Karłowe lilie wodne - Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego

advertisement
Pismo Ogrodu Botanicznego
Uniwersytetu Wrocławskiego
Sierpień 2011
Karłowe lilie wodne
ilie wodne w Egipcie były uznawane za kwiaty bogów, w Europie
Północnej wierzono, że służą elfom za kołyski. To ich naręcza wyławiał
z wody dla Barbary przystojny Józef Toliboski w filmie „Noce i dnie”.
Grzybienie – często nazywane królowymi wód, liliami wodnymi lub nenufarami – to wieloletnie rośliny zasiedlające jeziora i starorzecza. Rodzaj
Nymphaea liczy około 65 taksonów i dzieli się na kilka podrodzajów. Prócz
tego znanych jest ponad 1170 kultywarów, z czego około 560 to odmiany
zimotrwałe. Są one ozdobą każdego ogrodu wodnego. Wśród nich znajdziemy nieliczną grupę grzybieni karłowych, najmniej znanych i dotychczas niedocenianych przez miłośników mini- i mikroogrodów wodnych.
Klasyczne karłowe grzybienie to rośliny małe, o niewielkich liściach
i kwiatach o średnicy 3–6 cm, rosnące w wodzie o głębokości 20–30 cm.
L
Karłowe grzybienie Nymphaea
'Pygmaea Rubra'.
Sadzone w szaflikach, baliach i w ozdobnych misach – razem z ogrodowymi formami oczeretów, miniaturowymi pałkami i innymi drobnolistnymi roślinami nawodnymi – mogą stanowić piękną dekorację każdego tarasu i balkonu.
Liczba gatunków i odmian po dzień dzisiejszy jest dyskusyjna, jednakże
wielu botaników wyróżnia tylko trzy gatunki. Najbardziej rozpowszechniona, występująca w Eurazji i w północno-zachodniej Ameryce Północnej, jest N. tetragona. Rośliny tropikalnej i subtropikalnej Azji oraz strefy
umiarkowanej Azji i Europy mają kwiaty białe lub kremowe z żółtym centrum. Bardzo ciekawe są formy rosnące w Finlandii, opisane niegdyś jako
N. fennica. Wielkość ich liści i kwiatów jest taka sama, lecz zasiedlają one
wody do głębokości 180 cm. Kwiaty roślin występujących w borealnej Europie, w rosyjskiej tundrze oraz w Kanadzie i na Alasce są biało-czerwone
do czerwono-purpurowych, ciemniejące w kierunku centrum. Północno-wschodnie obszary Kanady zasiedla podobna do niej N. leidbergii. Nieco
mniej rozpowszechniona jest biało kwitnąca N. pygmaea. Występuje
w subtropikalnej i umiarkowanej Azji. Jej liście, podobnie jak u poprzednich gatunków, są czysto zielone, jednakże można tu spotkać rośliny o liściach marmurkowanych, tj. pokrytych kasztanowobrązowymi plamami.
Formy te, opisywane niegdyś jako N. tetragona var. angusta fo. orientalis
oraz fo. indica, są mrozoodporne, a rosną w Chinach i Japonii.
Wszystkie gatunki krzyżują się i tworzą mieszańce. W naszym kraju
w handlu dostępne są biało kwitnące N. tetragona, N. pygmaea, czerwono kwitnąca 'Pygmaea Rubra' – wyselekcjonowana z naturalnych mieszańców, oraz kultywary będące wynikiem krzyżowania gatunków z żółto
kwitnącą, subtropikalną N. mexicana. Do nich należy bladożółto kwitnąca
'Helvola' ('Pygmaea Helvola') oraz 'Chrysantha', 'Aurora', 'Seignoureti' –
trzy odmiany podobne do siebie, których barwa kwiatów zmienia się wraz
z wiekiem (młode są żółte, starsze morelowe, a najstarsze niekiedy łososiowoczerwone).
Odmiany te w ogrodach Polski zachodniej
można uprawiać w podłożu zbiorników
naturalnych. W pozostałej części kraju
istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia grubej pokrywy lodowej
i przemrożenia kłączy,
co jest niebezpieczne dla
roślin. Z tego względu należy uprawiać je w kontenerach, a przed nadejściem
zimy zabierać do chłodnych,
ciemnych pomieszczeń (temp. ok.
4°C) lub umieszczać w głębszych
partiach zbiorników wodnych.
Tekst i zdjęcie:
RYSZARD KAMIŃSKI
ZE STARYCH KSIĄG
2
Zażycie lekarskie domowe
Botanika sprzed dwóch wieków
dzie w potrzebie Lekarz być może, osobliwie
w większych przypadkach, naylepiey iest
udać się do niego: ale Lekarz daleki gwałtowność
potrzeby ratunku, choroby mniey niebezpieczeństwa maiące, albo się muszą, albo mogą leczyć
w domu. Stąd po wsiach z miłości ludu, powinny
bydź we dworach niby Apteki ze zbieranych
Roślin kraiowych pożytecznieyszych, ktoremiby
w czasie ratować można. [...]
Pospolicie iedneyże Rośliny nie wszystkie
części iednakowe maią skutki, i nie iednegoż
czasu zbierać się mogą. Korzenie wykopuią się
na wiosnę, dopoki prętow nie wypuszczą; albo
w iesieni, gdy pręty pousychaią. Wykopane
ochędożą się z ziemi, pokraią w talerzyki, w cieniu wysuszą.
Jeżeli ziela całego potrzeba z liściami i prętami: zbiera się wkrótce pierwey, aniżeli zakwitnie: zebrane rozścieła się w cieniu, aż do wysuszenia. Jeżeli zaś liści tylko samych potrzeba:
zbieraią się po okwitnieniu kwiatow lecz pierwey
aniżeli nasienie doyrzeie, i podobnież się w cieniu wysuszą.
Kwiaty nayskutecznieysze są w samym początku rozwinienia się, dopoki się ieszcze pyłek
kwiatowy w nich znayduie. Rozesłane podobnież wysuszą się w cieniu. Jeżeli są pachnące,
aby zapachu nie utraciły, na ktorym pospolicie
wiele zawisło, suszą się papierami otulone,
i chowaią potym w zamkniętych pudełkach.
Owoc się zbiera w samym czasie doyrzałości,
nieczekaiąc aż się przestoi, i ku zgniliźnie nakłaniać będzie. Suszony pospolicie odmienia skutki:
a zatym ieden się ususzy w piecu lub na słońcu:
drugi świeżo na konfitury, powidła, i t. d. obroci. Jeżeli samych tylko ziarn nasiennych potrzeba: te się zbiorą wtedy, gdy z nasiennikow wypadać zaczynaią, i tylko ze zbytniey wilgoci na wietrze wysuszą się do przechowania.
Kora z drzew zbiera się wtedy, gdy naylepiey
odstaie, a drobno pokraiana, także się w cieniu
wysusza. Drzewo kraie się drobno, i naylepiey
się bierze zimą.
Jak tych części w potrzebie zażywać wiedzą
Lekarze, i gdy zażytemi bydź mogą, sposob przepiszą. Lecz oddaleni od Lekarzow muszą przestawać na sposobach im łatwych bez bardzo
G
sztucznego przysposobienia. Namienię o niektorych.
Proszek. Ususzona część Rośliny tłucze się iak
naymielej. Porcya na raz, naymniej skrupuł ieden, naywięcey dwa; lecz rozumiem Rośliny
takie, ktore żadnego w sobie nie maią niebezpieczeństwa, podeyrzanych nie należy zażywać
bez rady rozumnego Lekarza, a to samo trzeba
rozumieć i o dalszych sposobach, ktore opiszę.
Proszek pospolicie zażywa się rozmącony w filiżance wody.
