst sporządzony w Neapolu odrzucał tę dychotomię. Alfons łączył w jedno duchowość i posługiwanie Instytutu, ma jeden cel: „Celem Instytutu jest utworzenie zgromadzenia księży świeckich, żyjących we wspólnocie, o nazwie Zgromadzenia Najświętszego Zbawiciela i poddanych jurysdykcji biskupów.” „Jedynym celem tego Zgromadzenia będzie naśladowanie przykładu Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, głosząc biednym Dobrą Nowinę, jak sam powiedział o Sobie: Duch Pański spoczywa na Mnie… i posłał Mnie, abym ubogim niósł Dobrą Nowinę. 76 Dlatego członkowie naszego Zgromadzenia, poddani władzy miejscowego biskupa, będą się całkowicie oddawać niesieniu pomocy ludności rozproszonej po wsiach i po górskich osiedlach, zwłaszcza tym duchowo najbardziej opuszczonym. Dokonywać będą tego przez misje, pouczenia religijne, katechizację, udzielanie sakramentów, a nade wszystko przez wielokrotne powracanie do wiosek, w których przeprowadzali misje, aby zapewnić wytrwałość w dobrym.” H. Schermann, Odkupienie i wyzwolenie w konstytucjach CSsR, tłum. S. Stańczyk, [w:] Redemptoryści w świetle odnowionych konstytucji, dz. cyt., s. 79-80 75 1 Kor 11,1 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, dz. cyt., s. 1300 76 Łk 4, 18 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, dz. cyt., s. 1186 74 62 Jedynym celem Instytutu jest naśladowanie przykładu Zbawiciela i pójście za Nim, tworzenie wspólnoty misyjnej tam, gdzie najbardziej brakuje obecności Kościoła, aby zamieszkać wśród ludzi duchowo zaniedbanych. Życie zakonne i życie apostolskie tworzą tu jedność. Redemptoryści naśladują Jezusa Chrystusa głoszącego Ewangelię i zbawiającego świat. Pozwalają Mu kontynuować swoje życie i zbawcze działanie w społeczności ludzi i we własnej wspólnocie. Redemptoryści nie będą osobno zajmować się naśladowaniem i misjami, ale osobiście i wspólnotowo będą wypełniać misję Chrystusa. Pełny tekst „Ritstretto” sporządzony przez Alfonsa został przepisany i poświadczony przez sekretarza kardynała Don Gianfrancesco Cossali. Przejrzany przez Założyciela, został odesłany we wrześniu do kardynała Spinelli wraz z notatką, która dostarczyła Eminencji argumentów mogących mieć wartość w Rzymie. Uchwalono również, że wszyscy klerycy po ukończeniu studiów składać będą ślub bronienia prawdy o Niepokalanym Poczęciu Marji Panny. 77 „Każdy zaś niech przed kazaniem albo przed nauką poranną przejrzy sobie i odczyta uważnie, co ma mówić, aby wszystko było dobrze ułożone i uzasadnione w stylu prostym, bez górnolotnych frazesów, bo taki ma być styl misjonarza. Kto się do tego nie zastosuje, temu zakażę głosić kazań. Przede wszystkim trzeba się starać o umartwienie i przypodobanie się Bogu, bo inaczej Bóg nas nie będzie wspomagał i kazania nasze nie przyniosą żadnego owocu.”78 Pojęcie życia apostolskiego stanowiło istotę założycielskiej inspiracji ojca Liguori. I można stwierdzić, że jest to zasadnicze, ponieważ wszystkie następne Konstytucje zostały sformułowane na podstawie tej naczelnej idei. 79 Osoba Założyciela w swej najgłębszej treści ma wymiar eklezjalny nie dlatego, że rodzi się w Kościele i dla Kościoła, ale należy do „jego życia i świętości” (LG 44). Nie jest ona własnością prywatną określonej rodziny zakonnej, ale stanowi dziedzictwo Kościoła. Doświadczenie duchowe Założyciela wskazuje wszelkim 77 A. B., dz. cyt., s. 100 A. Liguori, Listy okólne do członków Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, Kraków 1925 79 J. O’Donnel, Życie apostolskie Redemptorystów, tłum. S. Stańczyk, [w:] Redemptoryści w świetle odnowionych konstytucji, dz. cyt., s. 116 78 63 następcom pewien typowy sposób istnienia w Bogu dla świata, wspólnoty, dla nich wszystkich dającym wspólną tożsamość.80 Alfonsjańską „nowość” w misjach stanowiły trzy istotne rysy. Pierwszym było pójście do najbardziej opuszczonych, do których nikt nie chce iść. Kolejny rys odnosi się do formy – opowiadając Ewangelię mówić językiem zrozumiałym dla ludzi prostych, pasterzy, wieśniaków, bez kwiecistych oracji, frazy miały być krótkie, jasne, przykłady