Cytaty wypowiedzi nt. zagrożeń ze strony GMO

advertisement
Poniżej cytaty wypowiedzi nt. zagrożeń ze strony GMO z debaty u
prezydenta RP dnia 8 lutego 2012 (fragmenty Biuletynu)
opublikowane w:
Organizmy zmodyfikowane genetycznie, Biuletyn Forum Debaty
Publicznej 2012, nr 16, Wyd. Kancelaria Prezydenta RP
(www.prezydent.pl/archiwum-bronislawakomorowskiego/fdp/potencjal-obszarow-wiejskich-szansa-rozwoju/debaty ).
1
Propozycje i pytania do dyskusji
Jakie będą - w perspektywie najbliższych 20-30 lat - ekonomiczne, społeczne i
środowiskowe konsekwencje wprowadzenia do polskiego rolnictwa upraw
roślin zmodyfikowanych genetycznie, a jakie konsekwencje wprowadzenia
zakazu ich uprawy?
Czy wprowadzenie do środowiska w Polsce roślin zmodyfikowanych
genetycznie zagrozi bioróżnorodności?
Czy możliwa jest i na jakich zasadach koegzystencja wysokotowarowego
rolnictwa
z udziałem GMO i rolnictwa tradycyjnego oraz ekologicznego?
Czy, w związku z tym, że już obecnie składnikiem pasz wysokobiałkowych są
rośliny genetycznie zmodyfikowane, możliwa jest produkcja zwierzęca z
zakazem stosowania GMO
jako składnika pasz? (s. 9)
Rozdział I
Referaty opracowane przed debatą
dr Piotr Stankiewicz,
Instytut Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu
Społeczne konsekwencje wprowadzenia do uprawy roślin genetycznie
modyfikowanych (s. 11-14)
Tocząca się w Polsce debata na temat GMO skupiona jest wokół jednego aspektu
biotechnologii - jej szkodliwości ekologicznej i zdrowotnej, a więc ewentualnych zagrożeń dla
środowiska naturalnego oraz dla zdrowia ludzi. Takie postawienie sprawy napotyka na dwa
fundamentalne problemy: po pierwsze na nierozstrzygalność kwestii faktycznego ryzyka związanego
2
ze szkodliwością GMO. Nauka jest w tym zakresie podzielona, prezentowane są argumenty
świadczące zarówno na rzecz szkodliwości, jak i nieszkodliwości GMO. Tymczasem problem wydaje
się być nierozstrzygalny na tym etapie badań: jest on typowym przykładem tego, co socjologowie
nauki i techniki określają mianem ryzykownej technologii, cechującej się nieredukowalną
niepewnością odnośnie możliwych konsekwencji jej zastosowania.
Drugi problem, na który napotyka debata o szkodliwości GMO, to pominięcie innych
oddziaływań biotechnologii: społecznych, ekonomicznych, politycznych czy kulturowych.
Biotechnologia rolnicza należy do technologii wyjątkowo dogłębnie ingerujących w tkankę społeczną.
Związane jest to ze szczególnymi płaszczyznami jej zastosowania, jakimi są obszary wiejskie i
produkcja żywności. Zmiany wywoływane na tych polach przez wprowadzenie nowej technologii
produkcji rolnej mogą być przemożne i odczuwalne nie tylko dla środowiska naturalnego (jeśli rację
mają przeciwnicy biotechnologii), lecz także w sferze stosunków społecznych na wsi, pozarolniczych
funkcji wsi, kultury wiejskiej czy w poziomie życia mieszkańców wsi. Ignorowanie tych aspektów w
debacie o GMO prowadzi do pomijania być może najbardziej istotnych konsekwencji stosowania
biotechnologii w Polsce.
Wyróżnić można następujące potencjalne konsekwencje społeczne uprawy genetycznie
modyfikowanych roślin w Polsce:
Zdeterminowanie kierunku rozwoju polskiej wsi i rolnictwa: w wyniku zastosowania
GMO może wystąpić mechanizm ekonomiczny „zależności od ścieżki”: wkroczenie na drogę rozwoju
rolnictwa opartego na biotechnologii może skutecznie zamknąć przed Polską dostępne jeszcze w tej
chwili alternatywne ścieżki rozwoju obszarów wiejskich. Z takim zjawiskiem mamy już teraz do
czynienia w przypadku hodowli zwierząt z wykorzystaniem pasz opartych na GMO: jak zwracają
uwagę hodowcy, ponad 90% dostępnej na rynku soi jest genetycznie modyfikowana, w związku z
czym niemożliwa staje się hodowla zwierząt bez wykorzystania GMO. Biotechnologia rolnicza
stanowi wysoce zaawansowaną formę rolnictwa industrialnego, opartego na masowej,
stechnicyzowanej i nastawionej na maksymalizację wydajności produkcji żywności na rynki
międzynarodowe. Specyficzna sytuacja rozdrobnionego i w dużym stopniu tradycyjnego rolnictwa
polskiego daje jednak szansę na wykorzystanie tzw. „renty zapóźnienia” i świadome opowiedzenie się
za lub przeciw tej ścieżce rozwoju oraz wybór pożądanego kierunku przemian na wsi. Z tej
perspektywy decyzja o wprowadzeniu metod inżynierii genetycznej do uprawy rolnej nie jest tylko
wyborem określonej technologii, ułatwiającej pracę, lecz staje się w gruncie rzeczy decyzją polityczną
określającą kierunek rozwoju obszarów wiejskich.
Możliwość zdominowania polskiego rynku rolnego przez globalne koncerny: rolnicza
biotechnologia jest zdominowana przez kilka działających na globalną skalę koncernów nasiennych,
takich jak amerykańskie firmy Monsanto i Pioneer, szwajcarska Syngenta czy niemiecki BASF.
Dostarczają one jednocześnie materiału siewnego, jak i produktów chemicznych (nawozów i środków
ochrony roślin). Ponad połowa globalnego rynku sprzedaży nasion należy do dziesięciu największych
korporacji międzynarodowych (z czego tylko na Monsanto przypada 20% globalnej sprzedaży
nasion).1 W roku 2004 spośród wszystkich znajdujących się w obrocie GMO 90% zostało
wyprodukowanych przy użyciu technologii będącej własnością Monsanto. Jednocześnie koncern ten
jest największym na świecie sprzedawcą herbicydów, z których najpopularniejszym jest Roundup. Jest
to nie bez znaczenia, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że większość światowych upraw GMO to
odmiany uodpornione na Roundup. W tej perspektywie otwarcie polskiego rynku rolnego na GMO
może oznaczać wzmocnienie w Polsce już i tak silnej pozycji międzynarodowych koncernów rolnych,
handlujących materiałem siewnym i chemią rolniczą. Tylko one bowiem są w stanie dostarczać
produktów biotechnologicznych na rynek.
ETC Group, The World’s Top 10 Seed Companies – 2006,
http://www.etcgroup.org/en/materials/publications.html?pub_id=656
1
3
Ryzyko konfliktu interesów i nielegalnego lobbingu: biotechnologia jest dziedziną nauki,
która w ogromnym stopniu uzależniona jest od sektora prywatnego i dzięki niemu się rozwija.
Większość badań biotechnologicznych na świecie przeprowadzana jest bądź w ramach prywatnych
firm, bądź jest przez nie finansowana. Szacuje się, że udział środków prywatnych w tej dziedzinie
nauki jest wyższy o 20% niż w innych sektorach. Już w 1984 r. prywatne finansowanie rozwoju
biotechnologii w USA stanowiło 42% wszystkich wydatków przemysłu na rozwój nauki. Badacze
nauki, tacy jak Lily E. Kay, szacują, że przynajmniej 80% biologów molekularnych w Stanach
Zjednoczonych ma udziały w firmach biotechnologicznych. W dodatku jest to dziedzina bardzo silnie
zmonopolizowana: w 2000 roku 71% patentów z zakresu rolniczej biotechnologii było w posiadaniu
pięciu koncernów rolno-chemicznych: Syngenta, Aventis (obecnie Bayer CropScience), DuPont,
Monsanto, Dow.2 System patentowania w dziedzinie biotechnologii prowadzi do poważnych
wątpliwości dotyczących statusu i roli wiedzy naukowej. Odkrycia i wynalazki dokonywane przez
naukowców pracujących w państwowej instytucji, lecz prowadzących badania za pieniądze
zlecających je firm stają się własnością prywatną i są wykorzystywane w działalności biznesowej
zgodnie z interesami danego podmiotu. Te zaś nie zawsze muszą być zbieżne z interesem publicznym.
Również wyniki badań prowadzonych na styku nauki i sektora prywatnego mogą być udostępniane i
ujawniane jedynie za zgodą opłacającej je firmy. Naukowcy powiązani z przemysłem
biotechnologicznym znajdują się często w sytuacji konfliktu interesów, gdy stoją przed koniecznością
dokonania wyboru między interesem publicznym a interesem prywatnych firm, które finansują ich
badania. Interesy koncernów produkujących leki, opracowujących nowe technologie medyczne czy
wykorzystujących inżynierię genetyczną w rolnictwie są z pewnością w wielu punktach zbieżne z
interesem publicznym (walka z chorobami trapiącymi ludzkość, głodem, biedą itp.), lecz częstokroć
mogą także stać w opozycji wobec dobra publicznego. Gdy sukces finansowy spółki zależy od
szybkiego opatentowania nowego leku czy produktu biotechnologicznego, interes publiczny,
polegający na dokładnym zbadaniu wszystkich ewentualnych skutków ubocznych stosowania danego
produktu, może zostać podporządkowany interesowi prywatnemu. A współpracujący z przemysłem
naukowcy mogą znaleźć się pod presją przeprowadzenia badań w taki sposób, by nie narażać na
szwank interesu zleceniodawcy. Naukowcy wykorzystywani są w działania PR-owych przemysłu
biotechnologicznego jako tzw. kluczowi liderzy opinii publicznej (KOLs – Key Opinion Leaders). Są
to zazwyczaj uczeni o ugruntowanym autorytecie, cieszący się odpowiednim szacunkiem i sławą. Ich
zadaniem jest kształtowanie opinii w określonych środowiskach na temat pewnych produktów lub
technologii. Mogą to więc być profesorowie medycyny występujący gościnnie na zjazdach lekarzy,
profesorowie biotechnologii przemawiający na spotkaniach producentów kukurydzy, eksperci
wypowiadający się w prasie branżowej, doradcy komisji sejmowych.
Problem polega na tym, że gdy wypowiadają się na temat GMO, nikt nie oczekuje od nich
deklaracji na temat ich powiązań z przemysłem biotechnologicznym. W krajach zachodnich od dawna
funkcjonuje w wielu czasopismach medycznych wymóg składania oświadczeń o konflikcie interesów
i deklarowania, czy autor otrzymywał jakieś wynagrodzenia od firmy, której produkty lub badania
opisuje. Podobnie jest w przypadku naukowców zatrudnianych na uczelniach, którzy muszą regularnie
składać oświadczenia o powiązaniach z firmami prywatnymi.
U nas wciąż nie ma takich wymogów, a ich wprowadzenie wywołałoby zapewne sprzeciwy
środowiska naukowego i oskarżenie o zamach na wolność badań naukowych. Dodatkowo w
atmosferze promowania firm typu spin-off i idei współpracy nauki z biznesem zapomina się o
zagrożeniach czyhających na tym polu, bez wahania korzystając z różnych form sponsorowania
projektów badawczych, wydziałów lub instytutów uniwersyteckich przez prywatne koncerny.
2
ETC Group, Globalization Inc. Concentration in Corporate Power: The Unmentioned Agenda,
http://www.etcgroup.org/en/materials/publications.html?pub_id=247
4
„Ekspertyzacja” decyzji politycznych: biorąc pod uwagę kontrowersje w obrębie
społeczeństwa polskiego w stosunku do GMO, dopuszczenie upraw genetycznie modyfikowanych w
Polsce musiałoby nastąpić wbrew woli znacznej części obywateli. Nawet jeśli ich obawy względem
GMO miałyby w przyszłości okazać się niesłuszne, tego typu decyzja utwierdziłaby niekorzystną
tendencję polegającą na pomijaniu zdania osób niebędących ekspertami przy podejmowaniu decyzji
dotyczących wykorzystania ryzykownych technologii. W przeprowadzonym jeszcze w 2005 roku
badaniu OBOP 77% ankietowanych wyraziło potrzebę przeprowadzania konsultacji społecznych
odnośnie regulacji prawnych w zakresie biotechnologii.3 W Europie Zachodniej już w latach 80-tych
zaczęto odchodzić od modelu decyzyjnego opartego na prymacie ekspertów nad „laikami”. W jego
miejsce wprowadzono podejście partycypacyjne, pozwalające na uczestnictwo przedstawicieli
społeczeństwa obywatelskiego, instytucji pozarządowych, interesariuszy i „zwyczajnych ludzi z ulicy”
w podejmowaniu decyzji o wykorzystywaniu technologii, które mogą mieć wpływ na ich życie.
Odgórne wprowadzenie biotechnologii w USA i Europie Zachodniej uznawane jest za jeden z
ostatnich przykładów polityki naukowej ignorującej głos społeczeństwa, i przyczyniło się do spadku
zaufania do naukowców i polityków.
Przykładem zastosowania podejścia uczestniczącego w debacie o biotechnologii może być
brytyjska debata „GM Nation?”. Została ona przeprowadzona w latach 2002-2003 na zlecenie rządu
Wielkiej Brytanii przez Agricultural and Environment Biotechnology Commission (AEBC),
niezależną instytucję doradczą zajmującą się wpływem biotechnologii na środowisko i rolnictwo.
AEBC powołało Radę Programową, składającą się z osób o dużym zaufaniu publicznym, wskazanych
przez różne środowiska zaangażowane w debatę o biotechnologii.
Po przeprowadzeniu pilotażowych warsztatów, w których udział wzięło 200 osób, kulminację
akcji zaplanowano na lato 2003, gdy w ciągu dwóch tygodni zorganizowano 600 lokalnych i
regionalnych spotkań z aktywnym udziałem publiczności, poświęconych problemowi biotechnologii,
a tylko w samych sześciu okrągłostołowych debatach wzięło udział tysiąc osób. Podczas trwania całej
akcji do oceny biotechnologii włączone zostało blisko 20 tys. Brytyjczyków, a w wyniku ich
zaangażowania powstał koordynowany przez AEBC raport z zaleceniami dla Rządu Wielkiej Brytanii
w sprawie przyszłości biotechnologii. Co ważne, debata „GM Nation?” nie służyła prostemu
uzyskaniu odpowiedzi na pytanie „tak lub nie”, czy społeczeństwo jest za czy przeciw biotechnologii,
lecz miała na celu ukazanie szerokiego spektrum poglądów, opinii, obaw, wątpliwości i nadziei
łączonych z rozwojem biotechnologii, które mogło być drogowskazem dla decyzji podejmowanych
przez władze.
Wnioski
Zogniskowanie dyskusji wokół ekologicznych i zdrowotnych argumentów o potencjalnej
szkodliwości GMO nie pozostawia miejsca na uwzględnienie skomplikowanego splotu
ekonomicznych, społecznych, kulturowych i politycznych konsekwencji tej technologii.
GMO jest problemem przede wszystkim polityczno-gospodarczym, w którym zderzają się
interesy silnych lobbies i grup interesu, których działalność powinna być uwzględniana przy
podejmowaniu decyzji o GMO.
Ze względu na wartość rynku biotechnologicznego powstaje ryzyko pojawiania się sytuacji
konfliktu interesów i tworzenia relacji klientelistycznych typu patron-agent, w które
zaangażowani mogą być również eksperci i naukowcy.
Niezbędne jest wprowadzenie regulacji służących zapobieganiu konfliktowi interesów oraz
nielegalnemu lobbingowi (takich jak np. oświadczenia o konflikcie interesów).
3
TSN OBOP, Polacy o biotechnologii i inżynierii genetycznej, styczeń 2005.
5
Analizie argumentów zwolenników i przeciwników GMO powinna towarzyszyć analiza
interesów, relacji i powiązań między wywierającymi wpływ na procesy decyzyjne podmiotami
(zarówno organizacjami lobbingowymi, jak i naukowcami) a podmiotami sektora
biotechnologicznego
(tworzenie mapy działalności grup interesów w obszarze GMO).
prof. em. dr hab. Ludwik Tomiałojć, Muzeum Przyrodnicze Uniwersytetu
Wrocławskiego
prof. dr hab. Zbigniew Mirek, Instytut Botaniki PAN w Krakowie
Możliwe zagrożenia dla różnorodności biologicznej Polski związane z
wprowadzaniem organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO).
Tekst przygotowany na podstawie m. in. stanowiska Komitetu Ochrony
Przyrody PAN z dnia 28 stycznia 2008 r. (s. 25-29)
Wstęp
Definicja: przez „różnorodność biologiczną” (biodiversity) rozumiemy całość zróżnicowania
świata żywego Ziemi na wszystkich szczeblach jego organizacji, od różnorodności
wewnątrzgatunkowej (genetycznej i populacyjnej), przez różnorodność gatunkową po różnorodność
zespołów i ekosystemów (wg Światowej Konwencji o Różnorodności Biologicznej, Rio de Janeiro
1992).
Pojęcie to obejmuje nie tylko zróżnicowanie dzikiej przyrody. Wg Światowej Strategii
Ochrony Przyrody (1980, Olaczek (tł.) 1985) również agrocenozy i łąki, będące środowiskiem życia
gatunków uprawnych i dzikich, znajdują się w zainteresowaniu ekologii i ochrony przyrody – są one
również obejmowane określeniem „różnorodność biologiczna”. Pomiędzy wszystkimi ekosystemami
(naturalnymi i antropogenicznymi) istnieje wielka sieć powiązań funkcjonalnych i stały przepływ
genów. Z uwagi na to ogromne zróżnicowanie świata żywej przyrody oraz ciągłość powiązań w jego
obrębie, uwalnianie roślin wyposażonych w niespotykane w stanie naturalnym kombinacje cech
(organizmy genetycznie zmodyfikowane, GMO) może generować wielorakie zagrożenia dla
środowiska, których konsekwencje są trudne lub niemożliwe jeszcze do przewidzenia. Dlatego
decyzje o uwolnieniu do środowiska GMO winny być poprzedzane długimi seriami
multidyscyplinarnych badań prowadzonych przez grupy niezależnych naukowców.
Różnorodność biologiczna Polski, nasze bogactwo przyrodnicze, ma ogromne znaczenie także
dla Europy – jest jedną z największych wartości, które Polska wniosła wstępując do Unii Europejskiej.
Degradacja przyrody w Zachodniej Europie jest bowiem znacznie dalej posunięta wobec dłuższego
historycznie i intensywniejszego gospodarowania zasobami środowiska. Bogactwo przyrodnicze
Polski mierzone na poziomie różnorodności gatunkowej należy do najwyższych w Europie, a na
poziomie ekosystemowym charakteryzuje się szczególnym nagromadzeniem dobrze zachowanych
wielu typów biocenoz naturalnych właściwych dla niżu środkowoeuropejskiego i regionu Karpat.
Wraz z biocenozami przekształconymi pod wpływem człowieka lub utworzonymi w wyniku jego
działalności, tworzą one na większości obszaru kraju ogromnie wartościową mozaikę środowisk i
ekosystemów. Historycznie uwarunkowana rozdrobniona struktura użytkowania gruntów na naszych
6
terenach rolniczych tworzy mozaikowatość krajobrazów warunkującą zachowanie wysokiej
różnorodności biologicznej.
Będąc sygnatariuszem Konwencji o różnorodności biologicznej (z 1992 r., ratyfikowanej
przez Polskę w 1995 r.) oraz innych konwencji i umów międzynarodowych z zakresu ochrony
przyrody, a także stosując się do nakazów prawa polskiego i prawa Unii Europejskiej oraz krajowej i
unijnej strategii ochrony różnorodności biologicznej, Polska jest zobowiązana do ochrony swego
bogactwa przyrodniczego i odpowiedzialna za jego zachowanie.
Proces tworzenia i wdrażania do praktyki roślin modyfikowanych genetycznie to dwa bardzo
różne etapy:
a) etap eksperymentów biotechnologicznych w laboratoriach, wykorzystujący najlepszą wiedzę
redukcjonistyczną (genetyczną i molekularną), oraz
b) etap uwalniania do środowiska, który powinien być aktem uwzględniającym wiedzę holistyczną,
czyli poddanym ocenie ekologicznej i ewolucyjnej oraz z uwzględnieniem zasady przezorności jednej z podstawowych zasad zrównoważonego rozwoju.
Taka kolejność, choć oczywista przy testowaniu nowego leku lub nowego gatunku, w
przypadku upraw GMO bywa nagminnie naruszana. Np. w projekcie Ustawy o GMO z 2009 r. z
grona nauk oceniających możliwy wpływ na środowisko wyłączono akurat ekologię – jedyną naukę
badającą interakcje między organizmami oraz oddziaływania między nimi a ich środowiskiem.
Zagrożenia dla różnorodności biologicznej w rolnictwie i w hodowli
Wstępująca do UE Polska szczyciła się w 2004 r. posiadaniem znacznego agronomicznego
dziedzictwa genetycznego, jakim jest bogactwo lokalnych odmian roślin uprawnych i hodowlanych
ras zwierząt, których zróżnicowanie genetyczne w zachodniej części Europy już przed rokiem 1980
zostało zubożone o połowę.
Znaczenie biologiczne i ekonomiczne wysokiej różnorodności odmian uprawnych i
hodowlanych polega na możliwości przestawiania upraw na odporne odmiany, w razie zaatakowania
odmian najpowszechniejszych przez choroby lub szkodniki. Wytworzone przez 10 tys. lat rolnictwa
lokalne odmiany hodowlane są bogactwem oraz zabezpieczeniem przed stratami plonów nie gorszym,
od zabezpieczenia jakie ma dawać odporność na szkodniki odmian GMO w wyniku obecności
transgenu Bt. Nawet lepszym, gdyż skuteczność transgenu Bt jest tymczasowa i już na sześciu
kontynentach pojawiły się zmutowane owady odporne na wytwarzana z jego pomocą truciznę w
roślinach. Kukurydza GM wkrótce przestanie się bronić przed szkodnikami, ale modyfikację Bt, już
bezużyteczną gospodarczo, zachowa w swym genomie utrzymując zagrożenie dla innych gatunków.
Wiara w skuteczność zabezpieczenia poprzez wprowadzenie transgenu Bt wynika z nieznajomości
podstawowego mechanizmu: „ewolucyjnego wyścigu zbrojeń” między roślinami a szkodnikami i
chorobami.
Charakter zagrożeń dla różnorodności rodzimych odmian i ras w rolnictwie
Uwaga: W opracowaniu tym nie rozróżnia się wpływu samej modyfikacji genetycznej od
łącznego wpływu na środowisko kontrowersyjnych odmian GMO i sprzężonych z nimi biocydów
(np. Roundup).
a) Krzyżowanie się odmian tradycyjnych i zmodyfikowanych - iluzoryczność barier izolujących. Na
nieograniczoną skalę dochodzi do krzyżowania między roślinami transgenicznymi a uprawami
tradycyjnymi tego samego gatunku. Prowadzi to do genetycznego „przepylenia” (gene swamping)
odmian uprawnych przez ich odpowiedniki zmodyfikowane (Haygood et al. 2003; Daniels et al.
2005, Lisowska i Chorąży 2010), czemu nie zapobiegną symboliczne strefy izolujące. W
konsekwencji nastąpi uniformizacja odmian.
7
b) Groźba wyparcia rodzimych odmian hodowlanych. Prof. J. B. Neilands (biochemik z Berkeley
University) stwierdził: „Transgeniczne ziarno może wkrótce pozostać jedynym dostępnym”. Nic
nie powstrzyma zanieczyszczania transgenami upraw tradycyjnych i ekologicznych, stanowiących
podstawę naszego rodzinnego rolnictwa gwarantowanego w Konstytucji. Nie ma bowiem
możliwości stworzenia skutecznych barier, które by je chroniły – tzw. koegzystencja tych upraw z
uprawami GMO nie jest możliwa. Doprowadzi to do eliminacji krajowych odmian na zawsze
(„neokolonializm rolniczy”). Czy dobrowolnie mamy się pozbyć tej jednej ze swych przewag, i to
bez racjonalnej potrzeby?
c) Mikroewolucyjne uodparnianie się szkodników. Na sześciu kontynentach stwierdzono już
pojawienie się (a w Nowej Zelandii próbę zatajenia tego – www.gmwatch.org, 2006) odporności u
owadów na trujące białko wytwarzane przez transgen Bt. Zatem cel tworzenia toksycznych roślin
– odstraszanie lub niszczenie-ich szkodników – może nigdy nie zostać zrealizowany z powodu
„koewolucyjnego wyścigu-zbrojeń”. Ale uboczny jego skutek, raz wprowadzona do środowiska
owa toksyczność, może wyniszczyć w uprawach i w przyrodzie, część gatunków pożytecznych dla
człowieka lub gospodarczo neutralnych, ale istotnych dla funkcjonowania ekosystemów. Zmiany
te będą nieodwracalne.
d) Nieznane skutki długoterminowe zmian w składzie mikrobiocenoz glebowych. Dotąd nikt nie wie,
w jakim stanie znajdują się tysiące gatunków istot żywych tworzących nasze gleby i ekosystemy
polne, tam gdzie wprowadzono zmodyfikowaną kukurydzę wraz z towarzyszącymi herbicydami.
Negatywne zmiany w tych układach są już sygnalizowane z innych krajów (niżej).
Różnorodność biologiczna dzikiej przyrody
Pod naszą szerokością geograficzną bogata naturalna biocenoza może zawierać do 10 tys.
gatunków, a liczbę wszystkich gatunków opisanych na obszarze Polski oceniono na co najmniej 60,1
tysięcy, w tym ok. 35,3 tysięcy to gatunki zwierząt (Andrzejewski, Weigle 2003). Do tego dochodzi
jeszcze wiele gatunków nieopisanych lub u nas niewykrytych, choć zapewne występujących.
W praktyce mierzymy lub oceniamy nie całość zróżnicowania biologicznego (nie ma na to
dobrych wskaźników), lecz samą różnorodność gatunkową, a i to w obrębie tylko lepiej poznanych
grup organizmów, jak rośliny kwiatowe, pewne grupy owadów, czy różnorodność gatunkową
wewnątrz grup kręgowców: ryb, ptaków lub ssaków.
Nie mamy jeszcze dostatecznych danych z terenu, ani uznanych metod wartościowania
różnorodności biologicznej (Tomiałojć 2003). Stąd aby ocenić wartość strat spowodowanych przez
przyszłe uwalnianie GMO, już dziś należałoby zintensyfikować opisywanie i wartościowanie
krajowego „stanu wyjściowego” różnorodności biologicznej. Tymczasem instytuty i zakłady ekologii
oraz taksonomii są w Polsce likwidowane, a nie rozbudowywane. Nie ma już komu podejmować
współpracę w tym zakresie z ekonomistami środowiska. A dzieje się to w czasie, kiedy świat zmierza
ku kryzysowi środowiska („Caring for the Earth” 1991) i zmianie klimatu (IPCC 2007).
Charakter zagrożeń dla różnorodności biologicznej dzikiej przyrody
Dr Mae-Wan Ho i prof. J. Cummins twierdzą że: „Obecne dowody potwierdzają, że
transgeniczne DNA przeskakuje gatunkowo do bakterii, i nawet do roślin i zwierząt. Zwłaszcza
Agrobacterium tumefaciens, bakteria glebowa,... z transgenicznej rośliny może być wehikułem dla
ucieczki genu i może go przekazać do wielu bakterii... Transgeniczny DNA jest tak uformowany, by
przeskakiwał do innych genomów, często z pomocą wirusowych lub bakteryjnych wektorów
plazmidowych...” (Ho, Cummins 2007). W dzikiej przyrodzie poziomy przepływ genów pomiędzy
gatunkami i rodzajami zachodzi częściej niż sądzono. Krzyżowanie takie zdarza się pomiędzy 10–
25% gatunków roślin wyższych i zwierząt, a w niektórych grupach między 60% gatunków (Mallet
1995; Aliabadian, Nijman 2007). Np. częste jest krzyżowanie się w obrębie roślin kapustowatych
Brassicaceae, gdzie wiele z nich jest warzywami hodowanymi dla celów spożywczych. Co oznacza,
że wszczepienie nowej cechy do jednego gatunku rośliny (np. rzepaku) nie jest końcem jej wędrówki,
8
lecz może być jej początkiem prowadzącym do genetycznego zanieczyszczenia gatunków pokrewnych
(uprawnych i dzikich), jak i organizmów glebowych mogących jako wektory przenosić transgen do
gatunków nawet niespokrewnionych. Jest to zjawisko podobne do wprowadzania do środowiska
gatunków obcych o charakterze inwazyjnym (pochodzących z innych regionów biogeograficznych),
ale o wiele trudniejsze do monitorowania i przeciwdziałania.
Zagrożenia dla dzikiej przyrody ze strony GMO i sprzężonych biocydów są więc następujące:
a) Nadmierne nasilenie monokulturyzacji krajobrazu. Obecny polski krajobraz rolniczy jest ostoją
dla licznych kryptogamów (glony, porosty, mszaki i paprotniki), roślin i zwierząt, w tym drobnej
zwierzyny łownej, a które w miejscach silnej monokulturyzacji gwałtownie zanikają (Tischner 1980).
To-jest najszybciej przebiegający proces prowadzący do ubożenia bioróżnorodności w Europie.Rozległe uprawy GMO w miejsce mozaiki wielogatunkowych upraw oraz pól z miedzami i użytkami
ekologicznymi na pewno wywołają drastyczny spadek różnorodności biologicznej. Już przed 200 laty
upraszczaniu struktury krajobrazu przeciwdziałał w Wielkopolsce gen. D. Chłapowski odtwarzając
smugi zadrzewień i zakrzaczeń śródpolnych (od 50 lat na tamtym terenie prowadzi badania Stacja
Badawcza Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN).
b) Zaburzenie stanu żywych części gleby. Już wiemy, że uprawy kontrowersyjnych odmian GMO
zagrażają glebowej faunie, florze i mikroorganizmom, zmieniając różnorodność biologiczną miejsca,
warunki uprawy i żyzność gleb (Koechlin 1999; Lappé, Bailey 1999; Turrini et al. 2008). Toksyna Bt
utrzymuje się długo w glebie (nawet do 200 dni – Lisowska i Chorąży 2010), zwłaszcza
chłodne zimy, co zwiększa jej akumulację do poziomu istotnego wpływu na organizmy glebowe
system gleb (Castaldini et al. 2005, Flores et al. 2005). Być może to wyjałowi gleby na wiele lat.
c) Zaburzenia innych związków mutualistycznych w ekosystemach naturalnych. Dziś rozumiemy
niezbędność w przyrodzie także różnorakiej współpracy (Margulis 2000), obok „walki o byt”,
wiele form mutualizmu i symbiozy, a więc współistnienia osobników i populacji różnych gatunków
wraz ze wzajemnymi korzyściami, opiera się na ścisłym dopasowaniu chemicznym, które może zostać
naruszone przez manipulacje na materiale genetycznym i nietypowe metabolity. Wykazano, że
zmieniony chemizm GMO może wpływać poprzez pyłek lub zjadane tkanki rośliny na współżyjące z
nią gatunki zwierząt bezkręgowych i kręgowych, zmieniając skład zespołów organizmów żywych
(Altieri 1998; Hilbeck et al. 1998; Losey et al. 1999; Rissler, Mellon 1996; etc.).
d) Możliwość stworzenia ekspansywnych „superchwastów”. Transgen Bt bywa przekazywany
nawet gatunkom niespokrewnionym z pomocą wektorów-mikroorganizmów glebowych (Ho,
Cummins 2007). Stwarza to możliwość niezamierzonego uzyskania np. broniącej przed owadami
toksyczności przez rośliny dzikie (Haygood et al. 2003), stające się wtedy: – nie zjadanymi przez ich
wrogów pleniącymi się nieograniczenie „superchwastami”, – roślinami wytruwającymi owady
neutralne lub pożyteczne, np. formy drapieżne. Problem odpornych na herbicydy superchwastów jest
już poważny dla ekonomii w obu Amerykach.
e) Zagrożenia dla dzikich zwierząt, w tym owadów zapylających rośliny. Rośliny z genem Bt
wytwarzają białka, które w alkalicznym środowisku przewodu pokarmowego wielu owadów są
truciznami niszczącymi także formy pożyteczne dla roślin oraz ważne dla ekosystemu. Zmieniony
chemizm GMO może wpływać poprzez zjadany pyłek lub tkanki rośliny na współżyjące z nią
zwierzęta bezkręgowe i kręgowe (Rissler, Mellon 1996; Altieri 1998; Hilbeck et al. 1998; Losey et al.
1999; itd.).
f) Zagrożenia dla organizmów wodnych. Badania na czterech uniwersytetach amerykańskich
wykazały (Rosi-Marshall et al. 2007), że kukurydza Bt może zmieniać ekosystemy wodne. Spłukane
do cieków i zbiorników wodnych części roślin (detrytus) i pyłki zawierające toksyny Bt są
niebezpieczne dla owadów bytujących w zbiornikach wodnych, np. chruścików, które są z kolei
pożywieniem ryb i innych zwierząt, nawet tych żyjących w dużej odległości od upraw GMO.
g) Zagrożenia spowodowane utrzymaniem chemicznej kontaminacji gleb i roślin biocydami. Choć
początkowo sądzono, że uprawy GMO zmniejszą zapotrzebowanie na chemię, to w istocie je
zwiększają (w przeciwieństwie do rolnictwa ekologicznego). Powszechne ubożenie flory i fauny
9
obszarów intensywnie uprawianych w Europie Zachodniej jest w największym stopniu skutkiem
chemizacji rolnictwa.
h) Zagrożenia dla całych dzikich ekosystemów. Raz uwolnionego do środowiska GMO nie da się
powstrzymać, a nierzadki poziomy transfer sprawia, że przenikanie transgenów do roślin i innych
organizmów w dzikiej przyrodzie jest kwestią czasu. Nie ma sposobu na zabezpieczenie „czystości
genetycznej” gatunków dzikorosnących, jeśli są spokrewnione z gatunkami zmodyfikowanymi.
Tkanki zmodyfikowanych roślin dzikich będąc zjadane przez różne bezkręgowce mogą powodować
zmiany w składzie całych zespołów zwierzęcych w wyniku skomplikowanych łańcuchów
pokarmowych. W tym świetle szczególnie groźne są amerykańskie i polskie (na SGGW)
eksperymenty nad tworzeniem genetycznie zmodyfikowanych odmian wiatropylnych drzew (topoli,
osiki, świerka). Zagraża to skażeniem transgenami całych biomów leśnych planety i być może
powstaniem „GM lasów” pozbawionych setek tysięcy dzisiaj tam żyjących gatunków symbiotycznych
(Chorąży 2007). To byłaby istna masakra bioróżnorodności.
Podkreślamy, że wyżej omówione zagrożenia dotyczą zarówno przyrody na obszarach
wykorzystywanych gospodarczo, jak i na terenach tworzonego od kilkudziesięciu lat systemu ochrony
przyrody.
Uwaga. W tekście tym odniesiono się głównie do zagrożeń związanych z uprawą roślin
modyfikowanych genetycznie. Opisane zagrożenia dla różnorodności biologicznej dzikiej przyrody
oraz rodzimych odmian i ras w rolnictwie wiążą się jednak również z importem ziarna na pasze, gdyż
ich przewożenie i wykorzystywanie powoduje wiele sytuacji, w których ziarno to, a wraz z nim
transgeny, przedostają się do środowiska – bezpośrednio lub z odchodami zwierząt. Bardzo ważne jest
więc by szybko ograniczyć ten import, a wspierać rodzimą produkcję pasz wysokobiałkowych
wolnych od GMO.
Pytania podsumowujące
Czy wszystkie te możliwe formy ryzyka są warte podjęcia tylko dlatego, że w mającej
nadprodukcję żywności Polsce garstka ludzi chce jeszcze więcej zarobić, nawet kosztem zaburzeń w
środowisku przyrodniczym i zepchnięcia wielu drobnych rolników ku bankructwu i bezrobociu; o
wysokich zapewne kosztach zdrowotnych nie wspominając? Koszty strat będzie ponosić całe
społeczeństwo i nawet następne pokolenia, którym zostawimy zaburzone środowisko.
Szacuje się, że w kraju mamy ok. 3 000 ha upraw kukurydzy GM na „poletkach
doświadczalnych” (Monsanto Europe, 2011), plus jakąś ilość w nierejestrowanych uprawach
(niektórzy rolnicy poza kontrolą przywożą ziarno siewne z zagranicy). Mimo niedostateczności
wiedzy o skutkach ubocznych, dotąd nie powołano multidyscyplinarnego zespołu dla bezstronnych,
kilkuletnich (skutki ekologiczne nie ujawniają się od razu) badań gleboznawczych, ekologicznych i
rolniczych, które pozwoliłyby na kompleksową ocenę wszelkiego rodzaju zagrożeń, jakie niesie
GMO. Natomiast już pozwala się na ten swoisty i bardzo niebezpieczny „eksperyment”. Dlaczegoiii?
iii
Bibliografia
(prof. em. dr hab. Ludwik Tomiałojć, prof. dr hab. Zbigniew Mirek)
Andrzejewski R., Weigle A. (red.) 2003. Różnorodność biologiczna Polski. Narodowa Fundacja
Ochrony Środowiska, Warszawa, s. 284.
Chorąży M. 2007. (mscr.) Zagrożenia roślinami transgenicznymi. Dział Dokumentacji i Kancelarii
Senatu, Warszawa, ss. 1-6.
Lisowska K., Chorąży M. 2010. Genetycznie zmodyfikowane uprawy i żywność – przegląd
zagrożeń. Nauka 4:127-136.
Lisowska K., Chorąży M. 2011. Dlaczego mówimy nie dla GMO w polskim rolnictwie. Nauka
4/2011: 175-180.
10

