Prezydent ּפרעזידענט - Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie

advertisement
Nr 7 (52) | grudzień 2008 – styczeń 2009 | kislew – tewet 5769
‫ | כּיסלו – טב ֿת תשס״ט‬2009 ‫ – יא ַנוא ַר‬2008 ‫) | דעצעמבער‬52( 7 ‫נ״ר‬
Prezydent
Lech Kaczyński
w synagodze Nożyków
‫ּפרעזידענט‬
‫לעך קאַטשינסקי‬
‫אין דער נאָזשיק־שול‬
Lech Kaczyński uczestniczył
21 grudnia w zapaleniu pierwszej
świeczki chanukowej. Urzędujący
polski prezydent był w synagodze po
raz pierwszy od II wojny światowej.
Podczas ceremonii, zorganizowanej
przez warszawską Gminę Wyznaniową
Żydowską, odmówiono uroczyste modlitwy za pomyślność państwa polskiego
oraz z okazji 90. rocznicy odzyskania
przez Polskę niepodległości.
Prezydent, dziękując za modlitwę za
Polskę, powiedział, że wizytę w synagodze
traktuje jako „ostatni akcent obchodów
90-lecia niepodległości naszego kraju”.
Przewodniczący Gminy Piotr Kadlčik
podkreślił, że Chanuka łączy się bardzo
ściśle ze świętem niepodległości, bo „to nie
tylko czas pączków i bączków, lecz również
święto upamiętniające tych, którzy byli gotowi poświęcić swoje życie dla zachowania
swojej tożsamości, swojej wiary”.
Prezydent podkreślił, że ok. 10 %
obywateli międzywojennej Polski było
narodowości żydowskiej. Przypomniał,
2 ■ biuletyn
że Żydzi stanowili ok. 12-13 % oficerów
i podoficerów Wojska Polskiego, z których bardzo wielu zginęło w Katyniu.
„Okres międzywojenny nie był
łatwy we współżyciu obu narodów. Ale
też trzeba pamiętać, że właśnie w tym
okresie, na początku lat 30., zniesiono
ostatnie przepisy, które ograniczały
osoby narodowości żydowskiej w jakichkolwiek prawach jako obywateli Rzeczpospolitej” – powiedział prezydent.
Mówił też, że w parlamencie II RP było
wielu posłów narodowości żydowskiej.
Wspomniał wieloletniego premiera państwa Izrael, twórcę pokoju z Egiptem, urodzonego w Polsce Menachema Begina.
„Pamiętajmy, że był on żołnierzem Korpusu Andersa. Już w młodości związał
się z ruchem syjonistycznym, któremu
był wierny, a mimo to nie chciał opuścić
szeregów polskiej armii, dopóki nie został z niej zwolniony. Wykazał do końca
lojalność wobec państwa, w którym się
wychował, w którym działał, którego
językiem – językiem narodu polskiego
– się posługiwał” – mówił prezydent.
Prezydent dodał, że obecnie trwa odbudowa życia religijnego i świeckiego
społeczności żydowskiej w naszym kraju.
„Należy się z tego bardzo cieszyć. Jak
mnie czasami zagranicą pytają, skąd tylu
wybitnych ludzi w Polsce, także i polityków, żydowskiego pochodzenia, odpowiadam prosto: taki kraj. I niech tak już pozostanie. Tego wam, ale i naszej wspólnej
ojczyźnie Rzeczpospolitej szczerze życzę”
– powiedział Lech Kaczyński.
„Myślę, że nic złego się nie wydarzy,
że powoli będziemy przywracać tę kulturę, która kształtowała naszą rzeczywistość
co najmniej od okresu Mieszka Starego,
aż po tragiczne wydarzenia Holocaustu”
– dodał prezydent, który dwa lata temu
zainicjował tradycję zapalania świeczek
chanukowych w pałacu prezydenckim.
Po uroczystości goście udali się na
babiniec, gdzie w czasie tradycyjnego
poczęstunku członkowie społeczności
żydowskiej mogli porozmawiać z prezydencką parą.
Anna Ciałowicz
nr (52)
Fot. Piotr Sadurski
Lech Kaczyński
w synagodze Nożyków
Prezydent
◗ AKTUALNOŚCI
jak przed laty
remont na Chanukę
Kanarkowa
Fot. Piotr Sadurski
Warszawska synagoga Nożyków już prawie
w całości odnowiona. Jedynej działającej
w Warszawie bóżnicy przywrócono
historyczny kolor elewacji, dzięki któremu
przed wojną nazywano ją „kanarkową”.
Był to pierwszy od ćwierć wieku
gruntowny remont zabytkowego budynku przy ul. Twardej. Prace rozpoczęły
się w sierpniu, trwały cztery miesiące
i kosztowały około 1,2 mln zł, z czego
750 tys. zł wyłożył stołeczny konserwator
zabytków (resztę Gmina Wyznaniowa
Żydowska w Warszawie).
Remont objął całą synagogę - z zewnątrz i w środku. Odnowiono wszystkie
jej elewacje, wymieniając przy tym 80
procent rozsypujących się zdobień. Do
pomalowania została jeszcze absyda
w dobudowanej przed wojną części dla
chóru. Będzie granatowa ze złotymi
gwiazdkami.
Gdy sześć lat temu odnawiano sam
front bóżnicy, konserwatorzy nadali mu
żółty kolor. Zaskoczonym tą zmianą
miłośnikom zabytków Piotr Rytka-Zand-
grudzień 2008 – styczeń 2009
berg wyjaśnił, że tak właśnie przed wojną
wyglądała „kanarkowa” synagoga.
Wykonano też nowe rynny i obróbki blacharskie, a przy fundamencie
- wzmacniającą metalową obręcz i opaskę
z białego kamienia. Z kolei we wnętrzu
synagogi odmalowano ściany naw, wyremontowano schody prowadzące na
babiniec oraz poddano konserwacji po-
sadzkę z piaskowca. Odnowioną bóżnicę
odsłonięto uroczyście 23 grudnia podczas
ceremonii zapalania lampki chanukowej,
w której uczestniczył m.in. minister
spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
Renowację synagogi zaprojektowali: Joanna Kwiecińska, Małgorzata Pastewka
i Sławomir Stankiewicz. Remont wykonały firmy Renova i Zemart Prime.
Przygotowania do Purim
W tym roku Purim wypada
w poniedziałek 9 marca. Przygotowania do święta trwają. Zapraszamy
wszystkich chętnych do współpracy przy przygotowaniu balu purimowego, purim-szpil i wieczoru
w synagodze. Chętnych prosimy o zgłaszanie się na adres:
[email protected]
‫ ■ ביולעטין‬3
◗ AKTUALNOŚCI
Solidarni
z Izraeieclpeopm
arcia
„Stop żywym tarczom” – głosiły
transparenty demonstrantów, którzy
w sobotę 10 stycznia stawili się na Planu
Zamkowym. Z flagami Izraela, świeczkami
i transparentami „Solidarni z Izraelem”
uczestnicy demonstracji skandowali
antywojenne hasła. Według organizatorów,
czyli Gminy Wyznaniowej Żydowskiej
w Warszawie, Chrześcijańskiego Kościoła
Reformacyjnego, Fundacji Nadzieja dla
Przyszłości, Kościoła Zielonoświątkowego
– zboru stołecznego, Stowarzyszenia
Kultury Żydowskiej Beit Warszawa,
Stowarzyszenia Midrasz, Stowarzyszenia
B’nai B’rith Polska, Fundacji im. Profesora
Mojżesza Schorra – stawiło się 300 osób,
zdaniem „Gazety Wyborczej” – 100 osób.
Ta wojna, która tam w tej chwili
trwa, nie jest wojną z ludnością cywilną. Ta wojna była, jest i – jeśli będzie
– będzie wojną z międzynarodowym
terrorem, z organizacją terrorystyczną
Hamas – mówił w trakcie manifestacji
4 ■ biuletyn
Janusz Szarzec, pastor Chrześcijańskiego
Kościoła Reformacyjnego. – Ta wojna nie
została wywołana przez państwo Izrael.
Została wywołana celowo przez przedstawicieli terrorystycznej organizacji
Hamas – podkreślił.
Jesteśmy tu po to, by pamiętać, że
po jednej i po drugiej stronie tego konfliktu są ludzie. Po stronie palestyńskiej
są to żywe tarcze używane przez – moim
zdaniem – opryszków z Hamasu jako
osłona przed atakami. Z drugiej strony
są Izraelczycy, którzy mają 15 sekund
na to, by ukryć się przed rakietami. Oba
narody przeżywają tragedię – powiedział
przewodniczący Gminy Wyznaniowej
Żydowskiej Piotr Kadlčik.
Praktycznie od trzech lat słyszę
o bombardowaniach miast izraelskich.
To, że Izrael zaczął teraz tę wojnę, jest
odpowiedzią na te naloty. W Strefie Gazy
są oczywiście niewinne ofiary, cywile,
którzy bardzo cierpią. Ale za tym wszystkim stoi organizacja terrorystyczna
Hamas – powiedziała PAP uczestniczka
demonstracji, która – jak powiedziała –
modli się za pokój w Izraelu.
Popieramy słuszne prawo Izraela
do obrony – powiedziała Grażyna Pawlak,
dyrektorka Fundacji im. Schorra. Uważa
ona, że – cytując Goldę Meir – pokój
będzie możliwy, kiedy Arabowie będą
swoje dzieci kochać bardziej, niż Żydów
nienawidzić.
Uczestnicy demonstracji mówili
o krótkiej pamięci Europejczyków. „Kiedy mój dziadek w 1935 roku wyjeżdżał
z Polski, napisy na murach głosiły: ‘Żydzi
do Palestyny!’ Teraz w Europie modne
jest hasło: ‘Żydzi won z Palestyny!’”.
Rabin Michael Schudrich odmówił
psalm 130, rabin Burt Schuman z Beit Warszawa modlitwę za Państwo Izrael. Żydzi
i chrześcijanie modlili się także wspólnie za
ofiary wojny, za Izrael i za pokój. Na koniec
demonstranci odśpiewali „HaTikwę”.
jewish.org.pl
nr (52)
Fot. Tomasz Wasiak
Fot. Maria Markiewicz
w
Jorcajt
w Lelowie
195 rocznica śmierci cadyka
Fot. Leszek Pilichowski
Do Lelowa – niewielkiej miejscowości
na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej
– chasydzi z całego świata zjeżdżali się
już od piątku, by uczestniczyć w jorcajcie
Dawida Biedermana. 1 lutego 2009 r.
przypada 195. rocznica śmierci cadyka.
Grób cadyka odwiedziło ok. 300
osób, wśród nich także Arie Deri, były
lider religijnej partii Szas. Cadyk Dawid Biederman z Lelowa był mędrcem
i lekarzem, zwolennikiem pokojowego
współżycia różnych wyznań i narodów.
Chasydzi wierzą, że miał dar uzdrawiania
i prorokowania. Według podań był chromy, ale podczas tańca odzyskiwał pełnię
władzy w nodze i mógł uzdrawiać także
innych chorych. A Napoleonowi ciągnącemu na Rosję, gdy cesarz zwrócił się do
niego o radę, przepowiedział klęskę.
Rodzina pochodzącego z Lelowa
Dawida Biedermana, to jeden z najważniejszych na świecie rodów chasydzkich.
Przewodzi mu mieszkający na stałe
grudzień 2008 – styczeń 2009
w Izraelu cadyk Szymon Natan Neta (na
zdjęciu pośrodku), który jako siódmy dynastyczny potomek wziął udział tegorocznym w jorcajcie swojego praprzodka.
Pierwsi goście pojawili się w Lelowie już w piątek 29 stycznia. O zachodzie
słońca, na grobie cadyka rozpoczęły się
uroczystości, które trwały przez cały
szabat. W niedzielę około południa
chasydzi znowu zgromadzili się wokół
ohelu. Odmawiali psalmy, czekając na
uroczysty „tisz”, który zakończy obchody.
Tymczasem w GS wójt z gośćmi opowiadają o spotkaniach z chasydami. Na stole
pojawia się śliwowica lelowska, wyrób
lokalny, z naklejką po polsku i hebrajsku (ten ostatni w lustrzanym odbiciu).
Wójt Jerzy Szydłowski macza palec
w kieliszku i podpala. Alkohol spala się
niebieskim płomieniem. Następnie wójt
wylewa kilka kropli na dłonie i rozciera. – Pachnie śliwką! – mówi zadowolony. Wyjaśnia, że tak jakość produktu
sprawdzał rabin Simcha Krakowski,
prawa ręka cadyka, kiedy Szydłowski
po raz pierwszy częstował go lelowską
śliwowicą. Na „tiszu” wójt, a także m.in.
wojewoda śląski otrzymają od chasydów
dyplomy oraz podziękowania za dobrze
układającą się współpracę.
Chasydzi przyjeżdżają do Lelowa
co roku, od lat. Wcześniej, aż po czasy
Holokaustu, pielgrzymowali regularnie.
Po wojnie teren zniszczonego przez
Niemców cmentarza przejęła Gminna
Spółdzielnia. Wybudowała tam sklepy
i magazyny. Na przełomie lat 80. i 90. XX
wieku chasydzi znów zaczęli przyjeżdżać,
a grób cadyka został wyodrębniony z części magazynu. W zeszłym roku miejsce
pochówku cadyka i lelowski cmentarz
przestały być własnością GS. 15 grudnia
uroczyście podpisano akt notarialny
sprzedaży Skarbowi Państwa prawa
wieczystego użytkowania części działki
oraz własności budynków stojących na
tym gruncie, a całością ma zarządzać
Fundacja Chasydów.
‫ ■ ביולעטין‬5
◗ AKTUALNOŚCI
Co cieszy, co bolia
pem Kazimierzem Nyczem na czele
odwiedzili nas z okazji Dnia Judaizmu.