zrozumiałe, a całość tak przedstawiona, by pozostała w pamięci słuchaczy i, jeśli potrzeba, św. Alfons zalecał mówić w dialekcie. Słowo jest środkiem a nie celem. W końcu – misja alfonsjańska powinna prowadzić do vita devota. Owszem, zburzyć imperium grzechu, ale przede wszystkim zbudować życie chrześcijańskie. Św. Alfons podzielał przekonanie, iż nawrócenie wywołane lękiem przed kara Bożą, emocjami towarzyszącymi misyjnym kazaniom o prawdach wiecznych, trwają tak długo, dopóki istnieje siła jego lęku. Jeżeli święta miłość nie zagości w sercu, to trudno będzie wytrwać. Dlatego podstawowym wysiłkiem kaznodziei misjonarza winno być, aby każda jego mowa zapaliła słuchaczy świętą miłością. Tylko miłość wpływa na trwałą zmianę życia. Przy innej okazji św. Alfons napisze: „kto kocha Jezusa, nie boi się niczego”. 81 Rozdział III Duchowość Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela III §1. Kult Eucharystii w Zgromadzeniu Najświętszego Odkupiciela Alfons często podkreśla UNIWERSALNOŚĆ EUCHARYSTYCZNEJ OFIARY. Znosi ona i jednocześnie włącza wszystkie starotestamentalne ofiary w Ofiarę Nowego Przymierza. Jest jedyna i doskonała, zawiera w sobie Misterium Krzyża, gładzi grzechy i udziela życia w obfitości. 80 81 Z. Klafka, Wprowadzenie, “Revertimini ad Fontes”, nr 2 [1996], s.8 G. Ruszaj Święty Alfons – misjonarz, Revertimini ad Fontes, nr 2 [1996], s. 36-44 64 Św. Alfons daje również wiele wskazań służących głębszemu przeżywaniu Eucharystii, bowiem uczestnictwo w jej owocach nie tylko wypływa z Boga, ale także z dyspozycji wewnętrznej i zaangażowania wiernych. Sugeruje on różne metody, poprzez które lud chrześcijański może uczestniczyć w Eucharystii nie w charakterze widza, ale w pełni zaangażowany. Wielkim smutkiem napawają go kapłani, którzy podchodzą do Świętych Tajemnic nieprzygotowani. W dziełku „ La Messa el’Officio stapazzati” ( Męczona Msza i oficjum) z 1760 roku przypomina, że Eucharystia jest dziełem najświętszym i Boskim, co powinno obligować kapłanów do należytego jej odprawiania. Alfons akcentuje konieczność zaangażowania całego człowieka, co wyraża się w wewnętrznej czystości i zewnętrznej postawie. Widząc kapłanów „męczących” Mszę, pozostaje mu tylko „zapłakać krwawymi łzami”. Przedłużeniem praktyki uczestnictwa w życiu sakramentalnym, a zwłaszcza Mszy Świętej, w duchowości św. Alfonsa jest nawiedzenie Najświętszego Sakramentu. Jest ono bardzo charakterystyczną praktyką redemptorystowską. Za każdym razem, gdy święty wymienia środki pomagające w drodze do świętości, zawsze wymienia wśród nich nawiedzenia Najświętszego Sakramentu.82 Głęboka wiara i pobożność Alfonsa znajdowały swój wyraz w kulcie Jezusa obecnego pod postacią eucharystycznego Chleba. Chwile spędzone przed Najświętszym Sakramentem, w intymnym dialogu z Bogiem, były czasem, kiedy otrzymywał światło i łaski (m.in. powołanie kapłańskie). Były to dla niego chwile wyjątkowe. Tym, co przeżywał na długich godzinach modlitwy, potrafił dzielić się z innymi. W 1754 r. powstaje malutkie dzieło zatytułowane „Nawiedzenia Najświętszego Sakramentu”. Książka osiągnęła olbrzymi sukces. Była łapczywie czytana przez zakonników i świeckich. Tannoia pisał: „Ta książeczka spotkała się natychmiast z radosnym przyjęciem przez radosne dusze, była natchnieniem ludu podczas nawiedzeń Jezusa w Tabernakulum. Rzadko można było natknąć się na osobę, która nie spotkała tej książeczki i nie korzystała z niej.” Sekret jej popularności ukryty jest w języku, treści, formie, ale przede wszystkim w myślach, które ona przekazuje. Sposób podejścia Alfonsa jest bardziej psychologiczny, niż rozumowy. Nie rozpoczyna od rozważań intelektualnych, ale od doświadczenia serca. Alfons 82 P. Koźlak, Nie poddawaj się przeciętności, Gliwice 2002, s. 26 65 miał niezwykłą intuicję, dzięki której mógł rozpoznać, co każdy chciałby powiedzieć Jezusowi. Zauważono, że „Nawiedzenia”, jako świeże i bezpośrednie w uczuciach, mając poważną bazę doktrynalną i niewidzialną strukturę teologiczną, objawiają w fundatorze redemptorystów prawdziwy