Dekokt. Jest pomieszanie rożnych części Roślin, albo rożnych Roślin na iednęż chorobę row-
Ślaz zygmarek (Malva alcea). Za: Johann Carl
Krauss, Afbeeldingen der artseny-gewassen met
derzelver Nederduitsche en Latynsche beschryvingen, zesde deel, 1800 (www.BioLib.de).
nie skutecznych, albo na choroby, ktore się
w chorym pokazuią bydź złączone. Pospolicie
bierze się tey mieszaniny dobra łyżka, i gotuie
w półgarca wody: przecedziwszy piie się przez
dzień zamiast zwyczaynego napoiu. Robiąc w potrzebie mieszaninę na dekokt, mieszaią się części w takiey proporcyi: Korzeni, kory, drzewa, po
iedney, dwie lub trzy uncye: Liści, ziela, dwie,
trzy, lub cztery garstek: Kwiatow, trzy, lub cztery
szczypt: Nasienia dwie drachmy, lub nieco więcey.
Herbata. Części Rośliny drobno pokraiane,
osobliwie liście, kwiaty, rzucaią się w gorącą
wrzącą wodę, i nakrywaią, bez dalszego gotowania. Po kilku minutach zlana woda gorąco się
piie. Do dwoch filiżanek wody bierze się szczypta takiey herbaty. Zażywa się naczczo rano, na
noc, i pospolicie po proszkach.
Extrakt domowy. Nazywam domowym, że nie
iest lekarską sztuką zrobiony. W Francuzką
wodkę naprzykład kwiatow lub liści posiekanych
nakładzie się podług pomiarkowania: zatkane
naczynie latem trzyma się na słońcu, zimą przy
ciepłym piecu. Co drugi dzień wyciśnione dobrze części Roślin wyrzucą się, a inne na to mieysce włożą: to się czyni poty, aż się wodka częściami Roślin dobrze napoi, ktora się w potrzebie
zażywa, iak krople z Apteki. [...]
Powidła, Gąszcz. Soku osobliwie ze świeżych
owocow wygniecionego bierze się części 10.
Cukru część iedna, i smaży się do zgęstwienia.
Mogą być z Porzeczek, Berberysu, Bzu, Hebdu,
Jarzębiny, i t. d. W potrzebie rozmąca się nieco
w wodzie, w winie, lub w occie do zażycia.
Wody, osobliwie z kwiatow pachnących,
umieią wieyskie dwory przepędzać przez alembiki. Do plastrow na zewnętrzne przykładanie
smażą się części Roślin razem z tą tłustością, ktora do plastru wchodzi: po wyciśnieniu potym
tłustości, części Roślin się wyrzucaią. Częstokroć
się tylko same liście świeże przykładaią, odmieniaiąc, gdy pierwsze powiędną. Więcey od lekarzow nauczyć się trzeba.
Dykcyonarz roślinny... ułożony przez X. Krzysztofa Kluka. Tom I: A. – E. Przedrukowany
w Warszawie 1805, w Drukarni Xięży Piarów,
s. XIII–XIV (pisownia oryginalna).
Ksiądz Jan Krzysztof Kluk (1739–1796) – polski przyrodnik, proboszcz w Ciechanowcu na Podlasiu. Autor podręczników: „Roślin potrzebnych
i pożytecznych opisanie” (1777–1780), „Rzeczy kopalnych osobliwie zdatniejszych szukanie, poznanie i zażycie” (1781–1782), „Zoologia czyli
zwierzętopismo” (1785) oraz „Dykcyonarza roślinnego, w którym podług układu Linneusza są opisane rośliny nietylko kraiowe dzikie, pożyteczne, albo
szkodliwe: na roli, w ogrodach, oranżeryach, utrzymywane; ale oraz i cudzoziemskie, któreby w kraiu pożyteczne być mogły: albo z których mamy
lekarstwa, korzenie, farby, i t. d. albo które jakową nadzwyczayność w sobie maią; ich zdatności lekarskie, ekonomiczne, dla ludzi, koni, bydła, owiec,
pszczół, i t. d. utrzymywanie, i t. d.” (1804–1805). Doktor nauk wyzwolonych i filozofii, odznaczony przez króla Stanisława Augusta Medalem
Merentibus.
CZASOPISMO WYDAWANE PRZEZ OGRÓD BOTANICZNY
UNIWERSYTETU WROCŁAWSKIEGO
Adres redakcji:
ul. Sienkiewicza 23
tel. (071) 322 59 57 w. 14
50-335 Wrocław
e-mail: [email protected]
Komitet redakcyjny:
Wojciech Chądzyński – przewodniczący
Anna Banasiak, Magdalena Mularczyk
Autorzy:
Wioletta Foremska, Hanna Grzeszczak-Nowak, Ryszard Kamiński,
Jacek Kański, Justyna Kiersnowska, Jolanta Kochanowska,
Jolanta Kozłowska-Kalisz, Krystyna Kromer, Magdalena Myrlak,
Tomasz Nowak, Karolina Sokołowska, Krzysztof Szczerbiński,
Adam Szepiela, Tomasz Zadworny
www.ogrodbotaniczny.wroclaw.pl
dtp i druk: 6x7 ([email protected])
JUBILEUSZ
C
zy ktoś dzisiaj potrafi sobie
wyobrazić mapę, na której całe
wn ęt rze kon tyn en tu j est j edną
wielką, białą plamą, a tylko wzdłuż
wybrzeży widać trochę koloru, nitki rzek i nazwy miejscowości? Byłoby to chyba trudne, a tymczasem
jeszcze 150 lat temu tak właśnie
wyglądała mapa Australii. Nic zatem dziwnego, że w nowo założonym wrocławskim Ogrodzie Botanicznym od razu, w 1812 roku, postawiono dużą szklarnię, aby móc
sprowadzać rośliny z mało zbadanych dalekich stron świata.
W rok po przekazaniu Uniwersytetowi parceli na terenie pofortyfikacyjnym przyszła zielona oaza
była jeszcze pustkowiem, ale przy
nowo wytyczonej ulicy Gwiaździstej, dzisiejszej Henryka Sienkiewicza, trwały już prace budowlane.
Wznoszono pierwszy budynek,
którego długość wynosiła 120 stóp,
czyli około 37 m, szerokość 10 m,
a wysokość 5,5 m. Od strony Ogrodu składał się on z trzech części:
największej środkowej – frigidarium, czyli szklarni chłodnej, zaopatrzonej na całej wysokości
w okna, oraz dwóch skrzydeł bocznych, nieco wysuniętych ku przodowi, z których wschodnie pełniło
funkcję tepidarium – szklarni
umiarkowanej, zachodnie zaś, zwane caldarium, było częścią najcieplejszą. Co ciekawe, wszystkie te
używane wówczas łacińskie określenia odpowiadają nazwom pomieszczeń w starożytnych rzymskich termach. W dwóch chłodniejszych sektorach uprawiano
głównie rośliny południowoeuropejskie, północnoamerykańskie,
australijskie i południowoafrykańskie. We właściwej cieplarni rosły
natomiast rośliny tropikalne, i to
pokaźnych rozmiarów: banan pizang, trzcina cukrowa, bambusy,
palmy, kaktusy. Wszystkie trzy
części mogły pomieścić łącznie do
7000 doniczek. Już w 1816 roku
liczba roślin szklarniowych wynosiła około 1500 i trzykrotnie przewyższała liczbę gatunków uprawianych w gruncie, zwłaszcza że po
przeciwnej stronie głównej alei wybudowano, również w 1812 roku,
drugą, mniejszą szklarnię.