Mirek Z. (przewodniczący) 2008. Stanowisko Komitetu Ochrony Przyrody PAN w sprawie
uprawiania w Polsce roślin genetycznie zmodyfikowanych (GM). Kraków, 28.01.2008. Monsanto
Europe, 2011.
Annual monitoring report on the cultivation of MON 810 in 2010: Czech Republic, Poland,
Portugal, Romania, Slovakia and Spain. Brussels. Tomiałojć L. 2003. Różnorodność biologiczna,
jej wartość i stopień zagrożenia. W cyklu: Biologia dla ekonomii. Wrocławski Biul. Gospodarczy
30: 19-36.
Tomiałojć L. 2010. Możliwe negatywne skutki ekologiczne upraw i pasz z niektórych roślin GM.
Chrońmy Przyr. Ojczystą 5: 328-340.
Tomiałojć L. 2011. Uprawy i pasze z kontrowersyjnych odmian GMO w Polsce: możliwe skutki
ekologiczne i gospodarczo-społeczne. Biul. Komitetu Ochrony Przyrody PAN 2 (2011): 87-104.
dr Stanisław Jaromi, OFMConv
Wartość różnorodności biologicznej w kontekście zagrożenia uprawą
organizmów modyfikowanych genetycznie (s. 30-32)
Niedawny Międzynarodowy Rok Różnorodności Biologicznej mocno pokazał liczne
argumenty za tezą, że bioróżnorodność jest wartością i to wartością dla całej naszej cywilizacji. Raz
jeszcze uzmysłowiliśmy sobie, jak długie, bogate i pasjonujące są dzieje rozumienia przyrody,
odkrywania jej rytmów i logiki oraz wpisywania ich w wielką historię świata. Obecnie oblicza się, że
na Ziemi żyje 8,7 miliona gatunków, z czego 6,5 mln to gatunki lądowe. Okazuje się też, że na
odkrycie, opisanie i skatalogowanie czeka wciąż 86% wszystkich gatunków lądowych i 91%
morskich. Istnieje poważna obawa, że znaczna ich część zniknie na zawsze, zanim zdołamy je odkryć,
policzyć, poznać, zachwycić się nimi. Dzieje się tak z wielu powodów, m.in. poprzez utratę
naturalnych środowisk (różnoraka działalność człowieka na czele z wycinaniem lasów strefy
umiarkowanej, a zwłaszcza tropikalnej oraz ich fragmentaryzacją), zanieczyszczenia środowiska,
inwazję obcych gatunków, bezpośredniej eksploatacji i monokulturowych upraw na dużą skalę.
Jakie zatem mogą być skutki przyspieszonego tempa znikania gatunków z przeobrażonego
przez człowieka oblicza Ziemi? To złożony problem, który można rozpatrywać, co najmniej z kilku
punktów widzenia: ekologicznego, ekonomicznego, etycznego i estetycznego. Nie wiemy i
prawdopodobnie nigdy na pewno wiedzieć nie będziemy, ile gatunków musi istnieć, aby życie na
Ziemi w obecnej formie mogło przetrwać. Jednakże nie brak poglądów alarmujących, które wśród
konsekwencji zubożenia środowiska wymieniają zmiany klimatu oraz spadek wydajności pokarmowej
i tlenotwórczej. Bardziej jednoznaczne są natomiast:
a) względy ekonomiczne uświadamiające nam, że zawsze byliśmy i będziemy zależni od przyrody
pod względem produkcji żywności oraz w znacznym stopniu w zakresie produkcji leków i odzieży,
zaopatrzenia w opał itp.
b) względy etyczne nakazujące uznać, że każde pokolenie ludzkie otrzymuje od przodków Ziemię w
dzierżawę i jest moralnie zobowiązane oddać ją przyszłym pokoleniom w nie gorszym stanie;
c) względy estetyczne wynikające z psychicznej potrzeby człowieka obcowania z piękną i bogatą
przyrodą.
Te wszystkie niezliczone formy, jakie w indywidualnym istnieniu przybrała żywa materia nie
stanowią zbiorowiska przypadkowych elementów, lecz tworzą pewne zwarte systemy
charakteryzujące się przepływem energii, krążeniem materii oraz wymianą informacji. To wszystko
11
pozwala stwierdzić, że życie w aspekcie ekologicznym ukazuje nam nową jakość. Świat przyrody (a
więc organizmy, gatunki i ich populacje) jest wspaniale zorganizowany, tworzy kompleksowy system
o ogromnej różnorodności.
Różnorodność biologiczna, bioróżnorodność to terminy, które w powszechnym obiegu
pojawiły się stosunkowo niedawno i stają się jednymi z centralnych w ekologii; mocno akcentują jako
wartość rozmaitość wszelkich form życia na Ziemi. Należy ją rozpatrywać na różnych poziomach
organizacji przyrody, w tym przede wszystkim:
a) różnorodność genetyczną, a więc rozmaitość genów obecnych w pulach genowych populacji tych
różnych gatunków;
b) różnorodność gatunkową tj. rozmaitość wszystkich roślin, zwierząt i mikroorganizmów
występujących na kuli ziemskiej;
c) różnorodność ekosystemów, czyli rozmaitość środowisk, biocenoz i krajobrazów.
Warto też dodać, iż owa rozmaitość organizmów w środowisku czyli bioróżnorodność nie jest
prostym katalogiem różnych form życia, ale nową jakością decydującą o porządku w przyrodzie i
wpływającą na przestrzenną i czasową ekspansję życia. Ma więc cechy wspólnoty tworzącej najlepsze
środowisko życia i wzrastania dla człowieka.
Dobry stan środowiska naturalnego jest podstawowym warunkiem rozwoju ludzkości.
Różnorodność biologiczna ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa zasobów żywności i wody
oraz ochrony przed katastrofami ekologicznymi. Jej utrata zwykle oznacza utratę zasobów ryb i lasów,
spadek produkcji rolnej, żyzności gleby i ograniczenie zasobów wody pitnej.
Można zatem zaryzykować twierdzenie, iż od różnorodności biologicznej zależy jakość życia
człowieka. A ignorowanie tych prawd, niechęć do respektowania całości praw przyrody prowadzi do
degradacji i śmierci. Niestety, dopiero sytuacja kryzysu ekologicznego i jego następstwa w postaci
chorób i przedwczesnych zgonów uświadomiły nam złożoność sytuacji. Instrumentalne i
koniunkturalne podejście do przyrody spowodowało zerwanie harmonii w świecie i zatracenie sieci
powiązań; w tym przede wszystkim zgubienie postrzegania Ziemi, jako Bożego daru i matki
karmicielki. Pole uprawne jest czymś więcej niż jedynie kawałkiem ziemi o takim a takim dochodzie;
las czy jezioro to nie tylko teren rekreacyjny...
Takie pełniejsze postrzeganie świata przyrody niesie w sobie szereg ważnych postulatów
etycznych i filozoficznych. Obraz przyrody, w którym jest miejsce na dostrzeżenie jej wartości
owocuje nową odpowiedzialnością i solidarnością, owocuje próbą odbudowania aksjologii w naszej
relacji do przyrody.
Przykłady owej nowej odpowiedzialności widzimy w obecnej debacie nt. GMO. Jej efektem
jest, że dziewięć z 27 krajów członkowskich UE zabroniło uprawy roślin modyfikowanych
genetycznie, a rośliny te były uprawiane tylko w siedmiu z 27 krajów. Niemcy zakazały upraw
kukurydzy GMO, ponieważ „nie zbadane są konsekwencje długofalowego spożywania GMO przez
ludzi”. Austria - ponieważ „nie da się zachować różnorodności biologicznej, jeśli wprowadzi się do
przyrody rośliny GMO”. Francja - gdyż „rośliny GMO krzyżują się zanieczyszczając ekologiczne
uprawy”. Włochy - ponieważ „proces uwolnienia organizmów GMO do przyrody jest nieodwracalny”.
Okazuje się zatem, że debata trwa i różnice zdań są znaczące. Sami naukowcy nie są zgodni w
wielu kwestiach związanych z technikami GMO, ich bezpieczeństwem zdrowotnym, ekologicznym i
gospodarczym. Potrzebna jest zatem odwaga myślenia i zgoda na argumenty filozoficzne i etyczne.
Przyglądając się zatem z takiego punktu widzenia owej debacie nasuwają się następujące kwestie.
Nauka i praktyka mówi, że najlepszą metodą ochrony zasobów genowych roślin użytkowych
jest ich zachowanie in situ w środowisku naturalnym, zatem w jaki sposób owe technologie hodowli
zwierząt czy uprawy roślin mogą istnieć obok żywej przyrody? Czy nie jest tak, że trwale naruszają
one naturalne zależności między organizmami, ów niezwykle delikatny system życia, że następuje
nieodwracalne biologiczne skażenie życia?
12
Rozległe spectrum nauk współczesnych odkrywa przed nami wielkie bogactwo i
zróżnicowanie żywego świata, dlaczego zatem próbuje się sprowadzić fenomen życia jedynie do
wyników ilościowych?
Obserwując choćby konsekwencje tzw. Terminator Technology, gdzie nasiona roślin
zawierają zmodyfikowany gen uniemożliwiający ich kiełkowanie, pojawia się pytanie, czemu to
służy? Skąd bierze się postawa traktująca istoty żywe jako automaty, którymi można dowolnie
manipulować, a ich geny jako oprogramowanie, którym można się bawić bez konsekwencji?
Etyk musi pytać również o konteksty społeczne projektu i widzi, że akcent kładzie się raczej
na technologię i prawa patentowe, pomijając tradycje rolnicze, lokalną kulturę upraw, współpracę
między gospodarzami i ignorując ich odpowiedzialność i miłość do Ziemi. Czy tworząc rolnictwo bez
rolnika nie skazujemy milionów mieszkańców wsi na nędzę i wykluczenie społeczne?
Wreszcie widząc liczne lęki i obawy typu, że odbywa się na nas, ludziach gigantyczny
eksperyment, testujący naszą odporność na żywność zmodyfikowaną genetyczne, zastanawiam się,
dlaczego brak poważnej debaty społecznej czy projektów edukacyjnych w tym temacie.
Tematyka Międzynarodowego Roku Różnorodności Biologicznej była w następnym roku
kontynuowana przez Międzynarodowy Rok Lasów akcentując wartość naturalnych, dzikich
ekosystemów. Może pora, aby kolejny rok poświęcono rolnictwu, bezpieczeństwu żywieniowemu i
kulturze agrarnej…
mgr inż. Dorota Metera,
Członek Zarządu Grupy Europejskiej w Międzynarodowej Federacji
Rolnictwa Ekologicznego
Koegzystencja czy współistnienie upraw roślin modyfikowanych
genetycznie i upraw tradycyjnych i ekologicznych?
Koszty i efektywność na przykładach wybranych krajów (s. 37-43)
Rozwijające się powoli od lat osiemdziesiątych uprawy roślin genetycznie modyfikowanych,
które stanowią zagrożenie dla czystości upraw tradycyjnych i ekologicznych zapoczątkowały dyskusję
na temat koegzystencji czyli współistnienia tych upraw. W dyskusji tej chodzi o to, czy możliwa jest
koegzystencja różnych systemów upraw bez powodowania zanieczyszczenia upraw ekologicznych i
tradycyjnych oraz czy są możliwości takiego ich rozgraniczenia, by mieć pewność, że
zanieczyszczenia z powodu GMO nie przedostaną się na pola z uprawami ekologicznymi i
tradycyjnymi oraz do całego łańcucha produkcyjnego. O koegzystencji i współistnieniu trzeba
bowiem dyskutować w aspekcie współistnienia na rynku produktów rolnych wolnych od GMO i tych
z GMO – a więc w procesie ich magazynowania, przetwarzania, transportowania i przechowywania w
miejscach sprzedaży.
Komunikat Komisji dla Rady i Parlamentu Europejskiego - Sprawozdanie w sprawie
wdrożenia krajowych środków w zakresie współistnienia upraw genetycznie modyfikowanych oraz
upraw tradycyjnych i ekologicznych definiuje koegzystencję następująco: „Współistnienie upraw
13
polega na zapewnieniu rolnikom praktycznej możliwości wyboru pomiędzy hodowlą upraw
tradycyjnych i ekologicznych oraz upraw genetycznie zmodyfikowanych (GMO).”4
Niestety zarówno rolnicy tradycyjni i ekologiczni w wielu krajach świata, ale także właściwe
urzędy mogą stwierdzić w oparciu o udowodnione przypadki zanieczyszczeń żywności i produktów
rolnych przez GMO, że ani rolnicy, ani konsumenci nie mają już wyboru, jeśli wprowadza się uprawę
roślin genetycznie modyfikowanych.
Uprawy roślin zmodyfikowanych w Polsce
O wiarygodności informacji przywołanego wyżej „Komunikatu” może świadczyć, oprócz
błędów merytorycznych w tłumaczeniu na język polski (np. użycie słowa „hodowli” zamiast
„uprawy”), chociażby poniższy akapit: „Wszystkie państwa członkowskie utworzyły krajowy rejestr
upraw genetycznie zmodyfikowanych, który jest publicznie dostępny, przy czym istnieją różnice w
poziomie szczegółowości dostępnych informacji na temat hodowli upraw genetycznie
zmodyfikowanych.” Wbrew temu stwierdzeniu Polsce dotychczas nie istnieje żaden rejestr upraw
genetycznie zmodyfikowanych, co nie oznacza niestety, że takich upraw w Polsce nie ma.
Natomiast w doniesieniach Niezależnej Agencji Prasowej (w rzeczywistości jest to agencja
reklamowa i firma lobbingowa) i EuropaBio (The European Association for Bioindustries) przewijają
się informacje zaczerpnięte z raportów Monsanto, że w Polsce w 2008 r.5, 2009 r.6 i 2010 r.7
uprawiano 3000 ha roślin modyfikowanych genetycznie. Raporty firmy Monsanto Europe S.A. są
z pewnością przesyłane do wiadomości Komisji Europejskiej, są także publicznie dostępne na
stronach internetowych, jednak - o ile wiadomo - nie wywołują na razie żadnej reakcji ze strony
Komisji, co jednak może się zmienić. Także Ministerstwo Środowiska poinformowało w 2010 r., że
„W związku z brakiem uregulowań prawnych dotyczących upraw resort środowiska oraz resort
rolnictwa nie dysponują oficjalnymi danymi na temat całkowitej powierzchni upraw kukurydzy MON
810 w Polsce. Informacje na temat uprawy tej rośliny pochodzą od producentów i nie są danymi
wiarygodnymi, które można potwierdzić.”8
Podsumowując: ponieważ w naszym kraju dotychczas nie jest dostępny do publicznej
wiadomości rejestr upraw genetycznie zmodyfikowanych, polscy rolnicy tradycyjni i ekologiczni
pozbawieni są nawet informacji o lokalizacji uprawach roślin genetycznie modyfikowanych, nie
mówiąc o braku możliwości monitorowania zanieczyszczeń czy zapobiegania zanieczyszczeniom.
Tymczasem opierając się na wypowiedzi Daciana Cioloșa, Komisarza do spraw Rolnictwa i Rozwoju
Obszarów Wiejskich „Zgodnie z art. 26a dyrektywy 2001/18/WE(1) odpowiedzialność za środki
prawne mające na celu zapobieżenie niezamierzonemu współwystępowaniu GMO spoczywa na
państwach członkowskich.”9 Warunki te nie są przez Polskę spełnione.
4
KOMUNIKAT KOMISJI DLA RADY I PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO, Sprawozdanie w sprawie wdrożenia
krajowych środków w zakresie współistnienia upraw genetycznie modyfikowanych oraz upraw tradycyjnych i
ekologicznych, KOM(2006) 104,
Bruksela, dnia 9.3.2006
5
Annual monitoring report on the cultivation of MON 810 in 2008 Czech Republic, Poland, Portugal, Romania,
Slovakia, and Spain, MONSANTO EUROPE S.A., July 2009,
6
Annual monitoring report on the cultivation of MON 810 in 2009 Czech Republic, Poland, Portugal, Romania,
Slovakia, and Spain, MONSANTO EUROPE S.A., August 2010,
7
Annual monitoring report on the cultivation of MON 810 in 2010 Czech Republic, Poland, Portugal, Romania,
Slovakia, and Spain, MONSANTO EUROPE S.A., July 2011,
8
Pismo pani Agnieszki Dalbiak, Dyrektora Departamentu Ochrony Przyrody w Ministerstwie Środowiska, znak:
DOPgmo-076-8/22573/10/MG z dnia 11 maja 2010 r.
9
Odpowiedź udzielona przez komisarza Daciana Cioloșa w imieniu Komisji, E-2244/2010, 25 maja 2010 r. na
pytanie pisemne skierowane w dniu 9 kwietnia 2010 r. przez Janusza Wojciechowskiego (ECR) do Komisji
Europejskiej w przedmiocie: Uprawy roślin genetycznie zmodyfikowanych (GMO) zakładanych bez
powiadomienia odnośnych władz krajowych: „Czy zdaniem Komisji w świetle obowiązujących przepisów
wspólnotowych dopuszczalne jest zakładanie upraw genetycznie zmodyfikowanych kukurydzy MON 810 bez
jakiejkolwiek procedury administracyjnej oraz bez powiadomienia o tym odpowiednich władz krajowych, a także
bez powiadomienia właścicieli gruntów sąsiadujących z takimi plantacjami? Czy jest dopuszczalne, aby w kraju
14
Zanieczyszczenia domieszką GMO w doświadczeniach różnych krajów
Wyżej wspomniany „Komunikat” przywołuje „chlubny wyjątek Hiszpanii”, jako kraju o
największej powierzchni upraw roślin modyfikowanych genetycznie. Tymczasem od 1998 r., kiedy
rozpoczęto w Hiszpanii uprawę transgenicznych odmian kukurydzy, stwierdza się coraz liczniejsze
przypadki zanieczyszczenia pól kukurydzy w uprawach tradycyjnych i ekologicznych. W latach 20032007 aż w 16 gospodarstwach ekologicznych stwierdzono zanieczyszczenia kukurydzy przez pyłek
kukurydzy GMO na poziomie od 0,03 do 12,6%. We wszystkich przypadkach jednostki certyfikujące
cofnęły certyfikaty producentom, wskutek czego stracili oni możliwość sprzedania kukurydzy jako
ekologicznej, która ma wyższą cenę10. Podobne przypadki zanieczyszczenia ekologicznego rzepaku
stwierdzono w Kanadzie, soi – w Japonii, Korei oraz papai na Hawajach, wskutek czego producenci
stracili tradycyjny rynek zbytu w Japonii i Unii Europejskiej. We wrześniu 2010 r. w Szwecji na
polach transgenicznej odmiany ziemniaków „Amflora” znaleziono rośliny niezatwierdzonej odmiany
transgenicznej „Amadea”, jak ustalono - z powodu „błędu ludzkiego” popełnionego przez
pracowników firmy Plant Science Sweden, szwedzkiej spółki-córki koncernu chemicznego BASF11.
Szwedzkie urzędy zażądały usunięcia roślin odmiany „Amadea”, zezwalając na dalszą uprawę
odmiany „Amflora”, mimo stwierdzonego zanieczyszczenia i nakazały BASF podobne postępowanie
w uprawach w Niemczech i Republice Czeskiej. Wysokie koszty nadzorowania upraw i brak
społecznej akceptacji upraw roślin transgenicznych w Unii Europejskiej skłoniły BASF do podjęcia
decyzji o wycofaniu się z dalszych planów uprawy genetycznie modyfikowanych ziemniaków w UE.
W internetowym rejestrze zanieczyszczeń produktów rolnych i żywności przez GMO (GM
Contamination Register)12 tylko w 2011 r. opisano 23 przypadki zanieczyszczenia produktów
rolnych i żywności przez GMO, w tym również formami niedopuszczonymi do obrotu w UE. W
Polsce, w kwietniu 2011 r. zanotowano obecność w makaronie ryżowym niezatwierdzonej formy ryżu
LL601; przypadek zgłoszony przez polskie władze do The Rapid Alert System for Food and Feed
(RASFF). W 2009 r. w Szwecji stwierdzono partię kukurydzy z Polski zanieczyszczoną GMO na
poziomie 3,9% kukurydzy MON 810 i nieoznakowaną jako GMO, choć przepisy mówią o obowiązku
takiego znakowania, jeśli produkt zawiera powyżej 0,9% GMO13. Szwedzcy producenci poszukujący
paszy wolnej od GMO dla bydła mlecznego do produkcji mleka od zwierząt żywionych paszą wolną
od GMO, zapewne nigdy już nie uwierzą w słynną jakość tradycyjnych i zdrowych polskich
produktów rolnych.14
Mało znany jest przypadek polskiej firmy produkującej przez kilka lat certyfikowane pasze
ekologiczne, która z powodu technicznie nieuniknionego zanieczyszczenia surowców ekologicznych
przez przetwarzane na tej samej linii produkcyjnej surowce genetycznie modyfikowane, mimo
czyszczenia urządzeń, nie była w stanie zapobiec zanieczyszczeniu pasz ekologicznych przez GMO.
Po wielu próbach zapobiegania zanieczyszczeniu i poniesieniu wysokich kosztów na analizy GMO,
firma ta w 2010 r. zaprzestała produkcji pasz ekologicznych, a polscy producenci jaj ekologicznych
zmuszeni są sprowadzać znacznie droższe ekologiczne pasze z Niemiec i Holandii.
Miód zanieczyszczony GMO nie może być sprzedawany bez zezwolenia
członkowskim znajdowały się uprawy roślin genetycznie zmodyfikowanych, nieobjęte rejestracją i kontrolą
odnośnych władz państwa członkowskiego?”
10
Hewlett K.L. The Economic Impacts of GM Contamination Incidents on the Organic Sector, 16th IFOAM
Organic World Congress, Modena, Italy, June 16-20, 2008,
11
Cause of starch potato comingling identified, BASF Plant Science, News release, September 24, 2010,
12
GM Contamination Register, http://gmcontaminationregister.org,
13
Sweden’s Lantmännen embarassed by 3,9% GMO content in maize for dairy cows, Trace Consult, 20 July
2009, www.traceconsult.com/index.php?option=com_content&view=article&id=125:swedens-lantmaennenembarrassed-by-39--gmo-content-in-maize-for-dairy-cows&catid=47:newsticker&Itemid=50&lang=en
14
http://www.traceconsult.com/index.php?option=com_content&view=article&id=125:swedens-lantmaennenembarrassed-by-39--gmo-content-in-maize-for-dairy-cows&catid=47:newsticker&Itemid=50&lang=en
15
Kolejną „ofiarą” uprawy genetycznie modyfikowanej kukurydzy padł miód - produkt
kojarzony przez konsumentów jako „naturalny” i pro-zdrowotny. We wrześniu 2011 r. Trybunał
Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że miód oraz uzupełniające pszczelarskie preparaty
odżywcze, zanieczyszczone pyłkiem z sąsiadujących upraw kukurydzy GMO, nie mogą być
sprzedawane bez zezwolenia15. Orzeczenie dotyczyło sporu między niemieckim pszczelarzem Hansem Bablokiem, a krajem związkowym Bawarii Freistaat Bayern, który jest właścicielem
gruntów, na których w celach badawczych była uprawiana kukurydza MON 810, a która to była
powodem zanieczyszczenia miodu w pasiece Hansa Babloka.
Wysiłek przestrzegania zasad koegzystencji zawodzi
Nawet w krajach, które słyną z przestrzegania prawa, ani rolnicy ani konsumenci nie mają
pełnej pewności co do zachowania czystości odmianowej. Zanieczyszczenia stale się pojawiają, mimo
wyznaczania stref buforowych, np. w Niemczech (przed wprowadzeniem zakazu uprawy kukurydzy
MON810 w 2009 r.) obowiązywały odległości - 150 m od upraw tradycyjnych, 300 m - od upraw
ekologicznej kukurydzy, od obszarów chronionych - 1000 km, we Flandrii - 200 m, w Walonii - 800
m16. Mimo tych zabezpieczeń, corocznie powtarzają się incydenty konieczności niszczenia przez
urzędy państwowe nielegalnych upraw kukurydzy GMO jak w lipcu 2011 r. na Węgrzech17.
Niemożliwość zapewnienia skutecznej koegzystencji: średnia wielkość działki rolnej - 1,7 ha, wysoki
udział gospodarstw ekologicznych – ok. 15 % całkowitej liczby gospodarstw, a także oczekiwania
konsumentów co do żywności wolnej od GMO, przyczyniły się do decyzji rządu Austrii, wspartej
dowodami naukowymi, by zabronić upraw roślin modyfikowanych genetycznie18.
Trudno przewidzieć jakie będą dalsze skutki upraw roślin modyfikowanych genetycznie,
zwłaszcza w przypadku braku monitorowania i kontroli, jak ma to miejsce w naszym kraju. Należy
jednak spodziewać się problemów z eksportem i strat finansowych u producentów i eksporterów.
Trzeba także wziąć pod uwagę biologiczne cechy roślin i ich zachowanie się w środowisku, na co
zwraca uwagę Europejski Komitet Społeczno-Ekonomiczny w swojej opinii z 2005 r.: „Obecny stan
wiedzy dotyczący krzyżowania się, rozmnażania i możliwości przetrwania roślin zmodyfikowanych
genetycznie nie pozwala na żadne wiarygodne przewidywania dotyczące możliwości koegzystencji.”19
O wiele trudniejsze i bardziej kosztowne jest zapewnienie „współistnienia” produktów rolnych
modyfikowanych genetycznie w łańcuchu produkcyjnym od zbioru produktów rolnych z pól, przez
transport, magazynowanie i przetwarzanie. Praktyczne wnioski można było już wyciągnąć z historii
wycofywania z rynku USA - ze względu na możliwe działanie alergizujące - przez organ ds. ochrony
środowiska (EPA) w 2000 r. genetycznie zmodyfikowanej odmiany kukurydzy „Starlink”. Proces
wycofywania zanieczyszczonego materiału siewnego kosztował prawie miliard dolarów, a skutków
zanieczyszczenia nie udało się jednak w pełni wyeliminować aż do dnia dzisiejszego. W Stanach
Zjednoczonych w 2003 r. jeszcze w ponad 1% badanych próbek stwierdzono ślady kukurydzy
„Starlink”20.
Utrzymanie czystości materiału siewnego
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Komunikat prasowy nr 79/11, Wyrok w sprawie C-442/09 Karl
Heinz Bablok i in./Freistaat Bayern, Luksemburg, 6 września 2011 r.
16
www.biosicherheit.de/koexistenz/449.europaeischer-flickenteppich.html
17
www.budapesttimes.hu/index.php?option=com_content&task=view&id=19839&Itemid=221
18
Assessing Socio-Economic Impact of GMOs, Issues to Concider for Policy Development, Final report,
Bundesministerium für Gesundheit, Oktober 2010,
19
Opinia Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego w sprawie koegzystencji upraw
zmodyfikowanych genetycznie z uprawami tradycyjnymi i ekologicznymi (2005/C 157/29), Dziennik Urzędowy
Unii Europejskiej, C 157/155 z 28.6.2005
20
Opinia Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego w sprawie koegzystencji upraw
zmodyfikowanych genetycznie z uprawami tradycyjnymi i ekologicznymi (2005/C 157/29), Dziennik Urzędowy
Unii Europejskiej, C 157/155 z 28.6.2005
15
16
Najtrudniejszym ogniwem w łańcuchu produkcji żywności jest produkcja materiału
siewnego i nasadzeniowego. O ile znakowanie żywności i pasz zawierających GMO lub
wyprodukowanych z GMO jest w UE uregulowane prawnie, to nie obejmuje ono materiału
siewnego i nasadzeniowego, który jest przecież kluczowy w łańcuchu produkcji żywności,
gdyż reprodukcja materiału siewnego następuje w stosunku 1:40 do 1:1000 razy, w zależności
od gatunku. W UE sprawa wprowadzenia oznaczeń progów dla przypadkowej obecności
genetycznie modyfikowanych organizmów w nasionach tradycyjnych i ekologicznych jest
przedmiotem dyskusji od kilku lat. Tymczasem zwlekanie z uregulowaniem tego zakresu
może przynieść fatalne skutki, gdyż zanieczyszczenie materiału siewnego może mieć
charakter samonapędzający, o dużym wpływie na rynki produktów rolnych, co więcej – może
stanowić to problem, nawet gdy genetycznie zmodyfikowane odmiany zostaną już
wyrejestrowane. Dowodem na to może być przypadek lnu „CDC Triffid”, który decyzją Flax
Council of Kanada (Kanadyjska Rada ds. Lnu) miał być zniszczony w 2001 r., jednak len
zanieczyszczony nasionami lnu odmiany „Triffid” był znajdowany na nawet jeszcze w 2009 r.
w 28 krajach świata, m.in. w Polsce, Chorwacji, Islandii, Południowej Korei, Tajlandii i na
Mauritiusie21. Kanadyjskie media szacowały koszty zanieczyszczenia lnu odmianą „Triffid” na ogólną
sumę ponad 300 milionów dolarów kanadyjskich rocznie22. Inne przypadku zanieczyszczenia nasion
niezatwierdzonymi odmianami GMO w USA dotyczyły kukurydzy (przez „StarLink” w 2000 r.,
„Prodigene” w 2002 r., „Syngenta Bt10” w 2004 r., ryżu „Liberty Link 601” i „Liberty Link 604” w
2006 r. oraz kukurydzy „Event 32” w 2008 r.) oraz setki przypadków w nasionach pochodzących z
krajów Unii Europejskiej, co wykazały badania British Government’s Central Science Laboratory23.
Na podstawie analiz ekonomicznych i technicznych wydaje się celowe wprowadzenie niskich
(„zerowych”) progów dla przypadkowej obecności w materiale siewnym domieszki nasion odmian
dopuszczonych do obrotu nasion. „Zerowy” próg powinien być zdefiniowany jako próg poniżej 0,1%,
na wzór z austriackiego rozporządzenia w sprawie zanieczyszczenia materiału siewnego organizmami
zmodyfikowanymi genetycznie oraz znakowania odmian GMO i materiału siewnego odmian GMO
(Saatgut-Gentechnik Verordnung, 2001).
Ze względu na fakt, że powierzchnia upraw nasiennych stanowi zaledwie mały ułamek
całkowitej powierzchni gruntów rolnych można przyjąć, że łączne koszty segregacji dla całego
łańcucha produkcji żywności mogłyby być najmniejsze, gdyby najsurowsze środki były stosowane w
produkcji nasion materiału siewnego, gdzie działania te byłyby stosunkowo tanie. Można stwierdzić,
że nie ma przeszkód dla zastosowania w Europie omówionych środków ochrony czystości nasion
kukurydzy. Znacznie trudniejszy problem pojawia się w odniesieniu do gatunków roślin, takich jak
rzepak, które są zdolne do krzyżowania i krzyżowania wstecznego na duże odległości i wykazują
długi okres spoczynku nasion przy zachowaniu zdolności kiełkowania.
Koszty koegzystencji
Obecny margines bezpieczeństwa 0,9% dla oznakowania możliwego przypadkowego lub
technicznie nieuniknionego występowania składników GM w paszy i żywności wymaga znacznych
nakładów inwestycyjnych i wysokich rocznych kosztów przy produkcji żywności w Europie.
Całkowite koszty koegzystencji dla przeciętnego przedsiębiorstwa zajmującego się przetwórstwem
żywności lub pasz w UE szacuje się na sumy od około 50.000 euro do 770.000 euro rocznie24. Na
koszty te składają się m.in.:
działania mające na celu zapobieganie zanieczyszczeniom przez GMO,
21
Europe finds GMO in 11 Canada flax shipments, http://www.reuters.com/article/2009/10/05/trade-gmo-flaxidUSN0537374020091005
22
Mittelstaedt M., Attack of the Triffids has flax farmers baffled, The Globe and Mail, 27 October 2009.
23
Then Ch, Stolze M., Economic impact of labelling treshhold for the adventitious presence of genetically
engineerd organisms in conventional and organic seed, IFOAM EU Group, Brussels, December 2009,
24
Ibidem.
17
zapewnienie oddzielnych pomieszczeń magazynowych, maszyn i opakowań lub czyszczenie ich,
koszty przerw w produkcji na przeprowadzanie działań wcelu oddzielenia produktów
i czyszczenia linii produkcyjnych i transportowych,
szkolenia dla pracowników przedsiębiorstw transportowych, przetwórczych i handlowych
w zakresie wdrażania procedur mających na celu zapobieganie zanieczyszczeniom przez
GMO, monitorowanie zanieczyszczenia,
koszty badań próbek i dodatkowe audyty.
Progi ponad 0,1% dla przypadkowej obecności nasion genetycznie modyfikowanych w
niemodyfikowanych partiach przypuszczalnie doprowadzą do wzrostu tych kosztów i związanych
z nimi obciążeń dla rolników, przetwórców żywności i pasz, hurtowników i sprzedawców
detalicznych. Ocenia się, że np. zagwarantowanie zapewnienie zanieczyszczenia na poziomie poniżej
0,1%, wymagane przez producentów artykułów spożywczych, skrobi i paszy dla zwierząt, pociąga za
sobą dodatkowe koszty w wysokości ponad 3 euro za tonę. Trzeba przy tym podkreślić, że koszty te
nie są ponoszone przez producentów odmian GMO, a przez tych, którzy chcą wykazać, że ich
produkty są wolne od GMO i instytucje publiczne.
Całkowite koszty tzw. koegzystencji są trudne do oszacowania, gdyż różnią się znacznie dla
poszczególnych krajów członkowskich w zależności od rodzaju produkcji, stopnia wdrożenia prawa
europejskiego i krajowego oraz kultury jego przestrzegania. Eksperci szacują koszty ponoszone na
utrzymanie produkcji żywności wolnej od GMO w Unii Europejskiej i Japonii na ponad 100 milionów
dolarów amerykańskich rocznie.25
Kto powinien ponosić koszty koegzystencji?
Jeżeli wkrótce miałyby zapaść decyzje dotyczące zgody na uprawy GMO w Polsce i
dotyczące zasad prowadzenia tych upraw, uprzednio muszą być uregulowane prawnie kwestie
kosztów koegzystencji. Przepisy muszą być tak skonstruowane, aby zapobiec przerzucaniu kosztów
na tradycyjnych i ekologicznych rolników i przetwórców oraz na społeczeństwo (podatników).
Kluczową kwestią jest, aby kosztami koegzystencji w Polsce obciążone były podmioty
wprowadzające produkty GMO do łańcucha produkcji rolnej na zasadzie „zanieczyszczający płaci”.
Zgoda na uprawy GMO oznacza bowiem zwiększone koszty produkcji produktów
niezmodyfikowanych genetycznie, wynikające z zastosowania wymaganych środków koegzystencji.
Koszty te nie powinny przekładać się na wyższe ceny produktów wolnych od GMO i nie powinien ich
ponosić producent produkujący produkty rolne i żywnościowe bez użycia GMO. Bezwzględnie
kosztami tymi powinien być obciążony podmiot wprowadzający GMO do produkcji rolnej na zasadzie
„zanieczyszczający płaci”. W przeciwnym przypadku prowadziłoby to do ograniczenia swobody
wyboru szczególnie wśród uboższych konsumentów, a produkcja rolnicza bez zastosowania GMO nie
może być zagrożona wzrostem kosztów i cen i sprowadzona do produkcji niszowej wskutek
bezkarnego zanieczyszczania łańcucha produkcji rolnej, przetwórstwa żywności i handlu przed
podmioty, które dostarczaniem i używaniem GMO wymuszają stosowanie takich środków
bezpieczeństwa. Należy także zwrócić uwagę na fakt, że nie są obecnie znane firmy ubezpieczeniowe,
które oferowałyby ubezpieczenia na wypadek skarg cywilnych, a odpowiedzialność indywidualna za
koszty poniesione przy wdrażaniu działań w celu uniknięciu szkód (testy, monitorowanie i inne środki
w celu uniknięcia krzyżowania i zanieczyszczenia GMO) jest trudna do zrealizowania prawnie.
Kosztów tych nie powinno przejmować też państwo, gdyż nie powinny one obciążać
wszystkich podatników. Pamiętać należy również, że państwa członkowskie otrzymały również na
podstawie-dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2001/18/WE z dnia 12 marca 2001 r. w
sprawie-zamierzonego uwalniania do środowiska organizmów zmodyfikowanych genetycznie i
uchylającej dyrektywę Rady 90/220/EWG obowiązek ustanowienia rejestrów, w których
25
ibid.
18
odnotowywane będzie miejsce, w którym prowadzi się uprawę GMO oraz obowiązek monitorowania i
kontrolowania GMO wprowadzonych do obrotu. Wiąże się to ze skutkami dla finansów publicznych,
gdyż muszą być zaplanowane i uruchomione środki konieczne do wdrożenia i nadzorowania
wywiązywania się odpowiednich organów państwowych z tych obowiązków, w tym szkolenia
pracowników odpowiednich służb, wykonywania regularnych kontroli, prowadzenia niezależnych
laboratoriów i testowania próbek produktów. W dobie kryzysu obarczanie budżetu naszego kraju tak
wysokimi kosztami jest nieuzasadnione, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że korzyści osiągane z upraw
GMO dotyczyłyby jedynie wąskiej grupy producentów nasion i środków ochrony roślin związanych z
konkretnymi odmianami GMO, nielicznej grupy wielkoobszarowych producentów rolnych, a nie
szerokiej rzeszy rolników, a w żadnym przypadku konsumentów.
Podsumowanie
Biorąc pod uwagę omówione aspekty współistnienia upraw GMO i upraw tradycyjnych oraz
ekologicznych należy oczekiwać następujących problemów:
zanieczyszczenia przez przepylenie z sąsiadującymi uprawami roślin zmodyfikowanych
genetycznie, roślin dzikorosnących przekrzyżowanych z roślinami zmodyfikowanymi genetycznie
i roślinami pozostałymi po poprzednich latach uprawy,
możliwości zmieszania nasion odmian tradycyjnych i odmian modyfikowanych genetycznie
podczas produkcji materiału siewnego, siewu, zbioru, traktowania pozbiorczego np. suszenia,
transportu w pojemnikach i luzem w środkach transportu np. przyczepach, przechowywania w
silosach i magazynach,
przypadkowego rozprzestrzeniania się nasion podczas transportu wzdłuż dróg i torów kolejowych,
zasoby nasion w glebie i przemieszczania ich podczas uprawek rolnych, prac ziemnych np.
wykopów, nasiona w wykopywanej glebie używanej do celów budowlanych i ogrodniczych,
przenoszenie przez zwierzęta, niekontrolowane rozprzestrzenianie się roślin w środowisku,
najpierw z przydroży, miedz i innych siedlisk,
nielegalnych upraw roślin zmodyfikowanych genetycznie,
zanieczyszczenia przez GMO podczas magazynowania i przetwarzania produktów rolnych
podczas procesów produkcji żywności,
kosztów monitorowania wdrożenia działań mających na celu zachowania czystości produktów
rolnych i żywności i ochrony przed zanieczyszczeniem przez GMO,
kosztów dodatkowego znakowania produktów rolnych i żywności podczas całego procesu
produkcji oraz znakowania żywności oferowanej konsumentom i pasz oferowanym hodowcom
zwierząt,
potencjalnego zanieczyszczenia przez GMO produktów znakowanych z odniesieniem do
rolnictwa ekologicznego, regionalnych i tradycyjnych marek jakościowych i gwarancji
pochodzenia, które odgrywają coraz większą rolę przy sprzedaży produktów wysokiej jakości po
wyższych cenach i sprzyjają rozwojowi regionalnemu.
Omówione problemy i koszty nie mają szans być zrekompensowane potencjalnymi zyskami z
uprawy GMO. Biorąc pod uwagę powyższe, w pełni podzielam opinię Europejskiego Komitety
Ekonomiczno- Społecznego, że „uprawy GMO muszą być zabronione, jeśli miałyby one uniemożliwić
lub w znaczący sposób utrudnić produkcję rolniczą roślin tego samego lub pokrewnego gatunku bez
GMO.”26
prof. nadzw. dr hab. Katarzyna Lisowska,
Członek Komisji ds. GMO przy Ministerstwie Środowiska, biolog molekularny
Opinia Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego w sprawie koegzystencji upraw
zmodyfikowanych genetycznie z uprawami tradycyjnymi i ekologicznymi (2005/C 157/29), Dziennik Urzędowy
Unii Europejskiej, C 157/155 z 28.6.2005
26
19
Głos w dyskusji – odpowiedz na pytania skierowane do uczestników Forum
Jakie będą w perspektywie najbliższych 20-30 lat – ekonomiczne, społeczne i środowiskowe
konsekwencje wprowadzania do polskiego rolnictwa upraw roślin modyfikowanych genetycznie,
a jakie konsekwencje wprowadzenia zakazu ich uprawy?
Zgodnie z Konstytucją RP, podstawą ustroju rolnego ma być gospodarstwo rodzinne. Błędne
koncepcje przekształceń polskiego rolnictwa po roku 1989 doprowadziły do bankructwa ponad 1,5
mln drobnych gospodarstw rolnych. „Restrukturyzacja” rolnictwa prowadzona w Polsce nie ma celów
społecznych; ma charakter destrukcyjny: generuje bezrobocie, rosnące obszary biedy na wsi,
kumulację ziemi w wielkoobszarowych gospodarstwach. Zezwolenie na komercyjne uprawy odmian
GMO spowoduje dalsze nasilenie tych niekorzystnych procesów.
Polska nie ma żadnego powodu, by sięgać po uprawy GMO, mając nadprodukcję własnej,
cieszącej się dobrą marką i renomą żywności. Wprowadzenie do obrotu i uprawy roślin GMO zagraża
głównym priorytetom w rozwoju polskiego rolnictwa i strategii eksportu naszych produktów rolnych,
które mają dobrą markę na rynkach europejskich, preferujących żywność bez GMO. Konkurentom
zagranicznym może zależeć na wymuszeniu na Polsce zgody na uprawy GMO, aby podważyć nasz
atut czystej ekologicznie i genetycznie żywności.
Olbrzymia presja polityczna na poszerzanie światowego areału upraw zbóż GMO i metody,
jakimi jest to realizowane, rodzi zasadnicze obawy i wątpliwości w zakresie skutków socjoekonomicznych. Podstawą do rozważań nad grożącymi nam negatywnymi skutkami może być obecna
sytuacja w USA, gdzie od kilkunastu lat testowana jest technologia GMO w rolnictwie. Należy zadać
następujące pytania:
Czy upowszechnianie się modelu agrobiznesowego i prymat koncernów agrochemicznych nie
zagraża niezależności tradycyjnych rolników? Kontrakty z firmami nasiennymi (technology
agreements) zmuszają amerykańskich rolników nie tylko do corocznego zakupu nowego ziarna
siewnego, ale także pestycydów oferowanych przez tę samą firmę. Przykładowo, w 2003 roku,
dzięki tego typu kontraktom, firma Monsanto zarobiła zaledwie 1.6 miliarda na sprzedaży ziarna
GMO, wobec 3.1 miliarda USD na sprzedaży pestycydów. W celu kontroli przestrzegania
kontraktów oraz ścigania przypadków uprawy odmian GMO bez licencji, Monsanto zatrudnia do
inspekcji pól w USA znaną z brutalnych metod działania Agencję Pinkertona. Od połowy lat 90tych XX wieku do roku 2007, Monsanto złożyła w sądach ponad 112 pozwów przeciw 372
rolnikom i 49 drobnym przedsiębiorstwom rolnym, o łamanie praw patentowych. Wyroki w 57
wygranych sprawach przyniosły Monsanto łącznie ponad 21,5 mln USD. Średni wyrok opiewał na
ok. 385 tys. USD, a najwyższy (sprawa Andersona) na ponad 3 mln USD. Dzisiaj z kolei toczy
się postępowanie sądowe przeciwko Monsanto wytoczone przez tysiące rolników i
przetwórców amerykańskich, a w Indiach Monsanto ma sprawę o biopiractwo. Podobne
scenariusze mogą się powtórzyć w Polsce.Czy korporacje powinny mieć prawo patentowania organizmów żywych? Są one przecież
wytworem ewolucji, a nie człowieka; powinny zatem pozostawać dobrem wspólnym.
Zaangażowanie wielkich funduszy ze strony agrobiznesu przesądza sprawę: prawo patentowe
USA umożliwia patentowanie genomów i ich fragmentów. Rośliny GMO są opatentowane, a ich
właścicielami są wielkie międzynarodowe koncerny. Ustawia to plantatorów roślin GM oraz
producentów żywności w pozycji podmiotów uzależnionych od właścicieli patentów.
Czy koncentracja światowego rynku nasion w rękach kilku potężnych koncernów nie jest
zagrożeniem dla światowego bezpieczeństwa żywieniowego? Monsanto dostarcza dziś rocznie ok.
90% ziarna GM na całym świecie. Równocześnie nasila się proces przejmowania firm nasiennych
20
przez kilka korporacji, a w niektórych krajach gwałtownie maleje dostępność konwencjonalnego
ziarna siewnego. Polska bezrefleksyjnie pozbawia się tego strategicznego zaplecza wyprzedając
rodzime stacje nasienne! Warto też pamiętać, że firma Monsanto jest właścicielem patentu
„terminator technology”, pozwalającego produkować zboża, które plonują dając „sterylne” ziarno.
Ziarno takie nie nadaje się do siewu, bo nie kiełkuje.
Podsumowując – uważam, że w interesie polskiego rolnictwa, ludności wiejskiej, ale również
konsumentów, należy wprowadzić zakaz upraw GMO oraz podjąć pilne działania na rzecz rozwoju
gospodarstw rodzinnych, odbudowy drobnotowarowej produkcji spożywczej, lokalnych rynków
handlu bezpośredniego i spółdzielczości oraz uzyskania niezależności w produkcji białka paszowego.
Czy wprowadzenie do środowiska w Polsce roślin modyfikowanych genetycznie zagrozi
bioróżnorodności?
Tradycyjne gatunki i stare odmiany roślin to nasze bogactwo biologiczne, które Polska
wniosła do zubożonej przyrodniczo zachodniej Europy. Przemiany zachodzące w rolnictwie,
powodujące przekształcanie tradycyjnego polskiego rolnictwa w wielkotowarowy agrobiznes,
nieuchronnie będą prowadzić do utraty bioróżnorodności w krajobrazie rolniczym i w ekosystemach
rolniczych, a także do ubożenia puli genowej rodzimych odmian uprawnych. Te niekorzystne zjawiska
ulegną nasileniu, jeżeli Polska zdecyduje się na akceptację upraw GMO.
Warto podkreślić, że kraje bogatsze od nas i o większej kulturze przestrzegania prawa
wprowadziły zakazy upraw GMO w obawie, że niekorzystne skutki są nie do uniknięcia.
Czy możliwa jest i na jakich zasadach koegzystencja wysokotowarowego rolnictwa z udziałem
GMO i rolnictwa tradycyjnego oraz ekologicznego?
W warunkach gospodarstw średnioobszarowych nie ma możliwości bezpiecznych upraw zbóż
GMO obok upraw zbóż tradycyjnych (koegzystencja). Zanieczyszczenie obejmuje przenoszenie się
cech roślin GMO na rośliny tradycyjne na drodze przepylenia, poprzez rozsiewanie się GM nasion
przeniesionych na sąsiednie pola przez wiatr, poprzez maszyny rolnicze, elewatory itp. Proponowane
pasy ochronne, rozdzielające oba typy upraw są niewystarczającym zabezpieczeniem. Sytuacja byłaby
natomiast bezwzględnie niebezpieczna, gdyby obok upraw tradycyjnych zbóż spożywczych były
stosowane uprawy zbóż GMO z nowymi cechami przydatnymi np. dla celów chemii przemysłowej lub
produkcji biopreparatów farmaceutycznych.
Aktualnie żadne przepisy nie regulują sposobu prowadzenia upraw GMO w Polsce. Ustawa o
GMO z 2001 roku w ogóle nie obejmuje tego problemu. Obowiązuje co prawda zakaz obrotu
materiałem siewnym GMO, ale nie ma zakazu prywatnego importu „na własne potrzeby”. Raport NIK
z 2009 r. stwierdza, że istniejące w Polsce półlegalne uprawy GMO są poza jakąkolwiek kontrolą –
żaden urząd nie jest w stanie powiedzieć, ile jest tych upraw, gdzie one są i jakie odmiany się uprawia.
To oznacza, że łamiemy unijne przepisy regulujące koegzystencję.
Urzędy państwowe czerpią wiedzę o areale upraw GMO z prasy, a prasa podaje informacje
przekazywane przez firmy reklamowe i PR działające na rzecz przemysłu biotechnologicznego. To nie
świadczy dobrze o nas, jako o państwie prawa. Raczej przypomina sytuację w krajach Ameryki
Południowej, gdzie koncerny zadbały o szerokie upowszechnienie nielegalnych upraw GMO,
aby rządy, stojąc wobec faktów dokonanych, musiały uprawy te zalegalizować.
Polscy rolnicy, którzy uprawiają GMO „na własne potrzeby”, oddają swoje plony do skupu
nikogo o tym nie informując. Taka beztroska może spowodować realne straty ekonomiczne: już
mieliśmy przypadek, kiedy Szwecja zwróciła do Polski transport kukurydzy, ponieważ ich testy
wykazały, że zawiera 4% GMO.
Zgodnie z przepisami UE produkty zawierające powyżej 0,9% GMO muszą być oznakowane.
Tymczasem bardzo rzadko widać tego rodzaju oznaczenia na żywności sprzedawanej w Polskich
21
sklepach. Nasuwa się podejrzenie, że producenci nie przestrzegają przepisów, a z kolei odpowiednie
inspekcje tego nie kontrolują. De facto konsument pozbawiony jest więc prawa wyboru, na jakie
powołują się zwolennicy GMO.
Dziś może się wydawać, że uprawa GM kukurydzy MON 810 jest opłacalna dla polskich
producentów. Jednak w rachunku ekonomicznym należy wziąć pod uwagę, że uprawa ta odbywa się
bez przestrzegania unijnych zasad koegzystencji i z pominięciem kosztów, które stosowanie tych
zasad generuje. Jak czytamy w dokumencie Komisji Europejskiej [1], w 2006 r. szacowano, że jest to
dodatkowy koszt w wysokości ok. 84 Euro/hektar. Zalecane środki zapobiegania zanieczyszczeniom i
mające na celu rozdzielenie upraw ekologicznych oraz tradycyjnych od upraw GMO to: prowadzenie
upraw GMO w znacznej odległości od upraw tradycyjnych, wysiew odmian zwykłych w pasach
buforowych wokół upraw GMO oraz pośrodku (tzw. ostoje dla zachowania bioróżnorodności i
zmniejszenia ryzyka powstawania oporności u chwastów i szkodników) oraz czyszczenie maszyn
rolniczych. Unijny dokument szacuje, że wydatki te stanowią o mniejszej opłacalności upraw GMO w
stosunku do tradycyjnych w Europie. Nie można więc robić szacunków na podstawie dzisiejszej
sytuacji, kiedy polski rolnik uprawiający GMO nie ponosi żadnej odpowiedzialności finansowej za
swoją działalność.
Jeżeli miałoby dojść w Polsce do legalizacji upraw GMO, muszą zostać najpierw stworzone
przepisy prawne zgodne z zasadą „zanieczyszczający płaci” oraz mechanizmy egzekwowania tych
przepisów. Trzeba też wziąć pod uwagę, jakie skutki finansowe pociągnie za sobą stworzenie systemu
monitoringu zanieczyszczeń i przestrzegania zasad koegzystencji. Będą to koszty, które obciążą
polskiego podatnika. Powstaje pytanie, czy zgoda na uprawy GMO będzie opłacalna dla kraju? Wiele
państw europejskich odpowiedziało na to pytanie negatywnie i wprowadziło zakazy upraw GMO.
Zapewne lepiej i taniej będzie kierować się doświadczeniami krajów, które eksperyment z GMO mają
już za sobą, niż uczyć się na własnych błędach.
Zgodnie z doświadczeniami innych krajów, koegzystencja upraw GMO i tradycyjnych jest w
praktyce niemożliwa. Rocznie notuje się po kilkadziesiąt potwierdzonych przypadków
zanieczyszczenia produktów tradycyjnych przez GMO. Straty rolników i eksporterów idą w miliony
dolarów. Podam tylko jeden przykład – zanieczyszczenie dostaw amerykańskiego ryżu
eksperymentalną nieautoryzowaną odmianą firmy Bayer - GM LL601.
Ryż GM LL601 był uprawiany tylko przez rok w ramach doświadczeń polowych w USA, lecz
wkrótce znaleziono jego domieszkę w ziarnie eksportowanym do Afryki, Europy i Ameryki
Środkowej. Amerykański Departament Rolnictwa szacuje, że do końca sezonu handlowego 2006/2007
załamanie na rynku kontraktów terminowych kosztowało każde z 6 085 gospodarstw ryżowych w
USA średnio 70 000 USD. W lipcu 2010 Bayer przegrał proces z powództwa rolnika z Luizjany i
wypłacił 500 248 USD odszkodowania. W poprzednich procesach Bayer przegrał 52 mln USD, a
kolejnych 500 indywidualnych procesów właśnie się toczy.
Koegzystencja jest niemożliwa do przeprowadzenia w praktyce, a skutki zanieczyszczeń
domieszką GMO generują ogromne koszty.
Wśród kosztów wtórnych, jakie generują w dalszej perspektywie uprawy GMO nie można
pominąć problemu tzw. superchwastów, uodpornionych na herbicydy stosowane w uprawie GMO.
Wobec faktu, że około 80% światowego areału upraw GMO to odmiany oporne na herbicydy,
problem ten zaczyna mieć znaczenie globalne. Plaga superchwastów jest szczególnie dotkliwa w
Argentynie i USA, zmusza rolników do stosowania coraz większych dawek herbicydów
oraz herbicydów bardziej toksycznych, a nawet do ręcznego usuwania chwastów czy wręcz do
porzucania zachwaszczonych upraw. Raport Amerykańskiej Akademii Nauk z 2010 roku [2]
kilkakrotnie podkreśla, że zyski z upraw GMO mogą się okazać przejściowe wobec problemu
superchwastów, których zwalczanie jest kosztowne i trudne, często wręcz niemożliwe.
22
Czy w związku z tym, że już obecnie składnikiem pasz wysokobiałkowych są rośliny genetycznie
modyfikowane, możliwa jest produkcja zwierzęca z zakazem stosowania GMO jako składnika
pasz?
W obecnej sytuacji nie jest możliwa produkcja zwierzęca bez importowanych składników
białkowych. Warto poszukać odpowiedzi na pytanie kto i dlaczego doprowadził do sytuacji, w której
Polska utraciła samowystarczalność w zakresie produkcji białka paszowego i w niebezpieczny sposób
uzależniła się od importu praktycznie z jednego źródła?
Jest to niewątpliwie sytuacja, której należy pilnie przeciwdziałać, zarówno poprzez rozwój
własnej produkcji białka paszowego jak i dywersyfikację dostaw z zagranicy. Należy stworzyć system
zachęt do produkcji roślin strączkowych w Polsce oraz poszukać dostawców w sąsiedztwie (Ukraina,
Niemcy). Dobrym, ale niewystarczającym działaniem jest program Ministerstwa Rolnictwa dotyczący
wspierania produkcji roślin strączkowych.
Przeświadczenie, że jesteśmy skazani na GM surowiec paszowy jest mylne i celowo
umacniane przez podmioty, które czerpią zyski z obecnej patologicznej sytuacji. W mediach
największą-siłę przebicia mają komunikaty organizacji których celem jest promowanie GMO, a
rolnictwo-mają tylko w nazwie. Przykładowo, „Koalicja na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa”
to stowarzyszenie, które działa poprzez Niezależną Agencję Prasową, a ta z kolei – wbrew swojej
nazwie - nie jest żadną agencją prasową, tylko firmą PR (Public Relations). Niezależna Agencja
Prasowa jest właścicielem domeny gbepolska.pl należącej do międzynarodowego zrzeszenia
największych firm z branży biotechnologicznej. Członkami grupy GBE Polska są firmy BASF, Bayer
CropScience, Dow AgroSciences, DuPont, KWS, Monsanto i Syngenta, czyli największe koncerny z
branży biotechnologicznej, wytwarzające i sprzedające GMO. Te same firmy są członkami organizacji
Biopol – Zielona Biotechnologia w Polsce, która na swojej stronie internetowej oferuje „pomoc dla
mediów w redagowaniu artykułów prasowych dotyczących zagadnienia GMO oraz branży
biotechnologicznej”. I tak poprzez odpowiednie komunikaty prasowe trafia do społeczeństwa i
polityków fałszywy przekaz, że „jesteśmy skazani na GMO”.
W gospodarce światowej toczy się bezpardonowa rywalizacja. Wprowadzenie na wielkich
areałach upraw zbóż GM jest jednym z elementów procesu przejmowania gruntów rolnych dla celów
agrobiznesu i przemysłu biotechnologicznego. Z procesem tym wiążą się zabiegi polityczne
koncernów, mające za cel wymuszanie dopuszczenia na rynki spożywcze i paszowe produktów GM
przez kolejne państwa. Narzędziami w tym dziele są rządy państw już zaangażowanych w masowe
uprawy GM zbóż, a głównym graczem są USA. Wielkie organizacje międzynarodowe, np. Światowa
Organizacja Handlu (WTO) są często używanym narzędziem w procesie wywierania nacisków na
kraje, które nie zezwalają na uprawy GMO. Pod presją WTO Komisja Europejska kilkakrotnie
bezskutecznie próbowała dyscyplinować kraje, które zakazały GM upraw (Francja, Niemcy, Austria i
in.). Stale podejmowane są także starania, aby żywność wytworzona z udziałem GMO nie była
znakowana. W tym celu wykorzystywane są WTO i Codex Alimentarius. W interesie przemysłu
biotechnologicznego jest także, aby znieść w prawodawstwie kolejnych krajów zakaz patentowania
organizmów żywych; naciski ze strony USA są wywierane m.in. na Indie, Danię i Tajlandię. Protokół
z Kartageny o bezpieczeństwie biologicznym, który reguluje m.in. kwestie międzynarodowe odnośnie
GMO, jest stale kontestowany i nie został podpisany przez kraje tzw. „Grupy Miami” (Argentyna,
Australia, Kanada, USA i inni), skupiającej największych producentów GM zbóż i żywności.
Amerykańskie depesze dyplomatyczne ujawnione w 2010 i 2011 r. przez portal Wikileaks
potwierdzają, że kwestia upraw GMO w różnych krajach, w tym w Polsce, jest obiektem stałych
nacisków ze strony USA. Powiększanie światowego areału GM upraw jest w tych depeszach
przedstawiane jako strategiczny rządowy i komercyjny imperatyw.
23
Z tych uwarunkowań i ze skali zagrożeń społeczno-ekonomicznych zdały sobie sprawę te kraje
europejskie, w których rolnictwo ma duży udział w gospodarce. Największe potęgi rolnicze UE –
Niemcy i Francja wycofały się z upraw kukurydzy MON810; podobne zakazy obowiązują we
Włoszech, Austrii, Grecji, Luksemburgu, na Węgrzech i w Bułgarii. Irlandia i Walia niemal w 100%
objęte są strefą wolną od GMO,
Anglia w 50%. Także w
niezrzeszonej Szwajcarii
obowiązuje moratorium
na wszelkie uprawy GMO.
Warto więc również zauważyć,
że wbrew propagandzie sukcesu
uprawianej przez propagatorów
GMO, w Europie areał tych
upraw wcale nie rośnie, a wręcz
przeciwnie - maleje!
Rozwiązania, które mają
polegać
na
intensyfikacji
produkcji rolnej w Polsce
poprzez akceptację technologii
GMO, są to propozycje
oderwane od realiów polityczno-ekonomicznych. Po pierwsze, obowiązują nas unijne zasady wspólnej
polityki rolnej, które ograniczają naszą produkcję poniżej obecnych możliwości. Po cóż więc
mielibyśmy zwiększać wydajność poprzez uprawy GMO? Po drugie, rynki europejskie coraz bardziej
poszukują wyrobów wolnych od GMO i mięsa od zwierząt karmionych paszami bez GMO – w tej
sytuacji uwikłanie się w produkcję GMO jest wbrew naszym interesom ekonomicznym. Dlatego
uprawy GMO w Polsce nie mają żadnego uzasadnienia.
Podsumowanie
W podsumowaniu warto przytoczyć trzy najistotniejsze nurty krytyki jakie pojawiły się w
odniesieniu do projektu nowej ustawy o GMO z 2009 r. (zaczerpnięte z opracowania Biura Analiz
Sejmowych; Stankiewicz, 2010 [3]), a które nic nie straciły na swojej aktualności.
1. Skutki uwalniania GMO do środowiska są dalekosiężne i nieodwracalne, a równocześnie znacznie
groźniejsze od skutków powodowanych przez jakiekolwiek inne czynniki zagrażające obecnie
bioróżnorodności i jakości środowiska, przy czym rzeczywista skala zagrożeń pozostaje wciąż
nierozpoznana.
2. Koegzystencja upraw GM i tradycyjnych oraz ekologicznych jest de facto niemożliwa (zbyt wiele
nieprzewidywalnych czynników decyduje o „ucieczce genów”, czyli o niekontrolowanym
rozprzestrzenianiu się pyłku lub nasion) oraz ze względu na rozdrobnioną strukturę agrarną
polskiego rolnictwa; rolnictwo ekologiczne i transgeniczne wykluczają się.
3. Uprawa GMO jest sprzeczna z dalekowzrocznym interesem polskiego rolnictwa i przemysłu
spożywczego; dopuszczenie odmian GMO uderzy w tradycyjny model polskiego rolnictwa,
zagrozi konkurencyjnej pozycji polskiej żywności w UE i może doprowadzić do szybkiego
wzrostu bezrobocia.
Na zakończenie należy przypomnieć, że ramowe stanowisko rządu przyjęte w 2008 roku
[4]
mówi, że Polska dąży do tego, aby być krajem wolnym od GMO w zakresie rolnictwa. Realizacja
tego stanowiska leży w najgłębszym interesie naszego kraju. Trudno zatem zrozumieć, dlaczego,
24
zamiast wprowadzenia zakazu upraw GMO, co jak widać na przykładzie innych krajów UE –
jest możliwe, w Polsce trwają niekończące się debatv?
Bibliografia
v
prof. nadzw. dr hab. Katarzyna Lisowska
[1] Economic Impact of Dominant GM Crops Worldwide: a Review. EUR 22547 EN
Manuel Gómez-Barbero, Emilio Rodríguez-Cerezo. EUROPEAN COMMISSION DG
JRC-IPTS, Sustainability in Agriculture, Food and Health Unit December 2006
[2] National Research Council. 2010. The Impact of Genetically Engineered Crops on Farm
Sustainability in the United States. Washington, DC: The National Academies Press
http://www.nap.edu/catalog.php?record_id=12804
[3] Dorota Stankiewicz, ekspert ds. systemu gospodarczego w Biurze Analiz Sejmowych:
Analiza opinii i stanowisk, które wpłynęły do Komisji Ochrony Środowiska nt.
rządowego projektu ustawy z druku 2547 oraz przygotowanie zestawienia propozycji
przepisów w porównaniu do propozycji rządowych – uwagi szczegółowe (8.03.2010)
[4] Ramowe stanowisko Polski dotyczące organizmów genetycznie zmodyfikowanych
(GMO), dokument przyjęty przez Radę Ministrów w dniu 18 listopada 2008 roku
Dokumenty rządów Niemiec, Francji i Luxemburga wprowadzające zakaz upraw MON810
Federal Office for Consumer Protection and Food Safety (BVL), Berlin To Monsanto Europe
S.A., Brussels 17 April 2009, Dr. Helmut Tschiersky-Schöneburg, President Federal Office
for Consumer Protection and Food Safety Braunschweig, 17 April 2009
Argumentaire ŕ l’appui de la clause de sauvegarde des autorités luxembourgeoises relative ŕ la
mise en culture du maďs génétiquement modifié MON810 au titre de l’article 23 de la
Directive 2001/18/CE modifiée
Comité de préfiguration d’une haute autorité sur les organismes génétiquement modifiés
institué par le décret n°2007-1719 du 5 décembre 2007 Avis sur la dissémination du MON810
sur le territoire français
Tajne amerykańskie depesze dyplomatyczne (Wikileaks) dokumentujące wywieranie nacisków na
rządy europejskie w sprawie akceptacji GMO
http://wikileaks.ch/cable/2009/11/09VATICAN119.html
http://213.251.145.96/cable/2008/02/08MADRID98.html
http://213.251.145.96/cable/2009/05/09MADRID482.html
http://www.naturalnews.com/030828_GMOs_Wikileaks.html
Wadliwe zasady oceny ryzyka GMO, blokowanie możliwości prowadzenia prac badawczych w
zakresie oceny ryzyka
Séralini GE, de Vendômois JS, Cellier D, Sultan C, Buiatti M, Gallagher L, Antoniou M,
Dronamraju KR. How subchronic and chronic health effects can be neglected for GMOs,
pesticides or chemicals. Int J Biol Sci. 2009 Jun 17;5(5):438-43. Review.
Domingo JL. Toxicity studies of genetically modified plants: a review of the published
literature. Crit Rev Food Sci Nutr. 2007;47(8):721-33. Review.
Waltz E. 2009. Under Wraps, Nature Biotechnology 27(10): 880-882.
Do Seed Companies Control GM Crop Research? Scientific American Magazine, 13 August
2009.
Domingo JL, Giné Bordonaba J. A literature review on the safety assessment of genetically
modified plants. Environ Int. 2011 May;37(4):734-42.
25
Publikacje własne:
K. Lisowska, M. Chorąży (2010) Genetycznie zmodyfikowane uprawy i żywność – przegląd
zagrożeń. Nauka 4/2010: 127-136
K. Lisowska Genetycznie modyfikowane uprawy a zrównoważone rolnictwo i nasze zdrowie.
Journal of Ecology and Health 6(2010): 303-309.
K. Lisowska. Genetically modified crops and food: pros and cons. Chemik 2011, 65, 11, 11931203
K. Lisowska, M. Chorąży (2011) Zboża genetycznie modyfikowane (GM) w rolnictwie – aspekty
zdrowotne, środowiskowe i społeczne Biuletyn Komitetu Ochrony Przyrody PAN 2/2011: 5-23
K. Lisowska, M. Chorąży (2011) Dlaczego mówimy nie dla GMO w polskim rolnictwie NAUKA
4/2011: 173-178
dr hab. Tomasz Sakowski*,
profesor PAN, Instytut Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN w Jastrzębcu
Głos w dyskusji - pytania skierowane do uczestników Forum
Jakie będą w perspektywie najbliższych 20-30 lat – ekonomiczne, społeczne
i środowiskowe konsekwencje wprowadzania do polskiego rolnictwa upraw
roślin modyfikowanych genetycznie, a jakie konsekwencje wprowadzenia
zakazu ich uprawy? (s. 50-56)
Wprowadzenie w Polsce upraw GMO grozi w perspektywie 20-30 lat rozwojem wielu niekorzystnych
zjawisk, takich jak:
Zmiany struktury socjalnej na wsi. Powstaną wielkie areały uprawne roślin GMO na cele
paszowe, przemysłowe, żywnościowe, które wyeliminują z produkcji małe i średnie gospodarstwa
rodzinne. Spadnie zatrudnienie na wsi, wzrośnie bezrobocie i wydatki państwa na opiekę socjalną.
Wzrost cen chleba i mleka z powodu coraz większej konkurencji upraw modyfikowanych
genetycznie roślin przemysłowych (rzepak, kukurydza a amylazą do produkcji bioetanolu,
ziemniaki o wyższej zawartości skrobi).
26
Utrata rynków zbytu wskutek nieuniknionego zanieczyszczenia plonów domieszką GMO.
Eliminacja gospodarstw ekologicznych, które utracą certyfikaty wskutek zanieczyszczenia
plonów domieszką GMO.
Wyparcie żywności wolnej od GMO przez tę z zawartością GMO. Polska nie ma własnych roślin
GMO, więc te używane w rolnictwie będą przynosiły dochody zagranicznym koncernom
biotechnologicznym, przerzucając na państwo polskie rosnące koszty opieki socjalnej i koszty
koegzystencji (m.in. monitoring i usuwanie zanieczyszczeń).
Ponoszenie przez rolników coraz wyższych opłat licencyjnych na rzecz firm biotechnologicznych
produkujących nasiona roślin GMO.
Koncentracja rynku nasion w rękach kilku światowych koncernów. Skutkiem będzie
wyrugowanie z rynku lokalnych, polskich firm nasiennych, ograniczenia w dostępie rolników do
ziarna nieopatenowanego i eliminacja z rynku nasion i z puli genowej rodzimych odmian
uprawnych.
Krzyżowanie międzyodmianowe roślin GMO z roślinami niezmodyfikowanymi genetycznie i
niekontrolowane rozprzestrzenianie się transgenów w środowisku. Coraz więcej roślin będzie
zawierało zmodyfikowany genom. Nie wiadomo kto miałby ponosić koszty takiego
zanieczyszczenia genetycznego?
Narażenie rolników na spory sądowe z właścicielami patentów roślin GMO wskutek
nieświadomego korzystania z patentowanej modyfikacji genetycznej (jako skutek krzyżowania
międzyodmianowego, czy zanieczyszczenia tradycyjnego materiału siewnego domieszką ziarna
GMO).
*
dr hab. Tomasz Sakowski.
Specjalizacja: hodowla bydła, z uwzględnieniem ekologicznych metod produkcji mleka i mięsa. Uczestnik programu
wdrożenia systemu bezpieczeństwa biologicznego w Polsce, finansowanego w ramach projektu PHARE PL/2001/IB/EN/03
koordynowanego przez Ministerstwo Środowiska (2001-2003). Współautor monografii poświęconej organizmom GMO.
Zwierzchowski L., Rosochacki S.J., SAKOWSKI T, Reklewski Z. 2002 – „ Żywność i inne produkty uzyskiwane od
zwierząt zmienionych genetycznie” Prace i Materiały Zootechniczne. Monografie i Rozprawy. Zeszyt 3, 3-55. Udział (2003)
w warsztatach szkoleniowych dotyczących utworzenia akredytowanych laboratoriów GMO w ramach projektu PHARE
PL/2001/IB/EN/03. Współautor ekspertyzy dotyczącej żywności pochodzenia zwierzęcego modyfikowanej genetycznie,
wykonanej w roku 2000 pod kierownictwem prof. dr hab. Lecha Zwierzchowskiego na zlecenie Ministerstwa Środowiska.
Udział w ocenie projektu nowelizacji Ustawy o GMO z 22 czerwca 2001, na prośbę Ministerstwa Środowiska (Departamentu
Leśnictwa Ochrony Przyrody i Krajobrazu) - pismo DP-5688/AF/0210/02.
Prywatnie: Zwolennik rolnictwa ekologicznego, rozwoju lokalnych tradycji kulinarnych opartych na składnikach powstałych
z miejscowych starych odmian owoców i warzyw oraz utrzymywanych ras zwierząt.