pastoralny geniusz. W epoce, w której silne były silne były tendencje moralno - duszpasterskie o zabarwieniu jansenistycznym, św. Alfons zaangażował się bez reszty w uzasadnienie priorytetu i centralnego charakteru łaski w całym życiu moralnym. Dlatego nie ustawał w podkreślaniu i uzasadnianiu konieczności częstego przyjmowania sakramentów, przede wszystkim zaś Eucharystii. W niej się, bowiem, kryje moc, która czyni wszystkim możliwą drogę do świętości.83 Sam papież Jan Paweł II w swej encyklice „Ecclesia de Eucharistia” napisał: „Wielu świętych dało przykład tej praktyki (adoracji Najświętszego Sakramentu), wielokrotnie chwalonej i zalecanej przez Magisterium. W sposób szczególny wyróżniał się w tym św. Alfons Maria de Liguori, który pisał 84: Wśród innych praktyk pobożnych adoracja Jezusa sakramentalnego jest pierwsza po sakramentach, najbardziej miła Bogu i najbardziej pożyteczna dla nas.”85 Gdy tylko Alfons przebywał w Neapolu, stale pouczał swych penitentów, by towarzyszyli Jezusowi wystawionemu w Monstrancji w czasie 40-godzinnego nabożeństwa. W niewielkiej książeczce pt. „Prawdziwy Redemptorysta”, w rozdziale zawierającym krótki zbiór cnot, które wykonywać powinien każdy zakonnik, pragnący się uświęcić, autor pisze: „Przystępować o ile możności w tygodniu do Stołu Pańskiego z pozwoleniem twego kierownika duchowego. A w ciągu dnia kilka razy przyjmować Komunię Świętą duchową, przynajmniej trzykroć. Nawiedzać Najświętszy Sakrament przynajmniej raz na dzień, a przy tych nawiedzeniach, wzbudziwszy naprzód akt wiary, dziękczynienia, miłości i skruchy, prosić Pana Jezusa gorąco o wytrwałość i miłość święta. A gdy się zdarzą niepokoje, 83 S. Majorano, dz. cyt., s. 104 Jan Paweł II, Eclesia de Eucharistia, Wrocław 2003, nr 25, s. 35 85 Visite al. SS. Sacramento ed a Maria Santissima, introducione: Opere ascetiche, Avellino 2000, s. 295, cyt. za: Jan Paweł II, Eclesia de Eucharistia, Wrocław 2003, nr 25, s. 35-36 84 66 straty, upokorzenia lub inne przeciwności, uciekać się do Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, przynajmniej z tego miejsca, gdzie się kto znajduje. 86 Wielką miłością do Jezusa ukrytego w Eucharystii pałała także Założycielka Zakonu Najświętszego Odkupiciela, Maria Celeste Crostarosa, która tak się modliła: „Karmisz duszę Twoim życiem Czystości i ze wszystkich ziaren wiernych dusz czynisz jeden Chleb, pieczony w cieple Boskiej miłości, w Twoim Człowieczeństwie. Czynisz mnie pokarmem a ja przez jedność miłości żyję życiem mojego Boga. Chcesz, aby Twoja Krew była napojem i abym ją piła aż do upojenia, ponieważ była ona lekarstwem, które uleczyło wszystkie moje rany i mocą tej drogocennej Krwi zostałam oczyszczona.”87 Również i dziś Redemptoryści starają się pogłębiać to wielkie misterium, jakim jest obecność Jezusa w pod postaciami Chleba i Wina: „Każdego dnia sprawując Eucharystię dotykam najświętszych tajemnic naszej wiary i zastanawiam się, co się stało, iż Bóg obdarował mnie tak wielkim darem?” Tym dzieli się w swym artykule ojciec Piotr. 88 III §2. Kult Matki Bożej w Zgromadzeniu Najświętszego Odkupiciela Maryjność św. Alfonsa zawiera nie tylko moment pobożnościowy, ani tym bardziej nie jest wyrazem dewocji. W życiu świętego maryjność jest czymś o wiele więcej, bowiem rodzi się z godności, jakiej Bóg udzielił Maryi. Jezus, chcąc zbawić świat, wybrał Ją na swoją i naszą Matkę. Pobożność maryjna Założyciela wyrosła z kontemplacji Słowa Bożego, które przyniosło wszystkim ludziom Obfite Odkupienie. Alfons nie uprawiał pobożności maryjnej dla niej samej. On czcił i wielbił Maryję ze względu na samego Jezusa Chrystusa. Temu służyło nieustanne uwielbianie Maryi, codzienny różaniec, który dla A. M de Liguori, Prawdziwy Redemptorysta, Podgórze [Kraków] 1905, s. 50 C. Crostarosa, Ćwiczenia miłości każdego dnia, cyt. za: Wypisy, Kraków 1999, s. 76 88 P. Chyła, Moje życie Redemptorysty kapłana, „ Rodzina Odkupiciela”, nr 1 [ 1998], s. 9 86 87 67 niego był formą medytacji nad słowem wcielonym, a szczególnie jego postawa bezgranicznego zawierzenia