Na miejscu dzisiejszej kaktusiarni
powstał w 1817 roku, za dyrekcji
Ludolfa Christiana Treviranusa,
niski przeszklony pawilon o długości 26 m, podzielony ścianką na
dwie części i przeznaczony do ustawienia 2500 doniczek z roślinami
niewymagającymi zbyt wysokich
temperatur. Musiała to być budowla dość niestarannie wykonana, bo
już 10 lat później zaczęła grozić zawaleniem. Na jej miejscu wzniesiono więc nową szklarnię ekspozy-
3
Egzotyczne pejzaże
pod szkłem
cyjną, opartą o budynek, w którym
znajdował się skład drewna opałowego. Zgodnie z ówczesną modą,
w jej wystroju dominowały filary
oplecione pnączami: męczennicą
(Passiflora), wilcem (Ipomoea)
i tunbergią (Thunbergia), oraz postumenty, na których stały okazy
palm i sagowców. Pomiędzy nimi
mogło się zmieścić aż 3500 doniczek, a trzeba dodać, że w tamtych
czasach prawie wszystkie rośliny
szklarniowe uprawiano właśnie
w glinianych naczyniach, a nie bezpośrednio w ziemi, jak to się praktykuje obecnie. W niektórych bardzo starych ogrodach botanicznych
można do dziś zobaczyć takie staroświeckie cieplarnie. Jednym z nich
jest Orto Botanico w Padwie, którego początki sięgają 1545 roku.
Trzecia z wrocławskich dużych
szklarni została zbudowana między
dwiema pierwszymi w 1823 roku.
Była na owe czasy bardzo nowoczesna, miała solidną konstrukcję,
udane rozwiązanie wnętrza i dobre
warunki świetlne. Podobnie jak tamte, przylegała do budynku, w którym urządzono mieszkania dla
ogrodników i pomieszczenia gospodarcze. Służyła przede wszystkim do przechowywania przez zimę
donic z roślinami zimnoszklarniowymi, które wiosną wynoszono na
wolne powietrze. Wtedy środek
szklarni zamieniał się w audytorium, innych bowiem sal wykładowych Ogród wówczas nie posiadał.
Z zachowanych opisów i raportów wynika, że preferowaną
w pierwszych dziesięcioleciach
grupą roślin były byliny, krzewy
i drzewa z Nowej Holandii, jak nazywano Australię ze względu na to,
że systematyczną eksplorację nowo
odkrytego kontynentu podjęli w
XVII wieku Holendrzy. Szczególnie za czasów Christiana Gottfrieda Neesa von Esenbecka, który
kierował Ogrodem w latach 1830–
1851, w szklarniach rosło wiele roślin z rozpowszechnionej w Australii rodziny mirtowatych (Myrtaceae), która była jedną ze specjalności naukowych dyrektora. Jak
twierdził „ogrodnik botaniczny”
Johann Conrad Schauer, wrocławska kolekcja obejmowała prawie
wszystkie znane w uprawie gatunki
z tej rodziny. Musiały tu więc
rosnąć – oprócz popularnych mir-
tów (Myrtus) – pachnące eukaliptusy (Eucalyptus), kufliki (Callistemon), których kwiatostany przypominają szczotki do butelek,
„drzewo herbaciane” (Melaleuca)
i dostarczające olejku stosowanego
w kosmetyce Leptospermum.
Ogromne zainteresowanie dziewiętnastowiecznych botaników
wzbudzały też rośliny z samego
południa Afryki, gdzie pozostawało jeszcze wiele do odkrycia.
Flora i fauna okolic Przylądka
Dobrej Nadziei są bardzo specyficzne i tak dalece odmienne niż
w innych rejonach kuli ziemskiej,
że w tej części afrykańskiego kontynentu wyznaczono odrębną krainę biogeograficzną. W maleńkim
państwie przylądkowym, nazywanym po łacinie Capensis, występuje około 7000 gatunków roślin,
a większość z nich to endemity,
które nie rosną nigdzie indziej na
świecie. Charakterystyczną rodziną
są srebrnikowate (Proteaceae),
których wielkie kwiatostany o bardzo egzotycznym wyglądzie, przeważnie z gatunku Protea cynaroides, można czasem zobaczyć w kwiaciarniach. Afryka Południowa obfituje też we wspaniale kwitnące
rośliny cebulowe i sukulenty, takie
jak aloesy (Aloe), grubosze (Crassula), wilczomlecze (Euphorbia)
czy przypołudnikowate (Aizoaceae). Jest ojczyzną ponad 200 gatunków niezwykle popularnych na
całym ziemskim globie pelargonii
(Pelargonium). W latach 30. XIX
wieku z upodobaniem gromadzono
we wrocławskim Ogrodzie Botanicznym południowoafrykańskie
rośliny, zwłaszcza że nie wymagały
do bujnego rozwoju ani dużo
miejsca, ani wysokiej temperatury,
a jedynie dobrego oświetlenia.
Na miejscu trzech pierwszych
dużych szklarni stoi obecnie kaktusiarnia z 1852 roku, palmiarnia
z pawilonem wiktorii z 1878 roku
i jedno skrzydło dawnej trzyczęściowej palmiarni z 1864 roku. Staruszka kaktusiarnia jeszcze się trzyma, ale pozostałe szklarnie tego zabytkowego kompleksu trzeba było
wyłączyć z użytkowania ze względu
na katastrofalny stan techniczny.
Dzisiaj jeszcze nie wiadomo, jaki
będzie ich dalszy los.
Tekst i zdjęcia:
MAGDALENA MULARCZYK
Eucalyptus preissiana z południowo-zachodniej Australii.
Banksia serrata z południowo-wschodniej Australii.
Aloe plicatilis z Kraju Przylądkowego.
Euryops pectinatus z Kraju Przylądkowego.
4
ROŚLINY DLA CIAŁA
ylica piołun (Artemisia absinthium) z rodziny astrowatych
(Asteraceae) występuje w Europie,
z wyjątkiem Grecji, w Afryce Północnej oraz w Ameryce Północnej
i Południowej, gdzie została zawleczona. W naszym kraju można ją
spotkać na całym niżu i na terenach podgórskich, na polanach,
nieużytkach, przypłociach i zrębach leśnych.
B
przekraczają 1 mm długości, jedna
roślina może ich wydać nawet 100
tysięcy.
Cechą charakterystyczną piołunu jest wydzielany przez niego
aromat oraz silnie gorzki smak,
bardzo długo utrzymujący się
w ustach. Od dawna znany był jako roślina lecznicza i przyprawowa.
Wymienia go już staroegipski papirus medyczny z XVI wieku
absynt, piołun, piłonek, psyruta,
wiolin polny, psylyn, wermut.
W lecznictwie używa się liści,
kwiatów i kwitnących gałązek. Zawierają żywicę, garbniki, kwas
jabłkowy i bursztynowy, glikozyd
gorczyczny absyntynę. W masie
świeżego ziela olejki eteryczne (tujon – trujący i halucynogenny, tujol, felandren, kadinen) stanowią
0,5–2%.
Napar z ziela:
łyżeczkę suszu zalewamy
szklanką wrzątku i parzymy 20 minut, przecedzamy i pijemy dwa lub trzy
razy dziennie po ćwierć
szklanki.
Młode pędy bylicy piołunu.
Jest rośliną wieloletnią (organ
trwały stanowi kłącze), wyrasta na
wysokość 150 cm. Łodyga jest
dołem zdrewniała, od nasady silnie
rozgałęziona, prosta, lekko żebrowana, srebrzysto-filcowato owłosiona. W licznych, punktowych
wgłębieniach usadowione są gruczołki olejowe. Liście odziomkowe
Przyjaciel
wędrowców
p.n.e., nazywany papirusem Ebersa. Według Awicenny (980–
1037), perskiego lekarza i filozofa,
piołun miał posiadać działanie
żółciopędne, moczopędne i przeciwgorączkowe, a ugotowany z ryżem i miodem – odrobaczać, odtruwać i zmniejszać obrzęki. W średniowieczu w całej Europie uważano, że piołun polepsza trawienie,
ogrzewa ciało i usuwa toksyny.