Procesy odszkodowawcze z powodu nie uiszczania opłat licencyjnych w przypadku spadku
plonów spowodowanego niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi.
Wzrost areału monokultur roślinnych i związane z tym naruszenia równowagi w ekosystemach
rolniczych, zanik bioróżnorodności.
Polska nie ma żadnych doświadczeń w monitorowaniu komercyjnych upraw roślin GMO, a
tym bardziej z walką z rozprzestrzenianiem w środowisku modyfikacji genetycznych poprzez
krzyżowania międzyodmianowe i międzygatunkowe. Rozprzestrzenianie roślin GMO w środowisku
nie następuje jedynie poprzez wysianie ich na polu uprawnym. Nasiona gubią się w transporcie, są
roznoszone przez zwierzęta i ptaki. Przykładowo, meksykańska sieć Science and Development
Network News Mexico potwierdziła wysoki stopień zanieczyszczenia rodzimej (dzikiej) kukurydzy
genomem bakterii glebowej pochodzącej z odmian GM. Dlatego rząd meksykański zakazał uprawy
odmian zmodyfikowanych genetycznie. W stanach Oaxaca i Pueblo27 stwierdzono
na 95%
27
http://www.scidev.net/News/index.cfm?fuseaction=readNews&itemid=145&language=1
27
kukurydzianych pól uprawnych zanieczyszczenie roślin transgenem Bt.
Z punktu widzenia firm biotechnologicznych taki proces jest pożądany, gdyż znika problem
czystego (wolnego od GMO) środowiska. Wtedy opory społeczne mogą być dużo słabsze. Firmom
tym dużo lepiej udaje się sprzedaż tej technologii w krajach III świata niż w Europie. Dlaczego? Firmy
te kredytują rolnikom w biedniejszych krajach materiał siewny pod zysk ze sprzedaży plonów. Jednak
kiedy zdarza się susza lub powódź, zamiast zysków trzeba liczyć straty. Niewypłacalność rolników
jest powodem wielu samobójstw. Genetycznie zmodyfikowana bawełna potrzebuje znacznie więcej
wody niż jej rodzima odmiana. W Europie firmy biotechnologiczne usiłowały upowszechnić uprawę
kukurydzy Bt odpornej na omacnicę prosowiankę. W perspektywie kilku lat okazało się, że wydajność
tej rośliny nie była wyższa od odmian niezmodyfikowanych, gdyż dalej były potrzebne nawożenie i
dobra pogoda.
Wiele jest także przesłanek, że uprawa kukurydzy Bt szkodzi pożytecznym owadom,
chrząszczom i organizmom glebowym, mniej odpornym na toksynę Bt zabijającą larwy omacnicy. Nie
stwierdzono wprawdzie szkodliwego działania tej toksyny na pszczoły28, ale przy jej kilkukrotnie
zwiększonych dawkach zauważono mniejszą żywotność dorosłych osobników i słabą aktywność
pszczół przy zbiorze pyłku. Rośliny GM, a zwłaszcza toksyna Bt podejrzewane są też o osłabienie
odporności pszczół na warrozę.
Biorąc pod uwagę powyższe zjawiska, a także wobec protestów ludności - 9 krajów UE, w
tym Francja, Niemcy i Węgry zakazały upraw roślin modyfikowanych genetycznie na swoich
terytoriach. Rząd austriacki promując kraj jako ekologiczny raj dla turystów, ze zdrową, tradycyjną
kuchnią i żywnością zakazał uprawy roślin GM - biorąc pod uwagę takie udokumentowane zagrożenia
jak niedostateczną ocenę ryzyka toksykologicznego i alergologicznego, możliwość przypadkowego
przenoszenia się nasion przy zbiorze i transporcie, poprzez maszyny rolnicze lub samochody
ciężarowe, nasiona w wykopywanej glebie używanej do celów budowlanych i ogrodniczych, zasoby
nasion w glebie, przenoszenie przez zwierzęta i inne, niekontrolowane ich rozprzestrzenianie się w
środowisku, najpierw z przydroży, miedz i innych siedlisk, wzdłuż dróg. Nasiona rzepaku GM
znajdowano w portach, na terenach przemysłowych i sąsiadujących z nimi węzłach komunikacyjnych,
przy torach kolejowych i na terenach mieszkalnych. W dobrych warunkach takie rośliny mogą
przetrwać wiele dziesięcioleci tworząc trwałą populację super-chwastów, odpornych na herbicydy, bo
przecież tak je właśnie zmodyfikowano. Austriacki Urząd Środowiska wskazał również na brak planu
monitoringu i działań w sytuacjach nagłych, z powodu przypadkowego rozprzestrzenienia się takich
nasion, by zminimalizować ryzyko dla środowiska. Dlatego koegzystencja rzepaku GMO z
konwencjonalnym rzepakiem jest zdaniem austriackich specjalistów dalej nierozwiązana. Dotyczy to
też innych roślin GM29.
Czy wprowadzenie do środowiska w Polsce roślin modyfikowanych genetycznie zagrozi
bioróżnorodności?
Już obecnie, pomimo obowiązującego zakazu upraw roślin GM, w Polsce występują uprawy
tych roślin. Dowodem słabości instytucji kontrolnych państwa jest fakt, że jedyne dane odnośnie
rzekomej ilości tych upraw mają swoje źródło w instytucjach powiązanych z przemysłem
biotechnologicznym (Robert Gabarkiewicz, Stowarzyszenie GBE Polska, Źródło: TVN24, 2011).
Jedyne testy na obecność trannsgenu w uprawach kukurydzy zostały wykonane nie przez państwowe
instytucje kontrolne, a przez organizacje pozarządowe (Greenpeace). Ustawa o GMO teoretycznie
nakłada na organ wydający pozwolenie na uwolnienie organizmu GM od środowiska obowiązek
28
(Vandenberg, J.D. 1990. Safety of four entomopathogens for caged adult honeybees (Hymenoptera: Apidae).
J. of Economic Entomology 83 (3): 756-759.)
29
Ecological effects of genetically modified maize with insect resistance and/or herbicide tolerance,Bundesministerium für
Gesundheit und Frauen, Sektion IV Band 6/2005
28
kontroli upraw i monitoringu zagrożeń. Jak widać, jest to czystą fikcją - mamy w Polsce zupełny brak
mechanizmów kontroli i brak środków na monitoring upraw GMO i kontrolę przestrzegania zasad
koegzystencji. Kolejne projekty ustaw również nie przewidują dostatecznych mechanizmów, ani
środków dla kontroli zasad koegzystencji.
Największym zagrożeniem dla bioróżnorodności w krajobrazie rolniczym i dla zachowania
bogatej puli genowej rodzimych odmian uprawnych jest powstawanie wielkich, monokulturowych
areałów uprawnych oraz korzystanie z materiału nasiennego obcego pochodzenia. Koncentracja
produkcji rolnej i maksymalizacja zysków poprzez rezygnację ze zmianowania negatywnie wpływa na
środowisko, a zwłaszcza jego równowagę. W ślad za wielkoobszarowymi uprawami kukurydzy idą
dziki i żerując na kolbach kukurydzianych doczekują nawet dwóch miotów rocznie. Szkodniki
żerujące na danej uprawie rozmnażają nadmiernie nie mając innych naturalnych wrogów w
najbliższym otoczeniu. Stąd właśnie wynika potrzeba genetycznego wzmocnienia naturalnej
odporności roślin na choroby i szkodniki (omacnica, stonka).
Obserwując postępującą koncentrację produkcji rolnej łatwo można sobie wyobrazić, że
dopuszczenie do uprawy roślin GMO jeszcze bardziej pogorszy stan bioróżnorodności. W uprawie
monokulturowej znikają cenne gatunki chrząszczy i owadów, które były z kolei żerem dla ptaków, a te
z kolei były żerem dla innych drapieżników. Załamuje się cały łańcuch pokarmowy. O skutkach
takiego działania dowiadujemy się dopiero po 20-30 latach i czasami są one nieodwracalne dla
środowiska, jak niegdyś stosowanie DDT lub zaoranie równin środkowego wschodu w Stanach
Zjednoczonych. Do dzisiaj w glebie, a także w tkance tłuszczowej wielu starszych osób (urodzonych
latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku) można znaleźć ślady DDT. Dodatkowo, toksyna Bt
wykazuje wyjątkową trwałość w glebie i ma udowodniony negatywny wpływ na faunę glebową,
przyczyniając się do degradacji struktury i żyzności gleby.
Innym bardzo niepokojącym zjawiskiem, związanym bezpośrednio z ubożejącą
bioróżnorodnością i chemizacją rolnictwa, jest opisywane nawet w prasie30 zjawisko zanikania
pszczelich rodzin. Jeszcze w latach siedemdziesiątych XX wieku mieliśmy w Polsce 2.4 mln
zasiedlonych uli. W ubiegłym roku, jak podaje autor, było już niecałe 800 tysięcy. Pszczelarze na
całym świecie, od lat 90 XX wieku, obserwują wymieranie i znikanie tych pożytecznych owadów. W
Ameryce Północnej w latach 2006-2007 wyginęła nagle jedna trzecia populacji pszczół. Jak wiadomo
jest to kontynent wielkich monokultur roślinnych i szerokiego stosowania roślin GM oraz pestycydów
- Amerykanie wychodzą z założenia, że bioróżnorodność chroniona jest w parkach narodowych, a
ziemia uprawna musi intensywnie produkować. Oprócz bakterii, wirusów i pasożytów, dużo szkód w
pszczelej populacji wyrządzają pestycydy (nawet ich minimalne dawki). Gubi pszczoły również brak
pożywienia i utrata naturalnych siedlisk, głównie przez coraz większe areały monokulturowych upraw.
Spadek liczebności pszczół będzie miał poważne skutki dla polskiej gospodarki. W Polsce wartość
sprzedaży miodu wynosi około 400 mln zł, a wartość sprzedaży warzyw i owoców, które powstają
dzięki trudowi pszczół, szacuje się na 6 mld złotych. Aż 80% roślin to gatunki owadopylne i pszczół
niczym zastąpić się nie da. Wymieranie pszczół na świecie jest dzisiaj bezdyskusyjnym faktem i za to
w dużej części odpowiedzialne są też monokultury roślin GMO wraz z towarzyszącymi im
pestycydami (toksyna Bt, glifosat, glufosynat amonowy). Ginięcie pszczół ewidentnie grozi
załamaniem rynku żywności.
Czy możliwa jest i na jakich zasadach koegzystencja wysokotowarowego rolnictwa z udziałem
GMO i rolnictwa tradycyjnego oraz ekologicznego?
30
Piotr Adamczewski (Polityka 4(2843), 82, w artykule „Płynne złoto”
29
Doświadczenia krajów, które od kilkunastu lat stosują uprawy GMO wykazały niezbicie, że
koegzystencja, rozumiana jako nie przynosząca szkód rolnikom tradycyjnym i ekologicznym JEST
NIEMOŻLIWA. Rośliny GM mogą się krzyżować z roślinami tradycyjnymi, czemu nie zapobiega
stosowanie izolacji przestrzennej (pasy buforowe), gdyż pyłek roślinny w czasie silnych wiatrów
przenosi się nawet na setki kilometrów. Zanieczyszczenie zbiorów rolników tradycyjnych i
ekologicznych oraz materiału siewnego następuje nie tylko wskutek krzyżowego zapylenia,
ale przede wszystkim poprzez wymieszanie się nasion, co następuje za pośrednictwem maszyn
rolniczych, w transporcie, w magazynach, etc. Koszty stałego monitoringu i testowania upraw, plonów
i zbiorów oraz materiału siewnego idą w miliony euro, jak wykazały doświadczenia niemieckie. Nasza
gospodarka nie jest przygotowana na ponoszenie takich kosztów, nie jesteśmy też przygotowani
instytucjonalnie i wykonawczo do realizowania unijnych przepisów dotyczących koegzystencji.
Należy podkreślić, że właśnie koszty koegzystencji są jedną z przesłanek jakie leżą za niemieckim
zakazem upraw kukurydzy MON810.
Nie ma wątpliwości, że uprawy roślin GM podważą egzystencję ponad 20 000 polskich
gospodarstw ekologicznych oraz będą przyczyną problemów i wymiernych strat finansowych
gospodarstw tradycyjnych. W myśl ustawy o rolnictwie ekologicznym i odpowiednich rozporządzeń
EU (EU 834/2007) produkt uznany za ekologiczny nie może mieć żadnej zawartości organizmów GM.
Wprowadzenie upraw roślin GM w Polsce może okazać się per saldo droższe niż zysk wynikający z
produkcji. Aby zminimalizować niezawinione straty rolników ekologicznych, koszt mechanizmów
kontroli upraw i monitoringu transgenów w środowisku powinien być przerzucony na użytkownika
odmian GMO, a materiał siewny GM dodatkowo opodatkowany akcyzą na pokrycie kosztów
koegzystencji. Bez wdrożenia takiego systemu nie można pozwolić na uprawę roślin GM. W polskich
instytucjach naukowych oszacowano, że koszt jednego badania na obecność transgenu wynosi od 1
000 do 1 500 PLN. Rolnicy nieświadomie dysponując nasionami własnych roślin przypadkowo
przekrzyżowanych z pyłkiem roślin transgenicznych mogą, i jak wiemy to z praktyk producentów
materiału siewnego GMO, będą oskarżani o nielegalne korzystanie z cudzej własności intelektualnej
(patenty). Konieczne zatem jest wypracowanie jasnych zasad dotyczących odpowiedzialności
finansowej za koszty monitoringu i koszty zanieczyszczenia. Te kwestie muszą być prawnie
rozstrzygnięte na podstawie zasady „zanieczyszczający płaci”. Zaniedbanie tego problemu spowoduje
obciążenie podatników kosztami odszkodowań i kontroli.
Zanim zapadną decyzje dopuszczające lub niedopuszczające uprawy roślin GM w Polsce
należy uporządkować istniejące prawodawstwo i znaleźć sposób na kontrolę nielegalnych upraw tych
roślin.
Kilkanaście lat doświadczeń innych krajów pokazuje bezspornie, że koegzystencja upraw
GMO z uprawami konwencjonalnymi i ekologicznymi jest źródłem nieustannych konfliktów i
procesów sądowych, w biedniejszych krajach staje się przyczyną bankructw rolników. Polska ma
szanse tych problemów uniknąć wzorując się na tych państwach Europy, które zrezygnowały z upraw
GMO.
Czy w związku z tym, że już obecnie składnikiem pasz wysokobiałkowych są rośliny genetycznie
modyfikowane, możliwa jest produkcja zwierzęca z zakazem stosowania GMO jako składnika
pasz?
Problem pasz GMO należy rozpatrywać zarówno w skali lokalnej, polskiej, jak i w skali
globalnej, włącznie z problemem niekorzystnych zmian klimatu, do których przyczynia się produkcja
tych pasz. Jak wiemy Brazylia należy do największych światowych producentów soi GM „Rundup
ready”, która jest obecnie najtańszą paszą białkową dla drobiu, trzody chlewnej i bydła. Do jakich
niekorzystnych przemian doprowadziła masowa uprawa soi GMO w tym kraju dowiadujemy się m.in.
30
z artykułu w Polityce31. Podobne dramatyczne przemiany występują w Argentynie i Paragwaju. Aby
zaspokoić rosnące zapotrzebowanie świata na soję, pozwolono koncernom na beztroską i rabunkową
eksploatację środowiska. Przed wyborem Luiza Inácio Lula da Silva na prezydenta nikt nie
monitorował, ile drzew wycina się w brazylijskiej Amazonii i ile zanieczyszczeń wpuszcza się do
rzek. Katastrofa społeczna i ekologiczna wisiała w powietrzu. Kiedy Lula obejmował władzę, rocznie
znikało 28 tysięcy kilometrów kwadratowych dżungli, budząc ogromny niepokój społeczności
międzynarodowej. W ten sposób europejski drób i trzoda chlewna korzystają ze środowiska
naturalnego Brazylii, wykorzystując możliwości prawne i klimatyczne tego kraju.
Musimy mieć świadomość, że tańsza żywność w Europie przyczynia się do nasilenia katastrof
ekologicznych w innych rejonach kuli ziemskiej (susze, powodzie, tornada) i ocieplenia klimatu
(wskutek wycinania lasów). Nikt z lobby paszowego nie chce się do tego przyznać, uważając, że
rabunkowa eksploatacja zasobów przyrodniczych innego kraju odsuwa tę odpowiedzialność daleko od
rodzimych kurników i chlewni. Jednak prowadząc mądrą i dalekowzroczną politykę można takim
zjawiskom przeciwdziałać. W ubiegłym roku, pod rządami prezydenta Luli, w Brazylii wycięto już
tylko 7 tysięcy kilometrów kwadratowych dziewiczego lasu i miejmy nadzieję, że proces zagłady
dżungli amazońskiej uda się zahamować.
W Polsce, mamy do czynienia ze skutkami wieloletnich zaniedbań, które doprowadziły do
utraty naszej niezależności w zakresie produkcji wystarczającej ilości białka paszowego.
Korzystnym zwiastunem zmian jest program MRiRW z 2011 roku, nakierowany na zwiększenie
upraw roślin strączkowych jako alternatywnego źródła białka dla trzody chlewnej, bydła i drobiu.
Program ten wymaga jednak dalszej modyfikacji i wprowadzenia systemu wyraźnych zachęt nie tylko
dla producentów roślin, ale i dla producentów pasz oraz dla hodowców zwierząt. Duże fermy
hodowlane nie korzystają bowiem z uprawy własnej ziemi, jako bazy paszowej, a opierają się na
produktach z importu, dla nich więc w programie tym nie ma dotychczas żadnych zachęt do zmian.
Program ministerialny, jeżeli uda się go wdrożyć w życie, ma także inne zalety. Uprawa roślin
strączkowych i motylkowatych przyczynia się bowiem do obniżenia kwasowości gleb, które w około
80% wymagają ciągłego wapnowania. Poprawiają także bilans azotu i strukturę gleby. Warunkiem
jego skuteczności powinno być jednak egzekwowanie zbierania plonu roślin strączkowych, a nie takie
patologiczne zjawiska, jak uprawa roślin strączkowych w celu uzyskania dotacji do hektara.
W Polsce panuje przekonanie, że wyeliminowanie z żywienia zwierząt śruty sojowej
spowoduje znaczący wzrost kosztów produkcji mięsa. W debacie publicznej i politycznej nie podaje
się jednak żadnych źródłowych opracowań ekonomicznych tego zagadnienia. Nie zapominajmy, że
pasze są tylko jednym z wielu czynników cenotwórczych. Obserwacje rynku detalicznego w
Niemczech nie potwierdzają obaw odnośnie 30% wzrostu ceny mięsa w przypadku rezygnacji z pasz
GMO. Wobec rosnących wymagań konsumentów w Niemczech rośnie sektor sprzedaży mięsa
pochodzącego od zwierząt karmionych paszami bez GMO. Tak oznakowane mięso jest sprzedawane
w podobnej cenie jak mięsa produkowane z wykorzystaniem soi transgenicznej, co stawia szacunki
rozpowszechniane w Polsce odnośnie wzrostu cen produkcji pod znakiem zapytania.
Warto też pamiętać o wymaganiach konsumentów niemieckich, gdyż ten rynek stanowi
znaczący udział w naszym eksporcie żywności. Bardzo szybko możemy ten rynek stracić, jeżeli nie
będziemy spełniali jego wymogów. Przykładem takiej sytuacji jest sprawa klatek dla kur niosek –
niedostosowanie naszych hodowców do wymogów UE stało się pretekstem do zerwania współpracy z
polskimi dostawcami przez wielu odbiorców z krajów unijnych.
Śruta sojowa jest powszechnie stosowania w żywieniu drobiu, trzody i bydła. Polska
importuje ten surowiec głównie z Argentyny i USA w ilości ok. 1,8-2,0 mln ton rocznie. Ze względów
strategicznych, wskazana jest dywersyfikacja zarówno źródeł dostaw, jak i samego źródła
Wywiad z Ladislau Dowborem, doradcą byłego prezydenta Brazyli, Luli. “Polityce” (2011)
http://www.polityka.pl/swiat/rozmowy/1518772,1,z-ladislau-dowborem-doradca-bylego-prezydenta-brazyli.read
31
31
pozyskiwania białka paszowego. Obecnie rośnie produkcja soi naturalnej na Ukrainie, która może być
dobrym i tańszym o koszty transportu morskiego dostawcą surowca paszowego dla Polski. Warto też
promować uprawę soi niemodyfikowanej odmiany Annuszka, która charakteryzuje się skróconym
okresem wegetacji i dobrze plonuje w polskich warunkach klimatycznych. Nie zapominajmy również,
że poekstrakcyjna śruta rzepakowa może być stosowana jako zamiennik śruty sojowej. Po
wprowadzeniu do uprawy ulepszonych odmian rzepaku, zawierających śladowe ilości kwasu
erukowego i glukozynolanów, śruta stała się w pełni wartościową paszą białkową, charakteryzującą
się korzystnym składem aminokwasów. Na szczególną uwagę zasługuje znacznie wyższa w
porównaniu ze śrutą sojową, zawartość metioniny i cysteiny oraz wyższa niż w śrucie sojowej
zawartość Ca, P i Mg. W śrucie rzepakowej występują także pewne ilości witamin, które mogą
stanowić uzupełnienie potrzeb dla zwierząt. A zatem, białko rzepakowe charakteryzuje się wysoką
wartością biologiczną, minimalnie wyższą niż białko śruty sojowej.
Warto podkreślić, że chociaż konkurencyjność śruty sojowej jest duża, szczególnie w
produkcji drobiarskiej, która stanowi 14% polskiego eksportu żywności (źródło ARR), to jednak ceny
jaj i brojlerów stale rosną. Coraz popularniejsze na rynkach EU stają się produkty z chowów
sciółkowych czy wolierowych i przemysł drobiarski będzie musiał sprostać zmieniającym się
upodobaniom konsumenckim. Ostatnio Czesi odrzucili dużą partię polskich jaj pochodzących z
chowów klatkowych niespełniających norm EU. Za to od dłuższego czasu karierę robią jajka od
polskiej kury zielononóżki, która z pewnością nie żywi się importowaną soją. Także chów trzody
chlewnej staje się dla rolnika coraz mniej opłacalny. Należy oczekiwać, że w produkcji pozostaną
fermy przemysłowe, w których tucz ściśle podporządkowany jest wymaganiom przemysłu mięsnego.
Z drugiej strony utrzymają się chowy żyjące z produkcji tradycyjnej wieprzowiny opartej na
krzyżowaniu rodzimych ras, dla potrzeb rynku lokalnego i gastronomii. Tradycyjne chowy opierać
będą żywienie o rośliny strączkowe, okopowe i zboża, gdyż nawet tak zwana tania śruta GMO jest dla
nich za droga.
Jednym ze sposobów na obniżenie ceny żywności produkowanej w oparciu o pasze rodzime
jest eliminacja łańcucha pośredników, którzy przechwytują zyski na ścieżce rolnik – klient. Straszenie
drogą żywnością przez wielu ekspertów jest trochę na wyrost, gdyż Polska ma znaczne rezerwy w jej
marnowaniu. Szacuje się, że 1/3 żywności w Polsce ulega zepsuciu. Nikt też nie liczy kosztów
spożywania przez Polaków tak zwanej taniej żywności, której sprzedaje się 90% z ogólnego
asortymentu produkcji. Składnikiem wielu wyrobów od dawna jest soja GMO, sól i dużo wody
wiązanej przez tkankę mięśniową i fosforany.
Naszym zdaniem należy nadal rozwijać program zwiększania produkcji pasz białkowych w
oparciu o rośliny strączkowe. Należy również opracować nowe technologie bezpiecznej produkcji
pasz białkowych w oparciu o mączki mięsno-kostne, zarzucone z powodu choroby szalonych krów i
prionów. Odpady poubojowe są dużym problemem dla zakładów mięsnych i w zasadzie marnowane
przez kompostowanie, spalanie lub biogazyfikowanie.
Uzależnienie całości produkcji zwierzęcej od importowanych pasz grozi Polsce w przyszłości
(perspektywa 20-30 lat):
utratą suwerenności paszowej przez polskich rolników,
wzrostem cen pasz importowanych opartych na soi i kukurydzy
GMO, wzrostem cen wieprzowiny, jaj i drobiu,
ubytkiem ziem w kulturze rolnej i zmianami struktury socjalnej na wsi,
ostatecznym upadkiem polskich firm nasiennych i instytutów naukowych związanych z tą
dziedziną nauki.
32
prof. em. dr hab. Ludwik Tomiałojć,
Muzeum Przyrodnicze Uniwersytetu Wrocławskiego, Członek Państwowej
Rady Ochrony Przyrody
W czyim interesie jest wprowadzenie upraw roślin GM do Polski?
I z czyją stratą?
(s. 59-61)
Wypowiadam się tu jako biolog-ekolog, ale jeszcze bardziej jako syn rolnika znający warunki życia
drobnych rolników na Mazurach, Podlasiu, Dolnym Śląsku. Dane podstawowe do rozważań o
celowości wprowadzenia do Polski niektórych kontrowersyjnych upraw GMO
Czy Polska lub UE musi zwiększyć produkcję roślinną i żywności?
1. Czy Polska i EU odczuwa niedostatek żywności dla swoich obywateli?
Nie. I Polska i UE mają nadprodukcję żywności, o czym świadczą:
ustanawiane górne limity na daną produkcję;
wyrzucanie do 40% produktów gorszej jakości na śmietniki (wg artykułu w
FORUM); 2. Czy Polska uzyskała ostatnio dostęp do nowych wielkich rynków zbytu?
Nie. Po roku 1990 utraciliśmy wielki rynek zbytu na wschodzie.
3. Czy Polska potrzebuje zwiększenia własnej produkcji pasz i odbudowania sieci dystrybucji i
mieszalni pasz?
Nie/Tak. Obecnie nie. Dopiero gdybyśmy się uniezależnili od masowego importu genetycznie
zmodyfikowanych pasz (głównie soi GM) z Argentyny i USA. Czego nie możemy uczynić, mając
wieloletnie umowy całkowicie wysycające krajowe zapotrzebowanie oraz blokujące możliwości
przewozowe naszego transportu morskiego i lądowego.
Jeśli to prawda, to jest to główna przeszkoda przed sprowadzaniem do Polski składników do
pasz z sąsiedztwa (soi niemodyfikowanej) – z Niemiec, czy z Ukrainy. Import śruty sojowej może
jednak zostać wkrótce zmniejszony/zakończony, gdyż w 2009 r. we Wspólnotowym Katalogu
Odmian Roślin Rolniczych zarejestrowano ukraińską odmianę soi niemodyfikowanej Annushka.
Przystosowanej do krótkiego okresu wegetacyjnego, który akurat wydłuża się wraz z ociepleniem
klimatu. Prawdopodobnie będzie ją można uprawiać w Polsce.
Podsumujmy:
Polska obecnie nie musi zwiększać produkcji żywności, jeśli powstanie zapotrzebowanie na
śrutę sojową (kiedy skończy się obowiązywanie umów na import z USA) to stworzy to możliwość
dania zatrudnienia wielu Polakom w uprawianiu WŁASNYCH europejskich odmian upraw i
tworzenia pasz, nie należących do obcych właścicieli (zabierających część zysków)!
33
Głównym polskim i światowym problemem jest BEZROBOCIE, nie niedostatek produkcji
rolnej
Mając nadprodukcję plonów i możliwość rozwinięcia własnej produkcji soi
niemodyfikowanej, wprowadzenie kontraktowanych upraw GMO z zagranicy byłoby uruchomieniem
ostrej konkurencji wśród krajowych rolników.
Latyfundia monokultur GMO utworzone przez garstkę zaradnych kontraktatorów zapewne
spowodowałyby masowe bankructwa drobnych rolników, tak jak na wielką skalę wystąpiło to w
Indiach, popychając do tysięcy samobójstw.
Zatem najpierw należy ograniczyć bezrobocie w miastach. A dopiero jeśli odczujemy
niedostatek rąk do pracy, wtedy można będzie stymulować przemieszczanie się nadmiaru ludności
z wiosek do miast. Wcześniej tylko spowodujemy jeszcze większe napięcia i groźbę masowych
niepokojów społecznych (J. Rifkin, The end of work).
Komentarz: Dokładnie z tego powodu Japończycy zrezygnowali z dalszej robotyzacji w
fabrykach. Wprawdzie fabryki z robotami przynosiły większe zyski ich właścicielom, ale miliony
pozbawionych pracy i środków do życia obywateli zagroziły stabilności Państwa. Zyskiwali nieliczni,
a traciło cale społeczeństwo.
W czyim to interesie? I czym kosztem?
Podobnie byłoby w Polsce w razie wprowadzenia upraw roślin GM. Zyskaliby nieliczni
kontraktatorzy amerykańskiego opatentowanego ziarna, którzy jako zaradni zapewniliby zbyt swych
plonów do wielkich sieci handlowych. Ale straciłyby z 1-2 miliony mieszkańców wsi niemogących
sprzedać swoich plonów, oraz całe społeczeństwo i Państwo borykające się z utrzymaniem
dodatkowych milionów bezrobotnych.
Od noblistów ekonomii, J. Stiglitza i A. Sena wiemy, że kalkulując zyski (np. kwintale z ha)
trzeba uwzględniać też skutki społeczne (bankructwa, bezrobocie) i skutki środowiskowe (możliwe
zmiany w stanie gleb, w stanie innych upraw, zanik owadów zapylających sady, przenikanie
transgenów do innych gatunków roślin uprawnych i roślin dzikich).
Ewentualny zysk grupki kontraktatorów zagranicznego ziarna zmodyfikowanego trzeba
zbilansować ze stratami setek tysięcy mogących zbankrutować drobnych polskich rolników. Dla
których pracy poza rolnictwem nie mamy i mieć nie będziemy przez co najmniej jedną dekadę!
Zdumiewa, że podczas konferencji na Targach POLAGRA w Poznaniu wielu profesorów „od
rolnictwa” opowiadało się bezkrytycznie za uprawami GMO, podnosząc argument rzekomo
większych plonów - dziś wiemy, że plony GMO są średnio o 15% mniejsze – FAO 2004, a korzyści z
racji mniejszych strat od szkodników są tymczasowe. Bo już pojawiły się na sześciu kontynentach
zmutowane owady odporne na truciznę produkowaną przez transgen Bt).
Tym samym profesorowie owi opowiadali się za interesem zagranicznych koncernów i garstki
polskich kontraktatorów, ale przeciw interesowi większości naszych rolników i interesowi
społeczeństwa polskiego.
A czy celem może być zniszczenie rolnictwa tradycyjnego i dobrze rozwijającego się
rolnictwa ekologicznego oraz likwidacja rosnącego eksportu do UE naszych uchodzących za
smaczniejsze produktów spożywczych? W imię ideologicznego przekonania o wyższości rolnictwa
przemysłowego, produkującego żywność gorszej jakości?
Prof. M. Chorąży (Gliwice) celnie napisał: „Presja na złagodzenie regulacji i przepisów
prawnych dotyczących obszarów wolnych od upraw GM w Polsce wychodzi z kręgów związanych z
koncernami agrobiznesu. Podobna presja poprzez różne środki i międzynarodowe organizacje (np.
WTO) jest wywierana na UE. Nie rozumiem motywacji polskich uczonych nalegających na zniesienie
34
zakazu upraw polowych roślin GM, a także stanowiska, że tworzenie w naszym kraju stref wolnych od
GMO jest szkodliwe. Dla kogo?”.
Jest to pytanie kluczowe dla Polaków – pytanie o dobro naszego rolnictwa i dobro polskiego
społeczeństwa.
Czy modernizacja rolnictwa ma tylko jedną drogę, wiodąca przez monokultury GMO?
a) Rolnictwo wielkoprzemysłowe jest niepewne, jako oparte na drogiej ropie naftowej, oraz gorsze,
jako produkujące GORSZEJ JAKOŚCI żywność.
b) Rolnictwo wielkoprzemyslowe pośrednio rodzi miliardy bezrobotnych, tak jak silnik spalinowy
wyeliminował zwierzęta pociągowe. Ale ludzie to nie zwierzęta, i dalej będą żyli, tyle że jako
WYKLUCZENI. Rolnictwo takie rodzi wielkie nierówności społeczne.
Natomiast rolnictwo drobnotowarowe, konwencjonalne lub ekologiczne, nie tylko produkuje
LEPSZEJ jakości żywność, ale daje przeludnionemu Światu to co najpotrzebniejsze – miejsca
pracy, zajęcie i źródło utrzymania dla miliardów „zbędnych” ludzi!
c) Rolnictwo przemysłowe niszczy też różnorodność genetyczną hodowanych zwierząt i roślin,
czyniąc je bardzo podatnym na ataki chorób i szkodników, oraz na zmiany klimatu. Ekolodzy
i leśnicy od pół wieku wiedzą, jaką cenę zapłaciły lasy europejskie za ich monokulturyzację i
ujednolicenie genetyczne wg modelu dawnego leśnictwa niemieckiego.
d) Nobliści z krajów III Świata dowodzą, że przyszły wzrost wydajności plonów w rolnictwie
będzie wynikał z coraz precyzyjniejszej uprawy w niewielkich gospodarstwach, mogących
stosować obok tradycyjnych (ochrona ręczna zamiast chemii) różne nowoczesne techniki
doskonalenia upraw,
takie jak:
markerami molekularnymi wsparty dobór materiału hodowlanego (marker assisted
selection),
organizmy probiotyczne (metoda japońska),
nawadnianie kropelkowe,
biologiczna walka ze szkodnikami (z ograniczeniem stosowania chemii).
Czas w Polsce, by sięgnąć po rzeczywiście światową wiedzę rolniczą, a nie tylko po
jednostronną i uzależniającą ekonomicznie technologię amerykańsko-koncernową.
dr hab. Józef Tyburski,
Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
35
Ekonomiczne aspekty wycofania soi GMO z rynku pasz w Polsce (s. 66)
Zgodnie z wyliczeniami ekspertów IERiGŻ rezygnacja ze stosowania w produkcji pasz z
udziałem zmodyfikowanej genetycznie soi i zastąpienie jej przez tradycyjnie uprawiane w Polsce
rośliny strączkowe (łubiny, grochy, bobik) przy jednoczesnym niewycofaniu soi transgenicznej z
rynku pasz w pozostałych krajach, spowoduje obniżenie konkurencyjności naszych producentów
żywności i pasz na rynku wspólnotowym. Wobec powyższego przedstawiono poniżej alternatywne
podejście do problemu pasz z udziałem soi GMO w Polsce.
Z uwagi na mniejszą (w porównaniu do soi) zawartość białka w tradycyjnie uprawianych
roślinach strączkowych, a zatem wyższą cenę jednostki białka, można upowszechnić uprawę
nowych, wcześnie dojrzewających, nietransgenicznych odmian soi w Polsce. Możliwość taką
potwierdzają wieloletnie już obserwacje plonowania soi m.in. w północnej Polsce, gdzie plon nasion
soi nigdy nie spadł poniżej 2 t z ha, co przy obecnej cenie soi na rynkach światowych daje przychód
około 3 250 zł z ha. Jednocześnie parametry technologiczne współczesnych odmian soi,
dostosowanych do uprawy w naszym klimacie, czynią z niej atrakcyjny surowiec paszowy,
nieustępujący soi z importu.
Wstępna kalkulacja uprawy współczesnych odmian soi w Polsce
Konkurencyjność przychodu rolniczego z uprawy zbóż i soi:
Zboża paszowe
5 t ziarna z ha
po 700 zł za 1 tonę
3 500 zł
Soja – nasiona
3 250 zł
Soja –
dodatkowe
korzyści:
2,5 t nasion z ha
80 kg N w resztkach
pożniwnych
po 1300 zł za 1 tonę
Wzrost wydajności zbóż uprawianych po soi o 1 t z ha
Dodatkowa dotacja do uprawy roślin strączkowych
Razem przychód z uprawy soi
294 zł
700 zł
220 zł
4 464 zł
W celu zaspokojenia potrzeb przemysłu paszowego na soję w Polsce należałoby przeznaczyć
pod jej uprawę około 1 mln ha. Stałoby się to kosztem zbóż, których areał uległby zmniejszeniu z
ok. 8 do 7 mln ha. Należy zaznaczyć, że soja jest bardzo dobrym przedplonem dla zbóż, co pozwala
na odejście od niekorzystnych monokultur zbożowych, poprawiając wydajność ziarna przy
mniejszych kosztach środowiskowych.
Coraz szersze wprowadzanie do uprawy soi nietransgenicznej w Polsce pozwoliłoby na:
stopniową redukcję importu soi GMO począwszy od 2013 roku, przy zachowaniu
konkurencyjności polskiego przemysłu paszowego i mięsnego,
lepszą ochronę praw konsumentów, którzy odrzucają żywność GMO,
dalsze wzmocnienie wysokiej oceny jakości polskiej żywności, a zarazem poprawę jej
atrakcyjności w oczach konsumentów w Europie.
36
Dariusz Jacek Olszewski,
Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
Opinie na temat żywności modyfikowanej genetycznie
– wybrane wyniki badań
Polacy i mieszkańcy UE o nowoczesnych technologiach:
biotechnologia i inżynieria genetyczna
(s. 69)
(na podstawie badania Eurobarometr: Special Eurobarometer 73.1:“Biotechnology”, TNS
Opinion & Social on request of European Commission, October 2010).
„…Na podstawie opinii badanych na temat różnych aspektów związanych z żywnością transgeniczną
można stwierdzić, że stosunek Polaków do żywności modyfikowanej genetycznie jest wyraźnie
negatywny. Respondenci najczęściej wskazywali na to, że żywność ta jest nienaturalna (75%) i
powoduje u nich poczucie dyskomfortu (69%). Ponadto nie jest bezpieczna zarówno dla przyszłych
pokoleń (61%), jak i dla tych, którzy mogliby ją spożywać obecnie (60%). Zdaniem większości
badanych produkcja takiej żywności nie jest korzystna dla gospodarki narodowej (57%), zaś dalszy
rozwój żywności modyfikowanej genetycznie nie powinien być wspierany (57%).”
Bibliografia
vi
Special Eurobarometer 73.1: “Biotechnology”, TNS Opinion & Social on request of European
Commission, October 2010.
Eurobarometr 73.5 “Zagrożenia związane z żywnością”, termin realizacji badania: 12-28
czerwiec 2010.
Bezpieczna żywność a integracja europejska - opinie respondentów z niektórych krajów
Europy Środkowej i Wschodniej, CBOS, listopad 2001
Badanie sondażowe PBS DGA, zrealizowane w dniach 07-09.03.2008 na zlecenie „Gazety
Wyborczej”
Źródła dodatkowe:
Polacy o biotechnologii i inżynierii genetycznej, OBOP, 2005
Badanie sondażowe PBS DGA na temat organizmów modyfikowanych genetycznie,
zrealizowane w dniach 10-11.09.2005 na 1079-osobowej próbie, reprezentatywnej dla
ludności Polski powyżej 15 roku życia. Badanie zrealizowano na zlecenie Greenpeace.
Rozdział II
Wybrane wypowiedzi
uczestników debaty
37
Zbigniew Mirek,
Kierownik Zakładu Systematyki Roślin Naczyniowych
w Instytucie Botaniki im. Władysława Szafera w Polskiej Akademii
Nauk, przewodniczący Komitetu Ochrony Przyrody PA N (s. 75-76)
Zajmę się tu przede wszystkim problemami generowanymi przez uwalnianie do środowiska
roślin genetycznie modyfikowanych oraz technologiami z tym związanymi. Są to problemy z zakresu
bardzo różnych dziedzin życia: problemy społeczne, polityczne, prawne, gospodarczo-ekonomiczne,
dotyczące bezpieczeństwa żywnościowego i mające w związku z tym strategiczne znaczenie dla
bezpieczeństwa i suwerenności państwa; problemy ogólnocywilizacyjne i ogólnokulturowe, z
etycznymi włącznie; problemy medyczne i zdrowotne oraz problemy ekologiczne czy
ogólnoprzyrodnicze postrzegane przez pryzmat zagrożeń dla bioróżnorodności. W każdym z tych
obszarów można znaleźć wystarczająco mocne argumenty przeciwko wprowadzaniu na tym etapie do
otwartej przyrody organizmów genetycznie modyfikowanych i budowania rolnictwa w oparciu o te
organizmy zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Polsce.
Dlaczego wśród innych aspektów bierzemy pod uwagę bioróżnorodność? Samo życie, z życiem
człowieka włącznie, stanowiące centralną wartość każdej kultury i cywilizacji, wyraziło logikę
swojego rozwoju, trwającego już 3,5 mld lat, właśnie bioróżnorodnością. Tym samym
bioróżnorodność stała się współczesnym paradygmatem nauk biologicznych, współczesnej ochrony
przyrody w skali świata (chcę przypomnieć Konwencję o Różnorodności Biologicznej i jej pochodne:
Globalną, Europejską i naszą Krajową strategie ochrony bioróżnorodności) oraz wskaźnikiem i
podstawowym miernikiem rozwoju zrównoważonego, wpisanego w naszą Ustawę Zasadniczą;
bioróżnorodność jest równocześnie archiwalnym zapisem dokumentującym historię i wyrażającym
tożsamość przyrodniczą (także, przyrodniczo-kulturową) każdego miejsca na globie.
Jakie będą, w perspektywie najbliższych 20-30 lat, środowiskowe konsekwencje wprowadzenia
do polskiego rolnictwa upraw zmodyfikowanych genetycznie? Będą one miały charakter negatywny.
Wprowadzenie do środowiska w Polsce roślin zmodyfikowanych genetycznie bardzo poważnie
zagrozi bioróżnorodności. Jak dalece? Nie potrafimy na ten temat wypowiedzieć się w sposób
jednoznaczny, ponieważ zbyt mało jeszcze wiemy. Zmiany i zagrożenia będą bardzo poważne i
wbrew opiniom zwolenników GMO, jakościowo różne, a zarazem wielokroć groźniejsze od
jakichkolwiek innych zagrożeń. Przy wprowadzeniu GMO do wolnego środowiska zmiany są
nieuniknione, nieprzewidywalne co do tempa i kierunku oraz ostatecznych skutków,
niekontrolowalne, niezatrzymywalne i nieodwracalne. Skutki te będą narastać w procesie
długofalowym, którego nie możemy kontrolować w żaden sposób.
Powstaje pytanie, czy możliwa jest, i na jakich zasadach, koegzystencja wysokotowarowego
rolnictwa z udziałem GMO i rolnictwa tradycyjnego? Chciałbym podkreślić, że nie jest ona możliwa i
podstawowe badania biologiczne nie pozostawiają co do tego najmniejszych wątpliwości. Jak
wykazały brytyjskie badania i precedensowy proces wygrany na ich podstawie, skuteczne
przeniesienie pyłku między roślinami GM (w tym przypadku chodziło o wiatropylne trawy), a ich
dzikimi krewniakami, tj. tworzenie mieszańców pokolenia F1 i dalszych, jest niekiedy możliwe na
odległość przynajmniej do 20 km. Wiemy jednak, że pyłek roślin wiatropylnych przenoszony jest na
jeszcze większe odległości. Dziś proponujemy w Europie koegzystencję opartą na strefach
buforowych między uprawami GM i nie-GM liczących około 500 m, a niekiedy znacznie mniej.
38
Nie mamy tu czasu na poruszenie wielu szczegółowych kwestii, dlatego odsyłam Państwa do
drugiego tomu „Biuletynu Komitetu Ochrony Przyrody PAN”, który poświęciliśmy problematyce
GMO; jest on także dostępny na stronie www.botany.pl/kop-pan/kop_biul.html. (obecnie:
www.botany.pl/kop-pan/biuletyn/b2011-2.html - przyp. red.)
o. dr Stanisław Jaromi,
Przewodniczący Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu (s. 81)
Nieprawdą jest, jakoby Papieska Akademia Nauk albo Watykan popierali żywność
zmodyfikowaną genetycznie, a przekonywanie opinii publicznej, że tak jest, wydaje się raczej
nadużyciem. Niestety trwają próby wciągnięcia Stolicy Apostolskiej na listę zwolenników GMO.
Taka jest opinia wyrażona przez oficjalny watykański dziennik „L'Osservatore Romano”
opublikowana w maju 2009 r. w związku z konferencją "Transgenic Plants for Food Security in the
Context of Development" zorganizowaną w Rzymie przez kilku członków Papieskiej Akademii Nauk.
Gdy następnie wydano drukiem dokumentację owego spotkania pokazały się medialne ogłoszenia
mocno nadinterpretujące ich znaczenie. Jeśli czynią to dodatkowo ludzie nauki, którzy dobrze wiedzą