Bogu na wzór Maryi. Maryja jest strażniczką wiary. Wiara to miłość bliźniego, a to jest istotą doskonałości. Dlatego wzywa do naśladowania Maryi w miłości Boga i bliźniego. Maryja w teologii św. Alfonsa jest wzorem życia chrześcijańskiego. Św. Alfons obrał sobie Matkę Bożą, w tytule Niepokalanie Poczętej, założonego przez siebie Zgromadzenia. Wybór ten wypływał z doświadczenia życiowego św. Alfonsa. Maryja była dla niego Bożą Rodzicielką, która przez swoje „Fiat” dała pełną odpowiedź na Boże posłanie, wyrażone przy zwiastowani, w imieniu całej ludzkości. Niepokalana była dla niego wzorem przyjęcia i kontemplacji Słowa Bożego, które w Jej łonie stało się Ciałem. Św. Alfons biorąc pod uwagę kondycję ubogich i opuszczonych, bardzo twardą i pełną słabości, nigdy nie przestaje kontemplować i głosić głębi Bożego Miłosierdzia, które rozbłyska w Maryi: to nadzieja, której nic nie powinno zachwiać. „ O Mario, moja nadziejo, Me szczęście, życie moje, Twe oczy miłość sieją W Tobie pokoju zdroje. Gdy na Cię tylko wspomnę Gdy serce Ciebie wzywa, Wnet szczęście przeogromne W zachwyt mnie porywa…” Dla gorliwego Doktora wiara w Niepokalane Poczęcie nie jest tylko luksusowym kwiatem wpiętym z miłości w wieniec Maryi. On, jako Redemptorysta, widzi w tym żywotny dogmat dla świata odkupionego. Z przemożnej łaski zbawienia przez Jezusa Chrystusa owa całkowita niewinność została dana ludzkości jako znak i obietnica, jako pierwociny. Rodzina ludzka powoli wydostaje się z grzechu aż nadejdzie dzień, gdy cała, wyjąwszy tych, co będą stawiali sprzeciw, zostanie oczyszczona bez zmazy. Wiara w Niepokalaną jest odwrotnym biegunem wiary w grzech pierworodny, jest zniwelowaniem czerni, w jakiej widzieli rodzinę ludzka janseniści. Nie jest ona do tego stopnia zepsuta, by Bóg nie pozwolił wyrosnąć w niej kwiatowi o pełnej niewinności. I to jest pierwotny sens słów „spes nostra, salve” 68 „pozdrawiamy Cię, jako naszą nadzieję”, które Alfons napisał na tytułowej karcie swych „Uwielbień Maryi”, pod wymowną ryciną, jaką sam wykonał dla Niej. Wychodząc od rewizji dogmatycznej Odkupienia, Założyciel dał Redemptorystom Niepokalaną jako szczególną patronkę. „Maryja w niebie nie może rozkazywać Synowi, ale Jej prośby są prośbami Matki”. Co do Jedynego Pośrednika, „czym innym jest pośrednictwo wypływające ze sprawiedliwości, drogą zasługi, a czym innym jest pośrednictwo łaski przez wstawiennictwo. Czym innym jest powiedzenie, że Bóg nie może, a czym innym, że nie chce udzielać swych łask bez pośrednictwa Maryi”. Chodzi o łaskę opieki, uświęcenia, a przede wszystkim miłosierdzia. „Czy grzesznik może obawiać się zguby, jeżeli sama Matka Sędziego daje mu się jako Orędowniczka? Zwróć się do Maryi, a będziesz zbawiony.” W takim sensie należy rozumieć termin „Współodkupicielka”. Od penitentów wymagał, aby nawiedzali maryjne sanktuaria i codziennie odmawiali różaniec, by odprawiali nowenny, przyjmowali Komunię Świętą w Jej święta, pościli w wigilię tychże świąt o chlebie i wodzie, jak on sam zwykł czynić. Miłość Alfonsa do Najświętszej Maryi Panny sprawiła, że przedstawiał w przemówieniach na święta maryjne tematy wtedy modne. Czy Niepokalana przewyższa świętością od pierwszej chwili wszystkich ludzi i aniołów razem wziętych? Czy Najświętsza Dziewica otrzymała te bogactwa duchowe świadoma ich od chwili poczęcia? Takie rady daje w „Prawdziwym Redemptoryście” Założyciel swym współbraciom: „W pokusach uciekać się niezwłocznie z ufnością do Jezusa i Maryi, powtarzając bezustannie: J e z u s, M a r y j a, aż dopóki trwa pokusa. Złożyć całą swą ufność naprzód w ręce Jezusa, a potem w pośrednictwie Maryi Panny i prosić Boga codziennie o te ufność.”89 Wspomnieć należy, że szczególnym wydarzeniem w rozwoju pobożności maryjnej św. Alfonsa była górska kaplica w Scala, Santa Maria dei Monti. Tam odkrył ubóstwo Maryi w życiu ziemskim, i tam po raz kolejny toczył wewnętrzną 89 A. M. de Liguori, Prawdziwy Redemptorysta, dz. cyt., s. 30 69 walkę o to, czy zostawić pracę w Neapolu, czy poprzez misje i rekolekcje poświęcić się