Synagoga dawno nie przeżywała takiego
oblężenia. Cieszyło, że mogliśmy pokazać
ją w nowej szacie, po zakończeniu kapitalnego remontu. To powód do radości,
tym bardziej że wielki tłum przybył także do kościoła Wszystkich Świętych na
spotkanie w ramach XII Dnia Judaizmu,
podczas którego Tomasz Krakowski
wygłosił bardzo dobrą interpretację fragmentu Tory. Przytoczyłem tam anegdotę
o dwóch cadykach. Chasydzi ekscytują
się, że oto spotkali się dwaj święci mężowie – a ci tylko siedzą i milczą. „O czym
mamy mówić? Ja wiem wszystko i on wie
wszystko” – reaguje na chasydzką niecierpliwość jeden z nich. Mam wrażenie,
że tak wygląda toczący się na szczytach
dialog chrześcijańsko-żydowski. Prawdziwe wyzwanie stanowi to, jak z nauką
papieską, mówiącą, że antysemityzm to
grzech, dotrzeć do wiernych, jak sprawić,
by szybko nie została zapomniana. Jak
doprowadzić do prawdziwego dialogu,
nie w zaciszu pałaców czy gabinetów,
lecz na ulicy.
Będąc w ostatnich dniach na odbywających się w Jerozolimie obradach
Światowego Kongresu Żydów usłyszałem
kilka słów od (bardzo przeze mnie cenionego) rabina Adina Steinsaltza. Podczas
swojego wykładu o ekonomii światowej
i wyzwaniach, które stoją przed ludzkością, mówił również o przywództwie. Ten,
kto na ulicy jest w stanie przemówić do
przechodniów i zachęcić ich do wspólnego marszu: „Chodźcie, ja wam pokażę,
w jakim kierunku mamy pójść” – ten jest
godny tego miana. Życzę prowadzącym
dialog chrześcijańsko-żydowski, żeby byli
takimi przywódcami.
Rabin Steinsaltz mówił, co dla
przywódcy powinno być najważniejsze.
Otóż nie może on sobie pozwolić, by to,
co pilne, przesłoniło mu to, co ważne.
Dla większości Żydów czymś ważnym
jest Państwo Izrael. Wielu spośród nas
ma tam rodziny, krewnych czy choćby
palestyńskich Arabów, wykorzystywanych przez opryszków z Hamasu jako
żywe tarcze i Izraelczyków chowających
się po schronach, niepewnych tego, co
przyjdzie im zobaczyć, kiedy już z nich
wyjdą.
Dla nas ten konflikt ma osobisty
wymiar, w zamachach bombowych
ginęli nasi przyjaciele, czasem krewni,
a czasem po prostu znajomi znajomych.
Najpewniej również Pańscy znajomi
i przyjaciele. Ostatecznie Izrael to przecież mały kraj. Gdy przez niespełna rok
na Izrael spadały rakiety i pociski moździerzowe, świat milczał. Teraz, gdy znakomicie wyszkolona, nowoczesna armia
starła się z grupkami lekko uzbrojonych
terrorystów (regularnie nazywanych
przez Pańską gazetę „bojownikami”),
werdykt jest oczywisty. Każdy porządny
człowiek podczas meczu kibicuje słabszemu, szczególnie, gdy nie gra w nim
nasza drużyna. Sęk w tym, że ta wojna to
nie mecz, a czasem wydaje się, że piszą
o niej dziennikarze z działu Sport.
Izrael przegrywa tę wojnę. Nie
militarnie – jestem przekonany, że tym
razem uda im się na chwilę przerwać
deszcz rakiet spadających z Gazy, tak
jak za pomocą muru udało się przerwać
ciąg wybuchów w autobusach, sklepach
Tel Awiwu, Jerozolimy, czy podczas
wieczerzy pesachowej w Netanii. Izrael
przegrywa wojnę w mediach, tak lekko
porównujących Strefę Gazy z warszawskim gettem. Mediów kreujących rzeczywistość.
Tak na samo zakończenie. Do napisania tego listu sprowokowała mnie
fotografia zamieszczona w portalu,
ta przedstawiająca Żyda ściskającego
w rękach ręcznie malowany plakat, tak
świetnie kontrastująca ze zdjęciem powyżej, przedstawiającym energicznych
młodych ludzi, w arafatkach, ściskających w rękach bezbłędnie wydrukowane
szturmówki. Z jakiegoś powodu to zdjęcie
nie dawało mi spokoju i potrzebowałem
paru godzin, żeby przypomnieć sobie,
gdzie już podobne widziałem.
I wie Pan, przypomniałem sobie.
Tak samo wyglądały zdjęcia żydowskich
refuzników demonstrujących w Związku Radzieckim za Państwem Izrael. Te
same twarze, te same ręcznie malowane
transparenty. A na tym zdjęciu byłem
czyli o czym wspólnie milczeć nie możn
Po raz pierwszy po wojnie urzędujący
prezydent RP odwiedził synagogę
i spotkał się z warszawskimi Żydami.
W swoim przemówieniu przypomniał
o faktach, o których często w Polsce
się nie pamięta. Mówił o roli Żydów
w tworzeniu II Rzeczpospolitej, o tym, że
10% zabitych w Katyniu oficerów wojska
polskiego było Żydami. Tej informacji
zabrakło nawet w filmie „Katyń” w reż.
Andrzeja Wajdy, nad czym ubolewam.
My z kolei przypomnieliśmy, że
w synagogach zawsze istniał zwyczaj
modlenia się z państwo, w którym się
mieszka – dla wielu spośród przybyłych
gości była to nowość.
Na zapalenie trzeciej świeczki
chanukowej przybył m.in. Radosław
Sikorski, minister spraw zagranicznych,
a kolejni znakomici goście z arcybisku-
List otwarty do Adama Michnika
Szanowny Panie,
Pisze do Pana facet, uwieczniony
na zdjęciu w portalu Gazety, ten z artykułu „W Warszawie popierali Palestynę
i Izrael”, trzymający ręcznie wykonany
plakat „Solidarni z Izraelem”. Byłem
jednym z organizatorów tej demonstracji,
głosu ludzi, którzy chcieli się sprzeciwić
przedstawianiu wojny z terroryzmem
Hamasu jako izraelskiego ludobójstwa.
Było nas niemało – tak 250, a może 300
osób, Żydów, chrześcijan, tych, którzy po
prostu mają dosyć. Protestowaliśmy nie
tylko przeciwko wojnie, w której giną
niewinni ludzie, ale również przeciw
mediom, które zapomniały, że ich rolą
jest opisywanie rzeczywistości, a nie jej
kreowanie.
Pańska Gazeta napisała: „około
100 osób”.
To prawda, armia izraelska weszła
do Gazy, trwa wojna i giną ludzie, ale ten
konflikt to nie mecz, w którym najważniejszy jest wynik; ilość zabitych i rannych z podziałem na mężczyzn, kobiety
i dzieci. Ten konflikt to lęk i cierpienia
6 ■ biuletyn
nr (52)
Piotr Kadlčik
Przewodniczący
Gminy Wyznaniowej
Żydowskiej w Warszawie
Dla najmłodszych
Z początkiem stycznia na Twardej
otworzył podwoje klubik dla dzieci
w wieku przedszkolnym. Inicjatorką jego
powstania jest rebecyn Efrat Meisles,
szczęśliwa mama trzech synków, z którą
przeprowadzilismy krótką rozmowę.
Jakie cele sobie stawiacie?
Przede wszystkim zależy nam na
jednoczesnym opanowywaniu dwóch
języków: polskiego i hebrajskiego. Dzieci uczą się błogosławieństw, modlitw
oraz o szabacie i innych świętach żydowskich. Poza tym starsza grupa przygotowuje się do pierwszej klasy – mamy
specjalny program, w ramach którego
np. dzisiaj poprzez gry wprowadziliśmy
pojęcie liczb parzystych i nieparzystych.
Dwoje dzieci w grupie umie czytać po
hebrajsku, jedno – po polsku.
Ile dzieci przychodzi do klubiku?
W starszej grupie mamy czwórkę
dzieci w wieku od czterech do sześciu
i pół roku, w młodszej – trzy dwulatki.
Jakich ludzi chcecie wychować?
Wrażliwych na to, co ich otacza.
Zwracających uwagę na potrzeby
innych. Mających poczucie przynależności do narodu żydowskiego. Świadomych istnienia Ziemi Izraela (Erec
Jisrael). Umiejących kochać i dawać.
Na tyle otwartych na świat wokół nich,
by móc go doświadczać i nabywać nowe
umiejętności.
Rozmawiała:
Małgorzata Kordowicz
Czy w domu któregoś z dzieci nie
obchodzi się szabatu?
Póki co wszystkie pochodzą z rodzin przestrzegających szabatu.
ja – trzydzieści lat później. W Polsce,
a nie w ZSRR.
Nie jestem przesadnie fotogeniczny
i mam pewność, że w materiale zdjęciowym można było znaleźć coś bardziej
przystającego do prawdy o tej demonstracji, młodsze twarze, lepsze plakaty.
Tłum ludzi, którzy nie zostali zwiezieni
na Plac Zamkowy autobusami, którzy po
skończonej demonstracji nie ustawiali się
w kolejce po wypłatę. Czy trochę nie żal,
że historia zatoczyła koło i zaczynamy
stosować metody, które tak znakomicie
sprawdziły się w minionej epoce?
Trochę żal i trochę wstyd.
Jedyne, co pociesza, to świadomość,
że tamte demonstracje nie poszły na
marne, że wielu spośród trzymających
w rękach plakaty nabazgrane na tekturze wzmocniło Izrael, stało się głosem
sumienia. Mam nadzieję, że tak będzie
i tym razem.
Pozdrawiam,
A gdyby do klubiku zgłosili się rodzice „niereligijni” i dzieci byłyby
narażone na pewną niespójność
przekazu między domem a klubikiem?
Nawet w Izraelu to się zdarza. Do
mojego ortodoksyjnego (dati) przedszkola chodziły też dzieci z domów
świeckich (chilonim). Chodzi o to,
żeby się pewnych rzeczy nauczyć. Wyobrażam sobie, że Twoja siostra (Agata
Rakowiecka, Dyrektorka ds. Edukacji
Dzieci i Młodzieży JDC Polska – przyp.
Biuletyn) też uczy o rzeczach, których
jej podopieczni nie uważają za wiążące.
Tutaj dzieci myją ręce przed jedzeniem
chleba, w domu nie myją, ale mają świadomość judaizmu, wiedzą, że istnieje
prawo żydowskie.
Piotr Kadlčik
Przewodniczący
Gminy Wyznaniowej
Żydowskiej w Warszawie
Jakie cechy staracie się zaszczepić
dzieciom?
Mówimy dużo o uczuciach. Na
przykład uczymy, jak wyrażać złość,
grudzień 2008 – styczeń 2009
żeby dziecko dawało wyraz swoim
uczuciom, a jednocześnie nie krzyczało
i nie odreagowywało na innych dzieciach. Rozmawialiśmy już o strachu.
Również o miłości – co to w ogóle
znaczy kogoś kochać. Albo jak można
cieszyć się z sukcesów innych ludzi.
Staramy się, żeby dzieci nie tłumiły
swoich uczuć, ale by umiały je wyrażać
i o nich mówić.
n Rebecyn Meisles dziękuje ludziom,
którzy pomogli przy powstaniu klubiku
i nadal go wspierają, a w szczególności: Piotrowi Kadlčikowi i pozostałym
członkom Zarządu, rabinowi Schudrichowi oraz Tomkowi Krakowskiemu.
I oczywiście Agacie Wieczorek, która
pracuje z rebecyn ramię w ramię.
Kontakt: +48 798 452 139 (Efrat
Meisles) lub +48 888 312 919 (Agata
Wieczorek).
‫ ■ ביולעטין‬7
Fot. Anna Ciałowicz
przyjaciół. Stronniczość i często nierzetelność mediów w relacjonowaniu
konfliktu w Gazie nasilała nastroje antysemickie, które często przekształcają się
w zwykły antysemityzm. Izrael ma prawo
do obrony. Opinia publiczna ma prawo
otrzymywać bezstronne informacje.
Kiedy „Gazeta Wyborcza” podała nierzetelne informacje o zorganizowanej przez
organizacje żydowskie i kilka kościołów
chrześcijańskich manifestacji poparcia
dla Izraela, wystosowałem list do red.
Adama Michnika, jednej z osób, dzięki
której „Gazeta” powstała.
Mamy pierwszy miesiąc nowego
roku, nie tego żydowskiego, ale przecież
jakże często potrzebujemy kalendarza,
by przypomnieć sobie, że teraz nie luty,
ale szwat. To nie będzie łatwy rok i mamy
wiele powodów, by z niepokojem patrzyć
w przyszłość. Mimo to, życzę nam wszystkim, by najlepsze dni minionego roku
były najgorszymi nadchodzącego.
◗ AKTUALNOŚCI
h
Wojna w mediac
publiczną
czyli jak możemy wpływać na opinię
Wojna z Gazie rzuciła wyzwanie na wielu
płaszczyznach. Wymagała reakcji nie
tylko militarnej, lecz również politycznej
i moralnej. Stanowiła wyzwanie dla
opinii publicznej. Ukazało się niemało
artykułów. Różne grupy demonstrowały
swój punkt widzenia. I inaczej niż
w sprawach wojskowych czy politycznych,
w dziedzinie opinii publicznej mogliśmy
naprawdę coś zdziałać. I zdziałaliśmy.
Zorganizowaliśmy największ ą
w Polsce demonstrację poparcia dla
Izraela, jakiej nie było od kilkudziesięciu
lat (a może nigdy, lecz nie wiem, co się
działo wcześniej). Dziękuję wszystkim,
którzy uczestniczyli w organizacji wiecu, i tym, którzy wieczorem 10 stycznia
przyszli na Plac Zamkowy w Warszawie.
Pisaliśmy artykuły (jaszer koach dla
Piotra Kadlčika za jego list do red. Adama Michnika). Monitorowaliśmy prasę.