Niemiecki lekarz i botanik Adam
Lonitzer (1528–1586), zwany też
z łacińska Lonicerusem, proponował dodawać go potraw, by popra-
Fot. Jolanta Kochanowska
Fot. Jolanta Kochanowska
Nazywają go: absynt, psyruta, wermut
Liście bylicy piołunu.
Nadmierne spożycie alkoholu
korzennego – absyntu
jest szkodliwe dla zdrowia,
dlatego w wielu krajach
zakazano jego sprzedaży.
są podwójnie lub potrójnie pierzastosieczne, z długimi ogonkami, natomiast łodygowe – podwójnie pierzastosieczne, z krótkimi ogonkami. Wszystkie są z wierzchu szarozielone, spodem białawe, a w dotyku jedwabiste – bardzo łatwo rozpoznawalne. Wiechowate kwiatostany składają się z licznych drobnych, kulistych koszyczków umieszczonych pojedynczo lub po dwa na
szypułkach w kątach przysadek.
Zwykle jednostronnie zwisają.
Kwiaty rurkowe są obupłciowe,
natomiast położone na obrzeżu języczkowe – żeńskie. Korona ma
barwę jasnożółtą, po jej zewnętrznej stronie połyskują liczne gruczołki. Kwitnienie przypada na lipiec, sierpień i wrzesień.
Owoce – niełupki są drobne, nie
wić trawienie i wydalić trucizny.
Na Rusi był środkiem oczyszczającym krew. Odwar z wiosennego piołunu pito przy gorączce, chorobach wątroby, bezsenności
i omdleniach. W wielu rejonach
miał zastosowanie przy niestrawności, bezmoczu, atakach febry.
Dawniej mieszkańcy wsi, szczególnie mężczyźni, często mieli okazję
spotykać się z piołunem w postaci
absyntu – w karczmie. W nie
mniejszym stopniu korzystano z niego dla poprawy zdrowia, i to bardzo chętnie, ponieważ w celach
leczniczych przyrządzano głównie
wyciąg alkoholowy z ziela. Przypisuje mu się wiele właściwości i zalet, które jeszcze dzisiaj można odnaleźć w folklorze. W różnych regionach występuje pod nazwami:
Liście można zbierać w pierwszym roku wegetacji, ścinając przy
ziemi i nie dopuszczając do rozwoju łodyg. Czynność tę powtarza się
co 10–14 dni, w tym bowiem czasie
dostatecznie odrastają. Gałązki
zbiera się tylko drobne, kwitnące
(do 25 cm długości), a kwiatostany
Bylica piołun (Artemisia absinthium). Za: Franz Eugen Köhler,
Köhler’s Medizinal-Pflanzen in naturgetreuen Abbildungen und kurz
erläuterndem Texte, Gera 1887
(www.BioLib.de).
– w pełni rozwinięte. Wszystkie
zebrane części rośliny należy suszyć
w miejscu przewiewnym i zacienionym; liście wymagają częstego poruszania, ponieważ schną dość powoli.
Oficjalna medycyna przypisuje
piołunowi zdolność regulowania
procesów trawiennych i pobudzania apetytu. Zalecany jest przy leczeniu astmy, gośćca, egzem i stanów zapalnych. Ma właściwości
przeciwanemiczne. Łagodzi odczucie mdłości w chorobie lokomocyjnej. Jest przyjacielem wędrowców
– wieczorne okłady z piołunu przynoszą ulgę obolałym nogom. Przygotowuje się go w postaci naparu,
wyciągu alkoholowego, odwaru,
przymoczek, kąpieli. Uwaga! Leków z piołunu nie należy stosować
powyżej 30 dni, zakazany jest dla
kobiet w ciąży.
Piołunem próbowano truć różne
stworzenia, które dokuczały człowiekowi. Herbatkami piołunowymi wypraszano z organizmu glisty.
Do pościeli wkładano świeże gałązki przeciw pchłom. Można nim
wypędzić z ogrodu mrówki, muchy
i osy, a warzywa ochronić przed
gąsienicami.
Ze względu na zawartość olejku
eterycznego kwitnące pędy wykorzystywane są do sporządzania napojów i produkcji wermutu oraz do
przyprawiania tłustych potraw.
Bylicę piołun można uprawiać
na glebie nieprzydatnej do uprawy
innych, bardziej wymagających
roślin. Należy unikać gleby żyznej,
ponieważ wyrosłe na niej rośliny są
mniej aromatyczne i mniej skuteczne leczniczo. Rozmnaża się ją
łatwo przez wysiew nasion oraz
wegetatywnie przez podział kęp.
JOLANTA KOCHANOWSKA
5
TO LUBIĘ!
N
iewielu z nas wie, że morwa to
jedna z ulubionych roślin słoni. W poszukiwaniu jej słodkich
owoców zwierzęta te potrafią przemaszerować dziennie nawet kilkadziesiąt kilometrów.
W Polsce uprawiana jest morwa
biała (Morus alba), którą do Europy przywieziono z Chin w XI–XII
wieku. Można ją spotkać w parkach, ogrodach i przy drogach.
W Azji znana jest od wielu wieków
i regenerujące siły. Owoce morwy
białej nadają się na kompoty, konfitury, nalewki i wina. W przetworach dobrze jest dodać do nich inne owoce, na przykład jabłka, wiśnie lub berberys, które złamią ich
słodko-mdławy smak. W medycynie wykorzystuje się liście morwy
białej, które stabilizują poziom
cukru we krwi, hamując działanie
enzymów rozkładających węglowodany.
sporządza się smaczne dżemy
i marmolady, a także wykorzystuje
się je do produkcji alkoholi oraz syropów.
Innymi interesującymi roślinami
z rodziny morwowatych, których
owoce nadają się do spożycia, są
drzewa z rodzaju Broussonetia. We
wrocławskim Ogrodzie Botanicznym znajdziemy brusonecję chińską (Broussonetia papyrifera) oraz
B. kazinoki.
Przysmak słoni
i jedwabników
Owocostany morwy białej.
Kwiatostan brusonecji chińskiej.
ze względu na hodowlę jedwabnika
morwowego, którego gąsienice
upodobały sobie liście tego drzewa.
Morwa biała dorasta do 15 m wysokości. Wykazuje zjawisko heterofilii – różnolistności. Młodociane
liście na długopędach są głęboko
zatokowo powcinane, natomiast
stare drzewa mają liście jajowate,
przeważnie klapowane lub bez
wcięć. Interesujące są również
owoce – rzadko pojawiający się
w przyrodzie przykład owocu rzekomego. Są to drobne niełupki
obrośnięte soczystymi osnówkami
powstałymi z okwiatu, zebrane
w walcowate owocostany. Kształtem przypominają owoce jeżyny,
a ich barwa w trakcie dojrzewania
przechodzi od białej, przez różową
i czerwoną, do fioletowoczarnej. Są
bogate w witaminy z grupy B i C.
Zawierają aż do 20% cukrów oraz
kwasy organiczne i olejek lotny. Ze
względu na tak dużą zawartość
łatwo przyswajalnych cukrów, ludność zamieszkująca Himalaje suszy
owoce, miele na mąkę i używa jako
dodatku do potraw. Suszone owoce zabierane są tam w dalekie podróże jako pożywienie wzmacniające
Inny gatunek morwy – morwa
czarna (Morus nigra) w stanie naturalnym występuje w mieszanych
lasach liściastych Azji Mniejszej.
Uprawiana jest od XVI wieku
w Europie Południowej oraz w cieplejszych regionach Ameryki Północnej jako drzewo owocowe.
W Polsce nie występuje ze względu
na zbyt chłodny klimat naszego
kraju. Niektóre odmiany uprawianej i dziczejącej u nas morwy białej
mają po dojrzeniu fioletowoczarne
owocostany, co powoduje, że często bywają mylnie uznawane za
morwę czarną. Liście tej ostatniej
są u nasady sercowato wcięte, mają
owalny kształt i ostro zakończoną
blaszkę. W przeciwieństwie do
morwy białej nie występuje u niej
zjawisko różnolistności. Jej owoce
są bardzo soczyste, słodko-kwaśne.