jakie znaczenie ma wydanie dokumentacji jakieś konferencji, nie jest to już brak wiedzy, ale
manipulacja. Tym bardziej, że rzecznik Stolicy Apostolskiej tłumaczył cierpliwie, jakie znaczenie ma
taka publikacja, że przekazuje teksty dostarczone przez uczestników konferencji a ich wartość lub jej
brak wynika z pozycji naukowej autora.
Warto też dodać, że w „L'Osservatore Romano” Francesco M. Valiante pisał wprost o
„rozpychaniu się łokciami, by zwerbować Watykan” do grona zwolenników czy wrogów żywności
genetycznie modyfikowanej. Dzieje się tak od 2003 roku, czyli od kiedy Papieska Rada „Iustitia et
Pax” zorganizowała seminarium na ten temat. Już wtedy jej przewodniczący, kardynał Renato
Martino, ujawnił, że Stolica Apostolska narażona jest „na naciski, pochodzące z rozmaitych stron,
mających odmienne, trudne do pogodzenia interesy”.
Valiante przypomiał, że w znacznie wyższej rangi Instrumentum Laboris Drugiego
Nadzwyczajnego Zgromadzenia Synodu Biskupów Afryki jest mowa o przyczynach głodu na świecie,
w tym także o „niesprawiedliwości i biedzie ludności wiejskiej”. O tym, że „międzynarodowe spółki
dokonują stopniowej inwazji kontynentu, by zawładnąć jego bogactwami narodowymi”. A kampania
na rzecz GMO, która oficjalnie „ma na celu zagwarantowanie bezpieczeństwa żywnościowego,
faktycznie grozi zrujnowaniem drobnych rolników i zagładą ich tradycyjnych upraw, uzależniając ich
od producentów nasion”.
W tym kontekście wydaje się, że taki argument z autorytetu Kościoła jest wynikiem
bezradności środowisk naukowych, które nie potrafią inaczej uzasadnić sensowności wprowadzenia
GMO do rolnictwa.
Piotr Stankiewicz,
adiunkt w Zakładzie Interesów Grupowych w Instytucie Socjologii
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (s. 82-83)
Przyglądając się debacie o GMO z perspektywy socjologicznej, należałoby zwrócić uwagę nie
tylko na samą treść argumentów, podnoszonych za lub przeciwko GMO, lecz przede wszystkim
39
przyjrzeć się uczestniczącym w debacie podmiotom. Innymi słowy, znaczenie ma nie tylko to CO ktoś
mówi, ale KTO to mówi. Biorąc pod uwagę przedstawioną wyżej specyfikę sektora
biotechnologicznego, polegającą przede wszystkim na znaczącym udziale środków prywatnych w tej
dziedzinie nauki, prowadzącym do uzależnienia rozwoju biotechnologii od sektora prywatnego
(przede wszystkim prywatnych koncernów), istotne jest monitorowanie struktury interesów
występującej w polu decyzyjnym związanym z uprawą roślin genetycznie modyfikowanych. W
obszarze tym mamy do czynienia z działalnością wielu grup interesu, które lobbują na rzecz
określonych rozwiązań, które mogą stracić lub zyskać na wprowadzanych regulacjach prawnych
dotyczących GMO. Są to zarówno organizacje rolników, hodowców, jak i globalne koncerny,
instytucje badawczo-naukowe i wreszcie liczni eksperci z dziedziny biotechnologii.
W takiej sytuacji analizując argumenty pojawiające się w debacie o GMO, nie można
rozpatrywać ich w oderwaniu od podmiotów, które te poglądy reprezentują i należy być świadomym
różnorodnych interesów, które kryją się za tymi argumentami. Pan Prezydent Bronisław Komorowski,
gdy jeszcze był marszałkiem Sejmu, w jednym z wywiadów radiowych wypowiedział takie zdanie:
„Ekspertyzy można mieć różne, ja też mogę mieć różne. Są tysiące prawników, setki wybitnych i
każdy z nich może pewnie inną ekspertyzę dać”. Ujmuje ono pewną bardzo istotną prawdę, która
każe do wcześniejszego pytania o to, kto wypowiada dane poglądy, dodać także pytanie „i
dlaczego?”. Jakie interesy wpływają na charakter formułowanych argumentów i stanowisk w sprawie
GMO?
By udzielić odpowiedzi na te pytania potrzebne jest stałe monitorowanie struktury interesów,
obecnych w obszarze GMO, tworzenie mapy interesów i grup interesu działających w tym polu. Jest
to niezbędne nie tylko po to, by móc właściwie oceniać przedstawiane argumenty, ale także w tym
celu, by zapobiegać konfliktowi interesów. Sytuacja konfliktu interesów rozumiana jest tu jako
sytuacja podwójnej lojalności, w której realizacja oficjalnego interesu, związanego np. z zajmowanym
stanowiskiem, stoi w sprzeczności z realizacją innych interesów, wynikających np. z nieformalnych
powiązań z koncernami biotechnologicznymi.
W sytuacji konfliktu interesów często znajdują się naukowcy i eksperci, którzy – tu powraca
kwestia zależności biotechnologii od sektora prywatnego – znajdują się w tej paradoksalnej sytuacji,
że by być uznawanymi za ekspertów, muszą wykazać się odpowiednim doświadczeniem badawczym,
które z kolei trudno zdobyć nie prowadząc badań finansowanych ze środków zewnętrznych i nie
współpracując z podmiotami prywatnymi. W samym fakcie takiej współpracy nie ma oczywiście nic
złego, tak długo, jak długo nie wpływa ona na działalność pozanaukową, np. tę związaną z
działalnością doradczą i ekspercką w sektorze publicznym i jak długo jest ona jawna i podawana do
publicznej wiadomości.
Gdy zdecydowanie „za” GMO wypowiada się uznawany w Polsce i na świecie biolog,
profesor Polskiej Akademii Nauk odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski,
który jest jednak jednocześnie wieloletnim prezesem Polskiej Federacji Biotechnologii, zrzeszającej
m.in. firmy biotechnologiczne, w tym przedstawicielstwa globalnych koncernów takich jak Monsanto,
oraz członkiem zarządu Europejskiej Federacji Biotechnologii, to może pojawiać się wątpliwość, czy
jego stanowisko motywowane jest interesem publicznym czy partykularnym? Czyj interes będzie
reprezentowała ta osoba przewodnicząc Komisji ds. GMO przy Ministrze Środowiska, oceniającej
m.in. wnioski firm biotechnologicznych o uwolnienie GMO do środowiska?
Źródłom konfliktu interesów jest nie tylko prowadzenie badań za pieniądze prywatnych
koncernów, lecz o wiele częściej jest to wszelkiego typu działalność doradcza, konsultacyjna,
opiniodawcza wykonywana na rzecz prywatnych podmiotów. Tego typu usługi są zresztą jedną
z najbardziej powszechnych metod finansowania ukrytego lobbingu.
Konflikt interesów może być rozpoznawany i monitorowany, a przez odpowiednie
zarządzanie może być zneutralizowany. Najprostszą metodą zarządzania konfliktem interesów jest
40
jego ujawnianie. Nie chodzi bowiem o to, by odbierać komukolwiek prawa zabierania głosu i
zajmowania stanowisk publicznych, powinno być jednak jawne, czy dany ekspert wypowiada się jako
przedstawiciel nauki czy jako reprezentant przemysłu biotechnologicznego. Przykładem takiego
ujawniania konfliktu interesów mogą być wspomniane wcześniej deklaracje o potencjalnym konflikcie
interesów i powiązaniach z firmami farmaceutycznymi, do których składania zobowiązani są autorzy
publikujący w czasopismach medycznych. Wydaje się, że przy tego typu debatach, jak ta
organizowana w ramach Forum Debaty Publicznej, ale także przy licznych sejmowych i
ministerialnych komisjach i ciałach doradczych skupiających ekspertów z zewnątrz, tego typu
deklaracje pozwoliłyby na odsłonięcie wielu dysfunkcjonalnych dla polskiego państwa relacji
klientelistycznych i nieformalnych powiązań oraz pomogły zapobiegać ukrytemu lobbingowi.
Jan Krzysztof Ardanowski,
Zastępca Przewodniczącego Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w Sejmie RP
(s. 84-85)
Chciałbym skoncentrować się przede wszystkim na GMO w produkcji żywności i rolnictwie,
ponieważ biotechnologia czy też inżynieria genetyczna w innych dziedzinach nie budzą takich emocji,
a w przypadku produkcji lekarstw, zasługują wręcz na pochwałę. Co do tego zapewne jesteśmy
zgodni.
Chcę powiedzieć, że wszystkich nas obowiązuje zasada przezorności. Zdaję sobie sprawę, że w
toczącej się od kilku lat w Polsce debacie ludzi krytycznie postrzegających GMO, ludzi szukających
innych możliwości rozwoju rolnictwa, rozwoju cywilizacyjnego świata i zapewnienia bezpieczeństwa
żywnościowego, często traktuje się jako ludzi o niskiej wiedzy, nieposiadających kompetencji i
autorytetu. Często słyszę różne pejoratywne epitety, z których „ciemnogród” jest jednym z
najłagodniejszych. Jeżeli poszukiwanie alternatywnych do roślin GMO dróg produkcji żywności,
opartych na rozwoju zrównoważonym, mało ingerującym w prawa przyrody i racjonalnie
zagospodarowującym ogromny, źle wykorzystywany potencjał rolnictwa konwencjonalnego jest
„ciemnogrodem”, to proszę mnie do tej grupy zakwalifikować. Wydaje mi się, że zgodnie z zasadą
przezorności należy przewidywać dalekosiężne skutki pewnych niebezpiecznych działań, takich jak
uwolnienie do środowiska organizmów GMO, szczególnie jeżeli mamy argumenty na temat
szkodliwości obecnej ich generacji. Przypomnę, że m.in. Komitet Ochrony Przyrody Polskiej
Akademii Nauk wiele takich argumentów dostarcza.
Chciałbym powiedzieć, że wszystkie argumenty, które były podnoszone przez zwolenników
GMO w zakresie roślin uprawnych, po dokładnym poznaniu tracą swoją ostrość albo okazują się
wręcz kłamstwem. Mówi się o wydajności tych roślin – tymczasem dane amerykańskie potwierdzają,
że jest ona niższa, niż roślin konwencjonalnych. Miałem okazję sprawdzić to w kilku amerykańskich
ośrodkach badawczych. Opłacalność produkcji rolniczej będzie mniejsza ze względu na bardzo
wysokie ceny nasion po zmonopolizowaniu rynku. Zużycie pestycydów wzrasta, zawężając ich wybór
wyłącznie do preparatów, których tolerancja u roślin była często jedynym celem modyfikacji
genetycznej. W tym kontekście proszę sprawdzić, jaki jest wzrost zużycia glifosatu /Roundup/,
produkowanego przez koncern patentujący także nasiona GMO. Mówi się również o tym, że nie ma
alternatywy białkowej dla soi w paszach. Uzależnieniu produkcji zwierzęcej w naszym kraju /także w
całej UE/ od kilku amerykańskich firm zajmujących się uprawą na różnych kontynentach i dystrybucją
soi GMO miało przeciwdziałać wprowadzenie programu białkowego, czyli produkcji roślin
41
motylkowatych, jak również zgłoszenie przez Polskę wniosku o to, by przywrócić skarmianie
krzyżowe mączek mięsno-kostnych w ramach Unii Europejskiej. Te wdrożone w życie działania
znakomicie rozwiązałyby problem uzależnienia Europy od modyfikowanej soi. Być może sprawiłyby
również, że w wielu dziedzinach produkcji zwierzęcej wytwarzana poza Europą soja byłaby wręcz
niepotrzebna.
Istnieje również zasadnicze pytanie, jaki typ rolnictwa chcemy w Polsce rozwijać. Mamy około
15 mln ha użytków rolnych, około 12 mln ha „pod pługiem”. W porównaniu z Brazylią, która ma
prawie 400 mln ha, Kanadą, Stanami Zjednoczonymi, Rosją, Ukrainą itp., jesteśmy niewielkim krajem
rolniczym. W związku z tym powinniśmy szukać takich kierunków rozwoju rolnictwa, które dają nam
pewne szanse na zagospodarowanie nisz rynkowych, przede wszystkim w produkcji żywności
wysokiej jakości, a nie konkurowanie w obszarze „żywności śmieciowej”, do której zalicza się
żywność z GMO. Nie powinniśmy „kopać się z koniem” ścigając się z krajami o wielokrotnie
większej powierzchni uprawnej.. My z Brazylią nie jesteśmy w stanie konkurować przyjętą tam formą
rolnictwa opartego na „efekcie skali” upraw setek milionów hektarów. Natomiast przekierowując w
znaczącej części nasze rolnictwo na produkcję żywności wysokiej jakości, nie tylko ekologicznej,
jesteśmy w stanie uzyskiwać odpowiednie dochody i sprawić, że to polskie, specyficzne, w dużej
mierze rozdrobnione rolnictwo, oparte na gospodarstwach chłopskich będzie miało szansę przeżyć.
Wydaje się również, że w tej chwili w ramach polskiego rolnictwa i naszej struktury, nie ma
możliwości koegzystencji. Obecna generacja roślin GMO – wyhodowanych metodami
nieprecyzyjnymi, przypadkowymi, niepewnymi co do skutków i efektów dla bioróżnorodności absolutnie nie powinna być uprawiana w Polsce. Może kontynuowanie badań, które nie przerywa
procesu rozwoju nauki, doprowadzi do tego, że za kilkadziesiąt lat te metody będą powszechnie
akceptowane jako szansa dla ludzkości. W tej chwili absolutnie taką szansą nie są.
Stanisław Kowalczyk, (prof. SGH – przyp. red.)
Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno - Spożywczych,
Szkoła Główna Handlowa w Warszawie (s. 85-86)
„…Kolejna uwaga dotyczy procesu produkcji żywności. Otóż możliwe jest albo zwiększenie
produkcji żywności albo ograniczenie jej strat. Pamiętajmy, że w tej chwili 1/3 żywności na świecie
marnuje się, także w Unii Europejskiej. Być może ten kierunek jest bardziej zasadny aniżeli
intensyfikacja produkcji genetycznie modyfikowanej, gdyż konsument tego dzisiaj nie chce.
W związku z tym powstaje pytanie, w czyim imieniu chcemy intensyfikować produkcję – konsumenci
bowiem są zdecydowanie przeciwni, także w Polsce.
Wreszcie na koniec, chce powiedzieć, że tak naprawdę w wielu przypadkach w zakresie
żywności genetycznie modyfikowanej działa rozwiązanie na wzór ACTA. Pamiętajmy, że obowiązują
tu patenty oraz transakcje wiązane: rolnik kupuje nasiona, środki ochrony roślin i całą technologię
uprawy. Jedna z największych firm biotechnologicznych na świecie zorganizowała tzw. policję
nasienną, ścigającą rolników, którzy niezgodnie z prawem używają wyrobów po okresie zakończenia
ważności licencji. Powszechnie znane są także przypadki karania rolników na polach, których
znaleziono genetyczne modyfikacje, pomimo, że nigdy takich roślin nie wysiewali.”
42
Marek Kryda,
Ekspert do spraw GMO w Instytucie Spraw Obywatelskich (s. 88)
„…Dlaczego nikt nie powiedział: „Panie Premierze, niedługo niekontrolowanie GMO w
naszym kraju spowoduje, że nikt nie będzie kupował polskiej żywności, nawet nie dlatego, że ktoś nie
będzie chciał mieć GMO, ale dlatego, że Polska będzie krajem, który nie będzie w stanie
skontrolować, czy ma GMO, czy nie”.
Pamiętajmy, że zawartość ponad 0,9% GMO oznacza, że produkt taki trzeba oznakować jako
GMO. Farmerzy szwedzcy, którzy hodują krowy w Skanii na południu kraju, stwierdzili, że w
kukurydzy importowanej z Polski jest 4% domieszki GMO. Podejrzewam, że nikt nie wiedział o tej
zawartości domieszki kukurydzy GMO ponieważ ta domieszka rozprzestrzenia się w sposób
niekontrolowany. Pytając urzędników Ministerstwa Środowiska, skąd będą wiedzieć, kogo
kontrolować, skoro teraz pozwalają na nierejestrowane uprawy GMO, nie otrzymałem żadnej
odpowiedzi.
Apeluję do Pana Prezydenta, ażeby upomnieć się o ustawę o GMO, dać kompetencje
Ministerstwu Rolnictwa do kontrolowania upraw legalnych i nielegalnych. Nie bądźmy ostatnim
krajem w Europie, który tego dokona.
Krótko powiem teraz o paszy, czyli o soi GMO. Specjalnie pojechałem do obwodu
kaliningradzkiego w Rosji – i zupełnie nie zgodzę się z panem ministrem Tańskim – w miasteczku
Swietłyj, 10 km od Kaliningradu, widziałem wybudowany w 2005 roku ogromny port przeładunku i
miejsce produkcji śruty sojowej. Pokazywano mi dwie linie produkcyjne: jedna jest dla soi GMO,
druga do soi bez GMO. Mówiono mi, że cały czas apelują do Polski, żeby Polska zechciała kupić tę
śrutę bez GMO, chcą barkami to wysyłać do Elbląga, a Polska w ogóle nie jest tym zainteresowana.”
Henryk Wujec,
Doradca Etatowy Prezydenta RP (s. 89)
Żyjemy w społeczeństwie informatycznym, internetowym. Społeczeństwo ma potężną broń w
swoim ręku w postaci dostępu do informacji publicznej. Państwo ma obowiązek informowania, który
produkt jest wytworzony ze środków genetycznie zmodyfikowanych - informacja taka powinna
znajdować się na samym produkcie. Natomiast informacja na temat technologii produkcji powinna
znajdować się na stronie internetowej producenta. Wówczas sami internauci dadzą sobie z tym radę,
informacja będzie powszechnie dostępna i konsument będzie wybierał. Konsument ma potężną broń,
może kupić lub nie kupić, ale musi mieć informację o produkcie.
Polska jest znana z tego, że dysponuje wieloma tradycyjnymi odmianami, gatunkami. To jest
nasz skarb, nasz walor - akurat teraz możemy to wykorzystać. Potrzebny jest renesans produktów
tradycyjnych, regionalnych, ekologicznych - tymi produktami będziemy zdobywać rynek europejski.
To jest nasza szansa.
Istnieją również produkty modyfikowane genetycznie, z współudziałem pasz itd. Tego zmienić
nie możemy, póki obowiązuje prawo europejskie. Jednocześnie możliwe są odstępstwa, których teraz
nie stosujemy, bo nie przyjęliśmy takiego prawa – z tej okazji skorzystali m.in. Francuzi.
Możliwe jest pewne pragmatyczne podejście: nie możemy blokować, ale powinniśmy
informować i promować naszą tradycyjną żywność. Musimy przyjąć prawo, ale ze wszystkimi
wyłączeniami, które pozwolą nam chronić naszą tradycyjną żywność i nasze tradycyjne produkty.
43
Katarzyna Lisowska,
Profesor w Centrum Badań Translacyjnych i Biologii Molekularnej
Nowotworów w Centrum Onkologii – Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie
Oddział w Gliwicach (s. 90)
W kwestii kompetencji: jestem biologiem molekularnym, mam też specjalność w zakresie
biologii medycznej, jestem również członkiem Komisji do spraw GMO przy Ministerstwie
Środowiska.
W grudniu 2011 roku grupa naukowców apelowała do Pana Prezydenta o debatę nad GMO.
Mieliśmy nadzieję, że debata pozwoli unaocznić wszystkie negatywne aspekty biotechnologii
rolniczej i uzależnienia od zagranicznych koncernów. W liście otwartym naukowców padło dziesięć
pytań do polskich polityków. Na te pytania nie dostaliśmy odpowiedzi.
Pytaliśmy między innymi o sprawę zasadniczą – dlaczego w 2008 roku rząd Polski przyjął
ramowe stanowisko mówiące o tym, że Polska dąży, aby być krajem wolnym od GMO, tymczasem
nadszedł rok 2012 i my dalej nie mamy zakazu upraw GMO i dalej debatujemy. Zamiast odpowiedzi
na to pytanie zaproponowano nam dzisiaj dyskusję na temat, czy GMO to szansa czy zagrożenie, czy
GMO to wybór czy konieczność. Odpowiem tak: to jest wyważanie otwartych drzwi. Przykład innych
krajów Europy pokazuje, że nie jesteśmy skazani na GMO. Jeżeli jest wola polityczna, można
zrezygnować z upraw GMO, trzeba tylko chcieć. Jeżeli ktoś jeszcze wierzy, że GMO jest szansą,
niech odpowie sobie na pytanie, czemu największe kraje rolnicze Unii Europejskiej - Niemcy czy
Francja - zrezygnowały z tej szansy i wbrew publikacjom, które pokazuje ISAAA, że w Europie areał
upraw GMO rośnie, areał upraw GMO maleje: na przestrzeni lat 2008–2010 o 20%.
W liście otwartym pytaliśmy też, czy prace nad ustawami regulującymi kwestie GMO będą
objęte tarczą antykorupcyjną. Ze względu na reputację firm, którym zależy na otwarciu Polski na
uprawy GMO, pytanie jest nadal aktualne.
Na zakończenie chcę jeszcze wrócić do kwestii zdrowotnych. Przeczytałam siedemnaście
polskich publikacji dotyczących oceny ryzyka wiążącego się z GMO. Znalazłam między innymi
wyniki, które pokazują, że karmienie zwierząt doświadczalnych eksperymentalnymi odmianami GMO
powoduje różne skutki uboczne. Występują zaburzenia układu odpornościowego, następuje
zwiększenie ilości adduktów w DNA, zaburzenia wskaźników wzrostowych. O tym się nie mówi.
Panie Prezydencie, jeżeli mamy na sercu dobro naszego kraju, nie powinniśmy w tym
momencie debatować nad tym, czy GMO jest szansą albo koniecznością. Powinniśmy spróbować
odpowiedzieć sobie na pytanie, jak szybko odbudować naszą niezależność w produkcji białka
paszowego oraz jak skutecznie wprowadzić w Polsce zakaz upraw GMO.
Józef Tyburski,
Profesor w Katedrze Systemów Rolniczych na Wydziale Kształtowania
Środowiska i Rolnictwa na Uniwersytecie Warmińsko –Mazurskim (s. 91)
Na wstępie odniosę się do czterech podstawowych pytań, które określają przedmiot i cel
Debaty. Otóż w przypadku pytania pierwszego „o ekonomiczne, społeczne i środowiskowe
44
konsekwencje wprowadzenia do polskiego rolnictwa upraw GMO” pragnę powiedzieć, że będą one
wielokrotnie bardziej szkodliwe od wprowadzenia zakazu uprawy GMO.
W przypadku pytania drugiego „czy wprowadzenie do środowiska w Polsce roślin GMO
zagrozi bioróżnorodności”, nie mam wątpliwości, że tak. Wprowadzenie na terenie Polski upraw
genetycznie zmodyfikowanych zagraża bioróżnorodności.
Jeśli kolejnym krokiem (pytanie trzecie) ma być koegzystencja rolnictwa transgenicznego z
rolnictwem tradycyjnym i ekologicznym, będziemy mieć z tym duży kłopot, ponieważ wprowadzenie
wszelkich regulacji w tym względzie jest trudne do wykonania i bardzo kosztowne. Ja chciałbym
przypomnieć – wracam w tej chwili do najważniejszej aktualnie kwestii ekonomicznej (zawartej w
pytaniu czwartym), czyli pasz – że jedyna w Polsce firma, która produkowała certyfikowaną paszę
ekologiczną, musiała z tej produkcji zrezygnować właśnie ze względu na problemy z koegzystencją.
W tej chwili nasi ekologiczni producenci mięsa drobiowego, jajek czy wieprzowiny certyfikowaną,
pełnoporcjową paszę ekologiczną muszą importować z Niemiec lub Holandii – uiszczając dwukrotnie
wyższą cenę. W konsekwencji konsumenci żywności ekologicznej ponoszą zwiększone koszty,
natomiast sprawca i beneficjent tych problemów (dostawca sojowej śruty GMO) żadnych kosztów
„koegzystencji” nie ponosi.
Oczywiście nie zapominam o większościowym rolnictwie konwencjonalnym. Nie ma
wątpliwości, że cena jednostki białka w soi jest niższa niż cena jednostki białka w naszych rodzimych
surowcach strączkowych, tj. łubinach, grochach itd. Natychmiastowa rezygnacja z importu pasz
wytworzonych z soi GMO byłaby niekorzystna w kontekście konkurencyjności naszego rolnictwa, ale
można i należy coraz bardziej upowszechniać produkcję nietransgenicznej soi w Polsce. Dzisiejsze
odmiany soi pozwalają, również na północy kraju, na dobre i wierne plonowanie, przynajmniej na
poziomie 2 ton z hektara. Wobec tego proponowałbym rozważenie możliwości, by kolejne
moratorium zezwalające na tymczasowy import soi GMO obwarować warunkiem, że z roku na rok ten
import będziemy zmniejszać i dążyć do własnej produkcji nietransgenicznej soi jako ważnego
komponentu białkowego pasz. W ten sposób unikniemy szoku cenowego i ryzyka w szerszym
kontekście ekonomicznym, doprowadzając stopniowo do sytuacji, w której nie będziemy zmuszeni do
importu soi GMO i spożywania takich produktów, bo większość konsumentów nie chce żywności
GMO.
Ewa Rembiałkowska,
(profesor SGGW – przyp. red.) Kierownik Zakładu Żywności
Ekologicznej w Katedrze Żywności Funkcjonalnej i Towaroznawstwa
na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji w Szkole
Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (s. 94-95)
Eksport polskiej żywności w ostatnich kilku latach wzrósł ponad sześciokrotnie - dlaczego?
Polska żywność cieszy się w Europie bardzo korzystnym wizerunkiem - 23% polskiego eksportu trafia
do Niemiec, na kolejnych pozycjach znajdują się Włochy, Francja, Rosja. Trzy pierwsze kraje, które
wymieniłam, wprowadziły u siebie zakaz upraw genetycznie modyfikowanych, a ich społeczeństwa
generalnie nie chcą kupować żywności genetycznie modyfikowanej.
Podczas ostatniego pobytu w Niemczech, zwiedzaliśmy fabrykę makaronu w okolicach
Stuttgartu, która w ostatnich latach zrobiła niesamowitą furorę wyłącznie dlatego, że postawiła na
strategię „GMO-frei”, tj. wolne od GMO. Na tej fabryce wiszą mówiące o tym transparenty. Znaczna
45
część Badenii-Wirtembergii zaopatruje się w makaron właśnie w tej fabryce. Chyba takie fakty
powinny być dla nas wskazaniem ekonomicznym co do tego, w jakim kierunku powinniśmy iść.
Jeżeli wprowadzimy uprawy GMO, zniszczymy korzystny wizerunek naszego kraju, co
przedostanie się do świadomości zbiorowej, która jest potężną siłą. Wówczas konsumenci niemieccy,
francuscy, włoscy, a także rosyjscy – w Rosji klimat społeczny również jest przeciwko uprawom
genetycznie modyfikowanym – nie będą już chcieli kupować polskiej żywności. Łatwo
wywnioskować, jakie będą ekonomiczne konsekwencje tego faktu. Zamiast inwestować w techniki
związane z GMO, powinniśmy rozwijać te sektory rolnictwa, które będą miały wielkie powodzenie
u nas, w Europie i na świecie, czyli produkcję regionalną, tradycyjną i ekologiczną, a także Fair Trade
(Sprawiedliwy Handel) i Slow Food.
Katarzyna Jagiełło,
Przedstawicielka Inicjatywy Obywatelskiej „GMO to nie to” (s. 95-96)
W nawiązaniu padających w naszej debacie stwierdzeń, chciałabym powiedzieć, że zgodnie z
danymi z 2011 roku na terenie Unii Europejskiej GMO jest uprawiane na zaledwie 0,1% ziemi rolnej
co w zestawieniu z 4% ziemi oddanej spod uprawy organiczne, nie wspominając o uprawach
tradycyjnych, świadczy o znikomym udziale upraw GMO w rolnictwie europejskim. Dziewiętnaście
państw Unii Europejskiej w ogóle nie uprawia GMO.
Na początku grudnia 2011 roku, Inicjatywa Obywatelska „GMO to nie to” razem z Greenpeace
przygotowała – a poparło nas w tym kilkudziesięciu polskich naukowców – list z pytaniami, które
miały być zaczątkiem debaty. Do dzisiaj nie uzyskaliśmy żadnej odpowiedzi w tej sprawie. W
związku z tym, że te pytania wydają nam się kluczowe dla rozmów o GMO w Polsce, pozwolę sobie
przytoczyć je na forum naszej debaty.
Pytanie pierwsze. W ramowym stanowisku z 2008 roku, Rząd RP deklaruje, że będzie dążył do
tego, aby Polska była krajem wolnym od GMO w zakresie rolnictwa. Przykład innych krajów UE
pokazuje, że jeżeli tylko jest wola polityczna, istnieją możliwości prawne, aby zakazać upraw odmian
genetycznie modyfikowanych. Dlaczego polski rząd dotychczas z tej możliwości nie skorzystał?
Pytanie drugie. Dlaczego w roku 2011 koalicja PO/PSL zaprzestała prac nad ustawą o
organizmach zmodyfikowanych genetycznie, a przyjęła ustawę o nasiennictwie, której zapisy są
sprzeczne z ramowym stanowiskiem rządu z 2008 roku? Mając na uwadze ochronę polskiego
rolnictwa przed GMO, logicznym jest, by w pierwszej kolejności uporządkować kwestie prawne
związane z organizmami transgenicznymi, w tym wprowadzić zakaz upraw kukurydzy MON810 i
ziemniaka Amflora, a następnie podjąć prace nad ustawą o nasiennictwie32.
Pytanie trzecie. Jak państwo zamierza chronić interesy polskiego nasiennictwa i zapewnić
suwerenność rolnictwa, równocześnie realizując program wyprzedaży polskich centrali nasiennych33?
Punkt czwarty. Czy rząd zlecił odpowiednim służbom analizę światowej literatury naukowej,
która dostarcza dowodów na istnienie różnego rodzaju zagrożeń ze strony upraw GMO i żywności
otrzymanej z takich upraw?
Brak ustawy o organizmach zmodyfikowanych genetycznie, która implementowałaby dyrektywę
2001/18/EWG także grozi Polsce sankcjami ze strony Komisji Europejskiej. Ponadto, jak wykazał raport NIK z
2008 roku, chaos prawny w tej materii już doprowadził do rozprzestrzeniania się niekontrolowanych upraw
GMO w Polsce.
33
Konsolidacja rynku materiału siewnego w rękach kilku światowych monopolistów zaczyna stanowić realne
zagrożenie dla suwerenności żywnościowej społeczeństw. Rząd polski powinien podjąć wszelkie starania, aby
przeciwdziałać skutkom takich niekorzystnych trendów. To są decyzje o znaczeniu strategicznym i nie mogą
być podporządkowane doraźnym interesom.
32
46
Punkt piąty. W Polsce dominuje rozdrobnione rolnictwo. Jak w tych realiach rząd wyobraża
sobie zachowanie bezpiecznych odległości buforowych pomiędzy uprawami GMO i tradycyjnymi34?
Punkt szósty. Na jakiej podstawie zakłada się, że uprawy GMO przyniosą zyski przeciętnym
polskim gospodarstwom rolnym, w szczególności gospodarstwom drobnotowarowym, które stanowią
większość w Polsce i dają podstawę utrzymania większości ludności wiejskiej35?
Punkt siódmy. Jakiego rodzaju konsultacje społeczne przewiduje rząd, odnośnie ewentualnego
wprowadzenia upraw GMO, w świetle ratyfikowanych przez Polskę międzynarodowych konwencji36?
Punkt ósmy. Czy właściwym jest, aby w rozmowach z amerykańskimi lobbystami polscy
funkcjonariusze publiczni - politycy i urzędnicy – byli nielojalni wobec własnego państwa,
prezentując stanowisko odmienne od ramowego stanowiska rządu RP w sprawie GMO i aby wyrażali
poglądy niezgodne z interesem Polski?
Punkt dziewiąty. Czy właściwym jest, aby polski rząd korzystał z rad ekspertów zrzeszonych
np. w Radzie Gospodarki Żywnościowej, którzy pozostają w ewidentnym konflikcie interesów, będąc
przedstawicielami organizacji finansowanych przez firmy produkujące nasiona GMO?
Punkt dziesiąty. Prace nad przepisami dotyczącymi GMO powinny z zasady być objęte ochroną
"tarczy antykorupcyjnej", zważywszy na złą sławę, jaką cieszą się na świecie firmy posiadające
patenty na modyfikowane genetycznie nasiona37. Czy taka ochrona była stosowana w pracach Sejmu
poprzedniej kadencji? Czy obecne prace nad przepisami dotyczącymi GMO będą objęte „tarczą
antykorupcyjną”?
Na koniec chciałabym jeszcze zacytować znanego polskiego naukowca, filozofa Zygmunta
Baumana, który pisze: „Amerykańscy giganci w dziedzinie inżynierii genetycznej finansują badania,
które dowodzą ponad wszelką racjonalną wątpliwość, że bez genetycznie modyfikowanych upraw
wyżywienie ludności świata stanie się niebawem niemożliwe. Natomiast na ogół przemilcza się, że te
oświadczenia noszą wszelkie znamiona samospełniających się przepowiedni, a raczej że ich celem jest
wytłumaczenie poczynań sponsorów badań, uczynienie ich bardziej strawnymi poprzez odwrócenie
przyczyny i skutku”.
Klaudia Wojciechowicz,
Przedstawicielka Inicjatywy Obywatelskiej „GMO to nie to” (s. 96-97)
Ja wypowiem się w imieniu Inicjatywy Obywatelskiej „GMO to nie to”, która reprezentuje
konsumentów. Przygotowane przez Kancelarię Prezydenta zestawienie badań opinii publicznej
pokazuje ewidentnie, że polscy konsumenci, tak jak i europejscy, nie chcą upraw GMO, nawet gdyby
ich brak miał oznaczać wzrost cen żywności. Doświadczenia – nie spekulacje, nie szacunki – krajów
takich jak Niemcy czy Austria pokazują, że ceny produktów odzwierzęcych, mięs czy nabiału
Rządowy projekt ustawy o organizmach genetycznie zmodyfikowanych zgłoszony w VI kadencji, wbrew
zapewnieniom, nie jest projektem restrykcyjnym. Przykłady surowych zapisów można znaleźć w ustawach
wielu krajów unijnych i przenieść je do prawa polskiego. Przykładowo, w myśl prawa niemieckiego podmiot, z
winy którego nastąpi zanieczyszczenie upraw tradycyjnych przez GMO, jest zobowiązany pokryć straty
poniesione przez rolnika konwencjonalnego. W projekcie rządowym brakuje takich zapisów.
34
35
W Europie areał upraw GMO maleje, kurczą się też rynki zbytu dla tego typu produkcji. Polska ma dziś opinię lidera w
produkcji tradycyjnej żywności i nadwyżkę w eksporcie żywności produktów rolnych. Te atuty możemy stracić decydując
się na wprowadzenie technologii GMO do naszego rolnictwa.
Obowiązek tychże nakłada na Polskę Protokół Kartageński i Konwencja z Aarhus.
Przykładowo, główny gracz na rynku GMO - koncern Monsanto został wielokrotnie sądownie skazany za
wręczanie łapówek politykom, fałszywe reklamy czy ukrywanie wyników badań nad wpływem swoich
produktów na zdrowie. W jaki sposób rząd zamierza ochronić społeczeństwo przed podobnymi praktykami ze
strony tych firm?
36
37
47
pochodzących od zwierząt karmionych paszami wolnymi od GMO, nie są wyższe, a jeśli są, to co
najwyżej o 2-3%. Polscy konsumenci nie chcą upraw GMO, nawet gdyby ich brak miał oznaczać
wejście w konflikt z prawem Unii Europejskiej – co zresztą, jak pokazała notka analityczna MSZ, nie
musi mieć miejsca. Zatem skoro większość obywateli ma jasne stanowisko co do tego, że nie chcemy
upraw modyfikowanych genetycznie w tym kraju, w tym momencie debata powinna się zakończyć, o
ile ustrój tego kraju nadal jest ustrojem demokratycznym.
Chciałabym się jeszcze odnieść do dwóch spraw, które znalazły się w publikacji przygotowanej
na tę debatę. Doktor Sławomir Sowa pisze: „Analizując obecną sytuację na rynku Unii Europejskiej,
można oczekiwać, że w najbliższym czasie na terenie Unii Europejskiej uprawiane będą tylko
genetycznie zmodyfikowane odmiany niektórych gatunków roślin uprawnych (kukurydza, ziemniak i
burak cukrowy)”. To ciekawa analiza, zważywszy na to, że wielki koncern BASF wycofał się z
kultywacji w Europie uprawy ziemniaka modyfikowanego genetycznie, Monsanto wycofało się z
Francji. Ogólnie areał tych upraw maleje. O jakiej analizie rynku zatem mówimy? Osoby z tytułami
naukowymi, które są osobami publicznymi, nie mogą dopuszczać się tego typu nadużyć. Skoro
mówimy o analizie rynku, powinna to być analiza, a nie propaganda.
Joanna Miś,
Koordynatorka Kampanii Stop GMO w Greenpeace Polska (s. 97-98)
Chciałabym przedstawić Państwu dwa przykłady współpracy rządów europejskich ze
społeczeństwem. Minister rolnictwa Niemiec zapytana, dlaczego zdecydowała się wprowadzić zakaz
uprawy kukurydzy MON 810, powiedziała, że woli sprzyjać interesowi społeczeństwa niż interesowi
kilku koncernów. Niedawno też rząd francuski utrzymał zakaz uprawy kukurydzy MON 810,
argumentując, że do takiej decyzji przekonały go rozmowy z rolnikami. Opór społeczny, rosnąca wola
zakupów produktów wolnych od GMO, niekorzystny wpływ GMO na rolnictwo i środowisko
ekologiczne skłoniły już siedem krajów Unii Europejskiej do wprowadzenia rzeczonego zakazu.
Powstaje pytanie do zwolenników GMO: dlaczego rząd polski w takiej sytuacji nie powinien
wprowadzić zakazu uprawy kukurydzy MON 810?
Mam też kolejne pytanie do zwolenników GMO. Greenpeace współtworzy globalny raport
dotyczący zanieczyszczeń upraw naturalnych poprzez uprawy GMO. Jak pokazują fakty – nie
hipotezy, a fakty – wszędzie tam, gdzie uprawia się GMO, dochodzi do zanieczyszczeń upraw
naturalnych. Na jakiej podstawie w tej sytuacji uważają Państwo, że w Polsce może nie dojść do
takich zanieczyszczeń?
Danuta Pilarska,
Prezes Związku Zawodowego Rolników Ekologicznych św. Franciszka
z Asyżu (s. 97-98)
Jestem rolnikiem i chciałabym zauważyć, że bardzo mało rolników uczestniczy w takich
debatach jak obecna. Chciałabym też powiedzieć, że rolnictwo z GMO oznacza rolnictwo bez rolnika.
Nikt nie pyta rolnika o zdanie i nikt nie edukuje rolnika, jakie będą konsekwencje, jeżeli
wprowadzimy uprawy genetycznie modyfikowane. Tymczasem możemy mieć tylko jedno rolnictwo:
albo genetycznie modyfikowane, albo czyste i tradycyjne, jakie obecnie ma Polska. Polskie rolnictwo
nie jest przygotowane na wprowadzenie upraw genetycznie modyfikowanych ze względu na swoją
strukturę, jako że mamy ponad milion gospodarstw małych, drobnych. Kto finansowo zadba o ich
48
przetrwanie? Czy ktoś się zastanowił, kto odpowie za powiększone bezrobocie tych rolników, jak
gospodarstwa upadną? Kto ich będzie utrzymywał? Nie pozwólmy na zniszczenie tych gospodarstw!
GMO nie jest żadną alternatywą!
W tym miejscu chciałam powiedzieć, że podczas spotkania unijnych ministrów rolnictwa w
Szwecji, w którym miałam możliwość uczestniczyć, usłyszałam znamienne słowa. Jedna pani,
kucharka, powiedziała: „my wszyscy powinniśmy zrobić krok do tyłu, bo jeszcze krok do przodu to
będzie tylko cmentarz”. Jakie to znamienne kiedy myślimy o GMO.
Nie padło tu ani jedno słowo o pszczołach, które zapylają 85% roślin. Kukurydza MON 810
niszczy owady, te pożyteczne i te szkodliwe, co powoduje wyginięcie 40–50% pszczół. Czy ktoś się
zastanowił, co stanie się z rolnictwem, jeżeli nie będzie w ogóle pszczół? Chciałabym, żeby rolnicy
mieli wybór również w kontekście pasz. Obecnie takiego wyboru nie ma - w sprzedaży dostępna jest
pasza z dodatkiem białka roślin genetycznie modyfikowanych. Chciałabym, żeby wycofano z
sprzedaży paszę w granulacie, która według mnie przypomina trutkę na szczura, a na opakowaniu nie
ma podanego składu. Co więcej, kiedy zadzwoni się do firm - producentów czy dystrybutorów - nikt
nie potrafi odpowiedzieć, co w tych granulkach jest.
Uprawy roślin genetycznie modyfikowanych nie zwiększają plonu. Należy stosować chemiczne
środki ochrony roślin w większych ilościach niż do tej pory, mamy nadmiar produktów rolnych, nie
grozi nam klęska głodu. Po wprowadzeniu upraw roślin modyfikowanych genetycznie rolnik zostanie
pozbawiony prawa do własności nasion - prawo do własności będzie miała korporacja, która
opatentuje te nasiona i za bardzo duże pieniądze będzie decydować, kto i za ile będzie mógł je kupić i
uprawiać. Polski rolnik będzie niewolnikiem amerykańskich korporacji i tego nie wytrzyma.
Uwolnienie GMO do środowiska jest nieodwracalne - to pociąg w jedną stronę i nigdy nie będzie
możliwości przywrócić stanu czystości ziemi, nikt nad tym nie będzie wstanie zapanować. Czy myrolnicy tego chcemy? Czy my konsumenci tego chcemy? Czy Pan Prezydent tego chce?
Mamy z synem około 100 hektarów upraw ekologicznych. Nie sięgamy po żadne pasze,
karmimy zwierzęta tym, co urośnie na polu, nie mamy problemu z weterynarzem i lekarzem. Żyje
nam się zdrowo i czujemy się dobrze, bo jemy przygotowane przez nas produkty - piekę chleb z mąki
orkiszowej, uprawiam wszystkie warzywa i przetwarzam je, sama wytwarzam wyroby wędliniarskie.
Panie Prezydencie odpowiadam: organizmy genetycznie modyfikowane stanowią zagrożenie
dla rolnika.
Bożenna Wójcik,
ekspert Instytutu na rzecz Ekorozwoju oraz członek Zarządu Forum
Aktywizacji Obszarów Wiejskich (s. 98-101)
Chciałabym zaapelować bardzo mocno do naszych Władz, o dużą aktywność na poziomie
europejskim w kierunku zmiany prawa, jakie w odniesieniu do organizmów genetycznie
zmodyfikowanych (GMO) obowiązuje w Unii Europejskiej (UE) – w kierunku możliwości
wprowadzania zakazu na terytoriach państw członkowskich co do uwalniania do środowiska GMO.
Oczywiście należy też wykorzystywać wszystkie te możliwości jakie daje istniejące obecnie prawo
UE, co do zakazu uwalniania do środowiska GMO, o których mówiła przedstawicielka Ministerstwa
Spraw Zagranicznych – jest wręcz niewyobrażalne, że my w Polsce tych możliwości dotychczas nie
wykorzystujemy, tak jak to od kilku lat robią rządy wielu innych krajów UE. Jednak biorąc pod uwagę
zmiany jakie w tej chwili dokonują się w Europie w zakresie świadomości problemów jakie niesie ze
sobą GMO – przede wszystkim na poziomie Parlamentu Europejskiego (PE) i Europejskiego
Komitetu Ekonomiczno-Społecznego oraz Komisji Europejskiej – widać wyraźnie, że otwierają się
możliwości wprowadzenia zmian prawnych w kierunku stworzenia większych możliwości dla
49
państw członkowskich co do samostanowienia w odniesieniu do GMO, trzeba te tendencje aktywnie
wspierać.
Apel ten kieruję głównie do przedstawicieli naszego Rządu działających na poziomie Rady
Unii by o takie rozwiązania walczyli, ale też do naszych przedstawicieli w Parlamencie Europejskim,
czyli europosłów, żebyśmy potem nie mieli takich informacji, że nasi posłowie głosowali w PE za