Robiliśmy, co w naszej mocy. Jeśli nawet
nie osiągnęliśmy wiele lub było to niewystarczające – zrobiliśmy to, przekonując
się, że nie jesteśmy tacy bezsilni, jak myśleliśmy. Stanęliśmy w obliczu dylematu.
Musimy śledzić doniesienia w środkach
masowego przekazu. To rzecz o podstawowym znaczeniu, żeby wiedzieć, co
się w naszym kraju mówi o sprawach,
które nas dotyczą. Co jednak zrobić z tą
wiedzą? Pierwszą reakcją jest dementowanie fałszywych, zmanipulowanych
informacji – i to jest działanie konieczne.
Ale czy to wystarczy? Pojawiały się różne
w tonie artykuły. Jedne wybitnie antyizraelskie, inne bardziej łagodne. Były
także w prasie i telewizji relacje, które
z większym zrozumieniem odnosiły się
do sytuacji w Izraelu. Takie, które mówiły
o ciągłym zagrożeniu ludzi żyjących pod
obstrzałem rakiet wystrzeliwanych przez
Hamas. I o tym, że państwo ma prawo
zagwarantować swoim obywatelom życie
wolne od ciągłego strachu.
Jedna rzecz mnie martwi: obawiam
się, czy wciąż krytykując media antyizraelskie (co i tak musimy robić), nie spychamy niechcący na drugi plan tych gazet i stacji telewizyjnych, które z większą
empatią odnoszą się do naszych spraw.
Nie możemy tylko krytykować, musimy
też chwalić. Musimy wyrażać naszą
wdzięczność tym, którzy mówią prawdę
o wydarzeniach, które doprowadziły do
wojny w Gazie, czy o krzywdach, jakich
doznali mieszkańcy Sderot i okolicy, o zagrożeniu rozszerzającym się na mieszkańców Beer Szewy i Aszkelonu. Musimy
wpływać na opinię publiczną, nie tylko
piętnując nierzetelność i stronniczość
dziennikarzy, lecz także chwaląc przykłady dobrej dziennikarskiej roboty.
I nie tylko to. My, Żydzi, jesteśmy
bardzo dobrzy w demaskowaniu antysemityzmu i jego zwalczaniu. Musimy to
robić i nie mamy innego wyjścia. Znacznie gorzej idzie nam rozpoznawanie
przyjaciół i potencjalnych sprzymierzeńców. Musimy być tak uważni i skuteczni
w pozyskiwaniu nowych przyjaciół, jak
czujni jesteśmy i wytrwali w zwalczaniu
naszych wrogów.
To samo dotyczy wpływania na
opinię publiczną. Musimy monitorować
i krytykować to, co jest złe. Lecz jest
także naszym zadaniem chwalenie tych,
którzy ze zrozumieniem podchodzą do
spraw nas dotyczących. Obie te rzeczy
są ważne.
Michael Schudrich
Naczelny Rabin Polski
17 stycznia w kilkunastu miastach uczczono XII Dzień Judaizmu w Kościele
katolickim w Polsce. Uroczystości odbyły się też w Warszawie.
We wspólnej modlitwie żydów i chrześcijan, która na zakończenie
szabatu miała miejsce w synagodze Nożyków, wzięli udział metropolita
warszawski abp Kazimierz Nycz, naczelny rabin Polski Michael Schudrich,
kilkuset mieszkańców stolicy oraz przewodniczący Gminy warszawskiej
Piotr Kadlčik. Ten ostatni, witając gości, wyraził nadzieję, że dzień judaizmu potrwa przez cały rok, a kapłani zwrócą większą uwagę, by wierni
nie kierowali się „bliżej niesprecyzowaną niechęcią” do Żydów.
Arcybiskup Nycz z zadowoleniem odnotował, że w synagodze, podobnie jak wcześniej w kościele Wszystkich Świętych przy Placu Grzybowskim, zebrał się spory tłum. – Takiego ścisku nie było u nas od dnia,
w którym wspólnie modliliśmy się po śmierci Jana Pawła II – powiedział
rabin Schudrich.
Po hebrajsku i po polsku odmówiono „Modlitwę za Państwo Polskie”,
którą na dziewięćdziesięciolecie odzyskania niepodległości skompilował
rabin Boaz Pash (obok także tłumaczenie z języka hebrajskiego przez
Małgorzatę Kordowicz). Modlitwa ta po raz pierwszy została odmówiona
w obecności prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który odwiedził synagogę
21 grudnia 2008 roku.
8 ■ biuletyn
,‫ומ ְמ ָׁשלָ ה לַ ּנְ ִס ִיכים‬
ֶ ‫ׁשּועה לַ ְּמלָ ִכים‬
ָ ‫ּנֹותן ְּת‬
ֵ ‫ַה‬
.‫ַמלְ כּותֹו ַמלְ כּות ָּכל עֹולָ ִמים‬
.‫ּפֹוצה ֶאת ָּדוִ ד ַע ְבּדֹו ֵמ ֶח ֶרב ָר ָעה‬
ֶ ‫ַה‬
.‫ּנֹותן ַּבּיָ ם ָּד ֶרְך ְּוב ַמיִ ם ַעּזִ ים נְ ִת ָיבה‬
ֵ ‫ַה‬
‫ירֹומם וִ יגַ ֵּדל ויִ נַ ֵׂשא לְ ַמ ְעלָ ה לְ ַמ ְעלָ ה‬
ֵ ִ‫הּוא יְ ָב ֵרך וְ יִ ְׁשמֹור וְ יִ נְ צֹור וְ יַ ֲעזֹור ו‬
,‫ֶאת ָה ֶרּפּוּבלִ ָיקה ֶׁשל ּפֹולִ ין‬
.‫יחּודה‬
ָ ‫חּוד ׁש ּולְ ִא‬
ָ ‫ִּב ְמלֹאת ִּת ְׁש ִעים ָׁשנָ ה לְ ִכינּונָ ה ַה ְּמ‬
,‫ֶמלֶ ְך ַמלְ ֵכי ַה ְּמלָ ִכים ְּב ַר ֲח ָמיו יְ ַחּיֵ ָה וְ יִ ְׁש ְמ ֵר ָה‬
,‫ּומ ָּכל ָצ ָרה וְ יָ גֹון וָ נֶ זֶ ק יַ ִּצילֵ ָה‬
ִ
.‫ְּוב ָכל ֲא ֶׁשר ִּת ְפנֶ ה ַּת ְצלִ ַיח‬
‫ֶמלֶ ְך ַמלְ ֵכי ַה ְּמלָ ִכים ְּב ַר ֲח ָמיו יְ ָב ֵרך ֶאת ָּכל ֶאזְ ָר ֶח ָיה‬
,‫יּתּוחה ְּוב ִׂשגְ ׂשּוגָ ה ֶׂשל ַה ְּמ ִד ינָ ה‬
ָ ‫יֹוׁש ִבים ָעלֶ ָיה ְּב ִפ‬
ְ ‫תֹוׁש ֶב ָיה ַה‬
ָ ְ‫ו‬
.‫טֹובה וְ ָׁשלֹום ַעל ַא ְד ָמ ָתם‬
ָ ‫ּיִ ְראּו ָׁשלֹום ָּב ָא ֶר ץ וְ רֹוב יָ ִמים‬
,‫ּגֹואל‬
ֵ ‫ ָּובא לְ ִצּיֹון‬,‫הּודה וְ יִ ְׂש ָר ֵאל יִ ְׁשּכֹן לָ ֶב ַטח‬
ָ ְ‫ְּביָ ֵמ ָיה ְּוביָ ֵמינּו ִּתּוָ ַׁשע י‬
.‫ֹאמר ָא ֵמן‬
ַ ‫וְ ֵכן יְ ִהי ָר צֹון וְ נ‬
nr (52)
Rabin Szalom Cohen z głównej synagogi
sefardyjskiej „Issa Bracha” w Jerozolimie
przyjechał z pierwszą wizytą do
Polski, by – jak mówi – przekonać
się, że „społeczność żydowska nie
tylko tu trwa, ale i się rozwija”.
Fot. Jerzy Liniewicz
Szabat
sefardyjski
wizyta rabina
Szlomo Cohena
5 grudnia rabin Cohen wraz z towarzyszącym mu doktorem Szlomo Chai
Chizakiem, prezesem Stowarzyszenia dla
Badania Historii Żydów Afganistanu, Buchary i Iranu, uczestniczył w modlitwie
dla uczczenia ofiar zamachów w Bombaju. Wieczorem, po przywitaniu szabatu,
goście spotkali się na kolacji z członkami
warszawskiej społeczności żydowskiej.
Przy świątecznym stole zasiadło ponad
80 osób, w tym także ambasador Izraela
w Polsce David Peleg.
W niedzielę goście odwiedzili Kazimierz Dolny i Lublin, gdzie rabin Cohen
odpowiadał na pytania, również te dotyczące odkrywanej na nowo tożsamości
żydowskiej. Mówił o znaczeniu dobroczynności, a także o tym, że na początku
drogi szczególne znaczenie ma zapalanie
świec w piątkowy wieczór. „Nawet jeśli
dotąd tego nie praktykowaliście – mówił
rabin Cohen – róbcie to teraz, pomimo
tego, że jeszcze nie wszystkie zwyczaje
i tradycje żydowskie znacie i rozumiecie.
Ale w świetle świec zaczyna się droga
do waszego oświecenia. To światło jest
od Boga”. Pobyt rabina Szlomo Cohena
zorganizowała Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego.
Ten, który pozwala zwyciężać królom i panować książętom
– Jego Królestwo trwa po wsze czasy –
Który ocalił Dawida, swego sługę, przed nikczemnym mieczem,
Który na morzu wytycza drogę i kurs wśród wzburzonych wód,
Oby błogosławił i strzegł, ochraniał i wspierał, wywyższył, uświetnił i wyniósł
Rzeczpospolitą Polską,
Która doczekała dziewięćdziesięciolecia swego odrodzenia i odzyskania niepodległości.
Oby Król, władający królami, w miłosierdziu swoim wspierał jej istnienie i strzegł jej,
I ze wszelkich opresji, od strapienia i krzywd wybawił ją,
A ku czemu się zwróci, niech jej się powiedzie.
Oby Król, władający królami, w miłosierdziu swoim pobłogosławił wszystkich jej obywateli
I zamieszkujących w jej granicach ku rozkwitowi i pomyślności państwa,
By doświadczyli w kraju pokoju i mnogości dobrych i spokojnych dni na swojej ziemi.
Oby za dni jej i za dni naszych wybawiony został Juda, Izrael mieszkał bezpiecznie, a Wybawiciel przyszedł do Syjonu.
Oby taka była wola Boża, powiedzmy więc: „Amen”.
grudzień 2008 – styczeń 2009
‫ ■ ביולעטין‬9
◗ EDUKACJA
Uczciwa konkurencja
ideałem biznesu
wolny rynek a prawo żydowskie
Czy przedsiębiorstwo służy tylko
do zarabiania pieniędzy i jedynym
ograniczeniem są przepisy prawne
danego kraju? Czy też zachowaniem
przedsiębiorców powinny
kierować także inne, pozaprawne
przesłanki, takie jak etyka?
Z tym dr ugim s t wierdzeniem
zgodziłby się cadyk Dawid z Lelowa,
który utrzymując się z małego sklepiku,
zawsze mówił klientom, gdzie dostaną
towar taniej… Jak sobie radzić w świecie
biznesu? Chasydzi opowiadają o pewnym szojchecie, który po wielu latach
uprawiania swojego zawodu postanowił
zająć się biznesem. Cadyk, do którego
zwrócił się o radę, pyta: „Ale co ty wiesz
o biznesie?”. „Nic”. „Bo widzisz – tłumaczy cadyk – człowiek, jeśli chce zacząć
nową działalność, musi znać prawa, jakimi rządzi się dana dziedzina. Inaczej
wpędzi w kłopoty nie tylko siebie, ale
też innych”. Znajomość zasad to jedno,
a ich przestrzeganie – to drugie. Nie
bez przyczyny mawia się, że trzeba mieć
dwa razy więcej duchowej siły, żeby być
uczciwym handlowcem, niż żeby być
uczciwym rabinem.
Podstawowa norma etyki zawodowej brzmi: „Wykonuj swą pracę najlepiej jak możesz i nie czerp korzyści
ze słabości (fizycznej, ekonomicznej
czy kulturowej) ludzi korzystających
z twych usług”. Jest to szczególnie ważne
w epoce globalizacji, która prowadzić
może do rozprzestrzeniania się biedy
wśród znacznej części ludności. Dlatego
coraz większe znaczenie zyskuje etyka
w biznesie, która jako nauka pojawiła
się w latach 70. Profesor Wojciech Gasparski z Centum Etyki Biznesu mówi,
że „ideałem sportu jest fair play, ideałem
biznesu jest uczciwa konkurencja”. Czy
konkurencja napędza rynek, czy też
powoduje, że ludzie walczą ze sobą? – to
pytanie, nad którym współcześnie pochylają się specjaliści od etyki biznesu, od
stuleci zajmowało uwagę rabinów.
10 ■ biuletyn
Tomasz Krakowski: W traktacie
Makot (24a) czytamy, że król Dawid
sformułował jedenaście zasad etycznych – mów prawdę, pracuj uczciwie,
nie krzywdź bliźniego, nie pożyczaj
pieniędzy na procent – które stanowią
podstawę wszystkich sześciuset trzynastu przykazań. Jedną z tych zasad – nie
czyń zła bliźniemu swemu – król Dawid
interpretuje w ten sposób: nie rób mu
szkody w biznesie (przez nieuczciwą
konkurencję). W traktacie Jewamot (78b)
Talmud przywołuje zdanie z Księgi Samuela (II Sm 21:1): „A Pan powiedział:
‘Krew pozostaje na Saulu i jego domu:
bo wymordował Gibeonitów’”. Lecz księgi
święte w żadnym miejscu nie wspominają o masakrze dokonanej na Gibeonitach.