Dojrzewają przeważnie w sierpniu.
Zawierają duże ilości witaminy C,
a także witaminę A, B1, B2 oraz
barwnik, który wykorzystuje się do
barwienia przetworów. Z owoców
Młode liście morwy białej.
W Ogrodzie Botanicznym wśród
przedstawicieli rodziny morwowatych spotykamy jeszcze inne ciekawostki dendrologiczne. Należy do
nich posadzony w gruncie figowiec
pospolity (Ficus carica), który każ-
Liście i owocostany Broussonetia
kazinoki.
Pierwsza z nich pochodzi z Chin
i Japonii. Jest drzewem o rozłożystej koronie, dorastającym do 10–
15 m wysokości. Liście są jajowate,
trójklapowe, długości do 20 cm.
Wiosną mają lekko purpurowe zabarwienie, później stają się srebrnozielone. Brusonecja chińska jest
gatunkiem dwupiennym, więc występują osobniki męskie i żeńskie.
W naszym klimacie młode rośliny
mogą przemarzać. Była pierwszą
rośliną, z której Chińczycy zaczęli
wyrabiać papier. Także obecnie
w Chinach i Japonii najwyższej jakości ręcznie czerpany papier wytwarzany jest właśnie z jej włókien.
Broussonetia kazinoki rośnie
w Japonii i Korei. Ma postać krzewu lub małego drzewa, dorastającego do 4–5 m wysokości. Jest
bardziej odporna na mróz od B. papyrifera. Należy do roślin jednopiennych – kwiaty męskie i żeńskie
pojawiają się na jednym osobniku.
Obydwa gatunki mają ciekawe, kuliste kwiatostany, które w sierpniu
przekształcają się w owocostan
złożony z wielu pestkowców o czerwonym, zachęcającym zabarwieniu. W Azji owoce spożywa się na
surowo jako przysmak. Mają delikatny, słodki smak.
KONFITURA Z MORWY
Składniki: 2 kg owoców, 1,5 kg
cukru, 1 cytryna.
Przygotowanie: zagotować syrop
z cukru i 2 szklanek wody. Wrzucić morwy, dodać sok z cytryny.
Smażyć poruszając rondlem, aż
syrop zgęstnieje. Nałożyć do
gorących słoików i zamknąć.
dej zimy przymarza, ale później dobrze się regeneruje. Spokrewnione
z morwą są też północnoamerykańska żółtnica pomarańczowa
(Maclura pomifera) i azjatycka
kudrania trójklapowa (Cudrania
tricuspidata). Ich owoce nie są jednak jadalne.
Tekst i zdjęcia:
JUSTYNA KIERSNOWSKA
NALEWKA Z MORWY
Składniki: 1 kg owoców, 0,7 l
40% wódki, 0,7 l spirytusu.
Przygotowanie: owoce opłukać,
rozgnieść i wsypać do słoja. Zalać
najpierw wódką, a potem spirytusem. Dokładnie pomieszać.
Odstawić na słońce na 10 dni. Po
tym czasie przesączyć nalewkę
przez gazę do innego naczynia.
Pozostałe owoce zasypać cukrem
(20 dag) i pozostawić na słońcu
na miesiąc. Zlać płyn, owoce wycisnąć przez płótno. Połączyć
wszystko i odstawić na dobę.
Rozlać do butelek i odstawić
w ciemne, chłodne miejsce na
sześć miesięcy.
Fontanna w Ogrodzie Botanicznym.
Fot. Wojciech Chądzyński
6
OGRÓD INACZEJ
Młoda szyszka żeńska cedru tureckiego (Cedrus libani subsp. stenocoma).
Fot. Hanna Grzeszczak-Nowak
WOJSŁAWICE INACZEJ
7
8
NASZE PASJE
P
isanki nierozerwalnie kojarzą
się nam ze Świętami Wielkanocnymi. Ten stereotyp łamie pani
HALINA WALAT i przy różnych
okazjach ozdobionymi przez siebie
j a j k a m i o b d a r o w u j e zn a j o m y c h .
Zaskoczenie jest wtedy ogromne.
No bo jak się tu nie zdumiewać,
kiedy na imieniny, urodziny lub na
przykład z okazji awansu człowiek
otrzymuje udekorowane jajko.
Trudno się dziwić temu zaskoczeniu. Nie przywykliśmy przecież
do tego typu upominków. W naszej tradycji utarło się bowiem przekonanie, że pisankami obdarowujemy się wyłącznie z okazji świąt Wielkiej Nocy. A przecież jajko jest symbolem uniwersalnym i w większości kultur traktowane było jako potencjał życia na długo przed chrześcijaństwem. Czemu więc kojarzyć
je wyłącznie ze zmartwychwstaniem Jezusa?
Maleńkie arcydzieła
Halina Walat, ogrodniczka z wrocławskiego Ogrodu Botanicznego,
w 2003 roku wyróżniona tytułem
Ogrodnika Roku, ma dwie pasje.
W chwilach wolnych od pracy
i obowiązków domowych bardzo
chętnie odpoczywa, komponując
bukiety z zeschłych liści lub
tworząc pisanki.
– Zdobieniem jajek zaraziły
mnie babcia i mama – mówi pani
Halina. – Początkowo robiłam to
wyłącznie przed świętami Wielkiej
Nocy. Pewnego jednak dnia pomyślałam, że o ile kompozycje z suchych liści mogę tworzyć wyłącznie
– Zdobieniem jajek zaraziły mnie
babcia i mama.
maleńkimi arcydziełami. Pani Halina nie ma problemów z ich tworzeniem. Z wykształcenia jest przecież zdobnikiem ceramiki i porcelany, ma więc duszę artysty.
Pisanek nie zbiera, lecz rozdaje,
bo jak zapewnia, obdarowywanie
znajomych sprawia jej zawsze
ogromną przyjemność.
To już dziesięć lat
Do Ogrodu Botanicznego pani
Halina trafiła całkiem przypadkowo. Akurat była bez pracy i od koleżanki dowiedziała się, że szukają
tu ogrodnika.
– Co prawda nie miałam odpowiedniego wykształcenia, ale by-
Zaskakujące
prezenty pani
Haliny
jesienią, to przecież jajka można
zdobić przez cały rok.
Oglądając cudeńka, które wyszły
spod palców pani Walat, trudno
się nie zachwycać. Te misternie
wydrapane na skorupkach wzorki
lub elegancko ozdobione jajka ze
styropianu śmiało można nazwać
Wymyślone przez panią Halinę „drapanki” są zawsze niepowtarzalne.
łam pewna, że dam radę. Urodziłam się na wsi i wychowywałam
w wielodzietnej rodzinie. Tak więc
praca na roli była dla mnie czymś
zupełnie normalnym. Zatrudniając
się w Ogrodzie, byłam przekonana,
że to tylko tymczasowe zajęcie
i kiedy znajdę coś w swojej branży,
odejdę. Szybko się jednak okazało,
że to, co robię, sprawia mi ogromną niemałą przyjemność, a ludzie,
z którymi pracuję, są wspaniali.
Dziś mija już dziesięć lat, jak tu jestem, i za żadne skarby nie zamieniłabym tej pracy na inną. Nie
przeszkadza mi nawet to, że codziennie wstaję przed czwartą.
Mieszkam bowiem niedaleko Sobótki, a autobus do Wrocławia odjeżdża za piętnaście piąta.
Chwila relaksu
Najczęściej pani Halina tworzy
pisanki ze styropianu, ozdabiając je
kolorowymi cekinami, koralikami,
kwiatuszkami zrobionymi z mate-
Pisanek nie zbiera, lecz rozdaje
i sprawia nimi ogromną przyjemność znajomym.
riału lub wstążeczkami. Czasami
przymocowuje do nich sznureczek
lub tasiemkę, aby można je było
powiesić na gałązkach, w bukiecie
lub w oknie jako dekorację. Takie
jajko ze styropianu tworzy około
trzech godzin i jest to dla niej czas
pełnego relaksu oraz oderwania się
od trosk życia codziennego.