jakimiś rozwiązaniami, których nie rozumieli i nie zdawali sobie sprawy z tego jakie konsekwencje
niosą uchwalane rozwiązania – tak jak to zdarzyło się przy sprawie międzynarodowej umowy ACTA.
Wprowadzenie tych zmian jest ważne z wielu powodów – o wielu z nich mówili już dzisiaj
eksperci wykazujący problemy dla przyrody, dla zdrowia ludzi oraz dla naszego rolnictwa – tego
tradycyjnego i dynamicznie rozwijającego się rolnictwa ekologicznego, zarówno w wymiarze
ekonomicznym jak i społecznym. Ja chciałabym do sprawy GMO odnieść się przede wszystkim z
punktu widzenia skutków dla różnorodności biologicznej oraz z punktu widzenia zasad
zrównoważonego rozwoju.
Jeśli chodzi o różnorodność biologiczną, czyli nasze bogactwo przyrodnicze, to wiadomo,
wykazywał to też dzisiaj prof. dr hab. Zbigniew Mirek, że uwalnianie GMO do środowiska powoduje
niekorzystne zmiany w przyrodzie – ubożenie różnorodności biologicznej. Trzeba się liczyć z tym, że
nie tylko występować będą przepylenia pomiędzy uprawami z GMO oraz tymi bez GMO, ale również
będą następować przepylenia pomiędzy tymi uprawami, a roślinami dzikimi zbliżonych gatunków.
Jest to bardzo niebezpieczne i co istotne, proces taki nie jest możliwy do zatrzymania ani do
odwrócenia. To spowoduje w dłuższej perspektywie ogromne zmiany w funkcjonowaniu
ekosystemów, nie możemy do nich dopuścić.
Sprawa możliwych zmian w zakresie różnorodności biologicznej, naszego kapitału
przyrodniczego, w kontekście GMO ma trzy zasadnicze wymiary:
nieodwracalność zmian – zmienione geny raz wprowadzone do środowiska już tam pozostaną
na zawsze, a mówimy o genach, które przełamują bariery międzygatunkowe i co szczególnie
istotne, chodzi tu o przełamywanie barier pomiędzy gatunkami z różnych grup organizmów;
niemożność stworzenia skutecznych barier w przyrodzie zapobiegających rozprzestrzenianiu
się poprzez przepylenia zmodyfikowanych genów – środowisko to system o wielorakich
powiązaniach funkcjonalnych – poprzez powietrze, wodę i kontakty organizmów żywych –
roślin, zwierząt, organizmów niższych i w tym wielu organizmów glebowych;
niemożność dokładnego przewidzenia gdzie i kiedy skutki wywołane przez GMO ujawnią się
w sposób najbardziej dotkliwy – przyroda to żywy organizm jako całość, a nie maszyna
zbudowana przez człowieka. Jej strukturę i funkcjonowanie przyrodnicy i ekolodzy poznali
już na tyle, że wiedzą jak różnie może reagować i że skala tych reakcji zależy od tego, które
jej elementy zostaną uszkodzone lub zaburzone, a tego które to będą elementy nie da się
jednak dokładnie obecnie przewidzieć.
Ważne jest w tym nie to, że stracimy ten czy drugi gatunek – choć każdego żal i każdy ma
swoją role w funkcjonowaniu ekosystemów – ale to, że te straty powodują zaburzenia w
funkcjonowaniu ekosystemów. Różnorodność biologiczna nie jest nam bowiem potrzebna tylko
dlatego, że np. piękny jest las i przyjemnie jest w nim przebywać oraz na niego patrzeć. Bogata
różnorodność biologiczna to zdrowe ekosystemy, które świadczą nam różne bardzo ważne usługi – to
właśnie od kondycji ekosystemów, tych podstawowych jednostek struktury przyrodniczej, zależy
wiele dziedzin życia i gospodarki. Od stanu tej struktury przyrodniczej zależy bowiem:
 obieg wody w przyrodzie – zarówno dostępność wody, jak i problemy z nią związane
(nadmiar, brak);
warunki klimatyczne – tak w skali lokalnej, jak i globalnej;
kondycja gleb – jednego z najważniejszych, a niedocenianych ekosystemów;
50
dostępność wielu surowców jakie pobieramy ze środowiska (ich ilość i jakość) – drewno,
rośliny lecznicze, płody rolne.
Do spojrzenia na sprawę GMO z punktu widzenia zasad zrównoważonego rozwoju skłaniają
poza problemami związanymi z różnorodnością biologiczną, przede wszystkim problemy społeczne, o
których wiele tu dziś mówiono, są one wielkiej wagi. Zasada zrównoważonego rozwoju zapisana jest
w polskiej Konstytucji (art. 5), zobowiązania do tego typu rozwoju wpisane są też w traktat o UE oraz
w wiele jej aktów prawnych i dokumentów strategicznych. Dla praktycznego wdrażania
zrównoważonego rozwoju najważniejsze jest stosowanie określonych jego zasad, w tym przede
wszystkim zasady udziału społecznego, jednej z najważniejszych poprzez które opisywany jest rozwój
zrównoważony, ale też koniecznie zasady przezorności i zasady zanieczyszczający płaci, a także
promowanie takich kierunków rozwoju, które nie powodują znaczących zaburzeń w funkcjonowaniu
środowiska przyrodniczego.
Zasada udziału społecznego – społeczeństwo musi mieć prawo do wyrażania swych opinii i
obaw w ważnych i długofalowych sprawach – a do takich niewątpliwie zalicza się sprawa GMO.
Społeczeństwo musi mieć prawo wyboru oraz prawo do pełnej i rzetelnej wielostronnej informacji,
która jest podstawą takiego wyboru. Ważne by przede wszystkim nasi rolnicy – a szczególnie ci,
którzy produkują żywność o najwyższej jakości (ekologiczną, tradycyjną, w tym produkty lokalne i
regionalne) zdawali sobie sprawę z tych zagrożeń i niemożliwości koegzystencji pomiędzy uprawami
z GMO i bez GMO. Społeczeństwo musi mieć też poczucie, że jest wysłuchiwane i że jego obawy o
zdrowie swoje i następnych pokoleń oraz o kondycję środowiska w którym żyje są brane pod uwagę i
że na siłę nie aplikuje się mu tych różnych zagrożeń. A społeczeństwo to konsumenci, którzy jak
pokazują wszystkie sondaże (badania krajowe i eurobarometru) w odniesieniu do GMO mówią NIE!
Zasada przezorności nakazuje nam natomiast unikanie zagrożeń, co do których istnieje duże
prawdopodobieństwo, że mogą wystąpić. Jest to podstawowa zasada prawidłowego strategicznego
planowania i prognozowania, którą najpełniej odzwierciedla procedura strategicznych ocen
oddziaływania na środowisko, którą stosuje się do oceny potencjalnych skutków przyjmowanych
rozwiązań o charakterze planów, programów, polityk i dużej wagi rozwiązań prawnych – niestety nie
zawsze się ją stosuje, a powinno się stosować bardzo szeroko. Jest to najtańszy, bo wyprzedzający
sposób unikania niepożądanych skutków. Przy tylu dowodach na możliwe ogromne straty w zakresie
środowiska przyrodniczego i zdrowia ludzi oraz ogromne spodziewane problemy społeczne
(kompletnie ignorowanych lub wręcz ośmieszanych przez zwolenników GMO) nie można dopuścić
by one wszystkie, lub nawet tylko część z nich, mogła w przyszłości wystąpić.
Stosowanie zasady zanieczyszczający płaci również jest bardzo ważne. Ci co doprowadzają do
zniszczeń w środowisku powinni ponosić koszty jego oczyszczania i rekompensować społeczeństwu
pogarszanie standardów tego środowiska. W przypadku GMO jest jednak iluzją, że odpowiedzialni za
wprowadzanie zmienionych genów do środowiska zapłacą za te wszystkie negatywne skutki, o
których była mowa – za resztę i to znacznie większą i istotniejszą zapłaci społeczeństwo – naszego i
następnych pokoleń. Wielką niesprawiedliwością jest by koszty ponosiło całe społeczeństwo, w tym
rzesze drobnych rolników z gospodarstw rodzinnych, gdy tymczasem zyski/korzyści inkasowałoby
niewielu – głównie koncerny zagraniczne oraz wielcy producenci rolni i różni przedsiębiorcy z
sektorów przetwórstwa i handlu.
Tak więc moim zdaniem obecności GMO, zarówno w uprawach, jak i w paszach dla zwierząt
należy powiedzieć zdecydowanie NIE!
Radosław Gawlik,
Przewodniczący Partii Zieloni 2004 (s. 102)
51
Chciałbym nawiązać do pytania o konsekwencje wprowadzenia upraw GMO, jako że z ust paru
profesorów padło stwierdzenie, że GMO są właściwie nieszkodliwe. Chcę jednak przypomnieć, że w
1998 roku doktor Árpád Pusztai stwierdził uszkodzenie jelit i układu odpornościowego u szczurów
karmionych GMO na tle grupy porównawczej. Badanie było finansowane ze środków rządu
brytyjskiego, to były solidne badania. Dwa dni po tym naukowiec został usunięty z pracy. Później
siedem ośrodków naukowych potwierdziło te badania. Profesor Seralini, biotechnolog, przez dziewięć
lat był ekspertem rządu Francji - obserwował działania firmy Monsanto mówi i badał dopuszczanie do
zastosowania GMO. Koncern ten, przymuszony przez administrację francuską, w końcu ujawnił, że u
szczurów karmionych GMO nasączonych pestycydem wykryto objawy toksyczności GMO w
wątrobie i nerkach. Dodatkowe badania profesora Seraliniego wykazały skutki uboczne, takie jak
intoksykacja pozostałościami Roundapu w komórkach.
Sprawa jest dosyć prosta. Postaram się krótko ją wyjaśnić. GMO łączy się ze stosowaniem
pestycydów albo herbicydów - pestycydy te są rozprowadzane na kolby kukurydzy czy soi GMO i
wnikają do ich środka, nasączają roślinę GMO i zostają tam, są obecne w łańcuchu żywieniowym, ich
pozostałości konsumowane są też przez człowieka.
Jakie są skutki zdrowotne stosowania GMO? Nie biorę pod uwagę sytuacji w Stanach
Zjednoczonych, bo jest tam prowadzony wielki „eksperyment” populacyjny: „karmi się” tam ludność
nieznakowaną żywnością GMO i pewnie za jakiś czas ujawnią się skutki. Czy tego samego chcemy w
naszym kraju?
Dziś na pewno mamy szereg dowodów toksyczności roślin GMO i ich wpływu na zdrowie
zwierząt eksperymentalnych nimi karmionych w stosunku do grup porównawczych karmionych
tradycyjna żywnością. My, ludzie, mamy ponad 90% genów takich samych jak ssaki, na których
robione są eksperymenty, więc nie miejmy złudzeń, co do braku wpływu żywności GMO na nasze
zdrowie.
Dorota Staszewska, (lek. med. – przyp. red.)
Koordynator w Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi –
ICPPC (s. 102-103)
Dziękujemy za uwzględnienie naszej interwencji, która doprowadziła do tego, że jako
przedstawiciel Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi mogę być obecna na tej debacie.
Chcielibyśmy jednak wiedzieć, dlaczego nie zaproszono przedstawicieli społeczeństwa polskiego
zrzeszonego w największej organizacji walczącej o Polskę wolną od GMO, jaką jest Koalicja
"POLSKA WOLNA OD GMO". Nie widzę też przedstawicieli Sejmików Wojewódzkich, a przecież
wiadomo, że wszystkie sejmiki wojewódzkie, podpisując odpowiednie uchwały/rezolucje/stanowiska
ogłosiły, że chcą być wolne od GMO.
Nie ma sensu tracić czasu na szukanie odpowiedzi na pytania: „Czy GMO zagrozi
bioróżnorodności oraz czy możliwa jest koegzystencja upraw GMO z uprawami tradycyjnymi i
ekologicznymi bowiem przy obecnym stanie wiedzy, licznych dowodach naukowych i informacjach
pochodzących z całego świata oczywistym jest, że koegzystencja jest niemożliwa, a mówienie, że jest
inaczej to oszukiwanie Polaków; oczywiste i udowodnione są zagrożenia dla bioróżnorodności.
Nawiązując zaś do ekonomicznych, społecznych i środowiskowych konsekwencji
wprowadzenia do polskiego rolnictwa upraw transgenicznych, pozwolę sobie zacytować następujące
fakty: „Między rokiem 1996 a 2001 eksport kukurydzy z USA do Europy spadł o 99,4% co
spowodowało straty rzędu 300 mln dolarów. Aby ratować dochody rolników, rząd amerykański
musiał przyznać nadzwyczajne dotacje oceniane na 12 mld USD w latach 1999-2002. W maju 2002
52
roku Senat pozwolił na odblokowanie 180 mld USD na następne 10 lat, aby zakamuflować fiasko
upraw transgenicznych.”(źródło: " Świat według Monsanto" Marie Monique Robin)
Czy polski Rząd jest gotowy do tego aby w podobny sposób ratować polskich rolników.
Jacek J. Nowak,
Profesor kontraktowy w Szkole Wyższej im. Bogdana Jańskiego (s. 103-104)
Pracuję naukowo już prawie czterdzieści lat, specjalizuję się w podstawach zrównoważonego
rozwoju, w tym w tematyce bezpieczeństwa żywnościowego, ale moją równoległą specjalnością nadal
jest metodologia podejmowania racjonalnych decyzji. Zalecam spojrzenie z tego punktu widzenia na
tematykę dzisiejszej debaty, bo ma ona pomóc podjąć racjonalne decyzje dotyczące rolnictwa.
Żelaznym elementem racjonalnej analizy decyzyjnej jest ustanowienie i poprawne określenie
właściwych kryteriów decyzyjnych oraz ich hierarchii ważności. Najważniejsze jest spełnienie w
pierwszym etapie kryteriów, które zawierają tak zwane warunki konieczne.
Strategiczne bezpieczeństwo żywnościowe kraju powinno spełniać co najmniej cztery takie
warunki, mianowicie:
- bezpieczeństwo dla zdrowia;
- bezpieczeństwo ekologiczne, zwłaszcza niezdegradowanie gleb, zasobów wody i bioróżnorodności;
- niezależność pod względem materiału nasiennego;
- bezpieczeństwo ilościowe.
Czy rolnictwo transgeniczne spełnia wszystkie te warunki, które powinny być spełnione przed
spełnieniem wszystkich innych kryteriów?
Muszę się przyznać, że lata temu z dużą nadzieją patrzyłem na GMO jako na oznakę
nowoczesnych metod uprawy, nawet sposób na rozwiązanie problemu głodu. Jednakże czytam
artykuły naukowe, w tym oczywiście raporty i informacje z praktyki, pokazujące nie tylko korzyści
związane z GMO. Niestety, zacząłem natrafiać na bardzo wiele publikacji naukowych, raportów i
doniesień z praktyki, które mówią, że takie rolnictwo nie spełnia wspomnianych warunków, zwłaszcza
bezpieczeństwa ekologicznego i niezależności co do materiału siewnego. Istnieją również dowody, że
nie spełnia warunku bezpieczeństwa dla zdrowia. Co więcej, nie jest możliwe współistnienie rolnictwa
transgenicznego i ekologicznego oraz tradycyjnego. W tych regionach świata, w których
upowszechnia się rolnictwo transgeniczne, zanika, a właściwie niszczeje rolnictwo ekologiczne,
powiększa się armia bezrobotnych o ludzi ze wsi, a proces uwolnienia GMO do środowiska jest
nieodwracalny.
Poniekąd odpowiadam tu na jedno z najważniejszych pytań: czy Polska, polskie rolnictwo i
wieś 20-30 lat od uwolnienia GMO do środowiska nie upodobni się do tego bardzo smutnego obrazu,
który obserwuje się w świecie? Nie dziwię się tym krajom europejskim i pozaeuropejskim – na
przykład Japonii – że zakazały upraw GMO.
Dr inż. Wojciech Mikulski,
Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu (s. 105)
Jeżeli Polska otworzy się na GMO, z rynku zniknie polska hodowla roślin - w pierwszej kolejności
rzepaku, kukurydzy, buraków. Później także hodowla pozostałych gatunków zostanie opanowana
przez koncerny zagraniczne. Uważam, że rolniczy kraj jakim jest Polska powinien mieć własną,
krajową hodowlę roślin.
53
Sonia Priwieziencew,
Prezes Zarządu Fundacji Rolniczej Różnorodności Biologicznej „AgriNatura”
(s. 106)
Uczestniczę w tym spotkaniu jako rolnik, założyciel i przedstawiciel takich organizacji jak
Stowarzyszenie dla Dawnych Odmian i Ras, fundacji „AgriNatura”, Lokalna Grupa Działania
„Zielone Mosty Narwii”, ale przede wszystkim jako obywatel. Chciałabym mieć wybór co do nasion,
które będę mogła posiać bez uiszczania opłat, chciałabym mieć wybór tego, czym karmić zwierzęta.
Niestety, w tej kwestii nie ma możliwego kompromisu, ponieważ w momencie, kiedy otworzymy się
zupełnie na GMO, tego wyboru już nie będę miała.
Cieszę się, że rozmawiamy, ale też wiemy doskonale, że tak naprawdę nie ma możliwości
zajęcia stanowiska pośredniego. Każdy powinien podjąć w tej sprawie decyzję w zgodzie z własnym
sumieniem. Ja akurat nie życzę sobie, żeby za mnie decydowali naukowcy. Jesteśmy ludźmi
myślącymi, dopóki Internet jest dostępny potrafimy sami przeanalizować fakty i sami potrafimy
znaleźć informacje – pozwólmy więc obywatelom decydować za siebie, zostawmy im wolny wybór.
Tomasz Włoszczowski,
Prezes Zarządu Społecznego Instytutu Ekologicznego (s. 106)
Dzisiejsze spotkanie ujawnia bardzo skrajne opinie. Ja miałem przygotowaną krótką wypowiedź
na temat suwerenności żywnościowej naszego kraju, bo jest ona jedną z kluczowych kwestii
społecznych i ekonomicznych, ale także zdrowotnych. Tej suwerenności nie będzie, jeżeli będzie
GMO. Nie będzie suwerenności, ponieważ kilka firm światowych – BASF, Syngenta, Monsanto, czy
też firma X – będzie decydowało o tym, co rolnicy mają siać, a społeczeństwo ma jeść. Przyznam, że
niejakim szyderstwem jest fakt, że słowa „kto ma nasiona, ten ma władzę” padły tu z ust osoby, która
jest pro-GMO. Mimo wszystko, jest to prawda. Proszę Państwa, bardzo dobrze, że zastanawiają się
politycy i naukowcy, ale gdzie jest społeczeństwo?
Nie do przyjęcia jest to, że naukowcy uzurpują sobie prawo do decydowania o naszym życiu, o
tym, co mamy jeść i co mają jeść nasze dzieci. Nie zgadzamy się na to. Poza tym, grono naukowców
pro-GMO, jak tu dzisiaj widać, jest w mocno podeszłym wieku i z całym szacunkiem dla wieku i
dorobku, nie może być tak, że pokolenie, które odchodzi będzie miało kolosalny wpływ na życie
pokoleń następnych. Na to również nie ma naszej zgody!
Dorota Metera,
Członek Zarządu Grupy Europejskiej w Międzynarodowej
Federacji Rolnictwa Ekologicznego, IFOAM (s. 109)
54
Chciałabym zwrócić uwagę na pierwsze pytanie Debaty dotyczące aspektu społecznego.
Niestety, muszę się odnieść tutaj do poprzedniej wypowiedzi o tym, że wszyscy spożywamy żywność
GMO. Jako członek tego społeczeństwa chciałabym się dowiedzieć: skoro wszyscy spożywamy
żywność GMO i cała żywność pochodzi z GMO, dlaczego jesteśmy oszukiwani? Jeżeli w żywności
jest powyżej 0,9% GMO, ta żywność powinna być oznakowana. W tym świetle, albo producenci
żywności nas oszukują, albo profesorowie, z ust których takie wypowiedzi padają, mówią nieprawdę.
Jeszcze coś, jeżeli chodzi o aspekt społeczny. Wielokrotnie zwracano tu uwagę na sprawę
bezpieczeństwa dla zdrowia człowieka roślin, produktów roślinnych, czy też produktów zwierzęcych
powiązanych z GMO lub będących produktami GMO. Jeżeli w tym kontekście istnieją wątpliwości,
polecam dossier przygotowane przez zespół naukowców na potrzeby ministerstwa zdrowia Austrii.
Podano w nim bowiem jeden z ważnych argumentów przemawiających za zakazem dotyczącym
uprawy roślin modyfikowanych genetycznie w tym kraju - mianowicie niewystarczające wyniki badań
toksykologicznych i alergologicznych, które nie potwierdziły bezpieczeństwa takich produktów dla
zdrowia.
Chciałabym Państwa zachęcić do przeczytania mojego tekstu zawartego w materiałach
przygotowanych przed debatą, dotyczącego koegzystencji – prawie niemożliwej czy też bardzo
kosztownej. Taka koegzystencja może istnieć na papierze, a w rzeczywistości co roku mamy w
Europie, w tym w Polsce, kilkanaście czy kilkadziesiąt przypadków zanieczyszczenia roślin
tradycyjnych i produktów tradycyjnych przez GMO. I teraz chciałabym zadać pytanie Państwu, którzy
podejmujecie decyzje o budżecie naszego państwa: czy w naszym budżecie są przewidziane środki na
zapewnienie instrumentów monitorowania, kontroli, prowadzenia rejestrów, prowadzenia testów
roślin na obecność organizmów zmodyfikowanych genetycznie? Jak również: kto ma podnieść koszty
takich działań? Bo wydaje mi się, że wszyscy podatnicy nie mogą ponosić tych kosztów – powinni je
ponosić ci, którzy zanieczyszczają środowisko uprawami GMO.
Piotr Stankiewicz,
adiunkt w Zakładzie Interesów Grupowych w Instytuci e Socjologii
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (s. 111-112)
Chciałbym wrócić do wspomnianego wątku konfliktu interesów, którego podniesienie przeze
mnie profesor Twardowski uznał za nieeleganckie. Pan Profesor zadał mi pytanie, czy znam jakieś
badania, które są finansowane ze środków prywatnych, ze środków koncernów. Otóż oczywiście
znam, m.in. ze strony Polskiej Federacji Biotechnologii, gdzie widnieje m.in. opracowanie autorstwa
jednego z profesorów, który wyraźnie dziękuje firmie Monsanto za sfinansowanie tego
przedsięwzięcia.
Nie jest dla mnie istotne, jaki budżet Monsanto przeznacza na prowadzenie badań. Istotne jest
to, jaki jest budżet Monsanto na działania lobbingowe oraz w jaki sposób polscy naukowcy, polscy
biotechnologowie są jednocześnie zaangażowani w działanie tego przemysłu na zasadzie doradztwa,
konsultacji, ekspertyz, pisania różnych opinii itd. Problemem nie jest tworzenie przez Monsanto
instytutów naukowych, lecz wykorzystywanie ekspertów jako ukrytych lobbystów. Problemem jest
przy tym konflikt interesów, który można zdefiniować jako sytuację podwójnej lojalności; krótko
mówiąc: nie można służyć dwóm panom naraz. Nie można więc jednocześnie służyć interesowi
55
publicznemu i państwowemu, który jest wyznaczony przez ramowe stanowisko Polski w sprawie
GMO, a jednocześnie służyć interesom firmy Monsanto, przewodnicząc organizacji, której członkiem
jest firma Monsanto i w której władzach zasiada. Taki konflikt interesów występuje zaś w przypadku
wielu naukowców, którzy korzystają ze zleceń otrzymywanych od prywatnych koncernów, a
jednocześnie pełnią funkcje publiczne jako eksperci rządowi czy sejmowi, doradcy w komisjach czy
komentatorzy w mediach.
W niektórych zachodnich czasopismach medycznych wprowadzono wymóg składania
oświadczeń przez autorów publikujących artykuły na temat leków produkowanych przez określone
koncerny farmaceutyczne. Są to proste oświadczenia odnoszące się do potencjalnego konfliktu
interesów, w których trzeba wskazać, czy w ostatnich latach prowadziło się badania finansowane
przez dany koncern lub w jakikolwiek inny sposób było się w przezeń finansowanym. To jest
standardowa metoda monitorowania konfliktu interesów. Dziwię się, że w tego typu debacie jak
dzisiejsza czy w różnych komisjach do spraw GMO, w różnych ciałach, w których pracach biorą
udział eksperci nie ma obowiązku składania tego typu oświadczeń. Jest to kwestia jawności i
transparentności osób biorących udział w dyskusji i wpływających na proces podejmowania decyzji.
Jan Krzysztof Ardanowski,
Zastępca Przewodniczącego Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w Sejmie RP
(s. 113)
Panie Ministrze, bardzo dziękuję za tę dyskusję. Ona na pewno ułatwi sejmowej komisji
rolnictwa, którą reprezentuję, procedowanie przepisów prawnych, kiedy one trafią do Sejmu – a na
pewno trafią.
Wydaje mi się, że powinniśmy dążyć nie tylko do znalezienia kompromisu – zaapelował już o
to Pan Prezydent – ale także do ujednolicenia aparatu pojęciowego przy ocenie zagrożeń ze strony
uwalniania organizmów GMO do środowiska. Zdaję sobie również sprawę z tego, że często
kompromis będzie niemożliwy i trzeba będzie wybrać pewne racje. Trzeba wtedy także określić polski
interes narodowy, a także wyświetlić, czyje interesy reprezentują uczestnicy debaty na temat GMO.
Myślę, że obowiązkiem nie tylko władz publicznych, ale także wszystkich uczestników tej debaty, jest
troska o dobro konsumentów, społeczeństwa, o interes gospodarczy Polski, w tym rolnictwa i
rolników, jak również odpowiedzialność za środowisko, które chcemy zostawić następnym
pokoleniom w dobrym stanie.
Na koniec chcę zwrócić uwagę zwolennikom GMO, że dyskutując i przedstawiając swoje racje,
należy używać poważnych argumentów. Jeżeli ktoś mówi, że wszystkie dotychczasowe
przekrzyżowania gatunków spokrewnionych są de facto metodami GMO, to niechybnie nie rozumie
tego, że można skrzyżować żyto z pszenicą, czy konia z osłem, ale żyta z osłem już się nie skrzyżuje.
Szanujmy siebie wzajemnie, również przedstawiając swoje argumenty i starajmy się odsunąć
demagogię. Wtedy może, jeżeli uznamy, że „bonus res publicae suprema lex esto” znajdziemy to, co
będzie dobrym interesem dla Polski i Polaków.
56
Rozdział III
Wnioski po debacie
Prof. dr hab. Karol Duczmal, Prezes Polskiej Izby Nasiennej
Leszek Chmielnicki, V-ce Prezes Polskiej Izby Nasiennej (s. 118-119)
Jako Zarząd Polskiej Izby Nasiennej chciałbym zwrócić uwagę, że warunkiem powodzenia
rozwoju produkcji krajowego białka jest dostarczenie polskiemu rolnictwu nowych lepszych odmian
roślin strączkowych. Słaby popyt na nasiona tych gatunków w ostatnich latach spowodował znaczne
ograniczenia programów hodowli roślin strączkowych. Odtworzenie tych programów będzie
wymagało znacznych nakładów finansowych. Przesunięcie środków finansowych na początkowe
rozwinięcie hodowli roślin strączkowych z dochodów z nasiennictwa zbóż, rzepaku czy innych
gatunków roślin uprawnych jest nie realne z uwagi na kurczący się popyt na polskie odmiany, co
spowodowane jest sukcesywnym wypieraniem krajowych odmian z rynku nasion przez odmiany
zagranicznych hodowców. Według danych PIORIN rynek na polskie odmiany, co roku zmniejsza się
o kilka procent a w ostatnich latach udział odmian zagranicznych w poszczególnych gatunkach
wynosił:
pszenica ozima i jara ok. 50%,
jęczmień ozimy i jary ok. 85%,
żyto heterozyjne ok. 90%,
kukurydza ok. 70%
rzepak ozimy ok. 75 – 80%.
Tendencja wypierania polskich odmian z krajowego rynku nasion utrzymuje się w coraz
większym natężeniu. Działania konsolidacyjne spółek hodowli roślin podejmowane w ostatnich latach
przez ANR W-wa nie powstrzymały tego procesu ani też go nie spowolniły natomiast dodatkowo
wygenerowały konflikt z firmami nasiennymi, które w tej sytuacji rezygnują z współpracy z
krajowymi hodowcami i rozmnażają odmiany zagraniczne. Rozwiązania tej sytuacji należy upatrywać
w prywatyzacji spółek hodowli roślin w sposób umożliwiający objęcie udziałów polskim firmom
nasiennym, co wymusiłoby współpracę w rozmnażaniu krajowych odmian a konsekwencji
wygenerowało środki finansowe na dalsze prace hodowlane. Ten model prywatyzacji został kilka lat
temu wdrożony w spółce ZD Bartążek, co do której prawa własności wykonuje IHAR Radzików.
Firmy nasienne zakupując udziały, zostały zobowiązane do rozmnażania odmian, którymi
dysponowała prywatyzowana spółka. W efekcie odmiany, które nie istniały na rynku zostały
upowszechnione, co pozwoliło wygenerować pieniądz na dalszy rozwój. Tylko poprzez wzajemne
powiązanie interesów hodowców roślin strączkowych z firmami nasiennymi spowoduje, że
wytworzone odmiany znajdą się w szerokiej uprawie. Dotychczasowe doświadczenie wykazuje, że w
57
przypadku braku tej współpracy, jak to ma aktualnie miejsce w zbożach, krajowe firmy nasienne będą
rozmnażały odmiany zagraniczne.
Szanowny Panie Prezydencie uprzejmie prosimy o zainteresowanie problemem kurczącego
rynku na polskie odmiany roślin uprawnych Ministra Rolnictwa, gdyż uważamy, że taki kraj rolniczy
jak Polska, winien mieć wysoko postawioną hodowlę roślin i nasiennictwo.
Radosław Gawlik,
Przewodniczący Partii Zieloni 2004 (s.119-123)
GMO nie szkodzi - czy na pewno?
Podczas, gdy trwała walka o weto Prezydenta RP wobec ustawy o nasiennictwie szef Klubu
Parlamentarnego PO w opiniotwórczym TOK FM ogłaszał w sierpniu 2011 roku, że w ustawie
posłowie chcieli formalnie pozwolić na rejestrowanie odmian roślin zmodyfikowanych genetycznie
(GMO), ale tak naprawdę mieli zamiar nadal podtrzymać zakaz ich stosowanie na polach?! Działanie
to było powodowane strachem przed rzekomymi karami UE, które grożą nam za blokadę GMO na
naszym rynku żywności. Mamy tu więc do czynienia z pseudo-argumentacją lub, mówiąc ładniej, z
logiką „za a nawet przeciw”.
Część niezależnych naukowców - uznaje się, niestety, że ponad 95% naukowych specjalistów
od GMO na świecie jest związana, poprzez zlecenia, z koncernami patentującymi nasiona (sic!) – a
także większość organizacji pozarządowych, rolnicy ekologiczni i „nie-ekologiczni” a wystraszeni
wizją monopolizacji nasion zorganizowali kampanię nacisku na prezydenta. Prosili by podpisał weto
wobec tej ustawy i nieodpowiedzialnej filozofii przyzwolenia na rejestrowanie nasion GMO i ich
uprawianie.
Prezydent, jak wiemy, ustawę rzeczywiście zawetował, nazywając ją „bublem prawnym”, nie
omieszkając jednak dodać deklaracji wiary, że same GMO są w porządku, gdyż nie stwierdzono ich
szkodliwości dla zdrowia ludzi.
Podczas ciekawej, będącej kontynuacją rozpatrywania ówczesnych problemów, debaty w dn.
8 lutego w Kancelarii Prezydenta dotyczącej wizji rozwiązania problemu stosowania GMO w Polsce z
udziałem samego Prezydenta Komorowskiego oraz całej rzeszy ministrów (dobry wzorzec w czasach,
gdy decydenci zwykle mają 5 minut na spotkania, które organizują i uciekają do innych niecierpiących
zwłoki zajęć), „niezależni” naukowcy powtórzyli tezę o tym, że w ciągu 15 lat stosowania technologii
GMO w rolnictwie „nie stwierdzono negatywnych skutków dla środowiska i zdrowia ludzi”. Ta
wątpliwa prawda „króluje” w takich opiniotwórczych gazetach jak Gazeta Wyborcza czy Polityka. Co
może myśleć Prezydent skoro osoby z tytułami profesorskimi, ważne media powtarzają tezą o
bezpieczeństwie GMO? A co myślą wszyscy ludzie Prezydenta? Mam nadzieję, że zmienia się już ta
oczywista nieoczywistość o braku dowodów o szkodliwym wpływie GMO. Wielu przedstawicieli
nauki, wśród nich również biotechnologów (m.in. prof. Lisowska), mówiło o tym, odwołując się też
do badań polskich naukowców.
Podczas dyskusji padły mocne słowa doktora Piotra Stankiewicza, dotyczące
sprywatyzowania dziedziny technologii GMO, łącznie z naukowcami, którzy uchodzą za
58
bezstronnych, a reprezentują formalne lub nieformalnie interesy nie niezależnej nauki, lecz wielkich i
zagranicznych firm biotechnologicznych.
Doktor Stankiewicz mówił o ważnej konieczności rozpoznania w debacie publicznej, też w tej
organizowanej przez administrację Prezydenta przedstawicieli grup interesów, czy po prostu
lobbystów z różnych stron, tj. rzeczywistych uczestników dyskusji. Kto jakie interesy reprezentuje w
dyskusji u Prezydenta i w mediach ma ważne znaczenie dla oceny jego wystąpień. Wymowa
oświadczeń jest inna, jeśli profesor Twardowski podaje się jako niezależny przedstawiciel uczelni i
wydziału biotechnologii albo stowarzyszenia prywatnych producentów roślin GMO. Może to i banał,
lecz nie należy o nim zapominać. W takich debatach Prezydent i opinia publiczna winna wiedzieć kto
mówi i kogo reprezentuje ?
A zatem jak jest z tym wpływem GMO na zdrowie ?
Prześledziłem publikacje zagranicznych autorów na ten temat. W stosunku do ludzi trudno to
na razie stwierdzić. W USA i Kanadzie, gdzie od lat żywi się społeczeństwo GMO, nie stosuje się
oznaczeń tych produktów. Uniemożliwia to przeprowadzenie badań porównawczych z osobami, które
nie jadły żywności zmodyfikowanej genetycznie. W tych nominalnie demokratycznych krajach
koncerny stanowiące duży biznes, które opatentowały nasiona, wspólnie z urzędnikami i lobbystami
naukowymi rządu, zdecydowali a priori, że żywność GMO jest zdrowa i nie ma potrzeby
przeprowadzania badań. W związku z tym trwa dziś wielki eksperyment populacyjny na mieszkańcach
tych krajów. Jednak ponieważ GMO jest wszędzie, trudno powiedzieć czy, komu i w jakim stopniu
szkodzi.
Szczury miały trudniejsze warunki. Doktor Arpad Pusztai, naukowiec węgierskiego
pochodzenia, w 1998 roku w Wielkiej Brytanii za duże środki publiczne w publicznym instytucie,
przeprowadził eksperyment porównawczy polegający na karmieniu szczurów ziemniakami GMO a
drugiej grupy kontrolnej tradycyjną odmianą ziemniaków. U zwierząt karmionych zmodyfikowanymi
genetycznie ziemniakami stwierdził uszkodzenie jelit i układu odpornościowego. Doktor Pusztai
ogłosił wyniki tych badań, opatrując je publicznym komentarzem o zagrożeniu GMO dla zdrowia
ludzi. Pierwszego dnia dyrektor instytutu chwalił się tym wynikami badań, drugiego dnia wraz z żoną
został zwolniony z zakazem wypowiadanie się o tym eksperymencie (!), mimo iż pracował w tej
instytucji ok. 40 lat. Lobby i przekupione media (są dowody na takie działania koncernów) okrzyknęły
go hochsztaplerem. Mimo, że później, w siedmiu innych krajach (m.in. w Austrii, Francji i Rosji)
zespoły naukowców potwierdziły wyniki doktora Pusztaia, a Stowarzyszenie Uczonych Niemieckich
wyróżniło go za pryncypialność i odwagę, nigdy go nie przeproszono i nie przywrócono do pracy.
Inny naukowiec, profesor Gilles-Eric Seralini - biotechnolog, przez 9 lat ekspert rządu Francji
- opisuje pseudotesty koncernów udowadniające tezę o braku wpływu GMO na zdrowie. Wyniki
swoich badań, za które z wściekłością został zaatakowany, obronił przez sądami. Prof. Selarini badał
problem pestycydu Rundap, na który są odporne takie rośliny jak kukurydza, czy ziemniaki GMO
produkowane przez Monsanto, ale który to pestycyd jest wchłaniany przez te rośliny. Koncern
przymuszony przez administrację francuską ujawnił, iż u szczurów karmionych tym GMO,
nasączonym pestycydem, wykryto objawy toksyczności GMO w wątrobie i nerkach. Dodatkowe
badania prof. Seraliniego wykazały także skutki uboczne, m.in. intoksykację pozostałościami Rundapu
w komórkach. Prof. Seralini opisuje też m.in. sytuację, którą ujawniły koncerny po wyroku Sądu
Najwyższego Francji. Gdy w teście Monsanto po tygodniu „padła” jedna z czterech krów karmiona
kukurydzą GMO, po prostu usunięto ją z eksperymentu. I już spokojnie można twierdzić, że GMO nie
szkodzi! Jeśli „padają” krowy, na skutek GMO nasączonego pestycydami, czy mogą „padać” też
ludzie?
59
Prof. Selarini badał też pestycyd Roundap, towarzyszący odpornym nań GMO. Oto co mówi
w jednym z wywiadów38: „Mieliśmy do tej pory cztery prace badawcze dotyczące Roundapu.
Opublikowaliśmy też nasze wyniki w kilku międzynarodowych czasopismach naukowych. W
badaniach okazało się, że Roundaup w bardzo małym stężeniu - takim, w jakim on występuje w
GMO, a nawet 800 razy mniejszym, jest w stanie zabijać komórki człowieka w krótkim czasie, tj. 2-3
dni. W jeszcze mniejszym stężeniu Roundup zaburzał system hormonalny, blokując wydzielanie
hormonów płciowych w komórkach, jak też samo działanie tych hormonów w komórkach. Co bardzo
ważne, hormony te mają kluczowe znaczenie dla płodu ludzkiego - bez nich niemożliwe jest
ukształtowanie narządów płciowych noworodka i zdrowych kości”
Powinniśmy oczekiwać, że Prezydent RP, Minister Rolnictwa, nasi „nowocześni”
dziennikarze zmienią, dla równowagi, tych naukowców, którzy im powtarzają mit o nieszkodliwości
GMO na takich, którzy prezentują odmienne zdanie.
Odpowiedzialność mediów
Co jest zatem prawdą? Czy może ja, Zieloni i ekolodzy należymy (nieświadomie) do grupy
bredzącej o spiskowej teorii, gdy mówimy o nieodpowiedzialnej promocji GMO? Osinowy kołek w
pierś „naukowców” i dziennikarzy od GMO, w istocie będących - świadomymi, bądź nie - lobbystami
koncernów wbił Wikileaks, publikując depesze ujawniające działania urzędników Departamentu Stanu
USA wobec krajów UE, w tym Polski, bez skrępowania forsujących interesy GMO.
Profesor Ludwik Tomiałojć, rzetelny naukowiec, ekolog, m.in. były przewodniczący Komitetu
Ochrony Przyrody PAN, dziwił się w wypowiedziach publicznych dlaczego jego sprostowań i
artykułów pokazujących wątpliwości wobec skutków ubocznych GMO nie przyjmowały duże gazety
typu Gazeta Wyborcza lub Polityka. Po publikacji Wikileaks, można się przestać dziwić. Z depeszy
Ambasady Amerykańskiej (z 26.01.2006 r.) wynika, że redaktor Sławomir Zagórski, kierownik działu
naukowego Gazety Wyborczej, tłumaczył się urzędniczce departamentu stanu, że nie może napisać
drugiego pozytywnego artykułu o GMO, bo po pierwszym napisanym po sponsorowanej wizycie w
USA, został mocno w Polsce skrytykowany i nazwany agentem Monsanto (co w tym kontekście
wydaje się zupełnie uzasadnione). Redaktor naczelny Gazety Wyborczej winien się zatem poważnie
zastanowić nad odwołaniem pana Zagórskiego, który w świetle tych informacji nie spełnia wymogów
etycznych obiektywnego dziennikarstwa.
Ukryta strategia rządu i koncernów USA polega na uzgadnianiu z polskimi lobbystami działań
promujących GMO i rozmiękczania oporu społecznego oraz części krytycznych polityków. Cytuję
przetłumaczony fragment depeszy: „Na podstawie dyskusji z naukowcami i innymi działaczami
probiotechnologicznymi, powstał wniosek, że nasza strategia, aby wpłynąć na bardziej pozytywne
nastawienie opinii publicznej powinna być skupiona na podkreślaniu zysków dla konsumentów i na
pozytywnym wpływie, jaki GMO może mieć na redukcję kosztów żywności i leków. Nasze wysiłki
powinny skupiać się również na przedstawieniu pozytywnego wpływu GMO na środowisko poprzez
obniżanie zużycia pestycydów, herbicydów i rezygnację z głębokiej orki.” I dalej: „W najbliższym
czasie jest kluczowe, aby pracować z członkami polskiego rządu, aby zapobiec proponowanemu
dwuletniemu moratorium na nasiona GM, i aby wpłynąć na kształt przyszłych przepisów o
koegzystencji z nadzieją zapewnienia, że nie będą one tak restrykcyjne, aby zapobiec komercyjnemu
użytkowaniu ziarna GMO w Polsce. Stopniowe wprowadzanie GM ziarna paszowego (w
przeciwieństwie do konsumpcji przez ludzi) mogłoby w końcu zmiękczyć społeczny sprzeciw wobec
innych zastosowań GMO”.
38
http://www.eko-unia.org.pl/ekounia/index.php/pl/strona-glowna/gmo/669-prof-seralini-odsania-szokujc-prawd-natemat-gmo
60
Jakie prawo ?
Podczas debaty u Prezydenta przedstawicielka MSZ wskazała kilka możliwości prawnych
ogłoszenia moratorium na GMO zgodnego z legislacją UE. Zatem można to zrobić zgodnie z prawem,
wykazując trochę odwagi i woli politycznej i biorąc pod uwagę lawinę wątpliwości, która zalała
Kancelarię podczas tej debaty.
Sposób, w jaki rząd i Prezydent będą działali w sprawie GMO, dla wielu Polaków będzie
sygnałem stopnia suwerenności polityki kraju w strategicznej dziedzinie rolnictwa i żywności.
Stykamy się tu z interesami wielkiego rządu oraz jednej z firm pochodzącej z zamorskiego kraju
naszego sojusznika, która ma bardzo niechlubną tradycję produkcji takich toksycznych substancji jak
np. PCB. Procesy przed sądami udowodniły, iż mimo świadomości wielce negatywnego wpływu na
zdrowie ludzi produkcja PCB był kontynuowana przez ponad 30 lat po wojnie. Obecnie, mimo
zaprzestania produkcji przed 35 laty, każdy z nas ludzi na Ziemi w tkance tłuszczowej nosi kilka
milionowych części PCB - sztucznej, toksycznej substancji wyprodukowanej przez ów koncern. Dziś
ten sam koncern chce nam sprzedawać GMO i pestycydy do obsługi tego GMO. Ten czynnik delikatnie mówiąc, braku kultury korporacyjnej, a mocniej braku etyki biznesu, bagatelizowania
skutków społecznych i zdrowotnych i kierowania się wyłącznie zyskiem - dodatkowo powinien
wzbudzać nasze obawy i ostrożność.
Prof. nadzw. dr hab. Katarzyna Lisowska,
Członek Komisji ds. GMO przy Ministerstwie Środowiska, biolog molekularny
(s. 1289-129)
Za najważniejsze przesłanki przy podejmowaniu politycznych decyzji w sprawie upraw i pasz GMO
należy uznać co następuje:
1. Prawo unijne pozwala na wprowadzenie zakazu upraw GMO, bez narażania Polski na kary
finansowe. Należy te możliwości wykorzystać do natychmiastowego wprowadzenia zakazu uprawy
kukurydzy MON810, zgodnie z Ramowym Stanowiskiem Rządu RP z 2008 r.