całkowicie pracy dla opuszczonych. W Scala znajduje się jeszcze jedno miejsce maryjne – Grota Maryi – (Grotticella). Wiele razy modlił się w tym miejscu i, jak sam wspominał, Maryja zawsze przychodziła mu z pomocą. Grotticella była miejscem doniosłym duchowo – miejscem spotkań z Bogiem i Matką Najświętszą.90 Dziełem Redemptorystów jest uwrażliwianie wiernych na zasadność kultu Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Wypracowali oryginalne formy jego rozwoju. W ich głównym domu (via Merulana) w Rzymie znajduje się łaskami słynący obraz Maryi pod tym wezwaniem. Łączy on chrześcijan wschodu z katolikami Zachodu, gdyż ma właściwości typowe dla wschodniej ikonografii. Kult Matki Bożej Nieustające Pomocy wiąże się ściśle z uroczystym wprowadzeniem ikony do kościoła św. Alfonsa w Rzymie i jej koronacją w 1867 roku. Stolica Apostolska 20 marca 1876 roku ustanowiła święto Matki Bożej Nieustające Pomocy (początkowo tylko dla Redemptorystów). Redemptoryści propagowali kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy, przedstawiając Jej ikonę jako znak miłosierdzia i łaskawości Matki Boga i ludzi, która towarzyszy pobożnym dziełom, przynosi ulgę w cierpieniu, spieszy zawsze z pomocą biednym i potrzebującym. Papież Jan Paweł II zaszczycił swą obecnością kościół św. Alfonsa w Rzymie w dniu 30 czerwca 1991 roku. W czasie pielgrzymki zachęcił Redemptorystów i wiernych do pogłębionego kultu ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy.91 W Mościskach na Ukrainie znajduje się kopia ikony, przywieziona 8 września 1883 roku przez Sługę Bożego o. Bernarda Łubieńskiego C.Ss.R.(1846 – 1933). W czerwcu 2001 roku papież Jan Paweł II poświecił jej korony we Lwowie. Będąc w Mościskach dowiedziałam się od o. Władysława Ziobra CSsR, tamtejszego kustosza a szafarza mojego chrztu św., że w każdą środę na Nieustanną Nowennę przychodzi na modlitwę do sanktuarium niezależnie od narodowości czy wyznania. 90 91 P. Koźlak, Św. Alfons Liguori, Kraków 2003, s. 107 J. Dołbakowski, Matka Boża Nieustającej Pomocy, [w:] Wybrał ich Bóg, dz. cyt., s. 193 70 Nieustanna Nowenna to najnowsza manifestacja kultu Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Powstała w Sant Luis w 1922 roku. W Polsce nabożeństwo to zostało zaprowadzone po raz pierwszy przez o. Stanisława Szczurka 23 stycznia 1951 roku w Gliwicach, w kościele Podwyższenia Krzyża. W Polsce znajduje się obecnie 206 kościołów i kaplic pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej Pomocy. W Poznaniu, Toruniu, Kaliszu i Krakowie znajdują się kopie uroczyście koronowane. Rozdział IV Rozwój placówek Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela IV § 1. Rozwój Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela w Europie Zachodniej Dwóch Niemców, Klemens Maria Hofbauer i Tadeusz Hubl, przyłączyło się do Redemptorystów u św. Juliana w Rzymie, a więc w Państwie Kościelnym. Spowodowało to u św. Alfonsa reakcję, która ujawniła jego wolę przystosowania się do aktualnej sytuacji. Tannoia w ten sposób przekazał wiadomość o reakcji św. Alfonsa na wieść, że ojcowie rzymscy mają zamiar założyć dom w Niemczech: „Wszyscy wyśmiewali się z domu, który ojcowie z Państwa Kościelnego zamierzają założyć W Niemczech. Ale nie Alfons. On zainteresował się świętymi planami tych dwu Niemców i bardzo się uradował.” Rzeczywiście, św. Klemens założył pierwszy dom w Warszawie, w Polsce. W swej fundacji zaprowadził rytm różny od istniejącego w domach neapolitańskich (choćby rezygnacja z południowej sjesty, która była zbędna w warunkach klimatycznych innych niż we Włoszech). Trudności polityczne nie dozwoliły na realizację wszystkich jego projektów, ale stał się rozkrzewicielem Zgromadzenia poza Alpami, a zarazem przykładem, jak w zmienionych okolicznościach zastosować fundamentalne opcje świętego Alfonsa. Ekspansja Zgromadzenia w XIX stuleciu, to historia pełna różnorodności i sporów. Człowiekiem, który poszedł w ślady Alfonsa, a który rozprzestrzenił 71 Zgromadzenie w Europie zachodniej i w Ameryce oraz dał mu cechy duchowości