Sporo przyjemności sprawia też
pani Halinie wydrapywanie pisanek. Ugotowane na twardo jajko
(wydmuszki są zbyt delikatne) zanurza w wywarze z cebuli, a potem
na zafarbowanej skorupce wyskrobuje wzorki. Wymyśla je sama,
a każdy jest inny, niepowtarzalny.
Czasami, gdy ją już ktoś poprosi,
maluje ornamenty na skorupce
farbkami, ale jak zapewnia, woli
pisanki wydrapane.
Prace pani Haliny Walat można
podziwiać każdego roku na kiermaszu przedświątecznym organizowanym w szkole podstawowej w Marcinowicach. Największe jajko, jakie
do tej pory ozdobiła, pochodziło od
strusia, najmniejsze zniosła kura
zielononóżka. Córka nie odziedziczyła po niej zdolności plastycznych, ale za to wnuczka tak. Siedmioletnia Julia chętnie asystuje
babci i uczy się od niej trudnej
sztuki zdobniczej. Może i ona kiedyś będzie obdarowywać przyjaciół
zrobionymi przez siebie pisankami
i – podobnie jak babcia – nie tylko
z okazji świąt Wielkiej Nocy.
Tekst i zdjęcia:
WOJCIECH CHĄDZYŃSKI
9
odzina psiankowatych (Solanaceae) liczy około 2900 gatunków roślin występujących głównie w strefie tropikalnej i subtropikalnej, przede wszystkim w Ameryce Południowej. Nieliczne gatunki można znaleźć także w strefie
u miarkowan ej, w tym równ ież
w Polsce. Są to w większości roślin y ziel ne, zaw ieraj ące wiel e
różnych, niekiedy silnie trujących
substancji, na przykład solaninę.
Mimo to do rodziny psiankowatych należą także niektóre popularne i smaczne warzywa, choćby lubiane pomidory, papryka czy mniej
powszechne bakłażany.
Fot. Magdalena Mularczyk
R
Pomidory podparte nietypowymi
palikami na wystawie ogrodniczej
BUGA w Schwerinie, 2009.
Również tylko jako roślinę
ozdobną przez długi czas traktowano bakłażan (Solanum melongena), zwany też oberżyną albo
gruszką miłosną. Roślina ta rzeczywiście ma swój urok – tworzy okazałe, zwykle jajowate owoce typu
jagody, o fioletowej, purpurowej,
niemal czarnej albo też białej lub
żółtej, mocno błyszczącej skórce
(zależy to od odmiany). Bakłażany
sprowadzono z Azji w XV wieku
i przez długie lata uważano je za
roślinę trującą. Surowe owoce są
faktycznie toksyczne, ale po obróbce cieplnej tracą te właściwości.
Ostatecznie oberżyna trafiła na eu-
watego, czyli psianki melonowej
(Solanum muricatum), znanej jako
pepino. Roślina ta, podobnie jak
wcześniej opisane warzywa psiankowate, pochodzi z Ameryki Południowej. W naturalnym środowisku to wieloletni, niewysoki
krzew, u nas niestety wymarzający,
dlatego na zimę trzeba go chować
do jasnego, najlepiej chłodnego
pomieszczenia (temperatura nie
powinna spadać poniżej 5°C) i niewiele podlewać. Pepino pięknie
wygląda obwieszone owocami, które mogą osiągać masę nawet do pół
kilograma. Są to urocze, złotożółte
jagody z fioletowymi pręgami, o jaFot. Jolanta Kochanowska
ROŚLINA ROKU
Gruszki miłosne,
tomaty, pieprzowce…
Bakłażany oraz żółta i czerwona
papryka.
szych warzyw w kuchni europejskiej. Najbardziej znane są oczywiście zwykłe czerwone pomidory
średniej
wielkości,
dostępne
w każdym warzywniaku o każdej
porze roku. Ale na własnej działce
można pokusić się o uprawę odmian dających owoce o różnych
barwach, zróżnicowanych kształ-
Różne odmiany pomidorów. Archiwum OBUWr.
teckie słowo „tomatl” oznacza „nabrzmiały owoc”). Do Europy pomidory sprowadzono dopiero
w XVI w. Początkowo uznawano je
za rośliny trujące i sadzono w ogrodach wyłącznie dla ozdoby. Następnie stały się afrodyzjakiem,
a w końcu znalazły powszechne zastosowanie w naszym jadłospisie
i obecnie należą do najpopularniej-
tach i wielkości. Niektóre bardzo
drobne pomidory, zwane koktajlowymi, mogą mieć zwieszające się
pędy i wtedy świetnie wyglądają
w wiszących doniczkach, obsypane
czerwonymi, żółtymi lub pomarańczowymi jagodami. W tej postaci stanowią oryginalną, a także bardzo smaczną i użyteczną
ozdobę.
ropejskie stoły, jednak w Polsce
jest nadal mało popularna. A szkoda, bo to bardzo zdrowe i smaczne
warzywo, zawiera mnóstwo minerałów i witamin, a także substancje
obniżające poziom cholesterolu we
krwi.
Paprykę roczną (Capsicum annuum), podobnie jak pomidory
i ziemniaki, sprowadził z Ameryki
Krzysztof Kolumb. Sadzono ją początkowo dla ozdoby, a wkrótce zaczęto wprowadzać na europejskie
stoły. Okazała się bowiem znakomitą przyprawą, ożywiającą, tak
jak pieprz, mdły smak potraw
i stąd nazywano ją na przykład
pieprzowcem lub pieprzem tureckim, choć w rzeczywistości z pieprzem nie ma nic wspólnego.
Wkrótce wyhodowano odmiany
o łagodnym smaku, które spożywa
się w całości lub jako dodatek do
wielu dań. Jest też sporo odmian
karłowych, dobrze się krzewiących
i rodzących mnóstwo owoców
o różnych kształtach i barwach (od
białych, poprzez żółte, pomarańczowe, czerwone, fioletowe, aż do
niemal czarnych) oraz o zróżnicowanej ostrości. Te właśnie odmiany traktowane są jako rośliny
ozdobne. Znakomicie sprawdzają
się w domu w postaci ozdobnej
rośliny doniczkowej, a także wystawione w donicach na tarasy i balkony czy też jako obwódki w ogrodzie. Poza tym jest z nich oczywiście duży pożytek kulinarny.
Osoby szukające ciekawostek
i czegoś wyjątkowego do swego
ogrodu powinny spróbować uprawy tak zwanego melona gruszko-
jowatym kształcie i błyszczącej
skórce. Można je spożywać na surowo, smażone, duszone, nadają
się też do marynowania. Są soczyste, aromatyczne, słodkawe, w smaku przypominają melona. Zawierają sporo witamin, szczególnie witaminy C.
Rośliny z rodziny psiankowatych
są wybitnie światło- i ciepłolubne.
Mają także dość duże wymagania
glebowe – najlepiej się czują
w podłożu lekkim, dobrze zdrenowanym i bogatym w składniki pokarmowe. Nie lubią przesuszania.
Natomiast chłodne i zbyt wilgotne
powietrze może doprowadzić do
ich porażenia przez zarazę ziemniaczaną lub inne choroby pochodzenia grzybowego.
ANNA BANASIAK
Fot. Anna Banasiak
Pomidory (Lycopersicon esculentum, syn. Solanum lycopersicum) bez wątpienia zna każdy.
Choć można je dostać zimą, to najsmaczniejsze są te letnie, dojrzałe
w słońcu, i to najlepiej z własnej
działki. Ojczyzną tej rośliny jest
Ameryka Południowa, gdzie uprawiana była już przez Azteków (az-
Papryka uprawiana w gruncie.