Jedna możliwość wynika z art. 23 dyrektywy 2001/18/WE, który zawiera tzw. klauzulę ochronną,
umożliwiającą państwom członkowskim wprowadzenie tymczasowego ograniczenia lub zakazu
stosowania i sprzedaży konkretnego GMO. Niektóre państwa do tej pory skutecznie ograniczały
stosowanie GMO na swoim terytorium w oparciu o tę klauzulę.
Kolejna możliwość jest specyficzna dla Polski i wynika z korzystnego dla Polski wyroku Sądu Unii
Europejskiej w sprawie T-69/08. Wyrok ten daje Polsce możliwość ustanowienia zakazu upraw
roślin genetycznie zmodyfikowanych na terytorium kraju, z zastrzeżeniem możliwości takich
upraw w strefach wyznaczanych przez ministra rolnictwa.
Dotychczas ani resort rolnictwa, ani resort środowiska nie skorzystał z w/w prawnych możliwości
wprowadzenia zakazu upraw GMO.
2. W interesie Polski leży pilna intensyfikacja działań w kierunku uniezależnienia się od importu soi
GMO na cele paszowe.


Dobre wyniki przynosi rządowy program rozwoju produkcji białka roślinnego. Działania te zakładają
zwiększenie produkcji białka paszowego w Polsce o ok. 650 tys. ton. Już w zeszłym roku
areał upraw roślin strączkowych osiągnął 200 tys. ha (docelowo w 2015 r. - 500 tys. ha).
Uzupełnieniem tego projektu może być upowszechnianie w Polsce uprawy nowych, wcześnie
dojrzewających, nietransgenicznych odmian soi. Możliwość taką potwierdzają wieloletnie już
obserwacje plonowania soi m.in. w północnej Polsce, gdzie plon nasion soi nigdy nie spadł
poniżej 2 t z ha, co przy obecnej cenie soi na rynkach światowych daje przychód około 3 250 zł z
61
ha. Jednocześnie parametry technologiczne współczesnych odmian soi, dostosowanych do uprawy
w naszym klimacie, czynią z niej atrakcyjny surowiec paszowy, nieustępujący soi z importu.