francuskiej, był ojciec Józef Amanda Passerat. W Ameryce Północnej pod naciskiem biskupów dokonali Redemptoryści w swym apostolacie wielkiej zmiany: przejęto parafie, co było konieczne dla zaradzenia potrzebom duszpasterskim emigrantów z różnych krajów. Konieczności pastoralne były silniejsze niż wszystkie teorie łącznie z konstytucjami. Święty Jan Nepomucen Neumann CSsR, biskup Filadelfii, twórca parafii i szkół, jest symbolem adaptacji Zgromadzenia w amerykańskiej rzeczywistości.92 Mając na uwadze fakty i wypowiedzi z życia św. Alfonsa, warto wspomnieć przemówienie papieża Pawła VI do kapituły generalnej z roku 1973. Papież wyrażał wdzięczność, jaką odczuwa wobec pracy redemptorystów w Kościele: I jeszcze jedna sprawa, której nie możemy przemilczeć: wyrażenie naszego uznania dla pracy, jaką rozwijacie w Kościele Bożym, prowadząc przede wszystkim pastoralną pracę dla dusz, która jest waszym powołaniem zasadniczym od czasów samego świętego Alfonsa. To zbliżenie się do ludu zmierza do jego udoskonalenia. Jeśli chcemy świat ocalić, musimy go pouczać, dawać mu przykład, modlić się; ale również musimy stanąć wśród ludu i stać się bliskimi wszystkiemu, co można zaakceptować, zwłaszcza bliskimi dla warstw społecznych, które są bardziej nieufne wobec życia zakonnego. Ważnym jest, że papież widział jako charakterystyczną cechę redemptorystów „szukanie ludu”. To podtrzymuje opinię, że Zgromadzenie przez 250 lat swego istnienia zachowało wiernie to, co należy do szczególnej intuicji jego Założyciela. W 1996 roku, z okazji 300 rocznicy urodzin św. Alfonsa Ojciec Święty Jan Paweł II wystosował list do ówczesnego Przełożonego Generalnego Redemptorystów o. Juana M. Lasso de la Vegi, w którym stwierdził, że „św. Alfons żąda od swoich synów, aby w sposób bardziej wyrazisty i radykalny świadczyli o tym, że trzeba iść droga wytyczoną przez Chrystusa: wcielenie i uczestnictwo w życiu ludzi, wiarygodne świadectwo, przepowiadanie szczere i znaczące, wspaniałomyślne przyjęcie Krzyża – wszystko to jest niezbędne każdemu, kto pragnie być skutecznym apostołem.” 93 Tak zaś zwrócił się do Redemptorystów 3 października 2003 roku: 92 L. Veerecke, dz. cyt., s. 82 „L’Oservatore Romano”, nr 1 [1997], s. 12-14, cyt. za: D. Drążek, Duchowość, “Rodzina Odkupiciela”, 2 [2002], s. 4-5 93 72 „Drodzy Redemptoryści! Pozwólcie się prowadzić Duchowi Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Pana. Powtarzam wam dzisiaj to, co pragnąłem przekazać całemu ludowi Bożemu w Liście Apostolskim Novo millenio ineunte: >> Idźmy na przód z nadzieją! Nowe tysiąclecie otwiera się przed Kościołem niczym rozległy ocean, na który mamy wypłynąć licząc na pomoc Chrystusa. Syn Boży, który z miłości do człowieka przyszedł na świat dwa tysiące lat temu, także dzisiaj prowadzi swoje dzieło: musimy mieć przenikliwy wzrok, aby je dostrzec, a nade wszystko wielkie serce, abyśmy sami stawali się Jego narzędziami.” (nr 58) Idźcie naprzód z nadzieją! Tak jak wasz Założyciel, starajcie się wpatrywać w Odkupiciela i pozwólcie się prowadzić Maryi, Jego i naszej Matce. (…) Jeśli z radością i wiernością będziecie głosić copiosa redemptio (Obfite Odkupienie), zdołacie wzbudzić lub umocnić nadzieję ewangeliczna w sercach wielu osób, zwłaszcza tych, którzy jej najbardziej potrzebują, ponieważ zostali naznaczeni grzechem lub jego zgubnymi skutkami. (…) Niech w tej misji wspierają was Matka Boża Nieustającej Pomocy, wasz święty Założyciel i wszyscy Święci i Błogosławieni należący do waszej duchowej rodziny.” 