10
B
ardzo często zagospodarowując
woln e p rzes trz enie nas zyc h
ogrodów, decydujemy się na wybór
roślin wrzosowatych, do których
należą między innymi różaneczniki
i azalie (Rhododendron).
Pielęgnacja oraz utrzymywanie
ich w odpowiednich warunkach
sprawiają, że odwdzięczają się nam
w maju pięknymi, różnobarwnymi
kwiatami. Często jednak popełniamy błędy w uprawie tych roślin, co
przyczynia się do obniżenia ich bariery odpornościowej. W konsekwencji krzewy chorują i są atakowane przez szkodniki, co negatywnie wpływa na ich wygląd, a w najgorszym przypadku prowadzi do
zamierania całych roślin. Aby nie
dopuścić do takiego stanu rzeczy,
należy prędko podjąć odpowiednie
działania ochronne.
Fytoftoroza jest powszechnie występującą na roślinach wrzosowatych chorobą pochodzenia grzybowego, powodowaną przez grzyby z rodzaju Phytophthora. W zależności
od odmiany różanecznika, może
mieć różny przebieg. Zazwyczaj
pierwszym zauważalnym objawem
infekcji jest matowienie liści, a w późniejszym etapie – więdnięcie oraz
zwijanie się liści w rurkę wzdłuż
nerwu głównego. Dzieje się tak, ponieważ na skutek porażenia systemu korzeniowego grzybnia przerasta wiązki przewodzące – w konsekwencji rośliny mają problemy z transportem wody, co sprawia wrażenie
ich przesuszenia. W miejscach,
gdzie doszło do infekcji, przy próbie
zdrapania kory na korzeniach powinniśmy ujrzeć brązowe zmiany na
drewnie. Rozwojowi choroby sprzyja wysoka wilgotność i temperatura
gleby. Porażonych roślin nie można
skutecznie wyleczyć. Należy je usunąć, a miejsca po chorych krzewach
odkazić środkami takimi jak Proplant 722 SL lub Previcur Energy
840 SL. Na tych stanowiskach powinniśmy unikać sadzenia roślin
wrzosowatych, gdyż istnieje ryzyko
ponowienia się infekcji.
Dość
częstym
problemem
w przydomowych ogródkach jest
zamieranie pędów różaneczników,
powodowane przez grzyby z rodzaju Botryosphaeria i Phomopsis.
Objawy porażenia są bardzo podobne do fytoftorozy, jednak na
roślinie mają one charakter lokalny
– zmiany chorobowe występują na
poszczególnych pędach. W praktyce wygląda to tak, że na przykład
z dziesięciu pędów tylko na dwóch
widoczne są objawy choroby. Po
wycięciu porażonych pędów na ich
przekroju poprzecznym często
można zaobserwować zbrązowiałą
tkankę w kształcie klina skierowanego ostrym końcem w stronę
CO NAM GROZI?
środka pędu – jest to strefa przerośnięta grzybnią, która hamuje
transport wody oraz składników
odżywczych w roślinie.
Nie ma skutecznych środków do
zwalczania zamierania pędów róża-
u form dorosłych są siatkowate
skrzydła. Prześwietlik azaliowy
żeruje na dolnej stronie liści i obecnie występuje na wielu gatunkach
różaneczników. W miejscach bytowania prześwietlików powstają
gów liści. Zwalczanie za dnia form
dorosłych nie jest możliwe z powodu ich nocnego trybu życia. Formy
larwalne zaś żerują w glebie, podgryzając system korzeniowy różaneczników. Rośliny z dość mocno
Choroby
i szkodniki
różaneczników
neczników. Ochrona roślin skupia
się na działaniach czysto profilaktycznych, czyli na dbaniu o ich dobry stan zdrowotny poprzez minimalizowanie sytuacji stresowych,
związanych z niedoborem wody,
małe, żółte plamy przypominające
ordzawienia. Na dolnej stronie liścia zaś o obecności szkodnika
świadczą ciemnobrązowe odchody.
Zwalczanie prześwietlika polega na
przeprowadzeniu 2–3 zabiegów
zniszczonymi korzeniami usychają.
Nie ma wystarczająco skutecznych
chemicznych środków ochrony
roślin przeznaczonych do zwalczania opuchlaków. W tym miejscu
należy wspomnieć o środkach bio-
Zamieranie pędów w stadium bardziej zaawansowanym.
Początkowa faza zamierania pędów różanecznika.
przymrozkami czy brakiem związków odżywczych. Zainfekowane
pędy powinniśmy wycinać do zdrowej tkanki, a miejsca po cięciach
odkażać Topsinem 500 SC w formie oprysku. Infekcje Botryosphaeria spp. dokonują się także
poprzez kwiaty, dlatego po przekwitnięciu niezwłocznie je usuwamy.
Prześwietliki są małymi owadami należącymi do rzędu pluskwiaków różnoskrzydłych. Osiągają
rozmiary od 3 do 6 mm. Bardzo
charakterystycznym elementem
Ślady żerowania opuchlaków.
chemicznymi środkami ochrony
roślin z grupy neonikotynoidów
(Confidor 200 SL). Termin wykonania oprysku jest ściśle uzależniony od zaobserwowania pierwszych
żerujących osobników i przypada
z reguły na maj.
Na koniec należy jeszcze
wspomnieć o op uc hlak u –
chrząszczu z rodziny ryjkowcowatych. Osobniki dorosłe są barwy
czarnej i osiągają rozmiary od 8 do
11 mm. Powodują bardzo charakterystyczne uszkodzenia blaszki liściowej w postaci wżerów od brze-
logicznych. Heterorhabditis megidis i H. bacteriophora to pasożytnicze nicienie, które stosuje się doglebowo. W glebie nicienie, natrafiając na larwę opuchlaka, wnikają
przez naturalne otwory do jej
wnętrza, gdzie następnie żywią się
jej tkankami oraz intensywnie namnażają. Preparaty zawierające nicienie stosuje się w dwóch terminach: w końcu maja i końcu czerwca. Aby zabiegi były skuteczne, należy je powtarzać co roku.
Tekst i zdjęcia:
ADAM SZEPIELA
11
WIEŚCI Z WOJSŁAWIC
W
ojsławickie Arboretum w tym
sezonie oferuje swoim gościom szereg dodatkowych atrakcji
i udogodnień – między innymi
dzięki stopniowemu oddawaniu do
użytku nowo zagospodarowanych
terenów oraz adaptacji kolejnych
starych budynków folwarku na potrzeby studentów i turystów.
warku kolekcje narzędzi podzielono na kilka ekspozycji. W podcieniach stodół możemy obejrzeć wyL a mu s
ogrodn ik a”,
stawy:
„L
Warsztat stolarski”, „Gospodar„W
st wo domowe” i „W
Woz ownię”.
Większe maszyny rolnicze zgrupowano osobno pod specjalnymi zadaszeniami tworzącymi symbo-
Narzędzia
wyciągnięte
z lamusa
Otwarcie
nowego
wejścia
głównego, prowadzącego bezpośrednio na folwark, udostępnienie
dwóch sal wystawowo-konferencyjnych oraz wyeksponowanie
zbiorów narzędzi ogrodniczych
i rolniczych z przełomu XIX i XX
wieku – to tylko niektóre z naszych
propozycji na ten rok. Ocalone
sprzęty, niedoceniane wiejskie
skarby, są nie tylko świadectwem
pomysłowości dawnych rzemieślników i ogrodników, ale też przykładem złożonych dziejów Dolnego Śląska. Zachowaniu się tego typu pamiątek przeszłości nie sprzyjały migracje, ubóstwo polskiej
ludności po II wojnie światowej
i przerwana ciągłość kulturowa.