Dlaczego? Gdyż fizycznie nie zostali zabici. Saul, dawszy wiarę plotkom, że kapłani z miasta Now, gdzie po upadku Szilo
przeniesiono Arkę Przymierza, popierają
Dawida, który chce go zdetronizować –
wymordował wszystkich kapłanów, dla
których pracowali Gibeonici. (Był to lud
wywodzący się z Amorejczyków, którzy
zostali wyniszczeni wraz z ich królem
Sychonem; część Amorejczyków ocalała,
bo Żydzi wracający z niewoli babilońskiej
łączyli się z nimi). Tak więc pozbawienie
kogoś środków do życia równa się morderstwu. Do tego nawiązuje dyskusja
w traktacie Bawa Batra (21a), gdzie mówi
się o dwóch rybakach, z których jeden
rozstawia sieci w górze rzeki, praktycznie uniemożliwiając temu drugiemu
złowienie jakiejkolwiek ryby. Nasi rabini
orzekli, że tak czynić nie wolno.
Głos z sali: To jak z autostopem.
Nie wolno stawać przy drodze w takim
miejscu, żeby innym zabierać możliwość
zatrzymania „okazji”.
Tomasz Krakowski: Tak, to też
może być przykład nieuczciwej konkurencji. Dalej w traktacie Bawa Batra
odnotowujemy spór między dwoma
rabinami, z których jeden nazywa się
rabi Chuna, a drugi – rabi Chuna, syn
Jehoszui. Nazwijmy ich: Chuna pierwszy
i Chuna drugi. Chuna pierwszy mówi, że
jest zakazane tworzenie nowego biznesu
w mawuj (pasażu), jeśli już istnieje taki
sam biznes w tym miejscu – czyli: jeśli
w tym pasażu jest już jeden młyn, to
nie wolno otwierać drugiego, gdyż – jak
mówi Chuna pierwszy – ten nowootwarty
młyn może zagrozić istnieniu młyna
starszego. Natomiast Chuna drugi nie
zgadza się z ta opinią, twierdząc, że każdy mieszkaniec pasażu może otwierać
dowolny biznes, gdyż – jak twierdzi –
„wolnoć Tomku w swoim domku”. Tenże
Chuna drugi powiada: „Są klienci, którzy
przyjdą do mnie, i tacy, którzy będą woleli kupić u ciebie”.
Przez stulecia rabini toczyli dyskusję
na temat dopuszczalności konkurencji.
Jedni, za przykładem rabiego Chuny, opowiadali się za gospodarką sterowaną, drudzy – przyznając rację rabiemu Chunie,
synowi Jechoszui, preferowali gospodarkę
wolnorynkową. Warto przy tym zaznaczyć,
że przykład z rybakami, gdzie jeden pozbawia drugiego możliwości zarobkowania,
nie ma zastosowania do sytuacji, z jaką
mamy do czynienia w pasażu – gdyż tutaj,
jak słusznie zauważa Chuna drugi, klient
może przyjść do jednego, albo do drugiego
młyna, nie ma przymusu.
Piotr Wiślicki: W biznesie obowiązują zasady pisane i niepisane.
Konkurencja jest dopuszczalna, jeśli jest
uczciwa. W gospodarce centralistycznej
nie ma mowy o żadnej konkurencyjności, bo tam z góry jest ustalone, co
ma się sprzedawać. W kapitalistycznej
gospodarce wolnorynkowej obowiązuje
konkurencja, ale jest ona w pewien
sposób ograniczana, choćby przez cła,
akcyzy, monopol państwowy, urząd
ochrony konkurencji. Jeśli rybak stawia
sieci w górze rzeki, co powoduje, że inny
rybak, stojąc w dole rzeki, nie ma żadnych połowów – to nie jest to przykład
na konkurencyjność, lecz eliminację
konkurenta. Jeśli w konkurencji nie
używamy negatywnych formuł, to jest to
konkurencja czysta. Mówimy: „Mój napój
nr (52)
Fot. Anna Ciałowicz
◗P
iotr Wiślicki (przedsiębiorca) i Tomasz Krakowski
podczas dyskusji na temat konkurencji w biznesie.
jest najlepszy na świecie”, a nie: „Napój
mój jest lepszy niż twój”. Tak samo jest
z tymi młynami: jeden klient przyjdzie
do mnie, a drugi do ciebie. Nowy młyn
nie blokuje dostępu do młyna, który działał już wcześniej, nie reklamuje się w ten
sposób, że mówi: tamten produkuje złą
mąkę. Po prostu: wygrywa lepszy.
Tomasz Krakowski: Chuna drugi też stawia pewne obostrzenia. Jeśli
pasaż jest zamknięty z jednej strony, to
nowy przedsiębiorca nie może ulokować
swojego biznesu przy wejściu do tego
pasażu.
Piotr Wiślicki: Teraz możemy się
kłócić, jak ci rabini, co to znaczy, że drugi
przedsiębiorca ulokował się za blisko. Generalna zasada uczciwego biznesu polega
na tym, że ten, kto wkracza na rynek,
nie blokuje pierwszemu jego biznesu.
Wyobraźmy sobie miasteczko żydowskie.
grudzień 2008 – styczeń 2009
Oczywiście, gmina może powiedzieć, że
nie potrzeba w miasteczku, gdzie żyje
określona ilość ludzi, więcej sklepów
jednej branży, bo rynek jest płytki.
Ale mogą istnieć dwa-trzy sklepy, które
między sobą konkurują. Prosty przykład
z mojej branży: nagle się okazało, że
Chiny robią najlepszą stal budowlaną,
w związku z tym cały świat został zalany
chińską stalą. Do Polski szedł gigantyczny import chińskiej stali, która okazała
się tańsza niż polska stal. Producenci
polskiej stali mieli kłopot w pewnym
momencie, jak upłynnić polską stal. Była
konkurencja na rynku, mimo ceł i pewnych obostrzeń, ale na koniec i tak się
okazało, że chińska stal była gorsza niż
polska. Ta sytuacja jednak spowodowała,
że i polska stal potaniała. Więc generalnie konkurencja sprawia, że idziemy do
przodu, powoduje rozwój.
Tomasz Krakowski: Prawo żydowskie, opowiadając się za konkurencyjnością, stawia jednak pewne warunki.
Nowy przedsiębiorca może ulokować
swój biznes w pasażu pod warunkiem, że
sam mieszka w domu przy tym pasażu.
Jeśli przybywa z innego miasta, to są
pewne obostrzenia i mieszkańcy mogą
mu zabronić otwarcia działalności w tym
miejscu. Druga rzecz: jeśli nowoprzybyły
płaci podatki na miejscu, jest traktowany
inaczej (może otworzyć biznes), lecz jeśli
płaci podatki w innym mieście, nie może
otworzyć działalności.
Piotr Wiślicki: Dokładnie tak jest
we wszystkich demokratycznych krajach:
mają one prawa chroniące rynek pracy czy
rynek zbytu. Znana sprawa: władze lokalne
ustalają, że na danym terenie może być
tylko określona liczna wielkich centrów
handlowych, bo wiedzą, że jeśli zostanie
‫ ■ ביולעטין‬11
◗ EDUKACJA
przekroczona pewna granica, to te wielkie
centra handlowe pożrą drobny handel.
Tomasz Krakowski: Księga „Ma’asat Binjamin” mówi, że wolno dopuścić
na rynek kolejnego producenta towaru
pod warunkiem, że jest przynajmniej teoretyczna możliwość, iż obaj producenci
danego towaru są w stanie się utrzymać.
Jeśli nie, to miejscowa społeczność może
odmówić prawa do otwarcia nowego
biznesu. To prawo również powstało
w oparciu o pogląd Chuny drugiego (dopuszczalność konkurencji), ale trzyma się
zasady, że należy chronić producentów
już istniejących na rynku. Jeśli rynek
nie jest dosyć chłonny, to nie zarobi
ani jeden, ani drugi. Chodzi o to, żeby
konkurencja nie wykańczała.
Głos z sali: Konkurencja zawsze
wykańcza, zwłaszcza dumping, czyli
sprzedaż po cenie niższej niż koszty
wytworzenia, a także inne nieuczciwe
praktyki: zmowa cenowa, lobbing.
Piotr Wiślicki: To jest błędnie
postawiona teza. Nikt nie zakłada biznesu
po to, żeby wykańczać konkurencję. Ja
chcę zarabiać, a nie wykańczać. Inaczej
to nie jest biznes, tylko kreowanie wojny.
Chcę być lepszy od konkurencji i rynek
zadecyduje o tym, czy ta konkurencja
się utrzyma.
Głos z sali: To jak w dowcipie. Jest
ulica, a na tej ulicy czterech szewców.
Jeden ma napisane: „Jestem najlepszy
w mieście”, drugi reklamuje się: „Jestem
najlepszy w kraju”, trzeci ma napisane:
„Jestem najlepszy na świecie”, a czwarty ma szyld: „Jestem najlepszy na tej
ulicy”.
Tomasz Krakowski: Chuna drugi,
optując za konkurencyjnością, stawia
kolejne warunki: nowy biznesmen nie
może, na przykład, w sposób nieuczciwy
pozyskiwać klientów tego pierwszego.
Talmud powiada, że sprzedawca nie
może rozdawać dzieciom cukierków za
darmo. Dlaczego? Bo dzieci ściągają rodziców – i w ten sposób zyskuje nowych
klientów, odbierając klientów innemu.
Dalej Talmud mówi, że skoro pierwszy
sprzedawca daje cukierki, to drugi może
dawać orzeszki.
Piotr Wiślicki: To jest ta sytuacja
z Microsoftem, który do swoich produktów
dodawał oprogramowanie za darmo. Unia
Europejska nałożyła na Microsoft grzywnę
za łamanie praw konkurencyjności.
Tomasz Krakowski: Prawo żydowskie broni producenta już istniejącego na
12 ■ biuletyn
rynku. W świecie biznesu nie ma chyba
takiej zasady. Najważniejsza jest chęć
zysku, a nie to, żeby zarobku starczyło
dla wszystkich. Jeśli ktoś chroni rynek,
to rządy czy władze lokalne.
Głos z sali: Tu jest pytanie o morale klienta. Ja mam taki mały sklepik,
w którym kupuję, bo chcę, żeby on
istniał.
Piotr Wiślicki: Jeśli zakazujemy
istnienia drugiego młyna, to powodujemy, że społeczność danego miasteczka
jest skazana na ten pierwszy młyn i warunki cenowe, jakie on dyktuje.
Tomasz Krakowski: Żyjący w XVI
wieku krakowski rabin Mojżesz Isserles,
zwany ReMU, twierdził, że konkurencyjność jest dopuszczalna pod warunkiem,
że jest dobra dla danej społeczności.
Prowadzenie dwóch biznesów przez
dwóch różnych ludzi jest zasadne pod
warunkiem, że ten nowy biznesmen
będzie miał niższe ceny i lepszy towar.
Społeczność na tym skorzysta i będzie
mogła zmusić tego pierwszego do obniżenia cen. To prawda, że biznesu nie
otwiera się komuś na złość, tylko dla
zysku, ale prawo żydowskie bierze też
pod rozwagę taką możliwość, że nowy
biznesmen wykończy tego pierwszego
i sam, stając się monopolistą, zacznie
dyktować swoje ceny i warunki ze szkodą
dla społeczności.
Piotr Wiślicki: Nie stanie się
monopolistą. Bo za tym drugim wejdzie
trzeci i czwarty. Na tym to polega. Dzisiaj nie ma problemu konkurencyjności
między dwoma sklepikarzami. Dzisiaj
jest problem tego, jak gigantyczne
monopole niszczą regionalne struktury
małego biznesu.
Głos z sali: To wygląda tak, jakby
Żydzi sformułowali te prawa po jakiejś
traumie, jakby długi żyli w socjalizmie…
Tomasz Krakowski: Prawo żydowskie mówi też o monopolistach. Chatam
Sofer, rabin żyjący na przełomie XVIII
i XIX wieku, wylicza dziedziny, które
powinny być chronione monopolem. Są
to transport i sprzedaż chamecu.
Piotr Wiślicki: Celem konkurencyjności jest to, żeby społeczeństwo
poczuło się wolne.
Głos z sali: Właśnie nie bardzo. Ta
konkurencyjność powoduje, że człowiek
czuje się zagubiony. Bo słyszę: ten certyfikat jest niedobry, to jest niekoszerne…
Wycieczki izraelskie przestrzegają: nie
kupujcie wyrobów z pieczątką tego rabina, bo on jest niewiarygodny… i przyjeżdżają z własnym jedzeniem. To rodzi
problem, bo w końcu człowiek zaczyna
się zastanawiać, czy warto w domu prowadzić koszerną kuchnię.
Toma s z Kra kowski: Dlatego
w dziedzinie wystawiania certyfikatu koszerności konkurencja nie jest wskazana.
Rabin Mosze Feinstein, współczesny autorytet w dziedzinie prawa żydowskiego,
powiedział, że jeśli chodzi o kaszrut, to
konkurencja jest niewskazana. Trudno
się z nim nie zgodzić, bo kaszrut na czym
innym polega – to jest sprawdzanie, czy
coś jest koszerne lub nie. To nie jest produkcja czegoś lepszego. Gemara podaje
jednak dziedzinę, gdzie konkurencja jest
jak najbardziej wskazana – jest to nauka
Tory. Tu nie ma mowy o monopolu, gdyż
naczelnym celem jest to, żeby uczeń
posiadł jak największą wiedzę.
Rabin Sołowiejczyk, przychylając
się do opinii Chuny drugiego, mówi, że
jeżeli jest więcej biznesmenów, którzy
działają na jednym polu, to ściągają oni
więcej klientów, bo tworzy się dzielnica
wyspecjalizowanych sklepów, gdzie
klient ma możliwość wyboru.
Piotr Wiślicki: U nas mamy
centra handlowe, gdzie właśnie jest
wiele sklepów z tym samym towarem.
To z jednej strony dobrze, bo klient ma
możliwość porównania oferty i ceny,
a z drugiej źle, bo to wykańcza sklepy
i usługi zlokalizowane na zewnątrz.