94 IV §2. Redemptoryści w Polsce Rozwój Redemptorystów w Europie wiąże się z osobą św. Klemensa Hofbauera, który po raz pierwszy przeszczepił Redemptorystów poza Alpy zakładając w 1787 r. placówkę w Warszawie, gdzie Redemptoryści znani byli pod nazwą Benoniów (od kościoła p.w. św. Benona). Niestety, zostali oni w roku 1808 wypędzeni z Księstwa Warszawskiego decyzją Napoleona. Ponowną próbę osadzenia Redemptorystów w Polsce podjął ojciec Jan Podgórski CSsR. Zorganizował w Piotrkowicach koło Kielc tajną wspólnotę rozwiązaną przez władze carskie w 1883 roku. Trzecie osadzenie Redemptorystów w Polsce związane jest z osobą Sługi Bożego Bernarda Lubieńskiego CSsR, który w 1883 roku założył placówkę w Jan Paweł II, Przesłanie Jana Pawła II do Redemptorystów z 3 października 2003 roku, cyt. za: „ Rodzina Odkupiciela”, nr 3 [2003], s. 5-9 94 73 Mościskach koło Przemyśla (obecnie jest to teren Ukrainy). Klasztor ten stał się bazą Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela na ziemiach polskich. W 1894 roku Redemptoryści utworzyli polską wiceprowincję. W rok później utworzono w Mościskach małe seminarium: w 1899 roku utworzono polski nowicjat, a w 1903 własne seminarium (wcześniej formacja odbywała się w Austrii). Warszawska Prowincja Redemptorystów powstała w 1909 roku i składały się na nią cztery klasztory: w Mościskach, Tuchowie koło Tarnowa, Krakowie i Maksymówce, oraz hospicjum w Warszawie. Po II wojnie światowej dołączono klasztory niemieckich Redemptorystów znajdujące się na Ziemiach Odzyskanych. Dzisiaj Prowincja Warszawska jest najliczniejszą w Zgromadzeniu. W Polsce liczy dwadzieścia klasztorów, a Redemptoryści polscy pracują w kilkunastu krajach na wszystkich kontynentach m.in. w Brazylii, Boliwii, Argentynie, Burkina Faso (Afryka), Rosji, Kazachstanie, na Białorusi i Ukrainie, a także w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Danii, Niemczech, Austrii i we Włoszech. Prowincja Warszawska podejmuje działalność misyjną, rekolekcyjną i parafialną, a także prowadzi „Radio Maryja” w Toruniu i Wydawnictwo „Homo Dei” w Krakowie. A oto kilka przykładów na to, jak dziś Zgromadzenie w Polsce współpracuje z osobami świeckimi: Zespół Misyjny „Wschód” jest wspólnym dziełem Redemptorystów i osób świeckich. Istnieje od 1991 roku i działa przy Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie. Jego członkami prócz zakonników są osoby świeckie. Zasadniczym celem Zespołu jest pomoc parafiom katolickim na terenie byłego ZSRR. Przejawia się ono szczególnie w organizowaniu, wspieraniu i prowadzeniu rekolekcji, głównie dla dzieci i młodzieży na tamtym terenie. Są to zazwyczaj tygodniowe rekolekcje typu oazowego.95 Oto wypowiedź Joanny, jednej z członkiń Zespołu: „Ile radości sprawia człowiekowi fakt, że można innym przekazać informacje o Bogu, a 95 www. Zmwschod.ok.wroc.pl/index 74 zwłaszcza tym, którzy są Boga spragnieni. To wspaniałe, co robimy jako zespół, bo cóż może zrobić jeden człowiek.”96 „Nadzieja” jest Stowarzyszeniem Rodziców i Przyjaciół Osób Niepełnosprawnych. Powstała w 1992 roku z inicjatywy rodziców dzieci specjalnej troski i wspólnoty kleryków WSD Redemptorystów w Tuchowie. W skład wspólnoty wchodzą także opiekunowie świeccy, są to młodzi ludzie, uczniowie szkół średnich, młodzież pracującą i studiującą, wkładającą wiele serca w spotkania z dziećmi. Cała wspólnota liczy obecnie około100 osób.97 Duszpasterstwo powołań istnieje w Zgromadzeniu od niepamiętnych czasów. Miało ono swoich prekursorów w Polsce. W sposób zorganizowany pojawiło się w latach sześćdziesiątych, gdy w Toruniu władze zamknęły Niższe Seminarium zwane juwenatem i zagrabiły budynek, w którym się mieściło. Pozostała jednak młodzież, którą trzeba było pokierować. Tak powstało duszpasterstwo zwane dziś powołaniowym. Głównym jego zadaniem jest troska o właściwe rozpoznanie życiowego powołania ludzi młodych. A wszystko po to, by nie zabrakło głosicieli Dobrej Nowiny. 98 J. Bejczuk, Tylko pomoc w kuchni, „Rodzina Odkupiciela”, nr 3 [1998], s. 33 M. Szymańska, Jubileusz Stowarzyszenia „Nadzieja”, „Rodzina Odkupiciela”, nr 3 [ 2001], s. 18 98 www.redemptorpl./barka/duszpow/index/htm 96 97 75 Chronologia życia św. Alfonsa (1696-1787) 1696 – Urodzony w rodzinie o starych tradycjach szlacheckich. Ojciec, Józef Liguori był kapitanem okrętu: matką była Anna Cavalieri. Alfons był najstarszym z siedmiorga rodzeństwa. 1712 – Alfons otrzymuje doktorat z obojga praw: kościelnego i cywilnego. Myślał o wstąpieniu do Oratorianów, ale ojciec sprzeciwił się stanowczo nalegając, by kontynuował karierę prawniczą. 