W celu zaspokojenia potrzeb przemysłu paszowego na soję w Polsce należałoby przeznaczyć pod
jej uprawę około 1 mln ha. Stałoby się to kosztem zbóż, których areał uległby zmniejszeniu z ok.
8 do 7 mln ha. Należy zaznaczyć, że soja jest bardzo dobrym przedplonem dla zbóż, co pozwala

na odejście od niekorzystnych monokultur zbożowych, poprawiając wydajność ziarna przy
mniejszych kosztach środowiskowych.
Realizacja tych założeń oznacza zmniejszenie zależności Polski od importu białka paszowego i
zwiększenie bezpieczeństwa białkowego państwa, co jest niezwykle istotne w przypadku wystąpienia
światowego kryzysu w tej dziedzinie czy choćby wahań cenowych na rynkach światowych.
Prof. nadzw. dr hab. Stanisław Kowalczyk,
Katedra Analizy Rynków i Konkurencji, Szkoła Główna Handlowa w
Warszawie (s. 129-132)
Komu potrzebna jest żywność GMO ?
Temat, który wzbudza w ostatnim czasie wiele dyskusji i emocji to genetyczna modyfikacja
roślin i zwierząt, w następstwie tego produkcja żywności na bazie lub z użyciem tych surowców, co
potocznie nazywane jest żywnością GMO (GM Food). Powstaje wobec tego pytanie o przyczynę tych
dyskusji i sporów oraz temperaturę emocji. Z reguły ścierają się dwie grupy adwersarzy, tj. osoby
zawodowo trudniące się biotechnologią (genetyką) i zwolennicy ograniczonej ingerencji w świat
natury. Często na uboczu tych sporów pozostaje „główny” zainteresowany, czyli konsument. Przecież
to w jego interesie, jak podkreślają obie strony, toczy się ten spór.
Co na to konsumenci?
W dyskusjach na temat żywności GMO, często a może nawet zbyt często, słyszymy
argumenty odwołujące się do interesu konsumentów. Interes ten jest jednak postrzegany i
przedstawiany tak, jak chcą tego uczestnicy debat, a nie tzw. statystyczny konsument. Co wobec tego
wynika z opinii samych konsumentów? Eurobarometr 2010 prezentuje efekty ankiety, jaką w zakresie
akceptowalności biotechnologii przeprowadzono w krajach UE39. Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo
zdrowotne żywności GMO, 59% respondentów nie zgadza się ze stanowiskiem, że jest to żywność
bezpieczna, a 58% że jest to żywność bezpieczna dla przyszłych pokoleń40. W wielu krajach odsetek
negatywnie odnoszących się do bezpieczeństwa żywności GMO dla konsumentów przekracza nawet
70% - 80%, przykładowo: Szwecja, Grecja, Litwa, Cypr, Słowenia, Niemcy, Austria. Zdaniem
większości (57%) obywateli UE, żywność GMO przynosi korzyści tylko wybranym osobom, dla
pozostałych stanowi zagrożenie41. Czy takie stanowisko większości mieszkańców UE należy
bagatelizować, czy brać pod uwagę w konstrukcji strategii i działań w tym zakresie?
Bezpieczeństwo żywności GMO
Czy żywność GMO jest zatem bezpieczna dla człowieka? W dyskusjach, literaturze i
wypowiedziach, możemy znaleźć następujące odpowiedzi: 1. tak, jest bezpieczna (z reguły
biotechnolodzy i przedstawiciele biotechnologicznych korporacji); 2. nie, nie jest bezpieczna
(przeciwnicy GMO, przedstawiciele ruchów ekologicznych, lecz także część biotechnologów), 3.
dzisiaj nie możemy tego stwierdzić jednoznacznie (przedstawiciele różnych dyscyplin i grup
społecznych).
39
40
Eurobarometer 73.1, Biotechnology, Report, European Commission, Bruxelles, Oktober 2010.
Eurobarometr…op., cit. s. 18.
41
Tamże.
62
Światowa Organizacja Zdrowia natomiast wypowiada się w tej sprawie w sposób następujący:
„produkty GMO oraz ich bezpieczeństwo dla konsumentów muszą być oceniane w formie case-bycase, nie jest możliwe dokonanie generalnej oceny i stwierdzenie, czy cała żywność
GMO jest bezpieczna, czy nie”42. Jeżeli tak, może lepiej słuchać głosów konsumentów i badaczy„sceptyków”.
Często można spotkać stwierdzenia, że nie ma dowodów na szkodliwość GMO dla organizmu
ludzkiego. To nie jest jednak pełna prawda, gdyby bowiem tak w istocie było, to z jakich powodów
USA wycofały z rynku zmodyfikowanego genetycznie pomidora Flavr Savr oraz dlaczego
prawodawstwo unijne - i nie tylko unijne - przewiduje złożony proces legitymizacji i dopuszczania do
obrotu kolejnych roślin GMO przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności. Ponadto warto
dodać, że nie ma także jednoznacznych dowodów na brak szkodliwości produktów GMO, a w
zasadzie ciągłe pojawiają się nowe wyniki badań, potwierdzające ujemny, szkodliwy wpływ GMO na
wiele aspektów zdrowia człowieka.
Ile GMO w naszym życiu?
Zwolennicy genetycznej modyfikacji żywności chętnie wykorzystują dane na temat upraw
GMO na świecie, by podkreślić, a może i wyrobić przekonanie wśród społeczności konsumenckich o
dynamizmie, czy wręcz powszechności tych upraw. Za główne źródło służą raporty International
Service for the Acquisition of Agri-biotech Applications (ISAAA). Jest to, jak można przeczytać na
stronie internetowej ISAAA43, „mała, żywo reagująca, nie zbiurokratyzowana, międzynarodowa sieć z
trzema ośrodkami w Ameryce Płn., Afryce i Azji”. Misją ISAAA jest „poprawa życia drobnych
rolników w krajach rozwijających się” i „wsparcie zrównoważonego rozwoju rolnictwa”. ISAAA, jak
można dalej przeczytać na stronie internetowej tej organizacji, „co do zasady sponsorowana
(sponsored) jest przez fundacje filantropijne oraz współsponsorowana (cosponsored) przez grupy
donatorów publicznych i prywatnych”. Wśród 22 donatorów wymienionych na stronie ISAAA, tj.
prawdopodobnie głównych finansujących, mamy UNESCO i USAID, ale także Bayer CropScience
AG, Monsanto, CropLife International, czy U.S. Soybean Export Council, a więc firmy żywotnie
zainteresowane kształtowaniem pozytywnego wizerunku i przekonania opinii o powszechności i
bezpieczeństwie upraw GMO.
Takie też optymistyczne wieści płyną z kolejnych raportów ISAAA. Przykładowo ostatni
ISAAA Brief 43-2011, donosi, „uprawy GMO osiągnęły 160 mln ha” oraz „miliony rolników na całym
świecie wybierają uprawo GMO z uwagi na korzyści jakie im przynoszą”44. Problem z tym, że dane te
mogą budzić pewne wątpliwości u czytających. Prześledźmy to na przykładzie Polski. ISAAA już w
raporcie za 2007 rok napisała „2007 był pierwszym rokiem, gdy kukurydza Bt była w Polsce
uprawiana na obszarze 327 ha”45. Może wprawdzie dziwić precyzja danych, bo w Polsce żadna
instytucja takimi nie dysponuje, ale być może to prawda. Dalej możemy przeczytać, iż „oczekuje się,
że obszar uprawy
kukurydzy Bt w 2008 roku zwiększy się (w Polsce – K.S.) wielokrotnie i wyniesie ponad 1000 ha”46.
Jak to zwykle bywa z przepowiedniami, mają one moc samosprawdzająca się. Raport za rok 2008
donosi, że obszar ten w Polsce istotnie zwiększył się i wyniósł, ni mniej ni więcej, tylko prawie 100
tys. ha (!)47. Nie odnotowano natomiast dalszego wzrostu w kolejnych latach. Raport ISAAA za 2011
rok dalej podaje obszar dla Polski poniżej 100 tys. ha. Dodano jedynie notkę, że każdy obszar poniżej
42
43
44
http://www.who.int/foodsafety
http://www.isaaa.org.
ISAAA Brief 43: Global Status of Commercialized Biotech/GM Crops: 2011. Dostępne na stronie:
http://www.isaaa.org.
45
ISAAA Brief 37: Global Status of Commercialized Biotech/GM Crops: 2007, By Clive James Chair, ISAAA
Board of Directors, s. 91
46
Tamże, s. 91.
47
ISAAA Brief 39: Global Status of Commercialized Biotech/GM Crops: 2008, By Clive James Chair, ISAAA
Board of Directors, s. 4.
63
100 tys. ha, a więc nawet kilka ha – zaokrąglono właśnie do 100 tys. ha (!). Jeżeli zatem dane dla
innych krajów mają tę samą precyzję, cały Raport ISAAA ma prawo budzić wątpliwości48.
Dowodem zaprzeczającym tezie o powszechnej już dzisiaj obecności żywności GMO na
rynku
– jak często twierdzą środowiska zwolenników GMO - są wyniki badań Inspekcji Jakości Handlowej
Artykułów Rolno-Spożywczych. Inspekcja ta w latach 2007–2011 przebadała na rynku polskim
ogółem ponad 830 partii artykułów rolno-spożywczych na obecność modyfikacji genetycznych takich
produktów jak: soja i jej pochodne, kukurydza i jej pochodne, pomidory, ziemniaki oraz przetworów,
do których wytwarzania stosowane są powyższe surowce. W następstwie przeprowadzonych badań
stwierdzono obecność dopuszczonej do obrotu na terenie UE modyfikacji w 15 próbkach49 tj. poniżej
2% wszystkich przebadanych próbek żywności i - co warto podkreślić - na poziomie poniżej 0,9%,
czyli nie wymagających uwidocznienia w oznakowaniu produktu. Tak więc na rynku nie istnieje
powszechność żywności genetycznie zmodyfikowanej. Występuje natomiast produkt, jakim jest mięso
(i w efekcie jego przetwory), które w znaczącym stopniu wytwarzane jest na bazie surowców
zmodyfikowanych genetycznie, tj. pasz sojowych. Dzisiejszy spór dotyczy zatem nie żywności GMO,
lecz pasz GMO.
A może ograniczać straty żywności?
Zwolennicy żywności GMO często powołują się na problem głodu i brak możliwości jego
rozwiązania bez GMO. Na świecie 1 miliard osób głoduje, do 2050 roku, w zależności od szacunków,
produkcja żywności powinna wzrosnąć od 35% do 70%. Bez GMO, jak twierdzą zwolennicy takich
upraw, nie będzie to możliwe. Jednak dzisiejsze modyfikacje genetyczne nie zwiększają plonów i
wydajności. Dzisiejsze modyfikacje pozwalają jedynie ograniczyć straty głównie w plonach roślin
uprawnych50.
Ograniczać straty można natomiast na wiele sposobów, między innymi ograniczając straty
żywności. Dzisiaj według szacunków marnujemy na świecie w skali roku około 1/3 produkowanej
żywności, czyli 1.3 mld ton51. Przeciętne straty żywności na mieszkańca wynoszą 280-300 kg rocznie
w Europie i Ameryce Północnej, ale i 120-170 kg w Afryce Subsaharyjskiej i Azji. Jest to
odpowiednio 32% produkcji żywności na osobę w Europie i Ameryce Północnej i 25-35% w Afryce i
Azji. W USA według niektórych szacunków nawet do 50% (!) całej żywności jest marnowana 52. Czy
zatem nie warto wpierw inwestować w ograniczanie strat, a dopiero potem w poszukiwanie nowych
form żywności. Tym bardzie, że te pierwsze środki mają szansę trafić do różnych osób, instytucji i
organizacji, te drugie - do kilku koncernów biotechnologicznych.
Jaka przyszłość żywności GMO?
Przeciwnicy GMO grupują się pod hasłami „Polska wolna od GMO” i podobnymi. Idea to
szczytna, lecz nie do zrealizowania. Wszak jesteśmy członkami jednolitego rynku unijnego. Zakazy
poszczególnych krajów niewiele będą skutkować, gdy inni członkowie zezwolą na takie uprawy i
hodowlę (w przyszłości). Unia nie zna granic, jeżeli nie będzie uprawiał i hodował rolnik w Polsce,
zrobi to w Holandii lub Danii i jego produkt bez problemów znajdzie się na polskim stole. Ideą, którą
można i raczej trzeba podjąć, to „Unia wolna od GMO”. Z uwagi na stanowisko WTO i wpływy w tej
Warto dodać, że z grupy 17 krajów w których wg ISAAA w 2011 r. uprawiano powyżej 50 tys. ha upraw
GMO, 12 to kraje rozwijające się.
49
Ostatni pozytywny wynik pochodzi z 2008 r.
50
Są także dowody, że uprawy GMO reagują spadkiem (!) plonów po kilku latach uprawy w jednym miejscu
oraz, że są bardziej wrażliwe na warunki pogodowe. Zob: S. K. Więckowski, Genetycznie Modyfikowane
Organizmy Obietnice i Fakty, Wydawnictwo Ekonomia i Środowisko, Dostępne na stronie: http://www.izbaochrona.pl.
51
Razem straty na wszystkich etapach produkcji i wyrzucanie żywności do śmieci. Global food losses and food
waste, Save Food! At Interpack2011 Düsseldorf, Germany, FAO Rome, 2011, s. 4.
52
W połowie ubiegłej dekady gospodarstwa domowe w USA wyrzucały na śmietnik żywność o wartość 43 mld
USD. http://www.foodproductiondaily.com/Supply-Chain/Half-of-US-food-goes-to-waste.
48
64
organizacji USA, to także nie będzie łatwe. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że współczesny
konsument w zdecydowanej większości nie życzy sobie zmodyfikowanej żywności, a świat można
wyżywić bez GMO.
Na żywności GMO może zyskać wyłącznie jedna grupa podmiotów, mianowicie
biotechnologiczne korporacje transnarodowe. Ich zyski to sprzedaż praw własności do nasion,
środków ochrony roślin, technologii produkcji i doradztwa. W efekcie także decydowanie o tym, jaką
żywność mamy konsumować i kto ma ją produkować.
Konkluzja końcowa
Nie można rozpatrywać przyszłości GMO przez pryzmat produkcji insuliny czy opłacalności
produkcji wieprzowiny w Polsce, a tak się dzisiaj dzieje53. Jest to bowiem „krótkookresowa
perspektywa krzywego zwierciadła” - widzi problem doraźny i to w fałszywej przestrzeni. To kolejny
terror celów krótkookresowych nad działaniami strategicznymi. To co jest natomiast możliwe to
zamknięte użycie GMO, ale nie GMO powszechne w rolnictwie, żywności i na stołach. Nie ma takiej
potrzeby, ani w kontekście bezpieczeństwa żywnościowego (świat można wyżywić bez GMO), ani
potrzeby forowania korporacji biotechnologicznych, kosztem drobnych rolników i oczywiście
konsumentów.
Jadwiga Łopata,
laureatka Nagrody Goldmana (ekologiczny Nobel),
wiceprezes Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi (s. 132-134)
Produkcja zwierzęca bez pasz z GMO możliwa i konieczna
Zdecydowana większość Polaków, podobnie jak i obywateli z innych krajów UE żąda
zaprzestania intensywnych metod hodowli zwierząt z jej absolutnym uzależnieniem od
ponadnarodowych korporacji, w tym również od pasz opartych na mieszance soi i kukurydzy
modyfikowanych genetycznie. Od dawna domagamy się powołania zespołu niezależnych
specjalistów, w tym przedstawicieli KOALICJI POLSKA WOLNA OD GMO (www.polska-wolnaod-gmo.org), do opracowania programu wycofywania pasz z GMO i zastępowania ich paszami bez
GMO, w tym chociaż w 50% paszami produkowanymi przez tradycyjnych rolników. Wymaga to
prowadzenia konsekwentnej polityki w zakresie promowania produkcji tradycyjnych roślin
paszowych w zrównoważonych gospodarstwach rodzinnych, wspierania finansowego producentów
pasz bez
GMO oraz szerokiej promocji w Polsce i za granicą wysokiej jakości żywności opartej na paszach bez
GMO. Wykorzystania tego elementu jako podstawowego atutu przy tworzeniu PR dla eksportu
polskiej żywności.
GMO to przykład stosowania technik laboratoryjnych, opracowanych w celu przejęcia
kontroli przez ponadnarodowe korporacje nad produkcją żywności. Korporacje te doprowadziły już do
ruiny miliony gospodarstw rolnych oraz do dramatycznego obniżenia jakości żywności na całym
świecie. Tradycyjni i ekologiczni hodowcy świń i drobiu, którzy odrzucają genetycznie
modyfikowaną paszę dla zwierząt lub Ci, którzy czują się zmuszeni do stosowania takiej paszy ze
względu na brak innej możliwej alternatywy, potrzebują wsparcia. Na ich barkach spoczywa reputacja
Polski jako producenta wysokiej jakości żywności!
Patrz przykładowo wypowiedzi ekspertów zamieszczone w Tygodniku Rolniczym (17.02.2012) po debacie
społecznej na temat GMO na Forum Debaty Publicznej.
53
65
Po 15 latach komercyjnych upraw okazuje się, że uprawy genetycznie modyfikowane
znacząco przyczyniły się do zwiększonego stosowania środków chemicznych, nie dają większych
plonów, nie chronią przed szkodnikami i chwastami i przyczyniły się do pogłębiania głodu na świecie
a jedynymi beneficjentami z wprowadzania GMO są ponadnarodowe korporacje!
Na całym świecie rosną obawy i lęki o zdrowie związane z konsumpcją żywności z GMO w
tym nabiału, mięsa i jaj pochodzących od zwierząt karmionych paszami skażonymi GMO. W Polsce
podobnie jak w innych krajach Unii Europejskiej 70-80% konsumentów jest przeciw GMO. Już w
dziewięciu krajach wprowadzono zakazy uprawy kukurydzy MON810, w tym w Niemczech i we
Francji, gdzie również wprowadzono etykiety ze słowami “Karmione paszą bez GMO” na produktach
mięsnych i mlecznych. Na całym świecie pojawiają się przypadki zachorowań i śmierci zwierząt z
powodu zaburzeń metabolicznych wynikających ze spożycia pasz z GMO.
Tymczasem w Polsce w wyniku niekontrolowanej prywatyzacji sektora zaopatrzenia
i produkcji pasz organy państwa całkowicie pozbawiły się kontroli nad prawidłowością jego działania,
a w konsekwencji nad bezpieczeństwem żywnościowym narodu. Nie możemy dopuścić do tego aby
GMO zdominowały nasze gospodarstwa! Polska wieś jest najważniejszą bazą surowcową dla narodu a
celem jest przywrócenie suwerenności żywnościowej.
Zachęcam do rozważenia poniższego przykładu gospodarstwa, w którym z powodzeniem
zastąpiono, częściowo, importowane białko soi, białkiem bobiku. Gospodarstwo o powierzchni 23 ha
ukierunkowane na produkcję tuczników – 200 sztuk rocznie, Podbeskidzie. Powierzchnia zasiewów:
kukurydza na ziarno - 3 ha, bobik 4 ha, dynia pastewna - 1 ha, zboża – 11 ha, rzepak - 2 ha. Kalkulacja
produkcji białka z bobiku na podstawie czteroletnich doświadczeń: plonowanie bobiku średnio - 2,70
t/ha, zawartość białka w bobiku 29 %, średni plon białka 2,7 t x 0,29 = 0,78 t/ha, koszty uprawy 1 ha
bobiku – 1546 zł (*). Koszt produkcji 1 tony białka z bobiku wnosił: 1546 : 0,78 = 1982 zł.
Koszt białka w śrucie sojowej: zawartość białka w śrucie sojowej wynosi 46 %, cena 1 tony
śruty wynosi ok. 1500,00 zł. Zatem 1 tona białka w śrucie sojowej kosztuje 150000 : 46 = 3260, 00 zł.
Różnica ceny 1 tony białka wynosi więc w tym gospodarstwie 3260 – 1982 = 1278 zł na korzyść
bobiku. Rolnik uprawiając 4 ha bobiku zbiera średnio rocznie-4 x 2,7 = 10,8 t bobiku, co równa się
x 0,29 = 3,13 t białka -- 1278 zł x 3,13 = 4000 zł oszczędności.
Kalkulacja powyższa sporządzona została na-podstawie wywiadu z rolnikiem, który
korzystnie ocenia wprowadzoną różnorodność żywienia tuczników i podkreśla bardzo korzystny
wpływ uprawy bobiku na sprawność gleby.
(*) Genetyczna modyfikacja, w przypadku Genetycznie Modyfikowanych Organizmów (GMO),
oznacza sztuczne wstawienie obcych genów do materiału genetycznego danego organizmu. Geny
przenosi się, przekraczając granice między gatunkami np. geny zwierząt przenosi się do roślin.
Metody przy tym stosowane są nieprecyzyjne. Tak zmienione organizmy są zdolne do
rozmnażania i przenoszenia swych zmienionych cech na kolejne pokolenia oraz na
spokrewnione gatunki. W przyrodzie nigdy takie organizmy nie powstają w sposób naturalny.
(*) MON810 – genetycznie zmodyfikowana kukurydza, dopuszczona do upraw w UE
(*) Koszty bezpośrednie uprawy 1 ha bobiku:
Kultywatorowanie ścierniska
Orka
Doprawienie gleby do siewu
Zużycie paliwa na w/w uprawy
Nasiona
1 godz.
2 godz
1 godz
4 godz x 10 l/godz= 40 l
2,50 q x 200 zł/q = 500,00 zł
66
Ciągnik 90 KM
jw.
Jw.
40 l x 4,00 zł = 160,00 zł
500,00 zł – 160,00 zł/ha
(dopłata do materiału
nasiennego )
= 340,00 zł
Zaprawianie
Nawozy
Herbicydy
Zużycie paliwa
Desykacja ROUNDUP
Kombajnowanie 1,5 godz
RAZEM KOSZTY
Fosforan amonu 100 kg
Sól potasowa 100 kg
Komand +Afalon
Siew
Wysiew nawozów
Opryskiwanie
Opryski (herbicyd,desykacja)
3l/ha x 45,00
50 zł
152,00 zl
170,00 zł
132,00 zł
Łącznie 8 godz x 4 zł/l= 32 zł
(ciągnik C330)
135,00
375,00 zł
1546,00 zł
(*)==========================
ICPPC - International Coalition to Protect the Polish Countryside, Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi
34-146 Stryszów 156, Poland tel./fax +48 33 8797114
[email protected] www.icppc.pl www.gmo.icppc.pl
www.eko-cel.pl
dr inż. Wojciech Mikulski,
Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu (s. 139-140)
Jakie będą w perspektywie najbliższych 20-30 lat ekonomiczne, społeczne i środowiskowe
konsekwencje wprowadzania do polskiego rolnictwa upraw roślin modyfikowanych genetycznie,
a jakie konsekwencje wprowadzenia zakazu ich uprawy?
Zwrócę uwagę na perspektywy ekonomiczne polskich państwowych spółek hodowli roślin, do
których prawa właścicielskie wykonuje ANR Warszawa i IHAR Radzików. Aby wyhodować odmianę
GMO, spółka hodowlana musi mieć dostęp do konstruktu genetycznego oraz możliwość śledzenia go
w roślinach. Konstrukty genetyczne mogą wytworzyć tylko wyspecjalizowane jednostki badawcze i
wraz z technologią jego śledzenia w roślinach przekazać do firm hodujących odmiany roślin
uprawnych. Aktualnie żadna polska jednostka naukowa nie ma gotowego własnego konstruktu
genetycznego, którego wprowadzenie do rolniczej rośliny uprawnej mogłoby mieć istotne znaczenie
gospodarcze.
Po otwarciu rynku na odmiany GMO będą one sprzedawane przez najbliższe lata tylko przez
koncerny zagraniczne. Stopień ich upowszechnienia będzie zależał od zysku, jaki będzie uzyskiwał
plantator w wyniku ich uprawy. Opierając się na przykładzie USA, Kanady i krajów Ameryki
Południowej, można przypuszczać, że odmiany GMO bardzo szybko będą zyskiwały dominującą
pozycję na rynku w takich roślinach rolniczych jak: rzepak, kukurydza, buraki cukrowe, ziemniak.
Polska spółka zajmująca się hodowlą roślin teoretycznie może zakupić konstrukty genetyczne,
spłacając zakup licencją od sprzedanych nasion. W praktyce może okazać się to mało realne w
sytuacji, gdy rynek na krajowe odmiany każdego roku się zmniejsza. Zakładając, że obecne krajowe
spółki hodowli roślin zostaną sprywatyzowane, a koncerny zagraniczne będą zainteresowane zakupem
udziałów, może zaistnieć sytuacja, że ich konstrukty genetyczne zostaną wprowadzone do polskich
materiałów hodowlanych. W efekcie-powstałyby odmiany krajowych hodowców z konstruktami
GMO pochodzącymi od zagranicznych udziałowców. Takie rozwiązanie gwarantowałoby, w innej
strukturze własności, dalsze funkcjonowanie spółek hodowli roślin
w powiązaniu z nowoczesną technologią, a wyspecjalizowana kadra miałaby zapewnioną pracę.
Czy w związku z tym, że już obecnie składnikiem pasz wysokobiałkowych są rośliny
genetycznie modyfikowane, możliwa jest produkcja zwierzęca z zakazem stosowania GMO jako
składnika pasz?
67
W odpowiedzi należy uwzględnić uchwałę Rady Ministrów z 9 sierpnia 2011 roku dotyczącą
uruchomienia Programu Wieloletniego na lata 2011 – 2015 pt. „Ulepszanie krajowych źródeł białka
roślinnego, ich produkcji, systemu obrotu i wykorzystania w paszach”.
Krajowa produkcja zwierzęca rocznie zużywa ok. 1 mln ton białka, które w 80% pokrywane
jest importowaną śrutą sojową GMO. W najbliższych latach zapotrzebowanie może wzrosnąć do 1,3
mln ton białka. Przynajmniej częściowe uniezależnienie się od importu śruty sojowej, a tym samym
zapewnienie „bezpieczeństwa białkowego” dla krajowej produkcji zwierzęcej, było zasadniczą
przyczyną wdrożenia Programu Wieloletniego. Podstawowym jego celem jest przebudowa obecnego
bilansu białka, na około 50% udziału surowców krajowych (0,65 mln ton białka), których źródłem
będzie:
śruta/makuch rzepakowy – 0,2 mln ton białka,
nasiona strączkowe – 0,3 mln ton białka, co odpowiada ok. 500 tys. ha roślin strączkowych,
białko z suszonych wywarów – 0,15 mln ton białka.
Wcześniej prowadzone badania UP w Poznaniu i IZ w Balicach, których celem było
zastępowanie w dawkach pokarmowych białka z importowanej soi, białkiem z krajowych roślin
strączkowych wykazały, że:
w przypadku tuczu trzody chlewnej wyniki były porównywalne, a mięso wytworzone z krajowego
białka jakościowo lepsze,
w przypadku drobiu, można częściowo zastąpić śrutę sojową.
Cena 1 kg białka skalkulowana na podstawie cen rynkowych w dawkach pokarmowych dla
trzody i drobiu wykazała, że w różnych odstępach czasu zastępowanie importowanej soi krajowymi
surowcami białkowymi było od 3 do 7% bardziej opłacalne.
Wspomniany projekt obejmuje również problem organizacji rynku roślin strączkowych
niezbędną koncentrację i rozwiązania logistyczne płynnego zaopatrzenia zakładów paszowych w
krajowy surowiec białka roślinnego.
Szersze wykorzystanie krajowych nasion roślin strączkowych w żywieniu zwierząt w Polsce
jest limitowane małą ich dostępnością na rynku, co jest związane z mniejszą opłacalnością uprawy w
stosunku do zbóż. Aby zmienić te relacje, uchwałą Rady Ministrów z 2010 roku wprowadzono
dopłaty do 1 ha uprawy roślin strączkowych w wysokości 60 euro, natomiast w 2011 roku zostały one
podwyższone do 75 – 100 Euro, co winno prowadzić do stopniowego rozwoju produkcji.
Ponadto Komisja Rolnictwa Sejmu bieżącej kadencji zaplanowała podjęcie prac nad
wprowadzeniem znakowania produktów pochodzenia zwierzęcego wolnych od GMO, aby umożliwić
konsumentowi podjęcie świadomej decyzji o wyborze. W tym kontekście należy stwierdzić, że
obecnie zaistniały realne przesłanki do zastępowania importowanej śruty sojowej GMO w ok. 50%
rodzimymi surowcami białkowymi.
Prof. dr hab. Jan Narkiewicz-Jodko,
Instytut Ogrodnictwa (s. 141.146)
Dać szansę polskim rolnikom
68
Wnioski z protokołu Kartageńskiego i ze Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro, których
sygnatariuszem jest także Polska, nakazują stosować daleko idącą zasadę przezorności oraz
traktowanie ochrony środowiska naturalnego i zdrowia ludzi jako najważniejszego problemu, który
winien być zawsze w centrum uwagi każdego działania człowieka. Istnieje wiele dowodów na to, że
brak przezorności, pochopne wprowadzanie do praktyki niektórych odkryć, nie poprzedzonych
rzetelnymi badaniami, może prowadzić do nieszczęść. Przykładem może być lek Talidomid, DDT i
wiele innych. Obecnie, w szczególny sposób dotyczy to pochopnego wprowadzenia upraw
zmodyfikowanych genetycznie do praktyki.
Profesor K. Noworolnik, ekspert w dziedzinie uprawy roślin rolniczych opracował technologię
produkcji kilku gatunków roślin motylkowych i mieszanek strączkowo zbożowych, których wdrożenie
do szerokich warunków produkcyjnych z powodzeniem mogłoby zastąpić import około 2 milionów
ton soi transgenicznej. Przyniosłoby to duże korzyści ekonomiczne dla polskich rolników, dzięki
czemu około 3 mld zł wydawanych co roku na import kontrowersyjnych pasz transgenicznych,
trafiłoby do krajowych producentów pasz.
Według eksperta w dziedzinie żywienia zwierząt, profesora J. Prusińskiego, cena kilograma
białka w śrucie sojowej GMO wynosi około 3 zł, a w śrucie nasion łubinu żółtego tylko około 1,8 zł.
Warunki klimatyczne i glebowe w Polsce zdecydowanie odpowiadają uprawie roślin strączkowych. W
związku z tym, Polska ma duże szanse w uzyskaniu niezależności w produkcji białka paszowego. W
chwili obecnej, sprawą niecierpiącą zwłoki jest uruchomienie programu stopniowego wycofywania się
z importu drogich i kontrowersyjnych pasz transgenicznych i zastępowania ich paszami rodzimej
produkcji. Sprywatyzowane lobby paszowe stosuje szantaż wobec instytucji państwowych
odpowiedzialnych za politykę żywnościową i paszową naszego kraju. Zapowiada drastyczną
podwyżkę cen żywności w wypadku przestawienia się na rodzimą produkcję pasz wolnych od GMO.
Oczywiście takie działanie obecnych na naszym rynku importerów i dystrybutorów pasz
transgenicznych nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Zgodnie z najnowszymi wynikami badań niezależnych ekspertów, nieuwikłanych w różne
układy z firmami biotechnologicznymi, w roślinach transgenicznych powstają nowe rodzaje protein,
dotychczas nieznanych, które powodują nieprzewidywalne efekty zdrowotne i środowiskowe. Badania
laboratoryjne wykazały, że soja transgeniczna z genem Bt powoduje u skarmianych nią zwierząt
zmiany patomorfologiczne w wątrobie i trzustce, a transgeniczna kukurydza MK 603 wywołuje
zmiany hematologiczne we krwi organizmów stałocieplnych – zwiększenie stężenia hemoglobiny
(makrocytoza).
Ziemniak transgeniczny z genem Bt powoduje zmiany patomorfologiczne u doświadczalnych
zwierząt w organach wewnętrznych. W efekcie końcowym prowadzi to do zaburzeń normalnego
rozwoju zwierząt karmionych paszami transgenicznymi oraz zmniejszenia przyrostu masy ciała.
Zgodnie z wynikami badań referowanych na Światowym Kongresie Entomologii, pyłek z roślin
transgenicznych z genem Bt wykazuje toksyczny wpływ w stosunku do owadów pożytecznych, do
jakich należą złotooki, pasożytnicze błonkówki i pszczoły.
Najnowsze badania wykazały, ze fragmenty transgenicznego DNA znajdujące się w paszach
transgenicznych przeżywają trawienie i przenikają do genomów i krwi, a także płodu organizmów
stałocieplnych. Naukowcy alarmują, że wiąże się z tym niebezpieczeństwo dla zdrowia ludzi i
zwierząt. W genotypach organizmów żywych występują uśpione formy wirusów i bakterii.
Wprowadzone do nich transgeny, szczególnie wirus CMK jako promotor przy produkcji GMO, mogą
powodować reaktywację, nieprzewidywalne rekombinacje i mutacje utajonych form
mikroorganizmów i rozwój nowych generacji chorobotwórczych mikroorganizmów groźniejszych od
wirusów: SARS, H5NI i AH1N1.
Zagrożenia związane z importem pasz i żywności transgenicznej dotyczą także wprowadzenia
upraw roślin genetycznie modyfikowanych. Zanieczyszczenia genetyczne środowiska są bardziej
69
niebezpieczne niż skażenia chemiczne (powodują je żywe organizmy). Raz wprowadzone do
środowisk trangeny nie mogą być powstrzymane. Jest to proces nieodwracalny. Najważniejszy
argument zwolenników transgenezy głoszący, że wprowadzenie upraw transgenicznych zlikwiduje
głód w krajach Trzeciego Świata, okazał się złudzeniem. Wiele doświadczeń polowych w ostatnich
latach wykazało obniżenie plonów transgenicznych: soi, rzepaku i buraków cukrowych od 5 do 20%
w stosunku do tradycyjnych odmian tych roślin. Niezależni eksperci są zdania, że naukowcy, politycy
i dziennikarze, którzy twierdzą, że pasze i żywność GMO są bezpieczne, nie mają potwierdzenia tego
w badaniach naukowych.
Oparte na niewiedzy twierdzenie zwolenników GMO o możliwości współistnienia upraw
modyfikowanych genetycznie z ekologicznymi, integrowanymi i konwencjonalnymi dzięki
zastosowaniu 100-200 metrowych pasów izolacyjnych jest złudzeniem. Pyłek z różnych gatunków
upraw transgenicznych utrzymuje się w powietrzu do kilku godzin, a przy odpowiedniej prędkości
wiatru przenosi się na dziesiątki kilometrów, zapylając pokrewne gatunki upraw ekologicznych
integrowanych i konwencjonalnych oraz chwastów. Z tych względów ewentualne dopuszczenie i
uwolnienie do środowiska upraw modyfikowanych genetycznie należy traktować jako uśmiercenie
rolnictwa ekologicznego. Uderzy to głównie w małe i średnie gospodarstwa rodzinne w Polsce,
specjalizujące się w uprawach ekologicznych.
Stosunkowo największym zagrożeniem ze strony GMO jest uwolnienie do środowiska
żywych organizmów transgenicznych (materiał siewny, sadzeniaki). W przypadku przetworzonej
żywności transgenicznej, która ustawowo podlega obowiązkowi znakowania, konsument ma
możliwości wyboru. Poza tym, przetworzona żywność transgeniczna może być wycofana. W
przeciwieństwie do tego, raz wprowadzone do środowiska rośliny transgeniczne (nasiona, sadzeniaki)
ze względu na skażenie środowiska nie mogą być powstrzymane i wycofane, gdyż powodują je żywe
organizmy. Jest to proces nieodwracalny.
Polskie produkty rolne i ogrodnicze uznawane są dotychczas na świecie jako stosunkowo
czyste ekologicznie i cieszą się dużym popytem u odbiorców zagranicznych. Zgodnie z informacją
pana Ministra Sawickiego, w 2011 roku nadwyżka eksportu naszych produktów rolnych nad
importem wynosiła około 10 mld zł. Sytuacja może się zmienić radykalnie po wprowadzeniu do
środowiska upraw genetycznie modyfikowanych. Zgodnie z informacją specjalnego Eurobarometru
2010, przytłaczająca liczba obywateli państw Wspólnoty Europejskiej, w tym także Polski, uważa
żywność GMO za nienaturalną, szkodliwą dla zdrowia i zagrażającą przyszłym pokoleniom.
Również Rosja po ogłoszeniu wyników badań profesor Ermakowej z Rosyjskiej Akademii
Nauk, o szkodliwości soi transgenicznej dla zwierząt doświadczalnych, chce odciąć się od GMO.