Tomasz Krakowski: Podsumowując, można stwierdzić, że prawo żydowskie idzie za opinią rabiego Chuny,
przy czym ma na względzie ochronę
producenta już istniejącego na rynku
(żeby nie zszedł poniżej poziomu życia,
do którego jest przyzwyczajony) oraz
dobro społeczności. Ale też dobra społecznego nie można uzyskiwać kosztem
jednostki. Społeczność nie może wybrać
sobie ofiary: niech jeden zbankrutuje,
żeby nam wszystkim żyło się lepiej. Nie
przypadkiem Talmud przywołuje historię o Saulu, który „zabił” Gibeonitów.
Zysk to nie wszystko…
Spisała:
Anna Ciałowicz
n Z apis dyskusji, k tóra odbyła się
18 stycznia 2009 r. w Fundacji im. Mojżesza Schorra. Program realizowany
wspólnie z GWŻ w Warszawie.
nr (52)
◗ KULTURA
Festiwal Domu
w Tykocinie
o przekazywaniu wiedzy tajemnej
Tykocin, obok Zakopanego i Krakowa,
zagraniczne przewodniki polecają jako
miejsce, które każdy turysta zwiedzić
powinien. Przyjazd do Tykocina to powrót
do domu. Przekonują o tym działacze
Stowarzyszenia Kulturalno-Ekologicznego
„Pędziwiatr”, które od dwóch lat
organizuje tam „Festiwal Domu”.
i jest jedynym domem zachowanym
w niezmienionym stanie. Wybór miejsca nie był przypadkowy – w dzielnicy
katolickiej, obok domu, w którym mieszkali „starzy Kizlingowie” (pod numerem
ósmym, obity sajdingiem).
Koncepcja Festiwalu Domu – tłumaczy Józef na stronie internetowej
Stowarzyszenia – jest pomysłem dosyć
ryzykownym, bowiem dosłownie dom
to miejsce prywatne, zwykle niedostępne
dla obcych. Pisze, że „upublicznianie tej
przestrzeni intymnej, rodzinnej, opowieści o przodkach, pamiątek rodzinnych
jest działaniem prowokacyjnym i może
zostać odebrane jako ekshibicjonizm.
Jest to bowiem swego rodzaju ‘wiedza
tajemna’, do której dostęp mają nieliczni:
krewni, przyjaciele i znajomi. Co więcej,
silnie ugruntowana opozycja między
Fot. Archiwum rodzinne
Fot. http://placczarnieckiego10.net/
Tykocin jest miejscem znaczącym –
zapewnia Józef Markiewicz ze Stowarzyszenia Pędziwiatr, etnolog, wspominając
o zeszłorocznej koprodukcji teatralnej
(w ramach Roku Polskiego w Izraelu)
„Bat Jam – Tykocin”. Trzypokoleniowa
rodzina żydowska wyrusza do Tykocina
w poszukiwaniu swoich korzeni. Co by
zobaczyła, gdyby dotarła na miejsce?
Zamek przebudowany na hotel, nowe
pokraczne domy w krzykliwych kolorach
i domy stare – oszpecone, skarłowaciałe,
martwe. Józef wraz z mieszkańcmi Tykocina strara się zablokować modernizację
drogi wojewódzkiej nr 671 przechodzącej
przez samo centrum tykocińskiej starówki. – Przebudowa drogi w planowanym
wariancie jest równoznaczna ze ściągnięciem ruchu tranzytowego do Tykocina
i powolną dewastacją zabytkowej architektury – wyjaśnia.
Józef pochodzi z tykocińskiej rodziny potomków saksońskich osadników,
którzy przybyli tu pod koniec XVIII w.
Rodzinny dom przy Placu Czarnieckiego
10 zbudował Maksymilian Kizling, wnuk
„mularza” Jana Kieslinga. Wzniesiony
przy rynku, na parceli z ogrodem sięgającym rzeki, na którym znajdowało się „kukrzysko”, czyli ruiny, pozostałości dawnej
austerii wybudowanej przez Branickich,
grudzień 2008 – styczeń 2009
‫ ■ ביולעטין‬13
◗ KULTURA
tym, co publiczne, i tym, co prywatne,
sprzyja przekonaniu, że owe prywatne,
intymne doświadczenia nie mają wartości dla ludzi ‘z zewnątrz’, którzy przecież
podobnie przeżywając świat, mają swój
dom i swoje opowieści, które nabierają
znaczenia, stają się zrozumiałe, jasne
i ważne dopiero w konkretnym kontekście rodziny. Tak więc o sekretach
rodzinnych powinno się raczej rozmawiać na spotkaniu rodzinnym, podczas
pierwszej komunii, ślubu czy pogrzebu
niż na placu (dosłownie). Na placu czy
na rynku, w zakładach pracy i fabrykach
poprawnie poruszajmy tematy związane z polityką i gospodarką. W domu
możemy sobie ‘gadać’, na zewnątrz zaś
‘rozmawiać’”.
„Festiwal Domu” ma ową „wiedzę
tajemną” dowartościować, wprowadzić
do sfery dyskursu publicznego. Dzięki
temu możemy sobie uświadomić, że
rodzinne wspomnienia i opowieści nie
są wyizolowane ze świata społecznego
i historii. – Nasze historie to naprawdę
wiedza tajemna, bo wypływająca z naszego doświadczenia. To jądro naszej
tożsamości – twierdzi Józef.
Miasteczko. / Pośród lasu, / w polu,
/ miasteczko. / Domy, dlaczego tu
stoicie? / Ludzie są tutaj, / to i my
jesteśmy. / Ludzie, co wy tu robicie? /
Tutaj jest nasz dom.
Maria Markiewicz (mama Józefa):
Dom to jest miejsce, gdzie przechodzi oś
świata. Ta oś przechodzi przez dymnik
– i to potwierdza budowa domów w Tykocinie, gdzie domy – chrześcijańskie i żydowskie – są „dwuględne”, symetrycznie
obudowane wokół dymnika. Taki układ
daje harmonię, porządek, poczucie nadrzędności domu nade mną. Mój prywatny
ogląd świata, poczucie ładu, wszystkiego,
co się nazywa szczęśliwością, wiąże się
z domem. Chodzę po tym Tykocinie na
poły martwym, uśpionym, gdzie ludzie
siedzą w domach, oglądają telewizję.
Przyjeżdżają turyści na wycieczkę: „O,
patrzcie! Tutaj jest piękny kościół, tu
pięknie wyremontowany rynek, pomnik,
potężna synagoga”. A przecież prawdziwe
życie toczyło się w domach. W dzieciństwie, kiedy chodziłam z mamą do sąsiadów, to po prostu mnie porażało – bycie
w innym domu. I jednocześnie miałam
często poczucie, że chciałabym tu troszkę
pomieszkać.
14 ■ biuletyn
Dach słomiany, / dach z gontów, /
z dachówki, / wszystkie dachy – skośne / na spad. / Ponure, / smutne. /
Każdy spad jest smutny. / Każdy dom
– sam. / Postawili go – to stoi. / Dokąd
miałby iść? / Gdzie indziej będzie mu
to lepiej?
A w tej chwili, jak wchodzę do
tykocińskich domów, to nie chciałabym
w nich pomieszkać. Bo to są zupełnie
inne domy, z boazeriami, łazienkami,
kafelkami. Te kafelki bardzo brzydkie.
Często są to stare domy, zmodernizowane w sposób bardzo prymitywny, obite
sajdingiem. To jest jakaś moja fobia,
nadwrażliwość na archetypy. Mówi się,
że zabytkowe miasteczko trzeba chronić.
Ale to odnosi się do głównych obiektów,
przeważnie murowanych. Natomiast
dom, gdzie to codzienne życie toczyło
się przez wieki, gdzie żyli ludzie, którzy
tworzyli kulturę tego miejsca – to w ogóle
nie jest cenione. Powiedziałabym nawet,
że jest to rodzaj balastu, którego trzeba
się jak najszybciej pozbyć. Przy wjeździe
do Tykocina działało jeszcze niedawno
śmietnisko, które służyło do wywożenia
gruzu ze starych domów – i ja, jadąc do
Tykocina, wiedziałam: o, już tutaj leży
dom mojego sąsiada; a tam kamienie,
poznaję, z innego domu. Mam poczucie,
że dom jako przestrzeń sakralna, coś, co
nas formuje od początku, jest obecnie
niedowartościowany. I ten rozdźwięk
między prawdziwą funkcją domu i jego
traktowaniem przez współczesną kulturę,
powoduje u mnie ogromny dyskomfort.
Parafrazując Freuda, dom jest to źródło
mojego cierpienia.
Trzy domy. / Dom stary, / wsparty na
kulach, / pochylony w poddańczej
pozie. / Cóż począć? / Młody dom
dziwi się: / Tak? I ja taki będę? / Dom
w średnim wieku, / po remoncie, /
z wstawionym nowym oknem – / patrzy
ten dom krzywo / na pozostałe dwa
domy, / śmieje się przez łzy.
Te domy, jak pamiętam z dzieciństwa – one ze sobą rozmawiały. Były
z jednej strony bardzo podobne, a z drugiej – różniły się: ze względu na to, kto
tam mieszkał. Bo mieszkańcy odciskali
na domu nieprawdopodobne piętno.
Właśnie przy Placu Czarnieckiego, od
strony rzeki, stało chyba pięć identycz-
nych domów pochodzących z przełomu
XVIII i XIX wieku. One przetrwały w tej
formie i z dzieciństwa jeszcze pamiętam
te drewniane domy tworzące razem
wspaniały zestaw, wspólną przestrzeń,
zwłaszcza że miały wspólne zaplecze.
Tym zapleczem były podwórka i ogrody
sięgające do rzeki. Narew właściwie też
była częścią przynależną domowi. Ta
przestrzeń wychodziła na rzekę i przeważnie jeszcze właściciele tych domów
posiadali własne łąki po drugiej stronie
rzeki. Taka przestrzeń dalej otwierała
się na bagna Narwi, tam aż do lasu.
Domy posiadały także wspólny przód,
wychodziły na przestrzeń publiczną, na
rynek. Patrząc od rynku, za ogródkiem
było miejsce schronienia, dom, gdzie
życie toczyło się na różnych poziomach,
od piwnicy aż po strych, a w każdej
z tych przestrzeni panował inny nastrój.
Za domem zaś ogród, przyroda ujarzmiona, kwiatki, grządki, później rzeka,
łąki, dzika przyroda. Tam otwierała się
nieskończoność.
Jakiś komin / drzwi / garnek. / Oto
komin. / Leży na dachu, / przewrócony
– to niech leży. / Oto drzwi. / Wiszą
spaczone / tylko na jednym zawiasie
– a niech sobie wiszą.
To są domy porzucone, bezdomne.
Tak na prowincji traktuje się bezpańskie
zwierzęta, gorzej niż rzeczy. Są wałęsające się koty, które przychodzą na ganek.
Tam zawsze jest dla nich karma. Potem
jest bardzo przykro, jak to zwierzę
znajdujemy gdzieś martwe. Bo sąsiad
już stracił cierpliwość i dał mu w łeb.
Tak samo jest z tykocińskimi domami:
są zostawione własnemu losowi, niech
dogorywają, a potem się zawalą. Wtedy
przyjeżdża przyczepa i wywozi na śmietnik przy wjeździe do miasta.
Oto garnek. / Kiedyś to był garnek! /
Bulgotał, kipiał. / Koniec! / Wybulgotał,
wykipiał, / pęknięty. / Leży na ziemi,
/ z powrotem do domu, / do mamy, /
do mamy wszystkich, / do wspólnego
domu. / Garnek, / izba, / człowiek - /
wszystko jedno. / Taki sam kres.
Józef: Jeżeli mówimy o przedmiotach, to mówimy też o rzeczach
związanych z Holokaustem, ze śladami.
Dla mnie to jest wstrząsające, że jednak
gdzieś trafia się na przedmioty z innego
nr (52)
nie, nie teraz. Chcieli, żeby młodzież
najpierw znalazła osadzenie w tym, co
tutaj naprawdę jest, co było. – To jest
krąg kultury judeo-chrześcijańskiej. Za
tym kryje się rzeczywistość, która miała
wpływ na kształtowanie się Mokotowa
– wyjaśnia Józef. – Chodzi o to, żeby
znaleźć w tym jakieś wartości.
W czasie warsztatów jest to możliwe, bo spotykając się z ludźmi głęboko
przeżywającymi swoją duchowość, związanymi z własną tradycją, mogą zastanowić się nad konkretnymi problemami,
jakie ma wyznawca jakiejkolwiek religii,
czysto ludzkimi. To nie jest zabawa:
chodźcie, zobaczymy, jak tam jest. Można też zapytać: dlaczego jest tak, a nie
inaczej? – To są rozmowy, jak człowiek
ma żyć, o samospełnieniu, szukaniu
dróg, a niestety szkoła tego nie potrafi
zrobić – mówi Józef. Maria Markiewicz
szczególnie zapamiętała pierwszą wizytę z młodzieżą w synagodze. Kiedy tu
trafiła, kilka lat temu, trwało właśnie
święto Sukot. – W szałasie pojawił się
Josh Ellis z lulawem, rozmawiał z nami,
i wtedy pojawił się Paweł Passini, zaczął
się fascynujący dwugłos – opowiada. –
Paweł opowiedział o sobie, okazało się, że
jego rodzina pochodzi z Tykocina [zob.:
Biuletyn nr 51/2008].
Następna wizyta w synagodze była
zupełnie inna od rutynowego zwiedza-
nia. Josh z Pawłem weszli na bimę i tak,
z wysokości, pokazywali siedzącej pod
aron ha-kodesz młodzieży przyniesiony
kawałek zwoju Tory. – Oni opowiadali
z taką energią, że słuchaliśmy z rozdziawionymi gębami – opowiada Maria.