1723 – Opuszcza definitywnie trybunał sądowy zrażony do ludzkiej sprawiedliwości po przegraniu prowadzonego procesu w ważnej i słusznej sprawie. 1724 – Wstępuje do stowarzyszenia księży misjonarzy diecezjalnych, zwanego Propaganda, którego celem było głoszenie misji ludowych, zwłaszcza dla biednej ludności Neapolu i okolicy. 1726 – Otrzymuje w 30 roku życia świecenia kapłańskie. 1728 – Wstępuje do tzw. Kolegium Chińczyków założonego w 1725 roku przez O. Mateusza Ripa (1682 – 1746). Było to kolegium kształcące księży na misje zagraniczne wśród pogan. Alfons jest osobiście zainteresowany tym typem apostolstwa. W tym samym czasie bierze udział w głoszeniu kazań na ulicach miasta i prowadzi tzw. Dzieło Kaplic, które było oryginalną formą apostolatu wśród biedoty ulicy. 1732 – Powstaje Zgromadzenie redemptorystów pod kierunkiem biskupa Tomasza Falcoi, który w tym czasie był kierownikiem duchowym Alfonsa. Dokonało się to w 76 Scala, miejscowości położonej na wybrzeżu amalfitańskim, naprzeciw sławnego miasta Ravello. Kontemplacyjny zakon sióstr redemptorystek powstał rok wcześniej przy wybitnym współudziale S. Marii Celeste Crostarosa (1696 – 1755). Ona to przekazała Alfonsowi objawione jej zasadnicze idee dotyczące naszego Zgromadzenia. 1749 – Zatwierdzenie reguły Zgromadzenia w Rzymie przez Benedykta XIV. 1753 – Alfons wydaje swoją Teologie moralną. 1762 – Mianowany biskupem św. Agaty Gotów, biednej diecezji położonej wśród gór południowej Italii. Staje się gorliwym reformatorem seminarium duchownego oraz kleru diecezjalnego i zakonnego, otacza opieką siostry zakonne. 1775 – Rezygnacja z diecezji ze względu na wiek i chorobę. 1780 – Domy Zgromadzenia położone w królestwie Neapolitańskim tracą papieskie zatwierdzenie i przywileje z powodu słynnego Regolamento. Natomiast domy na terenie Państwa Kościelnego pod rządami o. Franciszka de Paola (1737 – 1819) istnieją normalnie uznawane przez Stolicę Apostolską. 1787 – Alfons umiera w Nocera di Pagani, Z prawnego punktu widzenia umiera poza Zgromadzeniem, gdyż domy CSsR na terenie królestwa neapolitańskiego nie były uznawane przez Stolicę Apostolską jako domy zakonne. 99 99 J. Oppitz, dz. cyt., s. 29-30 77 Zakończenie Święty Alfons Maria de Liguori żyje we wdzięcznej pamięci wszystkich Redemptorystów jako charyzmatyczny Założyciel. Jego duch nie pozostał tylko na kartach książek, obrazów czy pieśni, które sam skomponował. Jego duchowe dziedzictwo nie zamyka się do konstytucji, statutów i programów, w których współcześni Redemptoryści odczytują swój charyzmat alfonsjański w kontekście czasów współczesnych. Alfons żyje dzisiaj pośród nich co najmniej tak, jak zmarli rodzice żyją w pamięci swych dzieci. On nadał charyzmat swemu Zgromadzeniu. Charyzmat ma nadprzyrodzoną proweniencję. Zadaniem duchowych synów i córek św. Alfonsa jest trwanie w tym charyzmacie. Odstąpienie od niego byłoby początkiem ich dekadencji duchowej. Redemptoryści odczytując charyzmat swego wielkiego Założyciela, przyczynili się poprzez rekolekcje i misje do umocnienia wiary szczególnie czasach wielkich zagrożeń dla wiary. W Polsce poprzez Radio Maryja i telewizję „Trwam” tysiącletnie dziedzictwo katolickiej Polski przed różnymi dewiacjami. Instytucje te przyczyniają się do ewangelizacji Polaków nie tylko w kraju, ale i na wszystkich kontynentach. Ratują naszych rodaków poza krajem przed wynarodowieniem. Jan Paweł II docenia misję nowoczesnej ewangelizacji prowadzoną przez media Redemptorystów. Często błogosławi on Radiu Maryja i cieszy się tym, że to radio Redemptorystów jest z Nią związane. On również z Bogarodzicą związał swój styl życia i duszpasterstwa, a w swym zawołaniu biskupim i papieskim są słowa „Totus Tuus”. Dyrektor Radia Maryja, ojciec Tadeusz Rydzyk CSsR, w swej działalności kieruje się tym, co w swym duchowym dziedzictwie pozostawił święty Alfons Maria de Liguori. 78 Niniejszym oświadczam, że samodzielnie opracowałam przedłożoną Wydziałowi pracę dyplomowa, przytaczając w całości wykorzystaną w niej literaturę oraz zachowując cudze prawa autorskie i wydawnicze. 79 80