Może to również skutkować zakazem importu naszej żywności.
Wielkie korporacje agrobiznesu ignorując wiedzę biologiczną, bez uprawnienia naukowego
dążą do przebudowy tradycyjnego rolnictwa oraz do bezwzględnego podporządkowania swoim
interesom, interesy rolników i farmerów. A oto dwa cytaty: „celem korporacji nie jest etyka, celem
korporacji jest zysk” – Milton Friedman (jeden z największych współczesnych ekonomistów),
„Panując nad żywnością panujemy nad ludźmi, panując nad energią panujemy nad narodami” –
H. Kissinger.
Omówione w artykule zagrożenia dotyczą głównie transformacji genetycznej roślin
rolniczych, importu pasz transgenicznych oraz uwalniania GMO do środowiska.
Rośliny transgeniczne odizolowane od środowiska, prowadzone w szczelnie zamkniętych
szklarniach mogą jednak być wykorzystywane jako fabryki biofarmaceutyków stosowanych w
medycynie. Rośliny modyfikowane genetycznie mogą także wytwarzać szczepionki i przeciwciała
chroniące przed chorobami, a często ratujące życie ludzkie.
Także transgeneza drobnoustrojów doprowadziła do wielu cennych odkryć w dziedzinie
farmacji i medycyny. Mikroorganizmy transgeniczne znalazły zastosowanie w produkcji szczepionek,
70
białek farmaceutycznych, insuliny i innych farmaceutyków. Transformowane
wykorzystywane są także w ochronie środowiska, między innymi w bioremediacji.
bakterie
Reasumując należy stwierdzić, że pośpiech w uwalnianiu do środowiska roślin GMO, bez
wyników rzetelnych badań, jest dużym zagrożeniem dla polskiego rolnictwa, bezpieczeństwa
żywności, bioróżnorodności i ekonomiki rolniczej. Trzeba uczyć się na cudzych błędach, obserwując
skutki uwolnienia do środowiska GMO np. w Stanach Zjednoczonych. Wprowadzić GMO do
środowiska można bardzo szybko, natomiast wycofać się z tego nie sposób. Na obecnym etapie małej
wiedzy o GMO należy zastosować zasadę przezorności i uruchomić rzetelny program rządowy badań
nad wyjaśnieniem wielu nieznanych problemów związanych z transgenezą. Tylko wyniki rzetelnych
badań mogą stanowić podstawę do właściwych decyzji związanych z GMO.
Zgodnie z sugestią Pana Prezydenta Komorowskiego w czasie debaty nad GMO w dniu 8
lutego br., ustawa o GMO powinna obejmować całość problemu, a więc nasiennictwo, żywność,
pasze, środowisko i leki, gdyż wymienione poszczególne elementy są ze sobą ściśle powiązane.
Do opracowania artykułu wykorzystałem wiele wyników badań niezależnych naukowców z
The Independent Science Panel oraz obszerne materiały z dyskusji z ekspertami na Europejskich
Konferencjach Ochrony Roślin w Belgii w latach 2006-2011, w których uczestniczyłem.
Rys. 1. Eurobarometr 2008, % poparcia obywateli państw członkowskich UE dla żywności
genetycznie modyfikowanej. Wg danych UE w Polsce żywność GMO akceptuje 22% ludności.
71
Rys. 2. Eurobarometr 2010. Czy żywność transgeniczna jest fundamentalnie nienaturalna?
72
Rys. 3. Eurobarometr 2010. Czy żywność transgeniczna jest bezpieczna dla ciebie i twojej rodziny?
73
Rys. 4. Eurobarometr 2010. Czy żywność transgeniczna jest bezpieczna dla przyszłych pokoleń?
Dr Jacek J. Nowak,
profesor kontraktowy Szkoły Wyższej im. B. Jańskiego w Warszawie
(s. 146-149)
O skutkach uwolnienia GMO do środowiska rolniczego z punktu widzenia
metodologii podejmowania racjonalnych decyzji
Proponuję spojrzenie na tematykę debaty pt. „Organizmy zmodyfikowane genetycznie
Konieczność czy wybór? Szansa czy zagrożenie?” z punktu widzenia metodologii
podejmowania racjonalnych decyzji. Debata ta, jak i inne, ma bowiem za zadanie przyczynić
się do podejmowania racjonalnych decyzji dotyczących rolnictwa i, w konsekwencji,
żywności.
„Żelaznymi” elementami każdej analizy decyzyjnej są, na etapie wstępnym:
1) sformułowanie celu, którego realizacji ma służyć decyzja,
2) określenie kryteriów, według których należy oceniać warianty decyzyjne i wybrać jeden
z nich,
3) ustalenie hierarchii ważności tych kryteriów oraz
4) zebranie i charakterystyka samych wariantów decyzyjnych.
Podstawowy cel współczesnego rolnictwa Polski można określić jako produkcja żywności:
1) jak najlepszej dla zdrowia i w wystarczającej ilości,
2) w sposób pozostawiający niezdegradowane zasoby naturalne niezbędne do produkcji
żywności dla następnych pokoleń (zwłaszcza gleby, zasoby wody i bioróżnorodność),
3) w sposób i w formach zapewniających środki utrzymania jak największej liczbie ludzi
związanych z rolnictwem (zwłaszcza w kontekście współczesnej sytuacji społecznej).
W I etapie właściwej analizy decyzyjnej sprawdza się, czy poszczególne warianty
decyzyjne spełniają wszystkie podstawowe kryteria, zawierające tzw. warunki konieczne.
Niespełnienie choćby tylko jednego z tych warunków koniecznych powoduje, że dany
wariant należy odrzucić jako niedopuszczalny.
Strategiczne bezpieczeństwo żywnościowe kraju wymaga spełnienia co najmniej czterech
poniższych warunków koniecznych, z których trzy wynikają z określonego wcześniej celu.
74
Z określonego wcześniej celu wynikają co najmniej cztery poniższe warunki konieczne,
które jednocześnie składają się na strategiczne bezpieczeństwo żywnościowe kraju:
1. Bezpieczeństwo dla zdrowia.
2. Bezpieczeństwo ekologiczne.
3. Niezależność pod względem materiału nasiennego.
4. Bezpieczeństwo ilościowe (pod względem wielkości produkcji).
Inne kryteria uwzględnia się dopiero wtedy, gdy wszystkie warunki konieczne są spełnione.
W kontekście powyższych uwag niezwykle ważną staje się odpowiedź na następujące
pytanie: Czy rolnictwo transgeniczne, z genetycznie modyfikowanymi roślinami uprawnymi,
spełnia wszystkie powyższe warunki konieczne?
Z narastającej liczby badań naukowych, raportów i informacji z praktyki, które studiuję od
lat, wynika, że rolnictwo transgeniczne nie spełnia co najmniej trzech z powyższych
warunków, w szczególności zaś:
Ad 1. Bezpieczeństwa dla zdrowia GM żywności (żywności transgenicznej) nie tylko nie
udowodniono, ale pojawia się coraz więcej wyników badań naukowych świadczących o
poważnych zagrożeniach dla zdrowia (zob. np. Biuletyn KOP PAN, 2011, Vol. 2 lub Seralini
et al., 2011, czy Wiąckowski, 2009).
Ad 2. Nie jest także możliwe zapewnienie bezpieczeństwa ekologicznego przez rolnictwo
transgeniczne54. Liczne badania naukowe i obserwacje z praktyki wykazują potencjalne i
faktyczne zagrożenia dla zasobów naturalnych, zwłaszcza bioróżnorodności i negatywny
wpływ na skład gleby. Ponadto wprowadzona do danej odmiany zrekombinowana sekwencja
DNA (transgen) z reguły nie jest stabilna, co podważa w świetle prawa UE prawidłowość
wszelkich decyzji o dopuszczeniu GMO do uprawy55.
Brak spełnienia warunku bezpieczeństwa ekologicznego oznacza, że niemożliwe jest także
współistnienie w praktyce rolnictwa transgenicznego i ekologicznego. Co więcej, rolnictwo
transgeniczne poprzez skażenie biologiczne upraw ekologicznych (i nie tylko), jak to się już
dzieje w świecie56, doprowadza do niszczenia rolnictwa ekologicznego.
Ad 3. Niezależność pod względem materiału nasiennego także nie jest w praktyce możliwa,
gdyż opatentowane sekwencje DNA, a stąd materiał nasienny podstawowych gatunków
genetycznie modyfikowanych zbóż i innych roślin uprawnych są prawną własnością
zagranicznych korporacji biotechnologicznych (zob. np. FAO, 2003). Związany jest z tym
obowiązek nie tylko zakupu materiału nasiennego przed każdym jego użyciem, ale też, jeśli
rolnik zechce użyć nasion z własnych zbiorów (jeśli jeszcze nie będzie pozbawiony takiego
prawa), obowiązek wnoszenia opłaty licencyjnej przy każdym takim użyciu.
Co więcej, przygotowano już tak zmodyfikowane genetycznie nasiona, że nasiona
uzyskane z wyrosłej z nich rośliny już nie kiełkują. Potocznie mówi się, że taka roślina
wyposażona została w gen „terminatora”.57 Trudno o przykład silniejszej zależności od
Co podkreślają, np. eksperci FAO (2003), i wiele różnych badań naukowych oraz raportów z praktyki
rolniczej (zob. np. przeglądy takich badań w najnowszym Biuletynie Komitetu Ochrony Przyrody PAN, 2011).
55
Por. przepisy Dyrektywy 2001/18/WE; więcej w Połanecki (2011).
56
Wymownym tego wyrazem jest przygotowujący się – po latach oddzielnych procesów sądowych
poszczególnych rolników przeciw korporacji Monsanto lub, chyba częściej, Monsanto przeciw farmerom olbrzymi proces sądowy przeciwko korporacji Monsanto za m. in. szkody i zagrożenia dla rolnictwa
ekologicznego i konwencjonalnego i dla takiej żywności, jakie powodują uprawy GMO. Pozew złożono w 2011
r. w sądzie w Nowym Jorku w imieniu ponad 270 000 osób, w tym w imieniu około 70 tysięcy farmerów
ekologicznych i konwencjonalnych oraz drobnych przedsiębiorców bazujących na płodach rolnych. Obecnie, po
wysłuchaniu argumentów obu stron, sędziowie mają w marcu 2012 r. podjąć decyzję, czy taki proces rozpocząć.
Pouczającą jest treść tego pozwu (zob. Pozew, 2011), pokazująca także przyszłość polskich rolników i
konsumentów po uwolnieniu GMO.
57
Korporacja Monsanto określa takie GMO, jako wyposażone w Technology Protection System (TPS).
54
75
producenta takiego materiału nasiennego58. I trudno o bardziej przerażające konsekwencje tej
technologii, jeśli taka cecha „bezpłodności” zostanie przekazana tradycyjnym, uprawianym i
dzikim odmianom danego gatunku i pokrewnych gatunków roślin normalnymi w przyrodzie,
a niemożliwymi do kontroli drogami, np. zapylania.
Polskie rolnictwo i wieś za 20-30 lat po wprowadzeniu GMO do naszego rolnictwa, to, z
dużym prawdopodobieństwem, rolnictwo wyludnione, z dodatkowymi milionami ludzi ze
wsi, którzy są bezrobotni i mieszkający w pogarszających się warunkach na wsi lub w
niedobrych warunkach w miastach59. Coraz więcej upraw rolnictwa ekologicznego,
tradycyjnego i konwencjonalnego będzie biologicznie skażonych materiałem genetycznym z
upraw GMO. W konsekwencji produkty polskiego rolnictwa i polska żywność stracą swoją
dotychczasową renomę na rynkach zagranicznych, jaką posiada obecnie. Eksport polskich
płodów rolnych oraz polskiej żywności napotka na duże trudności i bariery ze względu na
zawartość bądź zanieczyszczenie ich materiałem pochodzącym z GMO. Zyska, przez pewien
czas, niezbyt liczna, w porównaniu z tymi, którzy stracą w rolnictwie (nie biorąc pod uwagę
znacznej większości konsumentów, którzy nie tylko nie życzą sobie GM żywności, ale
których zdrowie zostanie dodatkowo zagrożone przez taką żywność) grupa rolników i
producentów pasz zawierających GMO. Jest tylko kwestią czasu szersze uświadomienie
opinii publicznej o zagrożeniach ze strony żywności genetycznie modyfikowanej, a więc
zmniejszenie lub zanik popytu na taką żywność, co postawi przed widmem upadłości
przynajmniej część jej producentów.
Dodatkowo, zaczną się pojawiać superchwasty i superszkodniki60, które będą powodować
coraz większe szkody, zaś walka z nimi wymagać będzie coraz większych kosztów oraz
większego schemizowania pól i płodów rolnych, aż pozostanie już tylko droga ręcznego (sic!)
odchwaszczania, jak to już dzieje się na części upraw, np. w USA. Wiążąc te dodatkowe
koszty ze stratami wskutek mniejszego popytu na GM żywność, nie tylko z jej eksportu, ale i
rynku wewnętrznego, zwłaszcza gdy wreszcie GM żywność oraz produkty hodowli
zwierzęcej z użyciem GM pasz zaczną być znakowane, okaże się prawdopodobnie rolnictwo
transgeniczne mniej, o ile w ogóle, opłacalne od rolnictwa ekologicznego, tradycyjnego czy
konwencjonalnego.
I na koniec, warto przypomnieć, że istnieje w świecie konsensus naukowy co do faktu, że
raz uwolnione GMO do środowiska zapoczątkowują procesy, których nie da się już
odwrócić61.
Przy czym nie są to tylko procesy degradacji zasobów naturalnych, ale poprzez skażenie
biologiczne upraw, procesy niszczenia także rolnictwa nie tylko ekologicznego, o najbardziej
pożądanych dla zdrowia płodach i najbardziej chroniących zasoby naturalne agrotechnikach.
Skażenie GMO nie omija także rolnictwa tradycyjnego i konwencjonalnego (zob. przypis 56).
Intensyfikuje to także równoległe procesy znacznej degradacji warunków bytowych
ludności wiejskiej. W krajach, gdzie upowszechniają się uprawy rolnictwa przemysłowego, a
zwłaszcza GMO, tam rolnictwo wyludnia się, powiększając armię bezrobotnych i dzielnice
biedy w miastach. I nie widać od tych procesów odwrotu...
To zagrożenie mocno eksponują np. eksperci FAO (por. FAO, 2003).
Jako skutek farmeryzacji rolnictwa poprzez upowszechnianie rolnictwa przemysłowego, którego szczególnym
przypadkiem jest rolnictwo transgeniczne. Już w 1993 r. oceniano niezależnie, że farmeryzacja rolnictwa w
Polsce oznacza zlikwidowanie około 2 milionów indywidualnych, rodzinnych gospodarstw, olbrzymie,
niezaspokojone potrzeby mieszkaniowe w miastach i problem zatrudnienia dodatkowo, albo bezrobocia dla co
najmniej 4-5 mln osób (zob. Ribbe, 1993 i Nowak, 1993).
60
Tak jak to się dzieje już w rolnictwie, np. USA, Kanady, Argentyny... (zob. np. Wiąckowski, 2009).
61
Zob. np. stanowisko ekspertów FAO (2003).
58
59
76
Realizacja postulatu dania wyboru pomiędzy GMO i nie-GMO rolnikom i konsumentom
dziś, będzie więc skutkować jutro pozbawieniem takiego wyboru przyszłym pokoleniom
rolników i konsumentów...
Wybrana bibliografia
Biuletyn Komitetu Ochrony Przyrody PAN, 2011, Vol. 2, GMO (www.botany.pl/kop-pan).
FAO (2003), Weighing the GMO arguments- against
(http://www.fao.org/english/newsroom/focus/2003/gmo8.htm - dostępne 19.02.2012).
Nowak J.J. (1993): Ekologiczne, ekonomiczne i społeczne aspekty rolniczej produkcji żywności w
odniesieniu do jej walorów zdrowotnych (Zarys problematyki), w: "Produkcja żywności o
podwyższonych walorach zdrowotnych. Materiały z konferencji". Instytut Medycyny Wsi, Lublin, s.
39-45.
Połanecki P. (2011), Organizmy genetycznie modyfikowane: aspekty prawne i doświadczenia z
procesu implementacji prawa o GMO na terytorium Polski, w: Biuletyn Komitetu Ochrony
Przyrody PAN, 2011, Vol. 2, s. 25-86.
Pozew (2011), OSGATA-v-Monsanto-Complaint ((http://www.pubpat.org/assets/files/seed/OSGATAv-Monsanto-Complaint.pdf - dostęp 28.01.2012)
Ribbe L. (1993): Polnische Bauernopfer, „Die Zeit” 25.06.1993 (tłum. pt.: Schemat
rolny EWG nie pasuje do rolnictwa Polski, w: „Ecoinform. Przegląd Ekonomiczny”,
5 sierpnia 1993, s. 8-10).
Seralini et al., 2011, Genetically modified crops safety assessments: present limits and possible
improvements, “Environmental Sciences Europe” 2011, 23:10 (1 March 2011)
(http://www.enveurope.com/content/pdf/2190-4715-23-10.pdf - dostęp 5.01.2012).
Wiąckowski S. (2009), Genetycznie modyfikowane organizmy - zagrożenia dla rolnictwa, zdrowia i
środowiska, Kielce.
Marek Szczygielski,
Członek Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej (s. 171-173)
Większość dyskusji na temat genetycznych modyfikacji organizmów kończy się
utwierdzaniem stron w swoich poglądach. Przypomina mi to przypowieść o rabinie, który mając
rozstrzygnąć spór między dwoma pobożnymi Żydami najpierw przyznał rację pierwszemu z nich,
uznając jego argumenty za słuszne, a następnie, po wysłuchaniu wywodów drugiego, także uznał je za
przekonujące. Na zarzut i pierwszego, i drugiego, że nie może być tak, że obaj mają rację, bo przecież
wywodzą coś całkowicie sprzecznego ze sobą, rabin też przyznał im rację.
Warto na początku podkreślić, że w zasadzie jedynym sektorem, w którym wykorzystanie
GMO wzbudza ostre kontrowersje, jest rolnictwo i przemysł spożywczy. Nie budzi ich wykorzystanie
GMO w sektorze farmaceutycznym i medycznym, ani w sektorze chemicznym i zbrojeniowym. Nie
można więc przyjmować argumentacji, że skoro GMO daje tak spektakularne korzyści w tych
ostatnich sektorach, da je również w sektorze rolno-spożywczym, bo to jest manipulacja. Tu
konieczna jest pewna uwaga. Inżynieria genetyczna może być wykorzystywana - to nie budzi w
zasadzie żadnych emocji - w procesie hodowli do przenoszenia genów w obrębie tego samego gatunku
(ewentualnie pomiędzy gatunkami spokrewnionymi) dla przyspieszenia postępu genetycznego
uzyskiwanego dotychczas drogą długotrwałej selekcji czy krzyżowania.
Moje uwagi na temat GMO odnoszę więc jedynie do stosowania tej technologii w celu
przenoszenia genów między odległymi gatunkami (co nigdy w przyrodzie nie miałoby miejsca) i
zastosowania tego w rolnictwie i produkcji żywności oraz tylko w odniesieniu do obecnego stanu tej
technologii i wiedzy na jej temat. Jednak nie można zaprzeczać, że inżynieria genetyczna to
77
całkowicie nowa i potencjalnie ryzykowna technologia, o ciągle jeszcze nieprzewidywalnych skutkach
i, co bardzo ważne, nieodwracalnym wpływie na biosferę. Nie znamy dzisiaj jej długoterminowych
konsekwencji, więc reguła ostrożności każe sceptycznie patrzeć na podnoszone przez zwolenników
GMO korzyści. Nie jesteśmy w stanie, przynajmniej na obecnym etapie rozwoju tej technologii,
przewidzieć całościowe skutki niepewnego i niestabilnego procesu wprowadzania genów jednego
gatunku do genomu innego, zwłaszcza nie możemy być pewni, jaka będzie interakcja GMO ze
środowiskiem naturalnym.
Główne światowe zagrożenia to z pewnością głód, ubóstwo, zmiany klimatu i problemy
ekologiczne. Obecna generacja GMO nie służy ich rozwiązaniu, ani nie została opracowana z myślą o
tym celu. Główny, a może nawet jedyny, cel tworzenia GMO to komercyjne zyski firm
biotechnologicznych, reszta to cyniczny marketing. Firmy te, czy korporacje, tworzą dziś niepokojący
monopol – 10 firm ma już 80% światowego rynku nasion (3 spośród nich mają 50% rynku). Te same
korporacje kontrolują też 75% światowego rynku agrochemicznego. Bardzo powiązana jest już
produkcja GMO, chemii (w tym środków ochrony roślin), żywności, środków farmakologicznych,
energii itp. Uzależnienie się od tych korporacji to istotny aspekt polityczny bezpieczeństwa państwa.
Dzisiaj jedno jest pewne – obecna generacja GMO nie rozwiąże problemu głodu i ubóstwa na świecie.
Faktem jest przecież, że nie skomercjalizowano na razie żadnych odmian odpornych na suszę,
nadmierne zasolenie, mróz czy inne czynniki stresowe. Dominują za to dwie modyfikacje –
modyfikacja(HR) – Herbicide Resistance, tj. odporność na herbicydy, głównie na Roundup
modyfikacja(RR) – Roundup Ready) oraz modyfikacja(Bt), polegająca na wprowadzeniu do genomu
roślin genów z bakterii Bacillus Thurigiensis odpowiedzialnych za syntezę toksycznych dla owadów
białek.
Wszystkie odmiany zawierające genetyczne modyfikacje chronione są patentami (dokładnie to
właśnie te modyfikacje są w ten sposób chronione). Patenty są całkowicie czymś innym niż „wyłączne
prawo hodowcy do odmiany”. Prawo hodowcy do odmiany nie zabrania innemu hodowcy
wykorzystania tej odmiany do stworzenia (wyhodowania) innej odmiany, czyli jej udoskonalania.
Patent natomiast zabrania wykorzystania modyfikacji genetycznej bez zgody właściciela patentu i
wniesienia stosownej opłaty, a nawet pozwala na surowe karanie za niezamierzone, czy wręcz
niechciane jej posiadanie (np. jako efekt niekontrolowanego przekrzyżowania, przeniesienia pyłku
itp.). Patenty nie służą zatem rozpowszechnianiu innowacji, nie prowadzą do otwartej wymiany
osiągnięć hodowlanych i nie łączą zachęt do innowacji z ochroną interesów publicznych. Warto o tym
pamiętać, zwłaszcza w świetle ostatnich dyskusji o ACTA.
Genetyczne modyfikacje roślin uprawnych istnieją relatywnie od niedawna, a już pojawiły się
(prawdopodobnie jako skutek powszechnego stosowania glifosatu) chwasty odporne na Roundup. Z
roku na rok jest ich coraz więcej, stają się swoistymi „superchwastami”. Znajomość biologii każe
także sądzić, że przy masowej uprawie roślin z modyfikacją(Bt) pojawią się (o ile już ich nie ma)
owady odporne na wytwarzane przez te rośliny toksyczne białko.
Z pewnością warto już dziś rozważać, jak można będzie zaspokoić potrzeby żywnościowe
świata w roku 2050, gdy będzie nas około 9 miliardów. Politykom musi przyświecać w
rozwiązywaniu tego problemu zasada odpowiedzialności – odpowiedzialności za obecne decyzje i za
przyszłość. Odpowiedzialność oznaczająca nie winę za konkretne czyny, ale odpowiedzialność
pozytywną, oznaczająca zadanie, nakazująca także należytą ostrożność. Imperatyw etyki
odpowiedzialności odzwierciedla definicja: „Postępuj tylko w taki sposób, aby skutki twego działania
nie były destrukcyjne względem możliwości życia ludzkiego w przyszłości” (Hans Jonas, Zasada
odpowiedzialności). Jak więc zachować się wobec szans i zagrożeń związanych z organizmami
genetycznie zmodyfikowanymi? Nauka, jak twierdzi David Hume, „dowiaduje się tylko o tym co jest,
ale ze stwierdzenia, co jest nie wynika to, co ma być”. Nie wystarcza więc czysto naukowa wiedza,
78
czy „zdrowy rozsądek” lub opinia większości. Metodą rozwiązywania kluczowych dla całej biosfery
problemów i oceny dalekosiężnych skutków naszych działań, w sytuacji, gdy nie istnieje żaden
sprawdzony algorytm prowadzący do tego celu, powinna być heurystyka, a dokładniej „heurystyka
strachu”. Przewidywanie (czy prorokowanie) „czarnych scenariuszy” to najlepsza metoda na
niedopuszczenie do ich spełnienia się. Proroctwo „szczęśliwości”, obietnice spełnienia oczekiwań i
rozwiązania nękających ludzkość problemów – uspokaja sumienia, nie pozwala na działania
zapobiegawcze. Heurystyka strachu każe zakładać, że szansa na zdarzenia się zła jest większa niż na
to, że ono się nie wydarzy.
Ponieważ GMO to nie tylko bezpieczeństwo państwa, bezpieczeństwo ludzi i środowiska, ale
równie istotne aspekty czy wartości społeczno-ekonomiczne, kulturowe i etyczne, nie mogą o nim
decydować tylko naukowcy-przyrodnicy, ale głos powinni zabrać też etycy, socjologowie i
filozofowie, prawnicy oraz przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego. Zapytajmy także o zdanie
na ten temat nasze dzieci.
Argumenty zwolenników GMO mówiące o tym, że wprowadzenie do Polski GMO wymusza
na nas prawo Unii Europejskiej, warto zweryfikować badając przykład Austrii, Francji, Niemiec czy
Włoch. Oczywiście nie wolno łamać prawa UE, ale można je interpretować w podobny sposób jak te
kraje. Ponadto mamy przecież w Unii prawo głosu i możemy oraz powinniśmy proponować takie
zmiany prawodawstwa, aby odpowiadało ono etyce odpowiedzialności. Jak napisał w „Społeczeństwie
ryzyka” Ulrich Beck: „W obliczu globalnych zagrożeń ekologicznych diabeł ekonomii musi pokropić
się wodą święconą moralności i nałożyć sobie aureolę troski o naturę i społeczeństwo”.
em. prof. zw. dr hab. Ludwik Tomiałojć ,
Wykładowca Rozwoju Zrównoważonego i Ochrony Przyrody na
Uniwersytecie Wrocławskim, z dyplomem kursu dot. GMO (s. 173)
W Polsce głównym problemem społeczno-gospodarczym jest obecnie brak pracy i źródeł
utrzymania dla paru milionów obywateli, a nie jest nim niedostatek żywności czy zła jakość
produktów rolnych, co wymagałoby pospiesznie technologii GMO.
Rozstrzyganie o tym problemie społecznym oraz o stanie środowiska wymaga decyzji natury
moralno-filozoficznej, czyli odpowiedzi na pytanie: Jaka hierarchia wartości jest tu podstawą?
Patriotyczna, czy sprzedajno-merkantylna?
Czy maksymalizacja zysku dla krajowych koterii i dla obcych koncernów, uzyskiwana
kosztem nawet bankructwa drobnych rolników i wzrostu bezrobocia?
Czy zapisana w Konstytucji i w Traktacie Lizbońskim sprawiedliwa zasada rozwoju
zrównoważonego, mająca na celu obronę dobra wspólnego, niezależności i bezpieczeństwa
żywnościowego Polaków ?
W tworzeniu przyszłej Ustawy o GMO dla Ustawodawcy wartością nadrzędną winno być:
dalekowzroczne dobro polskich rolników, naszego społeczeństwa i naszego środowiska
przyrodniczego, w którym mamy żyć przez kolejne stulecia
nie zaś
zysk zagranicznych właścicieli opatentowanego ziarna oraz naszych sprzedajnych klientów
owych koncernów.
Henry Kissinger wypowiedział się następująco: „Kto kontroluje produkcję żywności, ten rządzi
światem”. W tym świetle polskie władze muszą wybierać pomiędzy niewolą rolniczego
neokolonializmu amerykańskiego, a kontynuacją własnej i zróżnicowanej produkcji rolnej oraz
własnego jej eksportu!
79
Dr hab. Józef Tyburski, (profesor UWM – przyp. red.)
Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie (s. 173-174)
Przede wszystkim chciałbym stwierdzić, że spotkanie Forum Debaty Publicznej było ważnym
forum wymiany poglądów w sprawie GMO. Szkoda, że część dyskutantów traciła czas na przekonanie
zebranych, iż GMO jest wokół nas, że ich produktem/pochodną są leki czy odzież bawełniana. Zebrani
mieli się zająć-GMO w kontekście nowelizacji ustawy o nasiennictwie i-produkcji żywności oraz
ochrony różnorodności biologicznej.
Polscy rolnicy ekologiczni i konsumenci żywności ekologicznej już płacą cenę za
„koegzystencję”. Rodzimy producent pełnoporcjowych certyfikowanych pasz ekologicznych dla
drobiu, trzody i bydła zarzucił produkcję w związku z pozostałościami GMO i wynikającymi stąd
niekończącymi się inspekcjami. Wobec tego nasi producenci ekologicznych jaj, mięsa i mleka
zmuszeni są sprowadzać bynajmniej nie lepsze pełnoporcjowe pasze ekologiczne z Niemiec lub
Holandii - po dwukrotnie wyższej cenie.
Rośliny transgeniczne w praktyce nie niosą za sobą większych plonów ani wyższej ich
jakości. Wręcz przeciwnie – w powszechnej praktyce plony są mniejsze, okoliczne nietransgeniczne
uprawy skażone materiałem GMO, a jedynym wygranym koncerny biotechnologiczne mające patent
zarówno na odmiany GMO, jak i stosowany w ich uprawie herbicyd.
Odmiany GMO nie oferują Polakom lepszej żywności, a fundują ryzyko uczestniczenia w
masowym eksperymencie – chociażby z uwagi na lawinowy rozwój alergii. Większość naszego
społeczeństwa nie chce żywności GMO, więc po cóż konsumentów do niej zmuszać, tym bardziej, że
żyjemy w demokracji, w której decyduje większość.
Poza utrzymaniem zakazu odmian GMO pozostaje ważna kwestia pasz, a właściwie
podstawowego komponentu białkowego – transgenicznej soi. Naturalnie nie można zapominać o
ekonomii. Rezygnacja z importu soi GMO nie powinna mieć miejsca z dnia na dzień, bez narażania
przemysłu paszowego i mięsnego na dotkliwe straty, dlatego bardzo ważnym jest by wyjść z
pozytywną propozycją rozwiązania tego problemu. Ewentualny zakaz importu soi GMO należy
wprowadzać stopniowo, np. zmniejszając rokrocznie jego wielkość o 20%, co da czas na rozwój
krajowej uprawy soi nietransgenicznej i uniezależnienie się od importu. W tym kontekście należy też
wzmocnić jakże słuszne działania Ministra Rolnictwa nakierowane na stymulowanie produkcji nasion
roślin strączkowych w Polsce (w tym nietransgenicznej soi), odpowiednio zwiększając dopłatę do ich
uprawy. Gdyby jednak okazało się to nie do przyjęcia, wówczas obywatelom należy się przynajmniej
prawo do informacji. Na każdym produkcie spożywczym zawierającym w swoim składzie surowce
GMO lub ich pochodne należy umieścić stosowne oznakowanie - np. „Minister Rolnictwa informuje –
produkt GMO”.
==================================================================
Zapis stenograficzny
Forum Debaty Publicznej
„Potencjał obszarów wiejskich szansą rozwoju”
8 lutego 2012 roku
80
Temat Forum:
Miejsce:
Organizmy zmodyfikowane genetycznie
Konieczność czy wybór?
Szansa czy zagrożenie?
Sala Obrazowa w Pałacu Prezydenckim
Wybrane wypowiedzi:
Członek Zarządu Forum Aktywizacji Obszarów Wiejskich - Maria
No-wak:
Reprezentuję Forum Aktywizacji Obszarów Wiejskich. FAOW oprócz
zajmowania się aktywizacją o zasięgu ogólnopolskim, skupia ponad osiemdziesiąt wiejskich organizacji o zasięgu lokalnym i regionalnym. Jesteśmy
generalnie za tym, aby rozwijać rolnictwo ekologiczne. Nasz kraj ma ku temu
duże możliwości, bo mamy znikome skażenie gleb środkami ochrony roślin,
nawozami sztucznymi. Dzięki temu możemy to rolnictwo ekologiczne rozwijać. Ale nie będzie to możliwe wtedy, kiedy wprowadzimy do środowiska organizmy genetycznie zmodyfikowane. Dlatego jesteśmy przeciwko wprowadzaniu organizmów genetycznie zmodyfikowanych do środowiska, a zatem
jesteśmy za tym, by zachować różnorodność i ekologię. Dziękuję. (s. 53-54)
Były
Kierownik
Zakładu
Ochrony
Roślin
w
Instytucie
Warzywnictwa w Skierniewicach - Jan Narkiewicz-Jodko:
Szanowny Panie Przewodniczący! Szanowni Zebrani!
Jako do niedawna przewodniczący grupy roboczej światowej organizacji
ogrodniczej uczestniczę co roku w konferencjach dotyczących ochrony roślin
w Belgii. Niedawno właśnie wróciłem z takiej konferencji i chciałbym tu
przedstawić kilka wniosków, ponieważ w ramach mojej grupy roboczej, liczącej pięćdziesiąt osób – a są wśród nich także specjaliści z dziedziny GMO –
dyskutowaliśmy o tym, jaka przyszłość czeka rośliny genetycznie zmodyfikowane. Tu chcę między innymi odpowiedzieć na pytanie, czy może być współistnienie roślin genetycznie zmodyfikowanych z roślinami konwencjonalnymi.
Otóż, proszę państwa, padła tam wyraźna odpowiedź w tej sprawie, bo na
piętnastu dyskutujących profesorów w tej dziedzinie dziesięciu powiedziało,
że takie współistnienie jest niemożliwe, dlatego że pyłek z roślin transgenicznych utrzymuje się w powietrzu nawet do sześciu minut, a przy odpowiedniej
prędkości wiatru przenosi się na odległość do 50 km. Tak że wprowadzenie
roślin zmodyfikowanych genetycznie jest równoznaczne z uśmierceniem
upraw ekologicznych i integrowanych.
Druga sprawa, która była tam omawiana, to między innymi eksport, jaka jest przyszłość eksportu produktów zmodyfikowanych genetycznie. Otóż
jeden pan z Izraela, z którym tam rozmawialiśmy, stwierdził, że jego kraj w
81
tej chwili całkowicie wycofał się z GMO, dlatego że eksport pomidorów do
Szwecji, który był planowany, został zablokowany. I ten profesor powiedział,
że w tej chwili jest GMO jest u nich ustawowo zabronione, oni nie mają
upraw GMO.
I jeszcze inna sprawa była poruszana, sprawa ekonomiki. I chciałbym tu
powiedzieć również – ponieważ znam doskonale język rosyjski, a na tej
wspomnianej konferencji byli też Rosjanie – że, proszę państwa, nie będzie
żadnego eksportu do Rosji, jeżeli Rosjanie się dowiedzą, że my prowadzimy
uprawy roślin genetycznie zmodyfikowanych.
Dziękuję. (s. 59-60)
=============================================================
- „Wyniki głosowania publiczności* (z wyłączeniem mówców) : 15% za GMO , 85% przeciw
GMO, co oznacza, że wśród osób zainteresowanych nauką, techniką i sztuką na poziomie
akademickim odsetek przeciwników GMO jest wyższy o 9 punktów procentowych niż w
populacji generalnej. Ergo, im wyższa świadomość, tym większy opór przeciwko GMO
wynikający ze zrozumienia zagrożeń i mniejszej podatność na manipulacje lobbistów i
akwizytorów.” (źródło: http://www.halat.pl/gmopl.html)
* Publiczności X Festiwalu Nauki, Techniki i Sztuki nt.
„GMO – wyzwania i zagrożenia dla środowiska i człowieka”,
Debata oxfordzka zorganizowana przez Zakład Biologii Środowiskowej Wydziału
Wojskowo – Lekarskiego,
Uniwersytet Medyczny w Łodzi , 23. kwietnia 2010 (piątek), Łódź, al. Kościuszki 4.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
82
Download
Random flashcards
123

2 Cards oauth2_google_0a87d737-559d-4799-9194-d76e8d2e5390

ALICJA

4 Cards oauth2_google_3d22cb2e-d639-45de-a1f9-1584cfd7eea2

Motywacja w zzl

3 Cards ypy

Prace Magisterskie

2 Cards Pisanie PRAC

Create flashcards