Ten wykład Paweł Passini nazwał
„Czytanie Tory – czytanie świata – czytanie siebie”. Pani Maria wspomina: – Był
z nami pewien chłopiec, z kłopotami,
pozostający pod opieką kuratora. Nauczycielka mówi, żeby mu nie dawać karty
lekcji do wypełnienia, bo same głupoty
napisze, że będzie się pani wstydziła.
A on napisał bardzo pięknie, że pierwszy
raz usłyszał o Bogu.
Anna Ciałowicz
n Wystawę prac plastycznych i dokumentacji fotograficznej projektu „Mokotów – wspólne dziedzictwo. Cykl
plenerów plastyczno-kulturalnych”
(część judaistyczna) można oglądać
na babińcu Synagogi Nożyków do
końca lutego. Więcej informacji na
stronie: http://www.pedziwiatr.net/.
W artykule wykorzystano fragmenty
wiersza Arona Łuckiego „Di chasene”
w tłumaczeniu autorki.
Fot. http://placczarnieckiego10.net/
życia. Talerz sederowy. Ktoś opowiadał,
że pewna pani miała taki dziwny talerz
z przegródkami, i tam wsypywała ziarno
dla kur. Te przedmioty istnieją, świadczą.
Lata świetności Tykocina przeminęły,
kiedy się patrzy na stan obecny, widać
ten rozdźwięk. Czuje się magię tego
miejsca, te przedmioty. One mają taką
aurę, oddziałują na człowieka. Ludzie,
kiedy przyjeżdżają do Tykocina, mówią:
to jest wymarłe miasto.
„Festiwal Domu” i warszawskie
projekty Stowarzyszenia mają wspólną
cechę: „gadać”, a nie „rozmawiać”. Gadać
o rzeczach istotnych, docierać do duchowości ukształtowanej przez najbliższe
otoczenie. W trakcie realizowanego
w 2008 roku projektu „Mokotów – wspólne dziedzictwo” młodzież z dziesięciu
klas mokotowskich szkół poznawała
miejsca związane z praktyką religijną
i kulturą zamieszkujących w tej dzielnicy
protestantów, Ukraińców, Żydów oraz
polskich wyznawców prawosławia. –
Nauczyciele mają swoje wyobrażenie na
temat nauczania tolerancji, przez które
trudno się przebić – mówi Józef. – Pod
hasłem „tolerancja”, „wielokulturowość”
rozumieją wolność wyboru, która sama
w sobie ma być wartością.
Dlatego na prośby nauczycieli, żeby
odwiedzić meczet, ośrodek buddystów,
edukatorzy z „Pędziwiatra” odpowiadali:
grudzień 2008 – styczeń 2009
‫ ■ ביולעטין‬15
‫‪◗ JIDYSZ‬‬
‫אט‬
‫פג ָ‬
‫יצחק־מאיר העל ֿ‬
‫ײנונג‬
‫ַ‬
‫ש‬
‫ר‬
‫ע‬
‫ד‬
‫א‬
‫ַ‬
‫–‬
‫ארצײַט פֿון רבי‬
‫צערט צום ‪75‬־טן י ָ‬
‫דער גרויסער קאָנ‬
‫א‬
‫יצחק מאיר שּפיר ַ‬
‫ּפא־‬
‫“טעאטר ָ‬
‫ַ‬
‫אויֿפגעטראטן אויף דער בינע ֿפון‬
‫ָ‬
‫ער איז‬
‫רצײט‬
‫קאנצערט צום ‪75‬־טן ָיא ַ‬
‫ווארשע‪ .‬דער ָ‬
‫לסקי” אין ַ‬
‫שּפירא‪ ,‬דעם גרינדער ֿפון ישיֿבה‬
‫ַ‬
‫ֿפון רבי יצחק מאיר‬
‫בײם עולם‪.‬‬
‫שטארק אויֿפגענומען ַ‬
‫ַ‬
‫האט‬
‫חכמי לובלין‪ָ ,‬‬
‫קאנצערט לּכֿבוד דעם גרויסן נֿפטר‪ ,‬דעם‬
‫דער צווייטער ָ‬
‫טאקע אינעם בנין‬
‫ֿפארגעקומען ַ‬
‫נאוועמבער‪ ,‬איז ָ‬
‫‪4‬־טן ָ‬
‫קאנצערט שמועסן‬
‫נאך דעם ָ‬
‫ֿפון דער לובלינער ישיֿבה‪ָ .‬‬
‫העלֿפגאט וועגן נגינה אין גער‪.‬‬
‫ָ‬
‫מיר מיט ר׳‬
‫‪Fot. Archiwum‬‬
‫האט‬
‫רבי יצחק־מאיר‪ ,‬דער ערשטער גערער רבי‪ָ ,‬‬
‫שטארקן חוש נגינה און שירה‪ ,‬געשריבן אֿפילו‬
‫ַ‬
‫געהאט ַא‬
‫ַ‬
‫כאטש אליין איז ער ניט געווען קיין מנגן‪ :‬ניט‬
‫שירים‪ָ ,‬‬
‫ֿפארֿפאסט קיין ניגונים ָאבער געווען‬
‫געזונגען און ניט ַ‬
‫שארף‬
‫געהאט ַא ַ‬
‫ַ‬
‫ליבהאבער ֿפון נגינה‪,‬‬
‫ָ‬
‫געוואלדיקער‬
‫ַ‬
‫ַא‬
‫טאן אין ַא‬
‫ֿפאלשן ָ‬
‫רטראגן קיין ַ‬
‫ָ‬
‫ֿפא‬
‫אויער און ניט געקענט ַ‬
‫ארויסגעזאגט וועגן ַא ניגן‪ ,‬צי ער געֿפעלט‬
‫ָ‬
‫ניגן – און זיך‬
‫ּפאסיקע‬
‫געהאט צו הערן ַ‬
‫ַ‬
‫האט זייר ליב‬
‫אים‪ ,‬צי ניט‪ .‬ער ָ‬
‫בארוֿפענע מנגנים‪,‬‬
‫ניגונים‪ ,‬געזונגען ֿפון געהעריקע און ַ‬
‫ֿפאלשקייט אין‬
‫שטארקער מקּפיד אויף ַ‬
‫ַ‬
‫און געווען ַא‬
‫זאגט‪,‬‬
‫העלֿפגאט ָ‬
‫ָ‬
‫ּפאסיק? ר׳‬
‫זינגען‪ .‬וועלכער ניגן איז ָ‬
‫זאל אים ניט קענען‬
‫וואס מע ָ‬
‫זא שיר‪ָ ,‬‬
‫ניטא ַא ַ‬
‫ָ‬
‫ס׳איז‬
‫ַאז ַ‬
‫ארײנברענגען אין קדושה‪.‬‬
‫ַ‬
‫ס׳ווערט אויך דערציילט‪ַ ,‬אז דער גערער רבי –‬
‫מאל געווען צו ַא חתונה‬
‫קאנט ַאז דער רי״ם – איז ַא ָ‬
‫בא ַ‬
‫ַ‬
‫ֿפון ַזײנס ַא אייניל אין ּפולטוסק‪ ,‬ווּו דער רֿב איז געווען ר׳‬
‫געווארן ַאלס ר׳‬
‫ָ‬
‫בארימט‬
‫יׂשראל יהושע טרונק (שּפעטער ַ‬
‫געבראכט ַא‬
‫ַ‬
‫האט מען‬
‫יהושעלע קוטנער)‪ .‬צו דער חתונה ָ‬
‫באוווּסטער ֿפידל־‬
‫מוזיקאנטן מיט ישעיה יעקל‪ַ ,‬א ַ‬
‫ַ‬
‫גרוּפע‬
‫האט געהערט זייער‬
‫שּפילער אלס הויּפט‪ .‬ווען דער רי״ם ָ‬
‫געווארן און‬
‫ָ‬
‫שּפילן און זינגען‪ ,‬איז עס אים ניט געֿפעלן‬
‫האט איר‬
‫האט זיך געווענדט צו ר׳ יהושעלען‪ :‬ווי ַאזוי ָ‬
‫ער ָ‬
‫שטאט‪ ,‬וווּ דער חזן קען‬
‫ָ‬
‫מסּכים געווען צו זיין א רֿב אין א‬
‫ניט זינגן און די “ּכלי־זמר” קענען ניט שּפילן?‬
‫האט ָאנגעהויבן לויבן דעם חזן‪ַ ,‬אז‬
‫ר׳ יהושעלע ָ‬
‫האט דער גערער‬
‫ער איז ַא תלמיד־חכם‪ַ ,‬א בן־תורה‪ָ ,‬‬
‫מ׳דארף ניט‬
‫ַ‬
‫געטאן‪ֿ :‬פונדעסטוועגן…‬
‫ָ‬
‫רבי א שמייכל‬
‫האבן א גוטן‬
‫דארף ָ‬
‫מאכן קיין עירוֿב ּפרשיות‪ַ ,‬א חתונה ַ‬
‫ַ‬
‫חזן און גוטע שּפילער‪.‬‬
‫זאגן די‬
‫בײ ַאיז חזן איז יראת שמים‪ָ ,‬‬
‫דער עיקר ַ‬
‫העלֿפגאט – ַאז דער‬
‫ָ‬
‫זאגט ר׳‬
‫חכמים… – כ׳מיין – ָ‬
‫דארף צו ַזײן‬
‫בײ יעדן ייִ ד איז יראת שמים‪ַ .‬א חזן ַ‬
‫עיקר ַ‬
‫האבן ַא‬
‫אויך ַאן יראת שמים‪ָ ,‬אבער רשית ּכל מוז ער ָ‬
‫האט ניט קיין שטימע‪ ,‬יראת שמים וועט‬
‫קולכל‪ .‬ווען ער ָ‬
‫גארניט העלֿפן‪.‬‬
‫אים ָ‬
‫סײ וועגן די מנ־‬
‫טראדיציע‪ַ ,‬‬
‫געשאֿפן ַ‬
‫ַ‬
‫האט‬
‫גער ָ‬
‫האט מען געזונגען‬
‫דארט ָ‬
‫סײ וועגן די ניגונים; ָ‬
‫גנים און ַ‬
‫לאנגע‬
‫ֿפריילעך‪ ,‬לעבעדיק‪ ,‬התעוררותדיקע לידער און ַ‬
‫האט מען געהערט ַא ּפוילישן‬
‫איינמאל ָ‬
‫ָ‬
‫מארשן… ניט‬
‫ַ‬
‫)‪nr (52‬‬
‫איבערגעארבעט און ֿפארייִ דישט…‬
‫ַ‬
‫מארש און אים‬
‫ַ‬
‫האט אויך ַזײנע‬
‫מאדזשיץ‪ ,‬גער ָ‬
‫– ניט ַאנדערש ווי ָ‬
‫מײן מישּפחה ַזײנען גערער חסידים ֿפון‬
‫אייגענע ניגונים‪ַ .‬‬
‫מײן טאטנס צד זינט דעם ערשטן גערער‬
‫ַא סך דורות‪ֿ ,‬פון ַ‬
‫טראג דעם‬
‫וואס איך ָ‬
‫רבין יצחק מאיר‪ ,‬דעם חידושי הרי״ם‪ָ ,‬‬
‫ווארשע‬
‫שטאמט ֿפון ַ‬
‫טאטע ַ‬
‫מאמעס ַ‬
‫נאך אים‪ .‬דער ַ‬
‫נאמען ָ‬
‫ָ‬
‫טאטע‬
‫טאטן איז דער ַ‬
‫מײן ַ‬
‫בײ ַ‬
‫לאדזש‪ַ .‬‬
‫מאמע ֿפון ָ‬
‫און איר ַ‬
‫מאמע ֿפון ַא קליין שטעטל‪ .‬דער זיידע‬
‫קאליש און די ַ‬
‫ֿפון ַ‬
‫ֿפאר דער מלחמה‪ .‬אין די ‪30‬־ער איז‬
‫איז געווען ַא דיין ַ‬
‫ער געקומען אין ארץ־יׂשראל‪ .‬צוליב דעם איז די משּפחה‬
‫האט‬
‫דאנק דעם גערער רבין‪ ,‬וועלכער ָ‬
‫לעבן געבליבן – ַא ַ‬
‫זאל‬
‫צערטיֿפיקאציע‪ָ ,‬‬
‫ַ‬
‫וואס קען קריגן די‬
‫געזאגט‪ַ ,‬אז דער‪ָ ,‬‬
‫ָ‬
‫רויסֿפארן – דערציילט דער יונגער חזן‪.‬‬
‫ָ‬
‫ַא‬
‫נײעם ניגון‪.‬‬
‫האבן ַא ַ‬
‫לעמאל ָ‬
‫ָ‬
‫דער רי״ם ֿפלעגט ַא‬
‫האט אין דעם געזען דערֿפרישונג‪ ,‬שעֿפערישקייט און‬
‫ער ָ‬
‫האט‬
‫ַנײקייט‪“ .‬ווען איך בין געבענטשט מיט ַא שיין קול – ָ‬
‫נײע‬
‫וואלט איך ַאלע טעג געזונגען ַ‬
‫געזאגט‪ָ ,‬‬
‫ָ‬
‫מאל‬
‫ער ַא ָ‬
‫נײ ע ּכוחות אין שירה‪,‬‬
‫לידער און געזוכט צו ָאנטדעקן ַ‬
‫טאג‬
‫ווײל ּפונקט ווי מעׂשה ברשית‪ ,‬אזוי ווערט יעדן ָ‬
‫ַ‬
‫זאגט‪ :‬שירו לד׳‬
‫נײער ניגון‪ ,‬ווי דער ּפסוק ָ‬
‫געבוירן ַא ַ‬
‫שיר חדש”…‬
‫מײן‬
‫מײן משּפחה… ַ‬
‫– צוריקגעשמועסט וועגן ַ‬
‫מאמעס צד איז געווען ַא בעל־תֿפילה‪,‬‬
‫עלטער־זיידע ֿפון ַ‬
‫כ׳האב אים ָאבער ניט געקענט…‬
‫ָ‬
‫איינער ֿפון די גערער חזנים‪ ,‬ר׳ זלמן ֿפון ּפולטוסק‪,‬‬
‫באווּוסט ַאלס גרויסער בעל־מנגן‪ ,‬געקענט שּפילן אויף‬
‫ַ‬
‫האט אויך געשריבן‬
‫מוזיקאלישע אינסטרומענטן‪ָ ,‬‬
‫ַ‬
‫עטלעכע‬
‫וואר־‬
‫מאל געזונגען ביים רי״מס “טיש” אין ַ‬
‫האט ַא ָ‬
‫נאטן‪ָ .‬‬
‫ָ‬
‫גײסטערט‬
‫בא ַ‬
‫געווארן ַ‬
‫ָ‬
‫שע ַא ניגון‪ֿ ,‬פון וועלכן דער רי״ם איז‬
‫מאל‪.‬‬
‫האט געהייסן אים זינגען עטלעכע ָ‬
‫און ָ‬
‫צײט שּפעטער‪ ,‬דער רי״ם איז שוין געווען‬
‫מיט ַא ַ‬
‫דאס ליד‪,‬‬
‫האט ווידער גענומען זינגען ָ‬
‫אין גער און ר׳ זלמן ָ‬
‫האט‬
‫האט ער אים ָאּפגעשטעלט מיט געבייזער און ער ָ‬
‫ָ‬
‫ס׳האט זיך שּפעטער‬
‫ָ‬
‫געדארֿפט זינגען ַאן ַאנדערן ניגון‪.‬‬
‫ַ‬
‫געווארן ֿפון‬
‫ָ‬
‫ֿפארֿפאסט‬
‫ַ‬
‫ַארויסגעוויזן‪ַ ,‬אז דער ניגון איז‬
‫וואס איז גערו־‬
‫מאדערנער חזן‪ָ ,‬‬
‫ּפראגער‪ַ ,‬א ָ‬
‫משה מיכל ַ‬
‫“מאדערניזם”‪ֿ .‬פריער‬
‫ֿפאר ַזײן ָ‬
‫געווארן ֿפון חסידים ַ‬
‫ָ‬
‫דֿפט‬
‫האט געזונגען‬
‫מאל‪ ,‬ווען ר׳ זלמן ָ‬
‫דאס ערשטע ָ‬
‫ָאבער‪ָ ,‬‬
‫קאצקער חסיד‪ָ ,‬אבער‬
‫נאך געווען ַא ָ‬
‫דאס ליד‪ ,‬איז ער ָ‬
‫ָ‬
‫שּפעטער איז שוין געווען אויף שלעכטע דרכים…‬
‫דאס ַא סימן‪,‬‬
‫– ַאז ַא מענטש קען ניט זינגען‪ ,‬איז ָ‬
‫האט ַא ּפגימע אויף ַזײן נשמה?‬
‫אז ער ָ‬
‫ווײל כ׳קען ָיא זינגען‪ ,‬כ׳וויל זיך‬
‫זאגן‪ַ ,‬‬
‫– כ׳קען ניט ָ‬
‫דא ַא‬
‫זאגט ר׳ העלֿפגאט‪ – .‬ס׳איז ָ‬
‫האלטן‪ָ – .‬‬
‫ניט גרויס ַ‬
‫שפראך ֿפון ַאנדערע זאכן‪ַ .‬אז ַא‬
‫ַ‬
‫דאוונען‪ַ ,‬א‬
‫שפראך ֿפון ַ‬
‫ַ‬
‫האבן ַאן ַאנדער לשון‪,‬‬
‫מענטש קען ניט זינגען‪ ,‬מוז ער ָ‬
‫ארויסצוזאגן ַזײן נשמה‪.‬‬
‫ָ‬
‫ּכדי‬
‫‪16 ■ biuletyn‬‬
◗ SUMMARY
Chanukkah
On December 21, Lech Kaczyński,
the President of Poland, visited our
Community to celebrate the lighting of
the first Chanukkah candle. He is the
first acting president of Poland to visit a
synagogue since World War II.