Najprostsze narzędzia ogrodnicze –
dawne konewki, sekatory, motyczki, opryskiwacze, oraz inne niegdyś
niezbędne przedmioty, obecnie już
zapomniane, są teraz szczególnie
trudne do odnalezienia. Tego typu
eksponaty, gromadzone od kilku
lat przez dyrekcję i pracowników
Arboretum oraz przekazywane
przez okolicznych mieszkańców,
doczekały się wstępnej konserwacji
i uporządkowania.
Zgromadzone na podwórku fol-
Fragment wialni firmy Triumph.
liczną bramę pomiędzy folwarkiem
a starym parkiem. Drewniane
młockarnie w towarzystwie snopowiązałek, wialni, sieczkarni, cepów, dzieży i innych sprzętów pokazują, jak daleka była niegdyś
droga od wyprodukowania ziarna
do wypieku chleba. Na ogrodowych rabatach zaprezentowano
ręczne i konne płużki, brony, kultywatory, obsypniki, kopaczki –
niegdyś w polu nieodzowne.
Została również odrestaurowana
Kuźnia kołowa”, wyunikatowa „K
posażona w oryginalny skórzany
miech, stare ręczne i mechaniczne
dmuchawy, kotliny kowalskie oraz
dawne narzędzia do obróbki metalu. W tym roku była ona centralnym miejscem pokazów w wykonaniu 48 mistrzów kowalstwa artystycznego z 21 krajów świata. Dorobek uczestników Śląskiej Akademii Kowalstwa Artystycznego oraz
nasze zbiory rękodzieła zaprezentowano w „Galerii” na folwarku,
czynnej w weekendy.
Wialnia-młynek, początek XIX w.
Wykonany prawie w całości z drewna, wzbudza podziw trafnością rozwiązań poszczególnych elementów. Części metalowe to: żeliwna
przekładnia zębata z korbą – oś
wirnika, oraz dwa niewielkie łożyska mechanizmu potrząsającego
dnem kosza i sitami poziomymi.
Pozostałe elementy drewniane
połączone są bez użycia gwoździ
i śrub. Archiwum OBUWr.
Sieczkarnia do zielonek – urządzenie napędzane ręczną korbą, do
cięcia na sieczkę słomy, trawy, kukurydzy i innych roślin pastewnych.
Archiwum OBUWr.
Wialnia wyprodukowana w Turyngii na początku XX wieku.
Bukownik – stacjonarna, cylindryczna maszyna rolnicza napędzana ręczną
korbą, służąca do wyłuskiwania nasion koniczyny, prosa lub lucerny.
Archiwum OBUWr.
Tekst i zdjęcia:
HANNA GRZESZCZAK-NOWAK
Inspektor Arboretum
w Wojsławicach
Półkoszka – wóz paradny.
Elementy wystawy dawnych narzędzi.
12
BYŁO, JEST, BĘDZIE
Plan Ogrodu Botanicznego
Warto zobaczyć
W czasie letnich upałów przyjemnie posiedzieć nad wodą, zwłaszcza
gdy jej powierzchnię zdobią wspaniałe, różnobarwne kwiaty „lilii wodnych”, przez botaników nazywanych mało romantycznie grzybieniami (Nymphaea). Najwięcej odmian tych wodnych bylin można zobaczyć w basenie pośrodku działu gruntowych roślin ozdobnych, ale
nie mniej ciekawe są formy karłowe rosnące w podłużnym baseniku obok wejścia do Panoramy Natury (11, opis na str. 1). Warto też
zajrzeć do pobliskich szklarni. Wśród afrykańskich sukulentów
2),
zwraca uwagę stapelia wielkokwiatowa (Stapelia grandiflora) (2
a w jednym z basenów hydroponicznych – malajski pokrzywiec
szorstkowłosy (Acalypha hispida) o puszystych, czerwonych
3). Z dalekiej Argentyny pochodzi uprawiany
kwiatostanach (3
na wolnym powietrzu mikołajek agawolistny (Eryngium aga4), z Kaukazu zaś – ostrożeń oskrzydlony (Cirvifolium) (4
5). Znany z leczniczych właściwości i stososium alatum) (5
wany od czasów starożytnych piołun (Artemisia absin6, opis na
thium) rośnie w dziale edukacji przyrodniczej (6
str. 4).
• SIERPNIOWE IMPREZY • SIERPNIOWE IMPREZY •
WROCŁAWSKIE ŚWIĘTO MĄKI
Wrocław to miasto z tradycjami młynarskimi i piekarskimi,
nic więc dziwnego, że od lat odbywa się tutaj impreza
poświęcona wszystkiemu, co się wiąże z mąką.
Festyn organizowany wspólnie przez Hotel Tumski,
mieszczący się w dawnej siedzibie Technikum Młynarskiego,
i Ogród Botaniczny przyciąga zawsze tłumy gości.
Również i w tym roku nie zabraknie atrakcji.
W ostatnią niedzielę wakacji, 28 sierpnia, można będzie
wziąć udział w tradycyjnym rodzinnym pikniku, grach, zabawach
i konkursach, a także zaopatrzyć się w znakomite pieczywo,
artykuły cukiernicze, miody, przyprawy, ceramikę
i inne wyroby rękodzieła artystycznego.
Wstęp w cenie biletu ulgowego – 5 zł.
• Z ŻYCIA OGRODU • Z ŻYCIA OGRODU • Z ŻYCIA OGRODU •
zgromadzone tutaj rośliny. W piątek i sobotę,
10 i 11 czerwca, najaktywniejsi członkowie Towarzystwa wymieniali się roślinnymi rarytasami,
a prezes Andreas Hönemann wspólnie z polskimi specjalistami analizował poprawność oznaczeń odmian bluszczu. W niedzielę, 12 czerwca,
goście zwiedzili Ogród i wzięli udział w zebraniu
sprawozdawczym. Następnego dnia pojechali do
szkółki „Byliny – Świerk” w Dobromierzu, później zaś odwiedzili zamek Książ i Kościół Pokoju
w Świdnicy. Ostatnim punktem programu była
wizyta w Arboretum w Wojsławicach. Podczas
zjazdu podjęto decyzję, że kolejne spotkanie,
w 2012 roku, odbędzie się w Heidelbergu.
• W niedzielę, 19 czerwca, wrocławianie mogli
wziąć udział w niecodziennej imprezie pod
hasłem „Poznaj sekrety kultury Chin”. Zorganizował ją Instytut Konfucjusza w Uniwersytecie
Wrocławskim oraz Ogród Botaniczny przy
współudziale Akademii Feng-Shui i Klubu Go
„Gokurabu”. W programie znalazła się ceremonia parzenia herbaty, warsztaty kaligrafii, sztuki
wycinania z papieru, Tai-Qi i Qi-Gong oraz
nauka gry w Go.
• Sprostowanie: pokaz akrobacji samolotowych,
o którym informowaliśmy w czerwcowym numerze „Ogród Wita”, nie odbył się z powodu niesprzyjających warunków atmosferycznych.
Fot. Jolanta Kozłowska-Kalisz
• Niemieckie Towarzystwo Bluszczowe (Deutsche Efeugesellschaft, www.efeu-ev.org) powstało prawie 20 lat temu. Od 2001 roku jego członkiem jest wrocławski Ogród Botaniczny, reprezentowany przez Hannę Grzeszczak-Nowak –
twórczynię kolekcji liczącej obecnie ponad 500
gatunków i odmian z rodzaju Hedera i pretendującej do miana Narodowej Kolekcji Wzorcowej. Po raz pierwszy doroczny zjazd Towarzystwa odbył się we Wrocławiu w 2006 roku.
W czerwcu bieżącego roku niemieccy miłośnicy
bluszczu ponownie spotkali się w Ogrodzie Botanicznym, aby podsumować ostatni rok swojej
działalności, wymienić doświadczenia i obejrzeć
Członkowie Niemieckiego Towarzystwa Bluszczowego w wojsławickim Arboretum.
Download