Organized by the Jewish Community of Warsaw in honor of the ninetieth
anniversary of regaining independence,
the ceremony included prayers for the
prosperity of the country.
The President of the Jewish Community of Warsaw, Piotr Kadlčik, noted
that the spirit of Chanukkah is closely
linked with the ideas of Independence
Day because “it is a holiday that commemorates those who were ready to give
their lives to preserve their identity and
their faith.”
President Kaczyński observed that,
in the interim war years (1919-1939),
roughly 10% of Polish citizens were Jewish. He also mentioned that 12-13% of the
Polish Army was comprised of Jewish
officers and non-commissioned officers.
Many of them died in Katyń.
Kaczyński added, “The interim war
years were a complicated period in the
coexistence of both nations. However,
one may also note that the beginning of
the 1930’s saw the last laws infringing the
civil rights of Jewish persons as citizens
of the Republic of Poland abolished.”
The President noted that the Parliament of the Second Polish Republic had
many Jewish representatives. He mentioned Menachem Begin, a Polish-born
eight-year Premier of Israel, who signed
a Peace Treaty with Egypt in 1979.
“We should not forget that he [Begin] was in the Anders Army,” he continued. “Although he had joined the Zionist
movement at a young age and remained
in it, he did not leave the ranks of the
Polish Army until he was discharged.
Up to the very end he remained loyal to
the country where he was raised, where
he was active, which language – the language of Polish people – he used.”
The President, who two years ago
initiated the tradition of lighting Chanukkah lights in the Presidential palace,
closed by praising the rebirth of the
Jewish religious life and a secular Jewish
community in our country.
“I am convinced that only good
will come out of slow attempts to restore
grudzień 2008 – styczeń 2009
the culture that had shaped our reality
at least since Mieszko the Old until the
tragic events of the Holocaust.”
Short Collective Memory
of Europeans
January 10, Pro-Israel Demonstration. Roughly three hundred people
gathered to show their support for Israel.
Slogans chanted at the Royal Square
included: “Stop human shields.” There
was a tribune with Israeli flags, candles
and banners displaying the phrase “In
Solidarity with Israel.” The demonstration was organized by the Jewish
Community of Warsaw, the Christian
Reformation Church, the ”Hope for the
Future” Foundation, the Capital Chapel
of the Pentecostal Church, Beit Warszawa – the Jewish Culture Association,
the Midrasz Association, the B’nai B’rith
Poland Association and the Prof. M.
Schorr Foundation.
“The war in Gaza is not against
civilians. This war has been and, if it
will continue, it will continue to be a
war against international terrorism, a
terrorist organization Hamas,” Janusz
Szarzec, pastor of the Christian Reformation Church, said during the protest.
“The conflict has not been incited by the
state of Israel. Those who represent the
terrorist organization known as Hamas
purposefully inflicted it,” he continued.
Piotr Kadlčik, the President of the
Jewish Community of Warsaw, said, “We
are here to honor people on both sides
of this conflict. On the Palestinian side,
there are people used by, what I dare to
call, bandits from Hamas. On the other
side, there are Israelis who have 15 seconds to hide from rockets. Both nations
experience tragedy.”
“For about three years now, I hear
about Israeli cities being bombarded,” a
woman protester told PAP [Polish Press
Agency]. “This war is Israel’s answer to
these raids. Obviously, there are many
innocent people who suffer in the Gaza
region. But we should not forget that
[the] terrorist organization Hamas is
behind it.” She added that she’s praying
for peace in Israel.
“We support Israel’s right to selfdefense,” stated Grażyna Pawlak, director
of the Schorr Foundation. Echoing Golda
Meir, Pawlak suggested that peace will be
possible only when the Arabs love their
children more than they hate Jews. Some
who participated in the protests said that
the European collective memory seems
to be very short. “When my grandfather
was emigrating from Poland in 1935, it
was common to see ‘Jews to Palestine’
signs. Now ‘Jews from Palestine’ seems
to be a popular slogan.”
Rabbi Michael Schudrich recited
Psalm 130 and Rabbi Burt Schuman
from Beit Warszawa prayed for the state
of Israel. Jews and Christians prayed
together for the victims of this war, for
Israel and for peace.
Renovation
of the Nożyk Synagogue
The renovation of the Nożyk Synagogue is almost completed. The first
serious restoration in twenty-five years
of the building on Twarda Street helped
it to regain the canary color for which it
was known before World War II. Roughly
80% of the old façade adornments were
changed and work on the south side of
the building continues. However, renovations extended beyond the façade. Pipes
and gutters were changed, and a metal
band and a white stone band were placed
around the building foundation. Inside,
the aisles were repainted, the staircase to
the women’s gallery was renovated, and
the stone floor was also renovated.
The renovations began in August
and took about four months. The total
cost of it was roughly 1.2 million zloty,
including 750 thousand zloty provided by
the city conservator of monuments. The
remaining money came from the Jewish
Community of Warsaw.
On December 23rd, the newly
renovated Synagogue was opened to the
public during the Chanukkah celebrations. The minister of foreign affairs,
Radosław Sikorski, participated in the
festivities and the lighting of a Chanukkah candle.
Translation:
Marta Dąbrowska
‫ ■ ביולעטין‬17
◗ WSPOMNIENIA
Wanda Michalska (1910–2008)
20 listopada 2008 roku w szpitalu przy
ul. Stępińskiej w Warszawie zmarła
Wanda Michalska, z d. Ruta Steinberg.
W pamięci wielu pozostanie jako osoba
bardzo kontrowersyjna. Była jednak zawsze
wierna swoim poglądom, ukształtowanym
w bardzo wczesnej młodości i mającym
wpływ na sposób bycia, zainteresowania,
kontakty z ludźmi, rodziną.
Wandę poznałam około cz terdziestu lat temu. Była jedną z bliskich
znajomych mojej teściowej, Chany
Ejgenberg. Anka Ruda, Anka Czarna,
Rachela, Zosia, Wanda, Dorka Z. Zawadz-
ka, Mietek, Ruśka, Tamar – niezależnie
od wykształcenia i statusu społecznego
tworzyli od czasów przedwojennych
bardzo zgraną i zaprzyjaźnioną paczkę.
Łączyło ich wiele, szczególnie wierność
partii komunistycznej, KPP. I większość
z nich takimi pozostała do końca. Kiedy
w 1989 roku rozwiązano kolejną partię,
PZPR, niektórzy z nich wstąpili do SLD.
Wierność partii komunistycznej łączyli
z poczuciem patriotyzmu, z miłością
do ojczyzny, do Polski. Kiedy kolega
z Klubu Seniora przy GWŻ wspomniał
w swoim wywiadzie dla Biuletynu [zob.:
Biuletyn nr 5(40)/2007], że „tylko komu-
Rabin Mickey Rosen
Dnia 8 grudnia 2008 roku zmarł
rabin Szmuel Meir (Mickey) Rosen,
założyciel Yakar Center for Tradition
and Creativity – najpierw w Londynie,
później kolejne ośrodki powstały
w Jerozolimie i Tel Awiwie.
Mickey Rosen ukończył Yeshivat
Beer Jaakov. W 1974 roku otrzymał
– z rąk Naczelnego Rabina Aszkenazyjskiego Izraela, Issera Jehudy
Untermana – dyplom rabinacki; w 1994
roku University College w Londynie
nadał Rosenowi, na podstawie pracy
„A Commentary to ‘Job’ Attributed to
RaShBaM”, tytuł doktora nauk humanistycznych.
Wspominamy rabina Rosena jako
człowieka głębokiej wiedzy, erudytę,
a zarazem skromnego partnera w dyskusjach nad świętymi księgami. – Zachęcał
do wypowiedzi i najbardziej cieszył się
wtedy, gdy głos odważył się zabrać schowany w kącie milczek – mówią studenci
Yakaru, którzy dzięki rabinowi Rosenowi
mogli pobierać nauki w Jerozolimie. Od
1997 roku, kiedy Mickey Rosen (zachęcony przez bp. Joy Rochwarger, której
zawdzięczamy nawiązanie kontaktu
z Yakarem) zaangażował się w pomoc
Żydom zdecydowanym podjąć głębsze
studia – z Polski przyjechało po naukę
w sumie kilkadziesiąt osób.
18 ■ biuletyn
Mickey Rosen współpracował
z rabinami zrzeszonymi w organizacji
„Rabbis for Human Rights”. Sharon
Rosen, szwagierka, wspomina, że jeszcze do londyńskiego Yakaru zapraszał
osoby, których zwykle nie widuje się
w ortodoksyjnych synagogach, m.in.
Desomonda Tutu, biskupa anglikańskiego, który walczył z apartheidem.
Na pogrzebie, który zgromadził
setki żałobników, jedyną mowę nad
grobem wygłosiła Gila Rosen, żona.
Zamiast przemów śpiewano niguny
Shlomo Carlebacha. Sharon Rosen,
zamężna z Davidem Rosenem (przewodnicz ącym Międ z ynarodowego
Komitetu Żydowskiego ds. Konsultacji
Międzyreligijnych), powiedziała dziennikarzowi „Jerusalem Post”, że „słowa
nie są w stanie uchwycić istoty człowieka, a jedynie go ograniczają”.
W ostatnich latach rabin Rosen
pracował nad książką o swoim mistrzu,
którym był Simcha Bunem z Przysuchy.
Ci, którzy znali Micky’ego Rosena, wiedzą, że cadyk z Przysuchy zaprosiłby
go do świątecznego stołu jako swojego
wiernego ucznia. Książka „The Quest
for Authenticity” ukazała się kilka miesięcy przed śmiercią rabina.
Rabin Mickey Rosen pozostawił żonę
i szóstkę dzieci. Pochowany został w Har
Menuchot w Jerozolimie.
niści nie byli patriotami”, zwróciłam się
z pytaniem do Wandy: „Czy rzeczywiście
można tak było określić polskich komunistów? Czy rzeczywiście ważniejsza
była dla nich idea komunizmu, a nie
dobro Polski?”. Odpowiedziała bardzo
krótko: „Ponieważ kochaliśmy Polskę
i chcieliśmy, żeby wszystkim, niezależnie
od narodowości, żyło się lepiej, właśnie
dlatego wstępowaliśmy do Polskiej Partii
Komunistycznej. Była to najlepsza dla
nas gwarancja, że walczymy o lepszą
przyszłość dla wszystkich”.
Wanda urodziła się w Warszawie,
w biednej wielodzietnej rodzinie, jako
jedno z siedmiorga dzieci. O jej dzieciństwie i latach młodości wiemy niewiele.
Wanda opowiadała mi, że bardzo wcześnie nauczyła się czytać i chodziła na
koncerty muzyczne do Filharmonii. Moja
teściowa i inni pamiętający ją z tamtych
czasów twierdzą, że przed wojną pracowała jako krawcowa. Obszywała rodziny,
z których dziećmi potem się zaprzyjaźniała. W ten sposób prawdopodobnie
zetknęła się z ruchem komunistycznym.
Wanda w okresie międzywojennym
organizowała pierwszomajowe mityngi
i uczestniczyła w rozpowszechnianiu
ulotek organizacyjnych, co opisała po
wojnie w książkach. Trzykrotnie była
aresztowana (w 1931, 1933 i 1937 roku).
Po wybuchu drugiej wojny światowej
została wysłana do Związku Radzieckiego,
gdzie po przeszkoleniu została zrzucona
na spadochronie w charakterze radiotelegrafistki. Walczyła w szeregach Armii
Ludowej w Lasach Janowskich i na terenie
Puszczy Solskiej. Nie chwaliła się tym.
Kiedy po latach jedna z członkiń „Dzieci
Holokaustu” spytała ją zupełnie poważnie,
co robiła podczas wojny, Wanda odpowiedziała jej dowcipnie, że przebywała
w Warszawie i spacerowała Marszałkowską. Koleżanki tej osoby powtarzają to do
dzisiaj, również bardzo poważnie.
Po wojnie Wanda pełniła w Ministerstwie Oświaty i Kultury funkcję m.in.
dyrektorki Departamentu Bibliotek. Pod
jej kierunkiem, w latach 50-tych, pracowały dwie bardzo bliskie mi osoby,
pedagodzy: mgr Ida Merżan, słuchaczka
wykładów Janusza Korczaka w Państwowym Instytucie Pedagogiki Specjalnej (słynnym PIPS-ie) i praktykantka
nr (52)
Fot. Archiwum rodzinne
w Domu Dziecka przy ul. Krochmalnej
92 w Warszawie, oraz prof. dr hab. Eugenia Dąbrowska, po wojnie asystentka
prof. Sergiusza Hessena w Łodzi i prof.
Bogdana Suchodolskiego na Wydziale
Pedagogicznym UW. Nie wiadomo,
czy Wanda dorównywała im poziomem
wykształcenia – raczej nie, ale posiadała
znakomite przymioty: bardzo zorganizowana i operatywna, miała poczucie
empatii. Poza tym, była bezgranicznie
oddana partii. Można było jej zaufać. Wypada zauważyć, że to właśnie w okresie
działalności dyrektor Wandy Michalskiej
powstało w Polsce bardzo wiele bibliotek
–zarówno w miastach jak i na wsiach.
I to było jej osobistą zasługą.
Wanda zawsze była ciekawa świata.
Po przejściu na emeryturę na przełomie
lat 60-tych i 70-tych największą jej pasją
stały się podróże. Korzystając z każdej
okazji, odwiedzała nowe, ciekawe miejsca dzięki żegludze dalekomorskiej. Była
w ok. 100 krajach. Kiedy na początku lat
70-tych pojechała do Argentyny, z wizytą
do rodziny swojego ocalałego z wojennej pożogi jedynego brata (prawie cała
rodzina zginęła podczas II w. św.), przy
ich pomocy finansowej zwiedziła Andy.
W okresie Rewolucji Kulturalnej w Chinach pojechała na wycieczkę do Chin.
Zjeździła cały świat. Podróże, turystyka
stały się nie tylko jej pasją, ale drugą
miłością. Kiedy przypadkowo dowiedziała się z gazety o powstaniu w 2003
roku w Toruniu Muzeum Podróżników
im. Tony’ego Halika, nawiązała kontakt
z organizatorami i samą Elżbietą Dzikowską. Zaofiarowała muzeum wszystkie
swoje pamiątki, ponadto zafundowała
piękny prezent w postaci kompleksu
multimedialnego (telewizor, odtwarzacz
DVD, mikrofon). Kierownictwo muzeum
nadało jednej z sal imię Wandy Michalskiej i nakręciło z tej uroczystości film.
W dniach 1-25 czerwca 2005 roku można
było oglądać wystawę „Wanda Michalska
– podróżniczka pięciu kontynentów”.
Pod tym samym tytułem w listopadzie 2005 roku odbyło się w Klubie TSKŻ
spotkanie z Wandą. Na tę okazję zakupiła
DVD. Tym razem już dla swoich potrzeb,
żeby zaprezentować cenny dla niej film
o uroczystości w toruńskim muzeum.
Zaskoczyła nas po raz kolejny, kiedy
w czerwcu 2006 roku, w wieku ponad 95
lat, kupiła sobie na imieniny laptop. Dzięki niemu chciała być w stałym kontakcie
ze swoimi nowymi przyjaciółmi.
grudzień 2008 – styczeń 2009
Jak każdy człowiek miała też swoje słabości. Była na co dzień bardzo
oszczędna, co było przedmiotem żartów
jej bliskich. Przez całe życie musiał też
towarzyszyć jej strach. Tłumaczyła, że
wbrew temu, co ma wpisane w dowodzie
osobistym, jest starsza o pięć lat, ponieważ „Niemcy lepiej traktowali młodszych
i zmieniłam sobie w czasie wojny datę
urodzenia”.
Wanda zawsze chętnie przychodziła
do TSKŻ. Po relacji ze swoich podroży
miała opowiadać o Norymberdze –
mieście pokoju. Nie zgodziła się, aby
jakakolwiek wiadomość o tym znalazła
się na łamach „Słowa Żydowskiego”. Na
spotkaniu z „podróżniczką pięciu kontynentów”, które zbiegło się z jej 95. urodzinami, robiono, ze zgodą Wandy, zdjęcia.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy już
będąc u niej w mieszkaniu i pokazując
jej z radością zdjęcia, usłyszałam ciche
ostrzeżenie: „Ale nie mów, gdzie były robione...”. W pokoju znajdowali się goście
z innego niż żydowskie środowiska.
Wanda zadzwoniła do mnie nieoczekiwanie pod koniec października
2007 roku. Dowiedziała się, iż pomimo,
że jest ateistką, może wstąpić do Gminy
Warszawskiej. I ona chce! Przyjechałam
do jej mieszkania z kwestionariuszem.
Ktoś z Zarządu zwrócił mi uwagę, że
należy dołączyć jakieś świadectwo
pochodzenia żydowskiego – wystarczy
nawet imię ojca.
Wanda wypełniła kwestionariusz,
wpisując: „Wanda Michalska, córka Piotra i Heleny, urodzona w 1915 roku, itd.”.
Nie wytrzymałam: „Wando! Nie musisz
przy mnie pisać, że jesteś córką Piotra”.
„No, po rosyjsku Pietr”. Nastąpiła dalsza
wymiana zdań. „Przykro mi, ale musisz
załączyć jakieś zaświadczenie, że jesteś
Żydówką. Inaczej będzie musiał przyjść
do ciebie rabin”. „To niech przychodzi!
Jestem członkiem TSKŻ, stowarzyszenia żydowskich kombatantów, nie mam
metryki. Spaliła się w czasie wojny,
w ŻIH-u nic nie ma”.
Dopiero po jej śmierci, przeglądając
papiery, p. Ewa Dąbrowska, która opiekowała się nią przez ostatnie trzy lata, trafiła na Zaświadczenie USC z 1946 roku,
potwierdzające jej pochodzenie żydowskie i wyrażające zgodę na zatrzymanie
nazwiska, które przyjęła w czasie wojny.
Okazało się, że od tego czasu poczuła
się Wandą Michalską, córką Piotra…
Konspiracja czy wieczny strach?
Rabin Michael Schudrich niejednokrotnie podkreśla, że środowisko
żydowskie w Polsce jest chore, ponieważ
przez 60 lat ludzie bali przyznawać się
do swojej tożsamości. Nieoczekiwanie
okazało się, że jedną z takich osób była
Wanda – jedna z najbliższych mi osób,
wieloletnia koleżanka mojej teściowej
Chany Ejgenberg (która nawet w Związku Radzieckim nie zmieniła nazwiska!).
Wanda, z zamiłowaniem śpiewająca
piosenki żydowskie, niezwykle dzielna,
pomysłowa, do ostatnich dni niezależna
w swoim postępowaniu – właśnie ona
przez wszystkie powojenne lata bała się
swoich licznych znajomych, towarzyszy,
współpracowników...
Wanda Michalska zmarła w pięć
dni po swoich 98-ych urodzinach. Była
naprawdę niezwykła. Wystarczy tu jeszcze tylko wspomnieć, że swoją bibliotekę przekazała Muzeum Literatury im.
Adama Mickiewicza na Starym Mieście,
a swoje ciało przeznaczyła dla Akademii
Medycznej w Warszawie na potrzeby
badań naukowych.
„Umarłych wieczność tyle trwa
Dokąd Pamięcią im się płaci.
Chwiejna waluta nie ma dnia,
by ktoś wieczności swej nie stracił”.
Wiersz Wisławy Szymborskiej przytaczam za przyjaciółmi Wandy Michalskiej, autorami nekrologu, który został
zamieszczony w „Trybunie” – w gazecie,
którą Wanda zawsze czytała.
Tamara Monko-Ejgenberg
‫ ■ ביולעטין‬19
◗ WSPOMNIENIA
Z wszechogarniającym poczuciem smutku i żalu
żegnamy zmarłego nagle 1. stycznia br.
Henryka Halkowskiego
filozofa, publicystę i tłumacza,
znawcę chasydyzmu i historii krakowskiego Kazimierza.
Przyjaciele wraz z Zarządem i członkami
Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie.
◗ ODESZLI
Mojsiej Zeldowicz
Niech będzie wywyższone
,i po­świę­co­ne Imię Jego
,wielkie w świec­ ie
­ y sam stwor­ zył
któr
.według Swojej woli
Niechaj ustan­ ow
­i
,Swoj­ e król­ ow
­ an­ ie
­ ad­ zi
niech sprow
,wyz­ wol­ en­ ie
­ haj ześ­ le już wkrótc­ e
niec
,Mes­ jas­ za
­ ze za życia was­ zeg­ o
jeszc
­ zych
i za dni was
ur. 1 sierpnia 1919 r.
zm. 2 grudnia 2008 r.
Gmina Wyznaniowa Żydowska
w Warszawie:
ul. Twarda 6, pok. 13, 00 - 950 Warszawa
tel./fax: +48 22 652 28 05
tel.: +48 22 652 17 53 w. 121
e-mail: [email protected]
Godziny otwarcia biura:
pon. - pt.: 900 - 1600
Konto złotówkowe:
BRE Bank SA
PL67 1140 1010 0000 2594 7300 1005
Konto walutowe:
BRE Bank SA
PL40 1140 1010 0000 2594 7300 1006
Redakcja biuletynu:
ul. Twarda 6, 00 - 950 Warszawa
tel.: +48 22 652 17 53 w. 115
e-mail: [email protected]
Redakcja i opracowanie:
Anna Ciałowicz
[email protected]
tel.: +48 22 652 17 53 w. 115
tel.: +48 505 813 806
Konsultacja judaistyczna:
Małgorzata Kordowicz
[email protected]
Opracowanie graficzne,
skład i łamanie:
Anna Rozenfeld
[email protected]
Zdjęcie na okładce:
Piotr Sadurski
Druk i oprawa:
Argraf Sp. z o.o.
ul. Jagiellońska 76, 03 - 301 Warszawa
tel./fax: +48 22 811 51 11, 614 53 31
i za życia
.ca­łe­go domu Izra­ela
.Mówcie: Amen
Nakład:
500 egz.
Numer świąteczny podwójny
Zeszyt (51)/2008
Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie
zrekonstruowana jesienią 1997 roku, jest
jedną z ośmiu gmin tworzących Związek
Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP. Jej
odrodzenie jest jeszcze jednym znakiem
udowadniającym, że Marzec ’68 nie stał się
końcem społeczności żydowskiej w Polsce.
Zmieniają się czasy, zmienia się też społeczność żydowska. Dotychczasowe formy
życia społecznego nie wystarczają nowym
cz łonkom. Nowo pows tała gmina sz uka
i szukać będzie swojej tożsamości.
Gmina jest otwarta: wstępujących nie pyta się
o stopień osobistej religijności. Członkiem
może zostać każda osoba pochodzenia żydowskiego, o ile nie praktykuje innej religii.
Gmina jest również otwarta w tym sensie,
20 ■ biuletyn
że wzorem przedwojennych gmin polskich
i aktualnie istniejących gmin w wielu krajach, do jej celów statutowych należy także
zaspokajanie społecznych i kulturalnych
potrzeb swoich członków. Dobra instytucja,
to instytucja służąca tworzącym ją ludziom
– tak właśnie wyobrażamy sobie naszą Gminę. Stoją przed nią trudne zadania: razem
z innymi instytucjami żydowskimi ma służyć
materialnemu i duchowemu dziedzictwu Żydów polskich, a jednocześnie budować życie
żydowskie tu i teraz.
Chcemy pielęgnować naszą tradycję, chcemy
być z niej dumni, chcemy stworzyć z gminy
instytucję – zgodnie z żydowskimi wartościami – skierowaną ku przyszłości. Stanowi to
wyzwanie dla wszystkich polskich Żydów.
Opinie prezentowane na łamach
Biuletynu nie stanowią oficjalnego
stanowiska Zarządu Gminy
Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie.
Zastrzegamy sobie prawo do
redagowania i skracania nadesłanych
tekstów. Materiałów nie zamówionych
redakcja nie zwraca.
Dla członków GWŻ w Warszawie
egzemplarz bezpłatny
nr (52)
Download